Studiowało się...


Lata 90. Szarość i tradycja

W latach 90. kończy się okres heroiczny w dziejach Wydziału Filozoficznego PAT. Szykanowana dotąd uczelnia zyskuje rangę i znaczenie prawne. Zmieniamy siedzibę: porzucamy chłodne i tajemnicze sale w klasztorze augustianów i przenosimy się na nobliwą ulicę Franciszkańską. Jedni profesorowie przechodzą na emeryturę, inni zostają biskupami, kardynałami. Księży Tischnera i Życińskiego częściej widzimy w telewizji niż na uczelni. Zmienia się też wizerunek studenta: przed 1989 r. trafiali tu ludzie po innych studiach, dojrzali i ukształtowani; w latach 90. przyjmujemy świeżo upieczonych maturzystów, których trzeba formować od podstaw – twórcza improwizacja i chaos organizacyjny ustępują miejsca studenckiej dyscyplinie. Powoli zanika duch pasji i entuzjazmu. Kiedyś na uczelni wrzało życie, a studenci aż rwali się do przedstawiania rewolucyjnych rozwiązań zagadek egzystencji. Dziś trudno sprowokować wśród nich ostrą dyskusję. Zaczynamy mieć gorzkie poczucie, że obumiera tradycja Wydziału jako enklawy żywego myślenia i ducha wolności. Narasta w nas nostalgia za latami 80.; ryzykowna, bo zapominamy, że często woleliśmy projektować filozoficzne rewolucje niż czytać trudne teksty. Pytamy zatem nieśmiało, czy dopełnieniem i rozwinięciem tradycji PAT nie może być właśnie to, co nam doskwiera: rutyna żmudnej lektury i niewdzięczne szkolenie się w filozoficznym myśleniu?
Doskonale zapamiętałem dwa obrazki: pod koniec lat 90. nieraz pytano mnie z troską w głosie, czy trudno mi pracować wśród księży na katolickiej uczelni? Nie rozumiałem pytania, bo miałem naturalne poczucie bycia u siebie w domu i swobody w relacjach między świeckimi a duchownymi. Dopiero gdy wychylałem głowę poza Wydział, widziałem, jak w polskich realiach niezwykła jest wspólnota PAT, budowana latami przez Wojtyłę, Tischnera, Życińskiego, Jaworskiego i Hellera. Drugi obrazek: 1998 r., moi studenci właśnie wrócili z kongresu i opowiadają ze zdziwieniem, że są w Polsce ośrodki, w których obowiązuje tylko jedna, właściwa filozofia. Tymczasem na PAT pluralizm i spory filozoficzne są czymś naturalnym. Wtedy przypominam sobie, że kilka lat wcześniej miałem podobne odczucia.
Te dwie scenki pokazują jak nieświadomie wrastamy w tradycję uczelni i niesiemy ją w przyszłość. Zwykłość i szarość lat 90. pozwoliła nam to lepiej zrozumieć.



Adam Workowski
(Doktor filozofii UJ, adiunkt na PAT

i wykładowca w Collegium Civitas w Warszawie).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 32 (2770), 11 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl