Korporacje i planista 

Z zainteresowaniem przeczytałem wywiad z prof. Andrzejem Zollem – Rzecznikiem Praw Obywatelskich („TP” nr 31/2002). Nie ukrywam, że jestem rozczarowany brakiem profesjonalnego spojrzenia Rzecznika na kwestię aplikacji oraz myśleniem kategoriami urzędnika, nie przywiązującego wagi do spraw demokracji. Państwo jawi się jako wielki planista, który wie, ilu adwokatów nam trzeba. To myślenie z zaprzeszłej epoki, godzące w ideę samorządności korporacji. Organy państwa nie są wolne od ich wpływów, czego przykładem jest Ministerstwo Sprawiedliwości – według Komitetu Helsińskiego znajdujące się pod tak znacznym wpływem korporacji prawniczych, że niezdolne do ich nadzoru. 
Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich też chyba nie jest wolne od tych wpływów. Prosiłem Biuro o rewizję nadzwyczajną od wyroku NSA w sprawie stwierdzenia nieważności odmowy wpisu na listę adwokatów. Odmówiono wniesienia rewizji, ponieważ czas odbywania aplikacji już dawno minął... O jakiej etyce mówią przedstawiciele zawodów czy państwa, skoro w taki sposób odmawia się obywatelom prawa do wyboru i wykonywania zawodu? Według jakich kryteriów elita prawnicza i urzędnicza decyduje, kto jest zdolny osiągnąć dojrzałość etyczno-zawodową? Zgadzam się z poglądem Michała Kłaczyńskiego („Nieliczni, niedostępni, nietani – ciąg dalszy” w „TP” nr 28/2002), że powinien być tylko jeden egzamin na radcę prawnego, adwokata lub notariusza, a praktyki w sądzie czy prokuraturze należy odbywać na studiach lub po ich ukończeniu. Zawody prawnicze nie powinny być traktowane ani jako profesje wykonujące zadania zlecone przez państwo, co działo się w PRL-u, ani jako pokrewne zawodom artystycznym. Biorąc pod uwagę drugą możliwość, można powołać się na twierdzenie, że artystom najlepiej żyje się w biedzie. Ona kształtuje talenty i charaktery.


ANDRZEJ KRÓLIKOWSKI
(Warszawa)




Kłopoty z praktyką 

Z radością i satysfakcją przeczytałem wywiad z prof. Andrzejem Zollem, który leje miód na moje serce. Zabrakło mi tylko jednego pytania red. Burnetki i oczywiście odpowiedzi prof. Zolla: jak to, co mówi o korporacjach prawniczych, zrealizować?


WOJCIECH KAPTURKIEWICZ 
(Kraków)





Co może Krajowa Rada Sądownictwa

W „Tygodniku Powszechnym” („TP” 34/2002) ukazał się wywiad Krzysztofa Burnetko z prof. Wiktorem Osiatyńskim dotyczący korporacji sędziowskiej, pod wymownym tytułem „Sądzić sędziów”.
Pragnę wyjaśnić, iż Krajowa Rada Sądownictwa nie jest organem ani zawodowym, ani samorządowym. Z drugiej strony brakuje ujednoliconego poglądu na temat ustrojowego charakteru KRS. Art. 10 Konstytucji stwierdza, iż ustrój Rzeczypospolitej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej oraz sądowniczej. Pozwoliło to usytuować KRS jako organ konstytucyjny stojący na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów (art. 186 Konstytucji RP). 
W KRS reprezentowana jest władza ustawodawcza (4 posłów i 2 senatorów), władza wykonawcza (Minister Sprawiedliwości i osoba powołana przez Prezydenta RP) oraz władza sądownicza (Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz 15 sędziów wybieranych przez zgromadzenie sędziowskie), kadencja każdego z członków Rady określona jest indywidualnie; szczegółowy tryb działania Rady i postępowania przed nią określony jest rozporządzeniem Prezydenta, a dochody i wydatki Rady stanowią odrębną część w budżecie państwa.
Nie jest prawdą, że KRS może prowadzić postępowania dyscyplinarne wobec sędziów. KRS jest tylko jednym z organów, który może wystąpić z żądaniem wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Prowadzenie postępowania dyscyplinarnego należy do Rzecznika Dyscyplinarnego, który co prawda działa przy KRS, ale jest od niej niezależny.
Przywołane przez Redakcję przepisy w ramce obok tekstu są nieaktualne, gdyż pochodzą ze starej, już nie obowiązującej ustawy – „Prawa o ustroju sądów powszechnych”.
Na skutek wejścia w życie ustaw związanych z odpowiedzialnością sędziów orzekających w procesach politycznych, zarówno w czasach stalinowskich, jak późniejszych – KRS na wniosek Ministra Sprawiedliwości, bądź osób pokrzywdzonych, podejmowała decyzje o pozbawieniu tych sędziów uposażenia w stanie spoczynku, bądź żądała wszczęcia postępowania dyscyplinarnego.
Niezależnie od powyższego, KRS wykonywała swoje zasadnicze kompetencje ustrojowe i w 12-letnim okresie swojego istnienia przedstawiła Prezydentowi RP wnioski o powołanie na stanowisko sędziego w stosunku do 8245 osób. W zasadzie więc, w pewnym okresie, dokonała się kompleksowa wymiana kadry sędziowskiej. Wymiana kadry polegała również na tym, że Krajowa Rada Sądownictwa wyrażała lub nie wyrażała zgody na dalszą pracę sędziom, którzy ukończyli 65. rok życia.
Również pozostałe postulaty, dotyczące np. wieku osób wstępujących do służby sędziowskiej, powinny być kierowane do ustawodawcy, nie zaś do sędziów i KRS.
Niewątpliwie ma rację prof. Osiatyński twierdząc, iż wszystkie rządy III RP, po 1989 r., lekceważą rolę sądownictwa, nakładając na nie liczne obowiązki i zadania, nie dbając o wsparcie kadrowe ani finansowe dla realizacji tych zadań. Doprowadzono do niespotykanego przeciążenia Sądów (ewidentny przykład to przejęcie Kolegiów przez Sądy, nota bene zgodnie z Konstytucją RP). Powstałe groźne społecznie zjawisko dotyczące przewlekłości postępowań, czy następująca fala przedawnień w sprawach karnych nie są niczym nowym. Środowisko sędziowskie wielokrotnie sygnalizowało, iż brak skutecznych działań spowoduje zapaść wymiaru sprawiedliwości.
Nie odnoszę się do wszystkich zagadnień, jakie poruszył prof. Osiatyński (np. kwestia korupcji czy niezawisłości sędziów), gdyż w tym zakresie potrzebna jest poważna dyskusja. Zgadzam się, iż tego rodzaju sprawy rzutują na obraz polskiego sądownictwa i nadwerężają i tak wątły prestiż sędziów. KRS, mimo ograniczonych kompetencji, dokłada wszelkich starań, ażeby budować autorytet władzy sądowniczej.


Marek Celej
Rzecznik prasowy i członek KRS
Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie

 






Jacy są sędziowie?

Z uznaniem obserwuję podejmowanie przez „TP” tematyki prawa do „rzeczywistej” sprawiedliwości: dostępu do pomocy prawnej (Michał Kłaczyński „Nieliczni, niedostępni, nietani”, „TP” nr 20/2002; listy: w nr 22, 23, 25) oraz pozycji sądownictwa w państwie (wywiad Krzysztofa Burnetki z prof. Wiktorem Osiatyńskim, „TP” nr 34/2002).
Każdy, kto myśli o todze sędziowskiej lub ją przywdziewa, powinien traktować pracę sędziego jako służbę publiczną. Trzeba mieć też świadomość, że sędzia decyduje o życiu lub istotnych sprawach innych osób. Niezbędna jest zdolność przewidywania konsekwencji decyzji, znajomość życia codziennego, zagadnień z psychologii, psychiatrii, etyki, socjologii. Wskazane byłoby, choć niewielkie, zainteresowanie filozofią. Konia z rzędem temu, kto wskaże w Polsce aplikację sądową, na której prowadzone są zajęcia z psychologii i pedagogiki socjalnej, sędziowie-wykładowcy wspominają o tym, że decyzja sędziego wywiera skutki społeczne i gdzie zwraca się uwagę na osobowość aplikanta. Nie przeprowadza się też testów oceniających stan zdrowia psychicznego kandydatów (dopiero od kwietnia br. weszły w życie przepisy precyzujące kryteria ich przeprowadzania). Odbywałem aplikację z osobami niezrównoważonymi psychicznie, które miały trudny kontakt z otoczeniem i zachowywały się nie fair wobec współaplikantów. Część z nich została sędziami. Postawy godnej sędziego uczyć nie trzeba, wystarczy, że aplikanci i asesorzy mogą wzorować się na starszych. Niestety, obecnie naśladować można tylko nielicznych.
Na aplikacji powinno zwracać się uwagę na to, że dobro pokrzywdzonego jest czasami ważniejsze niż tzw. dobro procesu karnego; że decyzja o wezwaniu do sądu 9-letniego dziecka, któremu rówieśnik zabrał rower, wywołuje u niego stres o niespotykanej sile z moczeniem nocnym włącznie; że kwestia odpowiedzialności karnej sprawcy czynu zabronionego nie powinna być przedmiotem międzypokojowej dyskusji między sędziami, lecz przedmiotem wewnętrznego skupienia i własnej, odpowiedzialnej decyzji; że powinno unikać się okazywania władzy i nie podnosić głosu na uczestników postępowań („do sądu proszę się zwracać!”). Dlaczego Krajowa Rada Sądownictwa nie zwraca sędziom uwagi na takie kwestie?
Nie przeprowadzono, moim zdaniem, weryfikacji w sądownictwie. Do tej pory orzekają sędziowie, którzy skazywali w procesach politycznych, np. na karę kilku lat pozbawienia wolności za wyrażenie przekonań politycznych. Czy taki sędzia jest, jak stanowi art. 61 prawa o ustroju sądów powszechnych, nieskazitelnego charakteru? Są i tacy, którzy bez studiów prawniczych, po 6-miesięcznym kursie przygotowawczym „zasiedzieli” stanowiska. Większość z nich pobiera wysoką tzw. emeryturę sędziowską. Z żądaniem wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec dyspozycyjnych sędziów z lat 1944-89 mogą wystąpić: Minister Sprawiedliwości, KRS i osoby pokrzywdzone. Może takie prawo powinny też posiadać podmioty spoza wymiaru sprawiedliwości, choćby Rzecznik Praw Obywatelskich? Każdemu zdarzają się błędy. Którędy biegnie granica tolerancji wobec tych, które przytrafią się sędziom? Zamiast kosztownego programu weryfikacji, powinny pojawić się wysokie wymagania, którym musiałyby sprostać także „stare kadry”. 
Twierdzenie prof. Osiatyńskiego, że do sądu trafiają osoby, którym nie udało się dostać na tzw. aplikacje komercyjne, jest częściowo uzasadnione, może jednak sugerować, iż są to osoby z najniższymi kompetencjami. Aplikacja sądowa, mimo wszystko, stoi na najlepszym merytorycznym poziomie, a egzamin sędziowski jest egzaminem z wszystkich aplikacji najtrudniejszym. Sporo osób wybiera aplikację sądową z przekonania. Zdarza się, że potem odchodzi do palestry rozczarowana systemem i warunkami materialnymi. 
W rozmowie pada pytanie, skąd niespełna 30-letni sędziowie mają mieć wiedzę o skutkach odbycia kary pozbawienia wolności oraz wyczucie i dojrzałość konieczną do sprawiedliwego orzekania. Wielu moich rówieśników (mam 29 lat, egzamin sędziowski zdałem 3 lata temu) taką wrażliwość ma i przed wydaniem orzeczenia analizuje każdy dzień pozbawienia wolności. Są i tacy, którzy jej nie przeprowadzają, także wśród 40, 50 i 60-latków. Nie są to widać rzeczy zależne od wieku...
Sędziowie poddawani są ostrym wymaganiom, dotyczącym tzw. „załatwialności” spraw, czyli statystyki. Rozliczają ich przewodniczący wydziałów oraz prezesi sądów. Statystyka trafia do MS, gdzie na bieżąco analizuje się pracę poszczególnych sądów i wydziałów. W samych sądach statystyka nie jest jednak pomocą, lecz kryterium oceny pracy sędziego. Stąd niektórzy z nich celowo odraczają wydanie wyroku, mimo wyjaśnienia istotnych okoliczności sprawy. W razie bowiem wydania kilku wyroków w tygodniu nie będą w stanie, na wypadek złożenia apelacji, napisać w ciągu 7 dni (termin instrukcyjny) uzasadnienia, co z kolei pokaże statystyka i może spowodować nawet postępowanie dyscyplinarne wobec sędziego. Zgodnie z tym, mając do wyboru sprawy ważne, lecz skomplikowane i czasochłonne, oraz mniej ważne, lecz nieskomplikowane, statystyka nakazuje sędziemu załatwiać sprawy mniej ważne.  


BARTOSZ SCHOLZ-NARTOWSKI
doradca Biura Porad Obywatelskich
w Gdańsku





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 32 (2770), 11 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl