Karol Wojtyła i agenci bezpieki (2)


Kardynał na cenzurowanym

Marek Lasota



Jaki wizerunek przyszłego papieża kreowali analitycy i agenci bezpieki? Dokumenty Wydziału IV krakowskiej Służby Bezpieczeństwa, pochodzące z lat 70., zawierają, obok informacji
na temat pracy ówczesnego metropolity, także bogaty materiał charakteryzujący jego osobę. Szczegółowość relacji pozwala domniemywać, że były one oparte na informacjach dostarczanych przez uczestników wydarzeń bądź pozyskiwane przy pomocy podsłuchu.




Adresatem sporządzanych na tej podstawie dokumentów był właściwy departament MSW oraz, co istotne, pierwszy sekretarz i wydział administracyjny komitetu wojewódzkiego PZPR. MSW przekazywało podobne materiały odpowiednim komórkom centralnych władz partyjnych. To jeszcze jedna przesłanka wskazująca na przede wszystkim wykonawczą rolę służb PRL – faktycznym zleceniodawcą i beneficjentem tych poczynań były władze komunistycznego państwa.

Uwaga: kandydat do tiary
Dla wykreowanego w Wydziale IV wizerunku metropolity krakowskiego znamienne było przemówienie szefa wydziału z kwietnia 1976, prawdopodobnie wygłoszone na jednej z narad aktywu SB. Omówiona w nim została rola i działania kardynała, a punktem wyjścia stała się teza o obejmowaniu przez Kościół krakowski przewodniej roli w Kościele polskim. Przyczynami tego stanu rzeczy, według autora owego dokumentu, są: „1. postawa kierownictwa krakowskiej kurii, a szczególnie jej metropolity kard. Karola Wojtyły, jego koncepcje organizatorsko-duszpasterskie, zaangażowanie i autorytet, jakim cieszy się nie tylko w diecezji i episkopacie, ale także w kurii rzymskiej. 2. bardzo liczna kadra uczonych będących duchownymi. 3. o szczególnej roli krakowskiego ośrodka decyduje także liczne i prężne środowisko świeckiego aktywu katolickiego skupione wokół redakcji »Tygodnika Powszechnego«, wydawnictwa Znak czy Klubu Inteligencji Katolickiej...”
A więc organy bezpieczeństwa PRL zdawały sobie sprawę z rosnącego znaczenia Karola Wojtyły w Kościele, nie tylko polskim. Świadczą o tym także informacje zawarte w meldunkach, jak choćby w pochodzącym z 15 listopada 1971 roku, w którym pisano o komentarzach dotyczących wyboru kard. Wojtyły do Komisji Synodalnej w związku ze zbliżającym się synodem biskupów. Jednogłośny wybór kardynała i powierzenie mu roli relatora synodu, wróżyło – zdaniem analityków SB – błyskawiczną karierę Karola Wojtyły, a nawet jego przenosiny do Watykanu.
Inna informacja, pochodząca z 18 grudnia 1972 r., zawiera omówienie wypowiedzi arcybiskupa poznańskiego Antoniego Baraniaka, który opowiadał o swoim pobycie w Rzymie oraz o spekulacjach na temat osoby przyszłego papieża, wywołanych pogarszającym się stanem zdrowia Pawła VI. Arcybiskup miał oceniać, iż jednym z najpoważniejszych kandydatów do tiary jest Karol Wojtyła.
Także w marcu 1973 Służba Bezpieczeństwa spekulowała na temat ważnego stanowiska w Watykanie, które nieuchronnie miał objąć kard. Wojtyła. Trzy lata później, 28 lutego 1976 r., SB nadała wielką rangę informacji o wystosowanym przez Pawła VI zaproszeniu do wygłoszenia przez kardynała Wojtyłę rekolekcji wielkopostnych dla Ojca Świętego i jego współpracowników. Wydarzenie zostało uznane za bezprecedensowe i potwierdzające przypuszczenia o rychłej nominacji Wojtyły na wysokie stanowisko w kurii watykańskiej.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że osoba krakowskiego metropolity budziła w funkcjonariuszach SB znaczny respekt. „Absolutnie nie demonizując osoby krakowskiego metropolity – czytamy w dalszej części cytowanego przemówienia – trzeba jednak obiektywnie stwierdzić, że jego mądrość i autorytet polega m.in. na kapitalnej wręcz umiejętności wykorzystania potencjału naukowego, jaki znajduje się w dyspozycji Kościoła w Krakowie, na zaangażowaniu do pracy na rzecz Kościoła nie tylko zorganizowanego świeckiego aktywu katolickiego, ale także innych osób, liczących się w krakowskich środowiskach naukowych.”
Jak wynika z wcześniejszych dokumentów, peerelowskie służby zdawały sobie sprawę, że kard. Wojtyła przywiązuje wielką wagę do pracy ze środowiskami akademickimi. Dziwi zatem, że poprzestawano jedynie na konstatacji faktu lub też, że podejmowane działania operacyjne nie przyniosły efektu. Uznanie roli akademików i publicystów katolickich brzmi w tej sytuacji jak przyznanie się aparatu bezpieczeństwa do porażki w walce z Kościołem.

„Operacyjne umacnianie się w ogniwach”
Nie znaczy to jednak, że organa władzy nie zamierzały przeciwdziałać groźnym dla nich zjawiskom. W dalszej części przemówienia mowa, co prawda ogólnikowo, o zamierzeniach krakowskiej SB. „Wydział IV przyjął i realizuje m.in. następujące zasadnicze kierunki działań operacyjnych: 1. Sprawą zasadniczą, warunkującą skuteczność naszej pracy jest operacyjne umacnianie się w ogniwach kierowniczych ośrodków dyspozycyjnych kleru świeckiego i zakonnego oraz wśród świeckiego aktywu katolickiego. Szczególnie istotnym jest dla nas budowa sieci perspektywicznej wśród tych księży i aktywu świeckiego, którzy posiadają pełne szanse awansu”. SB uznaje tę formę pracy operacyjnej za kluczową. Starania o wytypowanie kolejnych tajnych współpracowników były powodowane nie tylko dążeniem do uzyskiwania cennych źródeł informacji, ale także, a może przede wszystkim, realizacją polityki dezintegracji środowisk katolickich.
Autor dokumentu nie pozostawia wątpliwości, dla kogo przeznaczone są wyniki podejmowanych przez SB działań: „2. Przejmowanie, a raczej przesuwanie się sterowania działalnością Kościoła w Polsce do krakowskiego ośrodka, wysuwa na czoło naszych zadań zapewnienie dla instancji partyjnej i kierownictwa służbowego informacji wyprzedzającej o koncepcjach, planach i zamierzeniach krakowskiej kurii. Równolegle z uzyskiwaniem informacji wyprzedzającej podejmujemy, ale na pewno jeszcze w niedostatecznym zakresie, działania operacyjne, specjalne, obliczone na ograniczenie stopnia ich realizacji”.
Obecnie nie jest możliwe pełne wyjaśnienie tego, co kryje się pod pojęciem „specjalne działania operacyjne”. Może to oznaczać wzmożoną działalność tzw. agentów wpływu, zajmujących się kształtowaniem opinii, tworzeniem atmosfery dezintegrującej dane środowisko, w tym wypadku otoczenie kardynała Karola Wojtyły.

Kto stoi za Wojtyłą
Ale te ogólnikowe wnioski funkcjonariusza Wydziału IV przybierają wreszcie konkretniejszą postać, odnoszącą się bezpośrednio do metropolity krakowskiego. „3. Szczególna pozycja kardynała Karola Wojtyły tak w diecezji, metropolii i episkopacie oraz w kurii rzymskiej, który od wielu już lat buduje wokół siebie mit wielkości i nieomylności, mit męża opatrznościowego dla Kościoła w Polsce (zwłaszcza ostatnio po wygłoszeniu rekolekcji dla kurii rzymskiej, w których uczestniczył Paweł VI) nałożyła na Wydział IV szczególne i odpowiedzialne zadanie: odmitologizowania postaci krakowskiego metropolity, osłabienia jego pozycji na różnych płaszczyznach – diecezjalnej, episkopalnej i rzymskiej. Mądrość Karola Wojtyły to przede wszystkim mądrość ludzi, których skupił wokół siebie. Przyjęliśmy zatem i musimy konsekwentnie realizować kierunek izolowania od krakowskiego metropolity jego doradców i osób wpływowych zarówno duchownych, jak i świeckich”. Skądinąd ciekawe, jak często komunistyczny aparat oszukiwał sam siebie, przekonując, że za kimś, kto dla władzy ludowej jest niewygodny, stoją niejasne siły, układy i ludzie. Sądzono, że wystarczy uniemożliwić kontakt z doradcami, by uczynić lidera bezradnym.

Nie taki diabeł straszny?
Kierownictwo Wydziału IV krakowskiej SB dostrzegało w 1976 roku palącą potrzebę współdziałania z innymi komórkami resortu bezpieczeństwa w pracy operacyjnej wobec kardynała. Postulat stałej konsultacji z Wydziałem III, zajmującym się opozycją polityczną, oraz z Wydziałem II, czyli kontrwywiadem, rozpracowującym kontakty Wojtyły z organizacjami katolickimi na Zachodzie, a wreszcie z Wydziałem I – wywiadem, który miał czynić starania o pozyskanie informatorów w samym Watykanie, świadczy o rozumieniu faktycznej roli krakowskiego kardynała w Kościele. Próby oswajania tej świadomości poprzez wmawianie sobie, że „nie taki diabeł straszny, jak go malują”, czynią te usiłowania nieco groteskowymi.
Stworzony w przytoczonym fragmencie wizerunek kardynała Wojtyły kłóci się z szacunkiem, dostrzeganym wcześniej w niektórych dokumentach. Tym razem przeważa niechęć.

Notatki kierownika Pachołka
Wspomniana relacja pomiędzy Służbą Bezpieczeństwa a organami władzy partyjno-państwowej zyskuje w świetle dokumentów nowy wymiar. Ilustracją niech będzie zestawienie dwóch dokumentów, sporządzonych w tym samym czasie i przez jedną osobę, ale kierowanych do różnych adresatów. Chodzi o notatkę służbową relacjonującą spotkanie metropolity krakowskiego z przewodniczącym Prezydium WRN w Krakowie Witem Drapichem. Spotkanie odbyło się 3 listopada 1972 r. w siedzibie WRN, a poświęcone miało być wymianie poglądów na temat uroczystości z okazji pierwszej rocznicy beatyfikacji o. Maksymiliana Kolbego, które odbyły się w Oświęcimiu z udziałem licznych gości z Zachodu. Obydwie notatki, z których jedna sporządzona była na użytek Wydziału ds. Wyznań WRN, zaś druga adresowana do Wydziału IV SB, zawierają stenogram rozmowy Wojtyły z Drapichem w obecności kanclerza kurii ks. Mikołaja Kuczkowskiego i kierownika Wydziału ds. Wyznań Stefana Pachołka – autora notatek. Mimo iż dotyczą tego samego wydarzenia, różnią się formą, językiem i akcentowaniem ważności poszczególnych wypowiedzi. Dokument wewnętrzny administracji wojewódzkiej zawiera obszerny komentarz dotyczący przygotowań i okoliczności spotkania, jego tematyki i wreszcie przebiegu, z przytoczeniem obszernych wypowiedzi, ewidentnie redagowanych przez piszącego. Całość sprawia wrażenie dokumentu przygotowywanego do publikacji bądź na użytek dziennikarzy. Odmienny charakter ma notatka adresowana do Służby Bezpieczeństwa, w której dominuje opis przebiegu spotkania. Mniejsze znaczenie mają wypowiedzi rozmówców, większy nacisk kładziony jest na zachowanie się kardynała, jego reakcje na zadawane pytania i poruszane problemy, gestykulację i mimikę.
W pierwszym dokumencie znajdujemy taki fragment: „Przewodniczący Prezydium – zdaję sobie sprawę, że nasza rozmowa przedłuża się nieco, ale chciałem na zakończenie nawiązać do sprawy, która nas wszystkich musi interesować. Staramy się, na ile nam tylko starcza sił i pozwalają środki, podnieść naszą gospodarkę, mnożyć nasze wartości nie tylko materialne w naszym regionie. Chciałbym zwrócić się do księdza kardynała, jakby ksiądz kardynał widział pomoc ze strony kościoła.
Kardynał Wojtyła – Panie Przewodniczący, ja bym raczej tak postawił pytanie: jak Kościół pomaga, a nie jak by pomógł – i po namyśle – oświadczam, że na ten temat nie napisałem jeszcze żadnej rozprawy (Przewodniczący kwituje to lekkim uśmiechem i kończy rozmowę przekazaniem życzeń imieninowych kardynałowi. Ten, pospiesznie dziękując jeszcze raz stwierdza, iż dziękuje za Oświęcim)”.
Ta sama sytuacja w dokumencie przygotowanym dla SB: „Na końcu Przewodniczący mówi tak: No proszę ks. kardynała nasz wysiłek jest znany. To jest wysiłek kierujący, to jest równocześnie wysiłek społeczny. Chcemy aby nasza Ojczyzna była coraz bogatsza, coraz obfitsza. Wiemy co do tego potrzeba. No, ale jakby kościół ze swej strony dopomógł?
Wojtyła: Proszę Pana, p. Przewodniczący, sformułować pytanie: jak Kościół nam pomaga. Zrobił dłuższą przerwę, potem rozłożył ręce i dodał: Niestety na ten temat nie pisałem jeszcze żadnej rozprawy. Pokiwał głową.
Przewodniczący: Mam rozumieć, że to jest problem wymagający aż proporcji rozprawy?
Wojtyła: To się samo przez się rozumie. Nie wydałem żadnej na ten temat jeszcze rozprawy naukowej. Potem wrócił jeszcze raz do tego samego: Jeszcze raz serdecznie dziękuje za Oświęcim. Ale przewodniczący »maltretował go« jeszcze, nie zauważając niby intencji Wojtyły zakończenia rozmowy.
Na zakończenie Przewodniczący: Wobec tego wykorzystując to nasze zetknięcie, z okazji osobistego święta (imieniny Wojtyły) chciałbym... Na to ten od razu: A, dziękuję bardzo, dziękuję...”

Kłopotliwy hierarcha
Niemniej ciekawe są zawarte w obydwu dokumentach wrażenia autora z bezpośredniego kontaktu z coraz bardziej kłopotliwym hierarchą. W notatce urzędowej czytamy: „Kardynał Wojtyła podczas całego spotkania zachowywał się stosunkowo swobodnie... Z niektórych akcentów jego wypowiedzi wynikało wyraźnie, ze nie zamierza omawiać na szczeblu wojewódzkim spraw, gdyż zbyt mocno akcentował swoje stanowisko, które predestynuje go do kontaktów z władzami centralnymi... Chociaż zachowywał się dość naturalnie, to jednak wyczuwało się, że pamięta on,` iż rozmawia jako kardynał, zastępca przewodniczącego Episkopatu – z Przewodniczącym Prezydium WRN. Tematy dla niego niewygodne, względnie wykraczające poza jego założenia, zbywał milczeniem lub niedomówieniem, dbając skrupulatnie o to, by nie stworzyć precedensu, szczególnie do tego typu kontaktów – z jego osobą na przyszłość i nie zdewaluować jego dostojeństwa z tytułu zajmowanego stanowiska w Kościele”.
W materiale przygotowanym dla Wydziału IV SB, szef resortu wyznaniowego w administracji wojewódzkiej formułuje następujące wnioski i spostrzeżenia: „Jest to pierwszy osobisty kontakt Wojtyły z władzami wojewódzkimi. Ja go nigdy »w ruchu« nie widziałem. Dlatego mogę coś powiedzieć przez porównanie z innymi. Wojtyła starał się swobodą bycia, poruszania, odstawać trochę od tych, których znamy (Ablewicz, Jaroszewicz). To znaczy starał się od początku rozmowy zarówno swobodnie na fotelu ułożyć, jak również jego zachowanie: układ rąk (podpierał się kciukiem pod brodę), starał się by jego ruchy były nie nerwowe, całkiem naturalne. Chciał chyba przez to zaakcentować, zależało mu na tym, aby z jego zachowania przebijała pewność siebie, żeby było widać, że to jest człowiek, który ma określoną, b. wysoką pozycję. Jednocześnie tak bardzo bezpośrednio. Ciągle uśmiech na twarzy, taki trochę dobrotliwy. No i wolne precyzowanie myśli. Nie spieszył się z odpowiedziami, które były jasne i logiczne...”

Pierwsze i ostatnie spotkanie
Treść drugiej notatki pokazuje wyraźnie obszar zainteresowań SB. Istotne było to, co można wykorzystać operacyjnie. Przemyślenia kardynała zdawały się mieć drugorzędne znaczenie, gdyż bezpieka na bieżąco analizowała wszystkie jego wypowiedzi i publikacje. Do pełnego obrazu osoby potrzebne były elementy pozornie mało istotne, jak sposób poruszania się, układ rąk w czasie rozmowy, czyli po prostu „mowa ciała”.
Wydaje się, iż jednym z głównych celów zaproszenia kard. Wojtyły (skądinąd na polecenie ówczesnego wicepremiera Józefa Tejchmy) była kolejna próba wywołania rozdźwięku pomiędzy Prymasem Polski a metropolitą krakowskim. Stwarzano kolejny precedens, przy pomocy którego władze usiłowały dowieść, że Wojtyła jest dla nich wygodniejszym rozmówcą niż Wyszyński i to on będzie teraz główną postacią w Episkopacie. Odpowiedzią na takie zamierzenia było stanowisko polskich biskupów, mówiące że członkowie kolegium kardynalskiego (Wyszyński i Wojtyła) nie będą spotykać się, ze względów protokolarnych, z przedstawicielami władz terenowych, wyznaczając do tego swoich biskupów pomocniczych. Informacja z 19 września 1973 r., skierowana przez krakowski Wydział IV do MSW, zawiera stwierdzenie, że Wojtyła nie przyjął kolejnego zaproszenia przewodniczącego WRN, podejrzewając iż władze PRL chcą zbudować nową formę stosunków państwo-Kościół. Polegałaby ona na zmniejszeniu roli biskupów ordynariuszy poprzez ograniczenie ich kontaktów do władz wojewódzkich (kontakty na szczeblu państwowym miałyby być utrzymywane bezpośrednio ze Stolicą Apostolską). Kardynał Wojtyła dostrzegał w tym wyraźną inspirację Moskwy, zarzucającej władzom PRL traktowanie polskich kardynałów i biskupów jako reprezentantów narodu.
Znamienna dla oceny przenikliwości i skuteczności Karola Wojtyły była opinia o rezultacie spotkania z przewodniczącym Drapichem, przygotowana dla SB przez Stefana Pachołka: „Po wyjściu Wojtyły ja się jeszcze zatrzymałem z Przewodniczącym. Postawiliśmy sobie takie pytanie: Co przez tę wizytę osiągnęliśmy? No, poza tym, że się odbyła trudno powiedzieć, że się coś osiągnęło. Do takiego wniosku zgodnie doszliśmy”.

Autor jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej IPN w Krakowie, był posłem na Sejm I kadencji. O obrazie Karola Wojtyły w teczkach SB pisał już w numerze 29 br.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 32 (2770), 11 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl