O wszystkim


Po deszczu

ANDRZEJ DOBOSZ



Doniesienia o wodzie zalewającej Pragę i niezmierną ilość innych miast i miasteczek Europy Środkowej znacznie przekraczają zwykłą porcję złych wiadomości docierających do nas codziennie. Każda zła nowina bywa powtarzana wielokrotnie, dobre przytacza się mimochodem. W ostatnim tygodniu dowiedziałem się, że zużyte opakowania plastikowe można na powrót przerabiać na olej napędowy i ktoś to w Polsce robi. Nie umiem powtórzyć gdzie, bo telewizja wspomniała o tym tylko raz. Wydaje się, że owe wielkie płachty reklam z Sukiennic i innych gmachów też były wykonane z tej materii. Czy zostaną pocięte i spożytkowane?
Wydarzenia tego lata na trwałe zapiszą się w pamięci. Będziemy zajmować się losem zniszczonych miast, organizacją społeczeństwa w chwilach kataklizmu. Jego siła będzie wiązana z działalnością ludzi. Raz jeszcze parę dziedzin gospodarki będzie oskarżane o naruszanie naturalnych warunków istnienia planety. W jakim stopniu możemy mieć pewność, że tak jest naprawdę? W poniedziałek 12 sierpnia usłyszałem w TV, że powódź w Pradze jest najgroźniejsza od stu lat, we wtorek już, że od 170 lat. W Paryżu stale są w handlu pocztówki z fotografiami łodzi pływających w roku 1910 po ulicach paryskich oddalonych o kilkaset metrów od Sekwany. W tej sytuacji najchętniej bym wrócił do ponownej lektury „Historii klimatu od roku tysięcznego” Emanuela Le Roy Ladurie. Egzemplarz został jednak w domu, a ja jestem na Spiszu. Gdy czytałem ją ćwierć wieku temu, bardziej zwracałem uwagę na cykle mrozów i ociepleń niż na częstotliwość wylewów rzek. We Francji regularne zapisy codziennych temperatur były dokonywane dopiero od połowy XVIII wieku. W Warszawie prowadził je systematycznie Antoni Magier na początku XIX wieku. Pasażerowie autobusów przejeżdżających na Bielanach ulicą jego nazwiska zwykle używają formy: Magiery. We Francji sprawą wielkiej wagi jest jakość każdego rocznika wina, które będzie pite przez znawców dopiero po kilku czy kilkunastu latach, czasem jeszcze później. A ceny roczników z tej samej znanej winnicy wahają się od 1 do 5. Dlatego wartość roczników zaczęto rejestrować bardzo wcześnie. Przestudiowawszy uważnie zależności między jakością win a danymi o pogodzie z ostatnich dwustu lat, Emmanuel Le Roy Ladurie, profesor Collége de France, odtworzył ze znacznym prawdopodobieństwem dzieje chłodów, upałów i nasłonecznienia w swoim kraju na przestrzeni kilkuset lat.
Właściwie mogłem zabrać ze sobą te dwa tomiki. W wydaniu kieszonkowym ważą nie więcej niż kilkanaście deko. Kupiłem je przed laty za bardzo skromną sumę i nie sprawiały mi kłopotu podczas dziesięciu już przeprowadzek. We Francji żyję nie tylko w łagodnym klimacie, w dowolnej chwili mogę wejść w posiadanie wybranego spośród kilkunastu tysięcy ważnych tytułów, od Berkeleya, Platona, Kanta do Maxa Webera. Jest wśród nich cały Czechow, Gombrowicz i Laurence Sterne, wszystko, na co tylko ma się ochotę. Oprócz wydań normalnych i bibliofilskich są też lekkie, tanie i nie rozklejają się nawet po latach. Można je czytać na plaży, na spacerze w lesie przysiadając na pieńku. Nie istnieje zapewne skuteczniejsza odtrutka na głupotę telewizji.
Gdy w Polsce wydano wreszcie główne dzieło Maxa Webera, „Gospodarkę i społeczeństwo”, jest to książka bardzo droga i można z niej korzystać dopiero po rozłożeniu na stole. Być może po kilkunastu miesiącach jej cena zostanie drastycznie obniżona, co często się zdarza. A jeśli wtedy nie mógłbym skorzystać z okazji, bo będę w innym kraju, już nigdy nie zdołałbym zdobyć tego dzieła na własność.
Zamiast wozić na wakacje Webera mogę nie męcząc się przeczytać „Politykę dla głupców” Marcina Króla („TP” nr 33). Nie jest łatwo odrzucić tezy tego autora. Jednak świadomość, że jest on dziekanem Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, przypomina mi myśl Williama Jamesa: „W jakikolwiek wszechświat wierzy profesor, nie może to być wszechświat dający się zawrzeć w dwóch zdaniach, gdyż byłoby to coś, do czego umysł profesorski jest zgoła zbędny”.





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34 (2772), 25 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl