O wszystkim


Radom i Szczecin

ANDRZEJ DOBOSZ



Właśnie w tych dniach, gdy trwają przygotowania do niecodziennego święta, gdy wypadałoby prócz porządkowania ulic uporządkować nasze sumienia, oglądaliśmy scenę odrażającą: tłum mężczyzn szarpie, bije i kopie ze wzrastającym okrucieństwem jednego bezbronnego człowieka. W tym tłumie nie biją wszyscy; jedynie ci, którzy są najbliżej. Nie ma jednak nikogo, kto by usiłował powstrzymać rozwydrzenie czy bodaj wycofać się, z zawstydzeniem, z gromady.
Reakcje władz wydają się stosowne. Zatrzymano kilku sfilmowanych sprawców. Grożą im wysokie wyroki. Sprawę bada aż 14 prokuratorów. Minister spraw wewnętrznych odwołał ze stanowiska za bierność w tej sprawie zastępcę komendanta wojewódzkiego policji. Zawieszono kilku innych funkcjonariuszy. Grozi im również postępowanie sądowe.
Wszyscy jednak, w tym z pewnością i sprawcy brutalnego samosądu, oglądaliśmy w tej samej telewizji pięć dni wcześniej przypomnienie wydarzeń sprzed 26 lat w Radomiu. Oto pięćdziesięciu kilku bezbronnych ludzi zostało ciężko skatowanych przez ówczesną policję. Tamtych scen nie filmowano, znamy je jednak z wielu wiarygodnych, jednobrzmiących relacji. Robotnicy byli przepędzani między dwoma szeregami wyposażonych w pały i używających ich z fachową rutyną funkcjonariuszy. Udręczenie, jakiego doznał prezes „Odry”, bity przez posługujących się gołymi rękami stoczniowców, nie wytrzymuje z pewnością porównania z doświadczeniem radomskich więźniów.
Ponieważ „ani jedna osoba nie zeznała, że gdy przechodziła przez ścieżkę zdrowia to stał komendant wojewódzki MO i kazał bić lub choćby się temu przyglądał”, sędzia Paciorek, przyznając, że bito, oskarżonych uniewinnił. Uważał za stosowne dodać: „musimy przestrzegać rygorów państwa prawa”.
Jest zdumiewające, że w ciągu ostatnich dni nikt nie dostrzegł związku między wyrokiem sędziego Paciorka a zajściem w Szczecinie. Istnieje taki związek: moralny i logiczny. Z wyroku radomskiego stoczniowcy mogli i rzeczywiście wysnuli dwa nakładające się na siebie wnioski. Po pierwsze: jeśli wielu bije, odpowiedzialność się rozkłada i w końcu rozmywa. Aresztowano dotąd pięciu sprawców. Ale czy tylko oni bili? Nie wszyscy mogli zadawać ciosy, wielu było za daleko. Ale ci najbliżsi bili także w imieniu dalszych. Więc skoro tamci są też trochę winni, to sprawcy są może nieco mniej winni? Drugi wniosek jest groźniejszy. Radomscy robotnicy nie doczekali się bodaj symbolicznego wymierzania sprawiedliwości i my również się nie doczekamy, jeśli sami jej nie wymierzymy. Bo oni naprawdę we własnym mniemaniu tylko przywracali naruszone poczucie sprawiedliwości i to przeświadczenie podziela prawdopodobnie co czwarty Polak. Co więcej, 57 proc. uważa, że sprawcy muszą wprawdzie stanąć przed sądem, ale powinni być potraktowani łagodnie, natomiast 18 proc. że należy ukarać ich surowo.
Sporny wydaje się sam pomysł sondaży w podobnych sprawach. Zyskaliśmy wprawdzie ważną wskazówkę na temat rzeczywistości, ale sam pomysł zadawania pytań w sprawie, w której elementarna niegodziwość i naruszenie prawa nie mogą budzić wątpliwości, świadczy, jak chorobliwa jest sytuacja. Odwoływanie się do opinii publicznej na temat pożądanego wyroku jest zamachem na niezawisłość sądu. Oczywiście pod warunkiem, że ta niezawisłość jest niekwestionowana. „...Ofiarowanie niezawisłości środowisku obejmującemu ludzi od dawna zawisłych spowodowało utrwalenie sytuacji stanowiącej zaprzeczenie praworządności”. Tę gorzką opinię, której nie umiem zaprzeczyć, znalazłem nie w jakiejś skrajnej, politycznie niepoprawnej gazetce, lecz w solidnej rozprawie socjologa Andrzeja Zybertowicza „Demokracja jako fasada: przypadek III RP”, zamieszczonej w zbiorowym tomie ,,Utracona dynamika?”, wydanym ostatnio przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN. Do tej przenikliwej i smutnej książki wypadnie jeszcze nieraz wrócić.
Dodam jeszcze, że skierowanie do stosunkowo prostej sprawy szczecińskiej 14 prokuratorów równocześnie jest świadectwem działania na pokaz. Autor tej decyzji nie miał najwyraźniej nigdy w ręku „Traktatu o dobrej robocie” Tadeusza Kotarbińskiego.





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 33 (2771), 18 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl