NOTATKI

Bronisław Mamoń



Głosy o literaturze polskiej

„Kwartalnik Artystyczny” nr 2/2002 (34) zamieszcza kolejne głosy – kontynuację ankiety pt. „Jaki jest teraźniejszy stan literatury polskiej?”. Dwukrotnie już w „Notatkach” pisałem o wcześniejszych odpowiedziach, m.in. Czesława Miłosza, Henryka Grynberga, Stanisława Lema, Julii Hartwig.
Tytuł tekstu Adriany Szymańskiej „Mój optymizm” dobrze oddaje postawę autorki wobec teraźniejszości i przyszłości literatury polskiej. Adriana Szymańska uważa, że polska literatura powróciła do swojej podstawowej roli, poszerzając swoją tematykę rejestruje ludzkie emocje i myśli, stosunek do świata. Według niej rysem charakterystycznym dla dzisiejszej literatury jest znaczenie miejsca pochodzenia lub zamieszkiwania pisarza (związek z małymi i większymi ojczyznami) oraz zwrócenie się ku przeszłości, historii, tradycji, atrakcyjniejszej od otaczającej rzeczywistości, incydentalnie we współczesnej literaturze opisywanej.
Najchętniej czytanym jest przez nią pisarstwo Tadeusza Różewicza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Jarosława Marka Rymkiewicza, Wiesława Myśliwskiego, Ryszarda Kapuścińskiego, Marka Nowakowskiego i Kazimierza Orłosia. Pojawiają się także zdaniem Szymańskiej niespodzianki: pozytywne – wstrząsające „Czarne sezony” Michała Głowińskiego i negatywne – przereklamowane „Pod Mocnym Aniołem” Jerzego Pilcha.
Pisząc o poezji Szymańska na pierwszym miejscu wymienia noblistów i Zbigniewa Herberta. Poezja Julii Hartwig, Urszuli Kozioł, Krystyny Miłobędzkiej, Joanny Pollakówny, Teresy Ferenc, Zbigniewa Jankowskiego i Krzysztofa Karaska ma dla niej „znaczenie czułego klucza do współczesnej rzeczywistości i jest ważnym źródłem wiedzy o sprawach transcendentnych”. Nie pomijając poetów średniego i młodszego pokolenia podkreśla, że „konsekwentnie omija punkty najbardziej nagłośnione, takie jak Świetlicki, Podsiadło czy Wencel”. Dla Szymańskiej najbardziej cenne są własne, indywidualne i autentyczne próby wyrazu pozbawione koniunkturalizmu. Uważa, „że dopóki pisać będą poeci dojrzali i publikować będą młodzi, nieważne, czy nazywani neoklasykami, nowofalowcami, przedstawicielami nowej prywatności czy postmodernistami – dopóki każdy z nich próbował będzie własną wizją zmagać się z obszarami poznawczej ciemności, nie grozi nam duchowa śmierć”.
Edward Balcerzan wskazuje na trudności w określeniu stanu literatury, kiedy „wolny rynek wymienił solidarność na konkurencyjność, (...) literatura okazuje się coraz bardziej »niejedna«, skłębiona w trudnej do rozpoznania wielorakości”. Nadprodukcja, fatalna dystrybucja, promocyjne chwyty, nierzetelność krytyki prowadzą do przypadkowych, pospiesznych wyborów i ocen. Edward Balcerzan charakteryzuje możliwe losy tekstu w przestrzeni społecznej, które „dają się sprowadzić do trzech wersji: próżniowej, sezonowej i konwersacyjnej”. Ukazuje literaturę w stanie wrzenia bogactwem niesłychanej różnorodności, pełną sprzeczności, odmiennych form, stylów, poetyk, manier, spojrzeń, stosunków do świata i rzeczywistości. Poszukuje wspólnej nazwy na określenie zjawisk literackich wskazanych w swoim tekście. „Tą nazwą mógłby być impet. Wyścig, ruch, energia, wigor! W polskiej literaturze współczesnej nie dostrzegam oznak wyczerpania”.
Cztery książki: „Ledwie mrok” Andrzeja Falkiewicza, „Leśmian. Encyklopedia” Jarosława Marka Rymkiewicza, „Słoje zadrzewne” Tymoteusza Karpowicza, „Druga przestrzeń” Czesława Miłosza wymienia Bogusław Kierc w odpowiedzi pt. „Teraźniejszy stan tego co przyszłe”. Przypomina je jako „dzieła o szczególnie dynamicznej energetyce” w celu wskazania „ważnego a pomijanego pola widzenia, na którym teraźniejszość literatury polskiej wybija się poza »świat pozoru doskonałego« ku temu, »co po nas będzie nadal żyło«”.
Swój stosunek do zjawisk literackich Kazimierz Brakoniecki określa jako „wybitnie krytyczny”. Twierdzi, że: „i Miłosza i Barańczaka za ich najlepsze utwory po prostu wielbi”, ale równocześnie nie przeszkadza mu to w konkludowaniu: „mamy taką literaturę, na jaką zasługujemy, a mamy małą i rozgadaną literaturę, bo jesteśmy małym, kłótliwym, narcystycznym, sentymentalnym i leniwym narodem, który rzeczywiście (a było to dawno) trochę cierpiał i który niespokojnie czeka na kolejną (romantyczną) klęskę. I w tym miejscu rodzi się we mnie potrzeba arcydzieła. Dopóki żyjemy”.

(m)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 33 (2771), 18 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl