Przegląd prasy

Prawo po Unii



Nie są uzasadnione obawy o utratę własnych tradycji prawnych oraz skrzywienie systemu aksjologicznego, na którym oparty jest nasz system prawny – tłumaczy w WIĘZI (8-9) prof. Marek Safjan, prezes Trybunału Konstytucyjnego zapytany, czy po wejściu Polski do Unii Europejskiej jej organy nie będą mogły narzucić nam „rozwiązań moralnie nie do przyjęcia”. W tej sferze bowiem prawo międzynarodowe oraz wspólnotowe, tworzone od kilkudziesięciu lat w Europie, operuje zwykle wskaźnikami ochrony minimalnej – jest więc „dość powściągliwe w narzucaniu wprost, bezpośrednio standardów ochrony, które wykraczałyby poza minimum objęte konsensem wszystkich społeczeństw tworzących wspólną Europę”. 
Także historia pokazuje, że funkcjonowanie standardów europejskich w sferze praw człowieka jakoś jeszcze nigdy nie doprowadziło w żadnym z państw do rezygnacji z jego rodzimej tradycji i aksjologii prawnej. M.in. Europejska Konwencja Praw Człowieka dotyka tak drażliwych kwestii każdego systemu prawnego, jak ochrona życia, prawa do prywatności, wolności wypowiedzi, sumienia i wyznania. Ale oparte na niej tendencje w orzecznictwie Trybunału Praw Człowieka świadczą o charakterystycznej powściągliwości w narzucania takich interpretacji, które mogłyby dzielić społeczeństwo. Przykładowo: w tak delikatnej sprawie, jak status dziecka nienarodzonego, „w orzeczeniach Trybunału nie znajdziemy zdecydowanych, jednoznacznych wypowiedzi, uznających za niezgodne z Konwencją restryktywne traktowanie aborcji, ani też jej szeroką dopuszczalność”. Raz (sprawa z Niemiec) Trybunał stwierdził, że stworzenie ograniczeń w przeprowadzaniu aborcji może być traktowane jako uzasadniona ingerencja w sferę życia prywatnego. W innym przypadku (Irlandii) orzekł, że bezwzględne uniemożliwianie dostępu do informacji o możliwości przeprowadzenia aborcji poza granicami kraju też narusza prawa do życia prywatnego. Okazuje się więc, że Trybunał stara się równoważyć sprzeczne tendencje, które pojawiają się w różnych państwach europejskich – nie próbuje natomiast narzucać stanowiska, które w tak kontrowersyjnych kwestiach naruszałoby kompetencje poszczególnych państw, ich tradycję i społeczny system wartości.
Nawet gdyby z czasem Unia próbowała tworzyć prawo wiążące dotyczące tych obszarów, to przewidziane być muszą mechanizmy pozwalające wyłączyć stosowanie niektórych regulacji w tych państwach, których społeczeństwa preferują inny system wartości. Nawet teraz – mimo że w Unii obowiązuje zasada jednomyślności – istnieje możliwość niestosowania niektórych z przyjętych przez „15” rozwiązań w tych państwach członkowskich, które się z nimi zdecydowanie nie zgadzają. Tym bardziej furtki takie będą niezbędne, gdy w poszerzonej do ponad dwudziestu członków Unii przyjęta zostanie zasada głosowania większościowego. Nie należy też zapominać, że gdy Polska stanie się już członkiem UE, to zdobędzie przecież wpływ na kształtowanie prawa wspólnotowego. Wreszcie, co ważne, a często uchodzące uwadze, w prawie krajów Unii dziś już funkcjonuje wiele mechanizmów ochronnych, których nie przewiduje... polskie ustawodawstwo. Przykładowo: do niedawna w Polsce nie było żadnych ograniczeń związanych z klonowaniem! Tymczasem system Europejskiej Konwencji Bioetycznej od dawna wyraźnie go zakazywał. Przemyślaną koncepcję w tej mierze – generalnie niedopuszczającą tzw. klonowania reprodukcyjnego, zawiera też uchwała Parlamentu Europejskie sprzed kilku lat. W krajach UE obowiązują też znacznie bardziej restrykcyjne niż w Polsce regulacje mające przeciwdziałać komercjalizacji ciała ludzkiego (m.in. obrotu organami).
„Debata publiczna czasami prowadzi do liberalizujących posunięć prawnych, ale z drugiej strony wprowadza też mechanizmy ochronne, od których my (w Polsce – KB) jesteśmy jeszcze bardzo dalecy”. Tymczasem jak na razie w dyskusji nad wyzwaniami, które niesie współczesna cywilizacja i technologia, głosu Polski brakuje. Tymczasem może od niego wiele zależeć – nawet już dziś w sporach w ramach Konwentu Europejskiego zależy od Polski wiele więcej niż jeszcze niedawno można było sobie wyobrażać. m.in. zostaliśmy włączeni do kluczowych prac nad projektem konstytucji europejskiej. Jednak czasem można odnieść wrażenie, że tego wpływu Polska mieć nie chce. „Operujemy często opiniami schematycznymi czy stereotypowymi, tkwimy w nieprawdziwych mniemaniach o rzeczywistości europejskiej i w pewnej hipokryzji. To co wynika z europejskiej rzeczywistości, naginamy do naszych aktualnych koncepcji i przekonań”. To utrudnia nam rzetelne podejście do integracji. Tymczasem rzeczywistość europejska „jest niezwykle zróżnicowana i nie da się podciągnąć pod jeden schemat – ani libertyński, ni fundamentalnie katolicki”.

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 33 (2771), 18 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl