Komentarze

 


Józefa Hennelowa Tacy jesteśmy? 

Krzysztof Burnetko Tańsze sądy

Krzysztof Kozłowski Niedobry sygnał 


Jacek Kubiak (Francja) Rozwiązanie demokratyczne


 

 




  
Tacy jesteśmy?

Okazało się niedawno, że solidarna pomoc robotnicza udzielona przez stoczniowców w Szczecinie szwaczkom z „Odry” to pomoc pięści, nie rozumu. Okazało się też, że taka „pomoc” znajduje uznanie. Kilkanaście minut linczu na dyrektorze zakładu odbywało się w tłumie aprobujących twarzy i przy całkowitej bezczynności obecnej podobno policji, którą zaraz potem, za bierność właśnie, pochwaliło m.in. Stowarzyszenie na Rzecz Ofiar Przemocy (sic). Związkowcy po zajściu wypowiadali dalsze groźby, szwaczki wyrażały satysfakcję („należało się mu”), lider historycznej „S” mnożył usprawiedliwiające frazesy, żaden autorytet nie nazwał skandalu po imieniu, a tym bardziej nie spróbował frustracji i słusznych roszczeń nie opłacanych pracowników zakładu (w którym nb. są współwłaścicielami) skierować ku działaniom rokującym jakiekolwiek zmiany na lepsze. Tak jakby celem była zemsta właśnie (ankieta wśród mieszkańców Szczecina potwierdziła, że znaczna część odpowiadających nie oczekuje żadnej kary dla bijących człowieka).
To zaś, co reprezentuje w tej chwili władza powołana do pilnowania prawa i porządku, jest żałosną mieszanką zagubienia i chaosu, przerzucaniem się od wykrętów do gorączkowych sankcji i znowu do usprawiedliwień. Tylko medialny przekaz wydarzeń szczecińskich okazał się stuprocentowo sprawny, po to chyba, żeby nasz wstyd i niepokój rosły zamiast maleć. 


Józefa Hennelowa








Tańsze sądy


Polacy nie wierzą w pomoc sądu. Przyczyny tej nieufności są różne: słaba znajomość posiadanych praw, ciągnące się ponad miarę postępowania, przekonanie (bywa że uzasadnione) o skorumpowaniu wymiaru sprawiedliwości. Niekiedy powód jest jeszcze bardziej przyziemny: brak pieniędzy na opłaty sądowe.
Tymczasem tak konstytucja, jak zobowiązania międzynarodowe III RP, obligują państwo do zapewnienia obywatelom prawa do sądu. Orzecznictwo Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu nie pozostawia zaś wątpliwości: barierą w dostępie do sądu mogą być też zbyt wysokie koszty, jakie obywatel musi ponieść, gdy chce przedstawić sędziom swoją sprawę.
Resort sprawiedliwości zapowiedział przedstawienie projektu ustawy obniżającej opłaty sądowe. W postępowaniach rozwodowych, spadkowych oraz dotyczących podziału majątku mają mieć one na dodatek charakter stały (dotąd koszty zależały od wartości przedmiotu sporu). Więcej: projekt przewiduje, że jeśli strony przedstawią zgodny projekt podziału, to opłata będzie mniejsza, niż wtedy, gdy konflikt będzie musiał rozstrzygać sędzia. Ten prosty zabieg ma uprościć i przyspieszyć rozstrzygnięcia. Z kolei w sprawach o zobowiązania pieniężne opłata nadal będzie naliczana procentowo od wartości spornego świadczenie, ale wedle niższych stawek. 
Oczywiście można się zastanawiać, czy skala obniżki nie jest wciąż zbyt mała albo czy zasadny jest pomysł zlikwidowania możliwości ubiegania się przez przedsiębiorców o całkowite zwolnienie z opłat (projekt przewiduje tu jednak wyjątek dla firm będących w stanie upadłości bądź likwidacji). Pojawia się też pytanie, czy efektem obniżenia opłat nie będzie spadek wpływów do – i tak często pustawych – kas sądów. A jeśli tak, to jak uzupełnić powstała dziurę w ich budżetach. 
Tyle że jeśli państwo nie spróbuje wzmocnić autorytetu wymiaru sprawiedliwości – m.in. przez ułatwienie obywatelom dostępu do sądu, to zafunduje sobie zjawiska typu mafijnego (bo to przecież na pomocy w egzekucji długów wyrosły zorganizowane grupy przestępcze – i wciąż stanowi ona ważną część ich dochodów) oraz samosądy, których zwiastunem była próba linczu w szczecińskiej „Odrze”. 

 
Krzysztof Burnetko









Niedobry sygnał

Armia ma problemy (nie tylko zresztą w Polsce) z przystosowaniem się do cywilnej nad nią kontroli. Jeżeli cywile mają decydować o wojsku – sądzą na przykład niektórzy oficerowie – to wojsko może zachowywać się jak cywilni politycy. Takie rozumowanie doprowadziło kiedyś do buntowniczego ,,obiadu drawskiego” i niezbyt szczęśliwych wypowiedzi gen. Wileckiego, a ostatnio pozwoliło dowódcy jednej z najlepszych naszych dywizji wylać na zwołanej przez siebie konferencji prasowej swoje żale i pretensje do przełożonych. Być może płk Chwastek ma rację, że mechanizmy awansów oraz redukcji sił zbrojnych są nieprzejrzyste, uznaniowe, a zatem frustrujące. Może też wysłuchiwanie uwag krytycznych ze strony podwładnych nie jest (bo nigdy nie było) w armii specjalnością. Ale pamiętajmy też, że najbardziej psują państwo nie tyle wrogowie zewnętrzni, co funkcjonariusze i urzędnicy tegoż państwa, którzy wychodzą ze swej roli. 


Krzysztof Kozłowski







Rozwiązanie demokratyczne

Na ostatnim przed wakacjami posiedzeniu francuska Rada Ministrów podjęła decyzję o rozwiązaniu neofaszystowskiej organizacji Unité Radicale (UR). Był z nią związany Maxime Brunerie, który usiłował 14 lipca dokonać zamachu na prezydenta Francji. Decyzja taka jest w zachodnich demokracjach ostatecznością. UR, której aktywiści wywodzą się z partii ekstremalnej prawicy MNR Bruno Mégreta i FN Jean-Marie Le Pena, głosiła otwarcie od roku 1997 wyższość białej rasy, hasła antysemickie i antyarabskie, wzywała do usunięcia siłą obcokrajowców z Francji i całej Europy. Oto słowa piosenki grupy Bleu Blanc Rock (aluzja do Bleu Blanc Rouge, czyli Niebiesko Biało Czerwony – od kolorów francuskiej flagi) wyrażające zamiary członków UR: „Kula dla syjonistów, kula dla kosmopolitów, kula dla jankesów, kula dla parlamentarzystów, kula dla policji”. Rozprowadzaniem takich kaset zajmował się Brunerie, który teraz, po pobycie w szpitalu psychiatrycznym, oczekuje w paryskim więzieniu La Santé na proces o próbę zabójstwa prezydenta. Tego typu wezwania można również znaleźć w publikacjach UR, np. w „Jeune Résistance”, czyli Młodej Partyzantce, lub w internetowej witrynie dającej również linki do witryn podobnych organizacji we Włoszech, Hiszpanii, Belgii i Wielkiej Brytanii.
Decyzja o postawieniu UR poza prawem wydaje się słuszna. Nie da się jednak dekretem rozwiązać problemu politycznego. Zresztą aktywiści UR od razu zapowiedzieli, że ich organizacja „jak Feniks z popiołów” odrodzi się w równie ksenofobicznej i rasistowskiej postaci pod nowym szyldem, a jeśli trzeba, to przeniesie działalność za granice Francji.
Rozwiązanie UR to reklama dla nowego ministra spraw wewnętrznych Nicolasa Sarkozy’ego. Głosi on politykę „zero tolerancji”. I dobrze. Tyle że za tym muszą iść równie radykalne, co skuteczne działania polityczne, ekonomiczne i społeczne: skuteczna walka z bezrobociem, prawdziwa integracja europejska, przywrócenie młodym chęci udziału w normalnym życiu politycznym. A na to Francja nie ma jeszcze recepty. Nie mają jej również inne kraje Unii Europejskiej, a kryzys ekonomiczny – najlepsza pożywka dla każdej politycznej zarazy – nie zostawia dużo czasu do namysłu. 


Jacek Kubiak (Francja)







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 33 (2771), 18 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl