A mój syn


Przekrętów ci u nas dostatek, ale...

JACEK PODSIADŁO



A mój syn już nie przekręca słów tak często, jak dawniej. A tyle było uciechy ze słówek trzech widzący, mniamnik, głomodur i wielu innych, które wyleciały już z pamięci. Źle mi z tym, ale niespodziewane odkopanie Grzegorza Kołodki odrodzonego niczym feniks z konopi i ponowne powierzenie mu finansów państwa sprawiło, że poczułem się lepiej. Jak ma nie poczuć się lepiej obywatel, kiedy słyszy ministra mówiącego „Pokonamy bezrobocie, zwalczymy inflację, za pokolenie możemy być krajem kwitnącym i podziwianym”. Kiedy na jego oczach powstają nowe prawa logiki: „Jest źle, ale będzie lepiej i choćby z tego powodu należy być optymistą”. A wszystko to z okazji planu antykryzysowego i pakietu ratunkowego. Tak, zamiana wypalonego Belki na napalonego Kołodkę zrobiła mi bardzo dobrze. 
Choć prawdę powiedziawszy nie wiedziałem, że znowu jest kryzys. Myślałem, że jesteśmy osiemnastą Japonią, krajem kwitnącego ziemniaka itp., że w sumie jest nieźle. Nie wiem nawet, czy to jest nowy kryzys, czy dalszy ciąg poprzedniego kryzysu. Będąc wyznawcą logiki w jej tradycyjnej postaci sądzę, że jeśli kryzys trwa ćwierć wieku, to należy uznać go za normę. Zamiast obiecywać gruszki na wierzbie, obiecać ziemniaki pod krzakami ziemniaków. Pogodzić się z tym, czego nie można pokonać, skoro pokonać tego nie można. Jeden poseł z PSL-u, zatem gruszkę od ziemniaka niewątpliwie odróżniający, cieszył się po natchnionej mowie nowego starego ministra: „Wicepremier chce wlać nowego ducha w polskie społeczeństwo”. Jako przedstawiciel polskiego społeczeństwa informuję, że jestem przepełniony duchem i mam go potąd, mnie już proszę nie nalewać. Nic a nic się nie znam na finansach, ale gotów jestem postawić trzy swoje pensje przeciwko jednej trzechwidzącego ministra obiecującego narodowi głomodurów gospodarcze triumfy, że za pokolenie nie będziemy krajem kwitnącym i podziwianym. Chyba, że w tym sensie, w jakim jesteśmy nim teraz: przecież kwitnie bezrobocie i korupcja, a za ilość tzw. afer nie można nas nie podziwiać. Mnie tam od czasu afery „ziemniaczanej” żadna afera spirytusowa czy paliwowa niestraszna. Przyzwyczaiłem się. Kiedy pierwszy raz czytałem o „pakiecie ratunkowym”, oko mi się omsknęło i przeczytałem „pakiet rabunkowy”. Nie tylko z powodu zamiłowania do przekręconych słów rabunek wydaje mi się prawdopodobniejszy niż ratunek. W takim kraju żyję, nie moja wina (łódzkie pogotowie jak się powinno nazywać, ratunkowe czy rabunkowe?).
Tak, że w kolejnym planowanym zrywie narodowym lub ewentualnym zaciskaniu pasa na mnie proszę nie liczyć. Nauczony doświadczeniem kupiłem sobie spodnie z gumką. A zrywać się z byle powodu też nie ma co, ostatnio co się naród zerwał, to zaraz mu jakaś siła przewodnia nogę podstawiła. Więc ja już wolę poleżeć. A jak coś w okolicy zakwitnie, to i dobrze, chętnie się wytarzam.


podsiadlo@atol.com.pl
skr. poczt.32, 45-067 Opole1.


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 32 (2770), 11 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl