A mój syn


Wakacje

JACEK PODSIADŁO



A mój syn wymyślił zagadkę, kiedy szliśmy obok boiska z Zelmerem i synem Zelmera, Kubą. „Co to jest: ma 2 skrzydła, 24 nogi i jeden kalosz?” Nikt nie wiedział. „Drużyna piłkarska i sędzia-kalosz!”, ogłosił syn i dodał: „Bo w każdej drużynie jest dwóch skrzydlatych, prawda?” „Skrzydłowych. Ale zagadka jest super, muszę ją zapamiętać”. „Możesz napisać ją do gazety”, zezwolił domyślnie syn i przypomniał: „I to, co wczoraj Kuba powiedział przy ognisku, skąd się biorą sny. Że to mózg się nudzi, kiedy człowiek śpi, dlatego wymyśla różne takie bajki”. 
Wystarczyło napomknąć, że nie dostałem żadnej pocztówki z wakacji, i już dostałem parę. Bóg Wam zapłać. Niezwłocznie próbuję się zrewanżować (łatwiej używać tego słowa niż słowa „odwdzięczyć”) felietonikiem. 
Wakacje. Moczenie się w jeziorze. Puszczanie baniek z piasku. Mecze piłki chaotycznej. Wycieczki na lody. Wyprawy po chrust i wieczorne gry przy ognisku: w szubienicę, w wojnę... Potem bajka braci Grimm i spanie w namiocie. Kiedy już chłopaki oddychają równo, my z Zelmerem spotykamy się jeszcze, żeby poodkurzać koło namiotów i ożywić mózgi wynudzone godzinną partyjką niewinnych gier o złowrogich nazwach. 
Wakacje. Swoboda. Coraz łatwiej używać tego słowa zamiast słowa „wolność”. Wolność zaczęła oznaczać coś bardzo męczącego, o co się walczy, a przynajmniej nad czym się pracuje. Może nawet coś niemożliwego. „Każdy człowiek/obywatel rodzi się wolny i równy wobec prawa...”. Odrażająca praktyka dopowiada do tej pięknej teorii, że umiera zniewolony i poniżony lub wywyższony. Swoboda oznacza coś mniej wymagającego, możliwego do osiągnięcia i możliwego do ograniczenia. Pies podwórzowy (nie mylić z łańcuchowym) nie może być wolny, ale jest swobodny. Swoboda jest „niszowa”, wolność jest totalna.
Wakacje. Jako „ludź luźny” zastanawiałem się czasem nad ich istotą. Już jako dziecko, które przeczytało „Dwa lata wakacji”, przemyśliwałem, czy nie dałoby się mieć wakacji przez całe życie. Późniejsze treningi przekonały mnie, że w każdym razie da się „nie chodzić”: do szkoły, do pracy, na zajęcia. Można nie stawiać się na wezwania i nie uczestniczyć w społecznych czynach. Wagary to uszlachetniona forma wakacji. Jeśli lubicie skrzydłowe słowa, mogę nawet napisać, że absencja to wyższa forma obecności. Ale definiować takimi pozłoconymi myślami to brać byka za ogon. „Pozytywna” definicja wakacji wymagałaby określenia, gdzie znajduje się człowiek, którego nie ma w szkole, w pracy ani w domu. Prawdopodobnie znajduje się w lesie lub nad rzeką, bo szuka tego, co nieuporządkowane, przeciwne porządkowi codzienności. Być może siedzi właśnie w malinach. Wakacje wymagają poczucia oswobodzenia z pęt terminów i wyznaczonych godzin, wyznaczonych tras, wyznaczonych czynności. Poczucia wyzwolenia wewnętrznego lenia. Odświętnego uniesienia. Uniesienie nie może trwać zbyt długo, bo wszyscy ludzie by latali, a ktoś musi chodzić po Ziemi, żeby nie wyrwała się z orbity. Kiedy wyzwoleniec zapomina o swoim niewolnictwie, kiedy ziemie odzyskane stają się „nasze”, kiedy święto trwa tak długo, że powszednieje, oznacza to kres wakacji. Dlaczego młodzi ludzie, którym nie wystarczają wycieczki, decydują się na ucieczki z domu? Bo pragną – choć nie zawsze świadomie – przynajmniej dwóch przeżyć, jakich nie potrafimy im zapewnić: zachłyśnięcia się wolnością i przeżycia inicjacji. Potrzebują czegoś ekstra, co nie jest namiastką, ale istotą, chcą być „na gigancie” i żyć „na haju”. Dlaczego wracają, kiedy kończą im się pieniądze? Bo nie tylko pieniądze im się skończyły. 
Myślałem o tym parę dni temu będąc świadkiem przejazdu przez moje miasto arcymalowniczego pociągu specjalnego wiozącego ocalałych z „Przystanku Woodstock”. Owsiak może nie stałby się „guru” ćwierci miliona młodych ludzi pielgrzymujących do Żar, gdyby ci ludzie mieli prawdziwych nauczycieli. Dlatego dobrze, że jest. Takie podróże również mają funkcję inicjacyjną Nie da ci ojciec, nie da ci matka, tego, co może ci dać Jurek Owsiak. A tego, co sam musisz znaleźć, nawet on ci nie da. O tym też myślę, kiedy myślę, co wymyślić swojemu chłopakowi na jutro, żeby miał ekstra wakacje, nawet jeśli jezioro i wojna mu się znudzą A całego życia mu nie wymyślę.
„Ale odszedłeś pan od tematu na dobry kilometr”, mówi Zelmer. „Tak, ale jestem na wakacjach”. 

podsiadlo@atol.com.pl
skr. poczt.32, 45-067 Opole1


P.S. W odróżnieniu od pocztówki felieton nie ma odwrotu. Ale wyobraźmy sobie, że ma. Na odwrocie: 1. Skrzydlaci ludzie na szubienicy, 2. Wyzwolenie lenia w Puszczy Kampinoskiej, 3. Istota wakacji w malinach. Fot. I. Maginowski.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 33 (2771), 18 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl