LISTY





Ikona z papieskimi koronami

W tekście „Czy wiecie, że Białoruś...” („TP” nr 29/2002) ks. Adam Boniecki przedstawił historię ikony żyrowickiej od chwili pojawienia się jej, aż do czasów, gdy Żyrowice stały się najważniejszym sanktuarium Matki Bożej dla wyznawców prawosławia na Białorusi, siedzibą prawosławnego seminarium duchownego oraz prawosławnej Akademii Teologicznej (dodam, że sanktuarium znajduje się 200 km od Mińska, a nie 20, jak napisano w tekście). Warto podkreślić ekumeniczny wymiar żyrowickiej ikony, która cieszy się szczególnym kultem wśród prawosławnych i jednocześnie jest obrazem z papieskimi koronami (od 1730 r. na podstawie brewe papieża Benedykta XIII). To szósty z kolei cudowny obraz Matki Bożej koronowany w Polsce. Poprzedzały go: częstochowski (1717), trocki (1718), kodeński (1723), sokalski (1724), podkamieński (1727). 
Podczas uroczystości odpustowych (w Słonimiu 7 maja, w Żyrowicach 20 maja) spotyka się modlących wspólnie katolików i prawosławnych.
Obok oryginalnej ikony istnieją jeszcze dwie, również łaskami słynące kopie-obrazy olejne na płótnie, o wymiarach dużo większych niż oryginał. Jedna z nich znajduje się w Słonimiu, druga w Rzymie. Jak podaje Walerian Charkiewicz, w książce „Żyrowice – łask krynice” (Słonim, 1930), w 1718 r. rektor Benedykt Turlewicz zarządził remont klasztoru bazylianów w Rzymie. Przy tynkowaniu ścian między kuchnią a zakrystią, gdy odbito stary tynk, zauważono wizerunek Matki Bożej. Okazało się, że jest to powiększona kopia obrazu Matki Bożej Żyrowickiej. Obraz wymagał gruntownej restauracji. Zaproszony przez zakonników malarz – Wawrzyniec Gramiccia, uczeń Lambertego da Carpi, nagle ciężko zachorował. Gdy jednak na jego życzenie przeniesiono go pod obraz, natychmiast wyzdrowiał (co uznano za cud), przystąpił do pracy i ukończył ją 15 sierpnia, czyli, jak pisze kronikarz: „w ten dzień właśnie, którego w Żyrowicach fest solenny celebruje się w Bazylice, pod tytułem Zaśnięcia Matki Bożej erygowanej”.

O. JAN BOŃKOWSKI OFMCap.
(Słonim, Białoruś)






Moja bajka studencka

„Ludzie przypominają, że w PRL uczelnie były bezpłatne, ale zapominają, jak mało było na nich miejsc i jaki cyrk protekcji odbywał się podczas walki o indeks. Sam chciałbym, by szkolnictwo było darmowe, ale wiem, że opłata jest moralniejsza niż uciekanie się do protekcji”. W nawiązaniu do tego fragmentu rozmowy Krzysztofa Burnetki z prof. Marcinem Kulą („TP” nr 30/2002), chciałabym opisać płatne nauczanie w Polsce.
Jestem studentką magisterskich studiów uzupełniających – płatnych. Rozpoczęłam je w lutym tego roku. Po sesji letniej zarówno ja, jak inni studenci stwierdziliśmy, że „to była po prostu bajka”. Nie poszerzyliśmy naszej wiedzy ani o cal, a wszyscy zostaliśmy przepuszczeni na II semestr. Poziom zajęć był żenująco niski, forma ich prowadzenia polegała w dużej mierze na zabijaniu czasu (np. „Co pani powie na ten temat?”, „A pani?”, „A pan?” Najchętniej odpowiedziałabym również pytaniem: „Na jaki temat?!”), a egzaminy... No cóż, lektury przeczytałam, więc bez problemu streściłam ich najciekawsze fragmenty. Nie każdy jednak sumiennie przykładał się do nauki, więc w znajomości wydarzeń z życia bohaterów lektur zdarzały się luki. Na ich zapełnienie znalazł się jednak sposób. Egzaminowany student spotykał się z profesorem „za dwie osoby”. Po nieudanym podejściu pojawiał się ponownie po 20 minutach, gdy zdążył „przypomnieć sobie” zapomniane (czy aby kiedykolwiek przeczytane?) rozdziały. 
Zdali wszyscy (usunięcie tępych studentów byłoby przecież nieekonomiczne) i niniejszym, całkowicie szczerze, składam dzięki łaskawym wykładowcom. Bo czyż to ich wina, że ostatnimi laty studenci są tylko cwani? Nie chcę nazwać ich (i siebie) głupimi, lecz horyzonty myślowe tych ludzi są ograniczone. Brak im kreatywności, bystrości umysłu i przede wszystkim pragnienia poznania oraz dążenia do wiedzy. Wielu moich znajomych, którzy w szkole podstawowej z trudem wyrabiali na „trzy” (regularnie, co pół roku, zaliczali cały materiał), a w liceum niemalże zasypiali na czwartej w tygodniu godzinie korepetycji z języka polskiego, studiuje teraz na wydziale filologiczno-historycznym. „Przyłożyli się”, mogłaby stwierdzić osoba postronna, a ja mówię: „Mają pieniądze”. Myślę, że w niedługim czasie słowo „bogaty” stanie się synonimem „wykształconego”. Czy jednak mądrego? Jak będzie wyglądał nasz kraj rządzony przez półinteligentów z kupionymi dyplomami wyższych uczelni?
Na studiach licencjackich miałam najwyższą średnią. Nie otrzymałam jednak zagranicznego stypendium naukowego, bo widać o jego przydziale nie decydowały oceny w indeksie (może protekcja?). Pracując w szkole zarobiłam w tym roku 3900 zł netto. Jeden semestr studiów kosztuje 1500 zł. Gdybym wcześniej nie otrzymywała wysokiego stypendium, nie mogłabym pozwolić sobie na kontynuację nauki. Czy tak powinno być?


ROZCZAROWANA STUDENTKA
(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)






Co znaczy Jezabel?

Dziękuję za wspaniałe teksty Elżbiety Adamiak w cyklu „Kobiety w Biblii”. Osoby, o których pisze, np. w tekście o Jezabel w „TP” nr 30/2002, łatwiej zrozumieć, jeśli przetłumaczy się ich hebrajskie imiona. I tak: Naama – miła, Roboam-Rehaw-am – szeroki naród, Maaka – cisnąć, Abii-Awiszalom – ojciec pokoju, Jezabel-Izewel – wyspa brudu, Achab-Achaw – ojciec-brat, Baal – imię boga u pogan (po hebrajsku – małżonek), Jahwe – jedno z 72 imion Pana (Żydom nie wolno go czytać, mogą tylko mówić – Pan). 


MOSZE KUPERBERG
(Tel Awiw, Izrael)






Nieścisłe wyjaśnienia 

Autor listu do redakcji „Co to jest bazylika?” („TP” nr 29/2002), po słusznym zwróceniu uwagi na nieuzasadnione używanie tego tytułu w odniesieniu do nowo powstającego kościoła w Łagiewnikach, napisał: „(...) bazylika to kościół, który uzyskał taki tytuł od Stolicy Apostolskiej ze względu na swą chlubną działalność, sędziwy wiek lub z racji bycia kościołem halowym z pierwszych wieków chrześcijaństwa, gdy ich budowę wzorowano na rzymskich budowlach sądowych”. Zdanie to jest nieścisłe.
Bazylika w sensie architektonicznym jest kościołem trój- (lub więcej) nawowym, w którym nawa główna jest znacznie wyższa od naw bocznych, i oświetlana oknami umieszczonymi powyżej ich dachów (to jest właśnie nawiązanie do rzymskich budowli sądowo-targowych). Tą cechą różni się ona od kościoła halowego, który jest budowlą dwu- lub więcej nawową o nawach równej wysokości (autor listu zasugerował się być może błędnym określeniem, zawartym w pierwszym zdaniu wyjaśnienia hasła „bazylika”, z „Encyklopedii Katolickiej” t. 2, s. 149). 
W sensie tytularnym natomiast istnieje sześć bazylik mniejszych – kościołów, którym Stolica Apostolska tę godność nadała. Świątynia łagiewnicka jednak, w tej chwili, nie jest bazyliką w żadnym z tych znaczeń.


JULIUSZ ZYCHOWICZ
(Kraków)






LISTY – apele o pomoc

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 33 (2771), 18 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl