Votum separatum

Meksyk inny, Kościół ten sam

JÓZEFA HENNELOWA



W trakcie papieskiej pielgrzymki do Meksyku przeczytałam na nowo starą powieść Grahama Greene’a „Moc i chwała”. Po polsku pierwszy raz wydana pół wieku temu, napisana w końcu lat trzydziestych, zdaje się nie mieć nic wspólnego z realiami tego Meksyku, który tak niedawno oglądaliśmy pulsujący radością milionów świętujących papieską wizytę i wyniesienie na ołtarze rodzimego, indiańskiego świętego. Angielski pisarz opowiada o Meksyku zupełnie innym i jakby o innym także Kościele. Tylko nędza mas jest ta sama, ale przez tę nędzę biegnie front wojny z wiarą, na którym modlitwa na cmentarzu, ochrzczenie dziecka, wysłuchanie spowiedzi umierającego karane jest rozstrzelaniem pod murem najbliższego posterunku policji. 
Kościół to są niedobitki kapłanów, z których jedni uciekli przed prześladowaniem, inni poddali się poniżeniu, biorąc na rozkaz żony i odmawiając jakiejkolwiek posługi religijnej, a wyjątki podejmujące misyjny heroizm tajnego duszpasterstwa zmagają się z własnymi słabościami i strachem, nieustannie na granicy między wiernością a zdradą. Zdradę znaczą kolejne upadki, kolejne grzechy, dziecko spłodzone w chwili szczególnego zagrożenia i kochane odtąd z poczuciem, że nie uda się nauczyć go jakiegokolwiek dobra, alkoholizm ratujący od rozpaczy, ale upokarzający nieustanną świadomością uzależnienia, którego już nie uda się pokonać. 
A jednak nie dochodzi do zaparcia się Boga. Główny bohater, człowiek bez imienia, kryje w swoim życiu ostateczne potwierdzenie tytułu książki: jest kapłanem Kościoła pełnego mocy i chwały, chociaż ani jedna, ani druga nie wyraża się jakąkolwiek formą przypominającą onegdajsze przepiękne dni wizyty Jana Pawła II w tym samym kraju. Jest to moc i chwała posługi wiary w warunkach najgłębszej nocy: Msza odprawiana w lepiance nędzarzy, decyzja zawrócenia z bezpiecznej drogi, by wysłuchać spowiedzi umierającego bandyty, chociaż prowadzi do niego niewątpliwy zausznik policji, wreszcie przyjęcie śmierci pod salwą karabinów, okupione strachem przed bólem i poczuciem opuszczenia, bo ksiądz-
-renegat nie zgodził się przyjść do więzienia wysłuchać spowiedzi. Czytelnik nie ma jednak wątpliwości, że na kartach powieści angielskiego pisarza poznaje ten sam Kościół, który w takim rozkwicie wielkiego święta oglądał dopiero co we wszystkich serwisach informacyjnych i reporterskich, bo jego istotą nie jest zewnętrzna świetność, doraźna przecież, tylko głęboki nurt łaski, przenoszonej heroicznie w najkruchszych nawet działaniach i zmagających się z wszelkimi pokusami sumieniach.
Jest u Greene’a jedna scena szczególnie poruszająca: kiedy ukrywający się ksiądz próbuje kupić nielegalnie trochę wina, by w dalszej ucieczce i ukrywaniu się móc jednak gdzie się da odprawiać Eucharystię. Wino zdobywa, ale pośrednicy każą sobie płacić poczęstunkiem i skutek jest taki, że wypijają mu wszystko. A wtedy ze zdumieniem przyglądają się, jak płacze. „Upijam się bardzo łatwo i wtedy widzę... sam nie wiem, chyba jak cała nadzieja wycieka ze świata” – tłumaczy się ksiądz. A my nie mamy wątpliwości, że to jego kapłaństwo jest dla niego najważniejsze, a nie bezpieczeństwo, nie spokojny byt za granicą, nie poważanie u ludzi. Kiedy zaś i on polegnie od kul na posterunku, zaraz wieczorem zapuka do drzwi skrycie wierzącej rodziny następny kapłan, witany z nadzieją przez dorastającego, dotąd buntującego się chłopca. To pointa powieści.
Greene pokazał w Meksyku lat trzydziestych, nienawidzącym Kościoła, Kościół tak samo żywy jak ten, który teraz chórem milionów mieszkańców wiwatował na cześć Papieża i modlił się publicznie. Kiedy te właśnie przekazy ma się jeszcze w oczach, tamten dawny obraz, kreacja pisarska, nabiera dojmujących cech prawdy, choć niby opisuje coś całkiem innego. Nie wiem, czy ktokolwiek miałby dziś ochotę sięgać po „Moc i chwałę”. Mnie wydała się ona szczególnie na czasie.







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 33 (2771), 18 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl