Inna Europa puka do drzwi

BARBARA SKARGA



W czerwcu odbyła się w Paryżu konferencja zorganizowana przez wydział Kultury i Polityki Europejskiej Uniwersytetu Marne la Valee przy współudziale grupy badawczej z Uniwersytetu w Nancy, reprezentowanych przez Chantal Delsol, Joannę Nowicką i Michela Masłowskiego – trójkę profesorów, od dawna zajmujących się zagadnieniami kultury Europy środkowej i wschodniej. Ich zainteresowania dotyczą między innymi kwestii istnienia odmienności i granic między Wschodem i Zachodem, możliwości przekraczania tych granic i wzajemnego zrozumienia itp. Wyrazem tych badań jest opublikowana przez nich książka pt. „Mythes et symboles politiques en Europe Centrale”. Uniwersytet Marne la Valee to młoda uczelnia usytuowana na przedmieściach Paryża. Studentów tam niemal tyle, co na Uniwersytecie Warszawskim, budynków – mnóstwo, omal całe miasto, w którym można się zagubić. Mój taksówkarz przez pół godziny szukał gmachu Kopernika, w którym konferencja miała się odbyć... 

Inna Europa

Tytuł konferencji (bardzo literacki) brzmiał „Marchés, confins, lisieres”. Jak wyjaśniają organizatorzy, chodziło im o oświetlenie problematyki niezmiernie dziś aktualnej, związanej z tymi rejonami Europy, gdzie ścierają się najrozmaitsze wpływy polityczne i kulturowe, zderzając się z tym, co na tych terenach ma własny oryginalny kształt. W tych rejonach to, co inne, doprowadza niekiedy do konfliktów, ale często współżyje z tradycją, na granicy wzajemnej tolerancji. Innymi słowy, chodziło organizatorom o zastanowienie się nad fenomenami, które dają się obserwować na kresach cywilizacji europejskiej, ale także na kresach rozmaitych państw i narodów europejskich, gdzie struktury narodowościowe i obyczajowe rozmywają się na skutek bliskiego, lecz obcego im sąsiedztwa. Gdzie leżą granice dominującego modelu kultury zachodniej, gdzie znajdują się bariery jego ekspansji, kim jest człowiek żyjący na kresach, czyli w tym miejscu, w którym zachodni model konkuruje stale z czymś innym, innym a jednak codziennym i znanym? Co wnosi człowiek pogranicza do wartości tak cenionych w centrum?
Jak to zwykle bywa na konferencjach o dość luźno sformułowanym programie, nie wszyscy trzymali się ściśle tematu, więc tym barwniejszą była dyskusja. Głównie mówiono o nieprzekraczalności tych lub innych granic, o uniwersalnych wartościach, dystansach, różnicach, transgresjach i marginesach, niepokojącym spotkaniu z innością itd. Słuchacz polski dostrzegał w głosach uczonych francuskich z jednej strony chęć (a czasem i rozumienie konieczności) otwarcia się na inność, i chęć uznania tej inności, czego przecież domaga się tradycja francuskiej kultury. Nigdy bowiem w swych dziejach, mając pełne poczucie wyższości, nie zamykała się ona przed obcymi. Z drugiej strony można było wyczuć ludzką niepewność, wątpliwości, świadomość ogromnego – nie zawsze usprawiedliwionego – dystansu, politycznego lęku. Stereotypy są tu niezmiernie silne i trzeba zdać sobie sprawę, że przychylności (nawet u intelektualistów z centrum Europy) do krajów wydających się leżeć gdzieś na skrajach nie jest tak wiele, że przełamanie stereotypów jest trudne. Tym bardziej należy docenić wysiłek organizatorów, którzy chcieliby rozmaite uprzedzenia rozwiać, ukazać ich irracjonalność, zwrócić uwagę na skutki każdego zamknięcia, każdego podtrzymywanego dystansu. Jak pisze Pierre Chaunu w przedmowie do „Mythes et symboles politiques en Europe Centrale”: „trzeba wreszcie uczynić przedmiotem refleksji tę inną Europę, cenną część nas samych, która stuka do naszych drzwi, choć nie śpieszymy się ich otworzyć, by gości przyjąć, i która dziwi się, zraniona, pełna rozczarowania ze starym i wciąż odnawianym poczuciem krzywdy”.

Mity i racje

Konferencja i książka zrodziły się z podobnych zamierzeń. Mam nadzieję, że materiały z konferencji zostaną opublikowane. Książka już jest i w parę dni po konferencji odbyła się jej promocja w Centrum Kultury Polskiej w Paryżu. To dzieło zbiorowe autorów z Francji, Polski, Czech, Węgier, Rumunii, Ukrainy. Znajduję wśród nich znakomite pióra naszych uczonych rodaków, chociażby Janusza Tazbira, Marii Janion, Jerzego Jedlickiego, Jerzego Kłoczowskiego, Andrzeja Walickiego i innych. Pomysł jednak i układ należy do trzech autorów, do Chantal Delsol, Joanny Nowickiej i Michela Masłowskiego. Pomysł zaś jest ciekawy. Przedstawienie pogranicza Europy nie zawiera ani opisów osobliwości geograficznych, ani właściwości rodzimej ekonomii, ani historii politycznej czy instytucji politycznych. Ta książka mówi o panujących tam różnych mitach i symbolach, o tej warstwie kultury, którą się określa nieraz jako wyobrażenia społeczne i której dziś poświęca się wiele badań i prac. Przypomnijmy tylko o pracach naszego rodaka Bronisława Baczki na temat mitów rewolucji we Francji. Wyobrażenia te są zazwyczaj silne i trwałe, kryjąc się gdzieś u samych źródeł obyczajowości, tradycji, ale także i społecznych ruchów. Wiemy dobrze o tym, że nader często walczy się i zabija w imię symboli. Można traktować tę mityczną warstwę jako coś w rodzaju narośli niebezpiecznej i szkodliwej w życiu narodów i – zapewne – niekiedy taką bywa. Nie można jednak pominąć jej funkcji pozytywnych. Często bowiem odgrywa rolę inicjującą i regulatywną, a niekiedy wręcz stabilizującą. Wnika zaś głęboko w życie społeczne i polityczne nadając im szczególny, charakterystyczny ton. Jak napisał we wstępie Jean Jacques Wunenburger, wyobrażenia są taką aktywnością psychiczną, która pośredniczy między postrzeganiem, a więc odniesieniem do świata zewnętrznego, obiektywnego, i rozumieniem mającym źródła w myśli abstrakcyjnej, chociaż zabarwionej uczuciami. Ich funkcją jest reprodukcja postrzeganego świata, lecz ta reprodukcja jest poddana nowym kreatywnym modelom, nadającym sens nasycony ideami. Jest prawdą, że niekiedy owe wyobrażenia oślepiają, prowadzą do czynów nierozsądnych, ale to właśnie w nich tkwią siły mobilizujące ludzkie społeczności do realizacji wspaniałych zamierzeń. Książka zawiera więc rozdziały o mitach początków, o mitach przedmurza, złotego wieku, bohaterach, itp. Nie zabrakło tu mowy o figurach rodzimych antyherosów, jak Szwejk czy symbolice kapłana i błazna, tak ważnej w pewnym okresie historii w naszym kraju. Mowa jest oczywiście o polskim mesjanizmie, jak i o św. Koronie, symbolu wolnych Węgier. 
Czytelnik jednak zadaje sobie pytanie sformułowane wprost przez Chantal Delsol w konkluzji książki: Czy warto w taki oto sposób przedstawiać kraje centralnej Europy, koncentrując się wyłącznie na tym, co w nich przestarzałe, niemal anachroniczne? Czy nakreślony obraz nie sprzyja pogłębieniu wątpliwości Europejczyka, który dziś troszczy się raczej o to, co byłoby zdolne zbudować przestrzeń wspólną? Zresztą wobec głębokich transformacji, które zachodzą na Wschodzie po upadku komunizmu, mity te stają się już tylko ciekawostką historyczną. Służyć więc mogą co najwyżej lepszemu poznaniu przeszłości. Z drugiej jednak strony wiemy, że przeszłości nie da się przekreślić. Wszakże odbija się w teraźniejszości. Myśląc zatem o krajach centralnej Europy jako partnerach w budowaniu wspólnoty i szukając dróg wzajemnego zrozumienia nie można jej lekceważyć i pomijać, choć zapewne takie przedstawienie odsyłające w przeszłość nie wystarcza. 
Jest prawdą, że w obecnej sytuacji Europy, Zachód stał się centrum kultury, ku któremu spoglądają peryferie. Wschód patrzy na Zachód, Zachód przygląda się sam sobie. Oto dlaczego wydaje się nam, że Wschód powinien wyzbyć się swych mitów, odrzucić przesądy. Jednakże nie ma przestrzeni kultury pozbawionej elementów mitycznych. I my – pisze Delsol – to znaczy Zachód, żywimy się mitami. Na miejsce mitów początków i złotych wieków stworzyliśmy mit racjonalnego państwa i nieustającego postępu. Na miejsce mitu pogranicza i przedmurza, tej ojczyzny ciągle zagrożonej, niepewnej swego losu, rozwinęliśmy mit Centrum o naturze godnej chwały, stworzonego do władzy. „Ludzie Zachodu wierzą, że to wszystko, co od nich pochodzi, powinno być rozpowszechnione jak Dobro Arystotelesa. Nie siląc się na porównania i argumentację, patrzą z litością na tych, którzy nie są im podobni, śpieszą z pomocą tym, którzy podjęli trud naśladownictwa i gorszą się tymi, którzy odrzucają wzory”. I tu, i tam mity przesłaniają racje. 
Książka jest więc wyraźnie pisana z myślą o Francuzach z intencją ukazania im wartości kulturowych tej odległej Europy, ale jednocześnie z intencją podważenia owego mitu Centrum. Czytając ją zdałam sobie jednak sprawę, że my Polacy wiemy nieporównanie więcej zarówno o dziejach Francji czy Włoch, i różnych ich mitach – zwracamy się ku Centrum – niż np. o Węgrzech lub Czechach, mimo wielorakich wzajemnych kontaktów w naszej historii. Widocznie sąsiedzi budzą mniejsze zainteresowanie, a stereotypy zrodzone przez wieki sąsiadowania bywają mocniejsze. Żałuję więc, że autorzy nie zdołali pozyskać do współpracy jeszcze innych znawców kultury tych narodów, że artykułów dotyczących Polski jest o wiele więcej, co narusza proporcje całości dzieła. Niemniej to, co się w nim znalazło, jest bardzo ciekawe i choćby z tego względu warto je przetłumaczyć na język polski. A poza tym warto przyjrzeć się sobie oczyma innych. Chociaż bowiem, jak już wspomniałam, pełno tu tekstów polskich uczonych, wstępy do poszczególnych rozdziałów, prezentacje zagadnień i konkluzje wyszły spod pióra uczonych francuskich.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 33 (2771), 18 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl