Votum separatum

Skrajna przekroczona

JÓZEFA HENNELOWA



„Der Spiegel” pokazał ostatnio nową lalkę Barbie – „wybuchową” (Spreng-Stoff). Ma na sobie pas z ładunkami wybuchowymi, jak palestyńscy samobójcy, a w rączce zapalnik. Gdy dziecko go uruchomi, lalka podskakuje i zanosi się śmiechem. Brak na razie informacji, czy nowa wersja weszła już do sprzedaży.
Ale można było się tego spodziewać, bo to przecież doprowadzona do absolutnej makabry skrajność procesu oswajania zjawiska, którego oswajać pod jakimkolwiek pozorem nie było wolno: zamachów terorystycznych, realizowanych przez samobójców na Bliskim Wschodzie od wielu miesięcy, zawsze tylko przeciw niewinnym ofiarom cywilnym, kobiet i dzieci nie wyłączając.
W wielu ośrodkach opinii publicznej demokratycznych krajów utrzymuje się ten sam trend współczucia dla sprawców, szukania dla nich usprawiedliwień, dopisywania patetycznych komentarzy, a kiedy już na nic innego zdobyć się nie sposób – bodaj przemilczenia. Zawsze był i jest ktoś skłonny traktować kolejne zbrodnie jako skutki i szukać przyczyn, ze sprawców czyniąc rodzaj ofiar. Mówiło się „odwet”. Mówiło się: „rozpacz”, „oni inaczej nie potrafią, oni nie mają już wyjścia”. Powstawały niemal liryczne reportaże o samobójcach, zwłaszcza kiedy w terrorze zaczęły brać udział młode dziewczyny. Ba, stworzono termin „terroryzm państwowy” na określenie wojskowych działań odwetowych pustoszących kryjówki terrorystów, działań oskarżanych tym samym z tegoż paragrafu, co wysadzanie w powietrze szkolnego autobusu na spokojnej ulicy. A kiedy sterujący morderstwami liderzy zaczęli ginąć w otoczeniu wlasnych rodzin, o których bezpieczeństwo na linii frontu ani myśleli zadbać, w demokratycznych krajach podniósł się wielki głos oburzenia, żądający, aby właśnie ta strona frontu, gdzie wciąż ginęli tylko niewinni cywile, dalej przestrzegała reguł walki, których strona druga nie miała i nie ma zamiaru przestrzegać w najmniejszej nawet mierze.
Tak to widzę. I czekam z rosnącym przerażeniem, czy wreszcie ta właśnie opinia publiczna dopuści do swojej świadomości prawdę, że terroryzm, czyli podstępne okrucieństwo wymierzane wyłącznie w niewinnych, nadziei na jakikolwiek pokój nie przyniesie, bo istnieje dla wojny, nie dla pokoju. Spodziewanie się po nim czegokolwiek dobrego albo jest naiwnością, albo hipokryzją. Po zamachu w stołówce uniwersytetu jerozolimskiego (gdzie już nie było nawet samobójcy-zamachowca, tylko zdalnie sterowana śmierć) świat usłyszał od liderów terroru, że za jednego zabitego terrorystę zapłacić musi najmniej stu niewinnych. A za jednego wysiedlonego – odwet będzie jak za jego zabicie. Co jeszcze powinniśmy usłyszeć, żeby przestać łudzić się szukaniem w złu jakiegokolwiek dobra?
Chyba że faktycznie ktoś chciałby poczekać, aż nowa „wybuchowa” Barbie w masowym wydaniu znajdzie się w rękach dzieci, które będą mogły zacząć oswajać się z odpalaniem ładunków na ciele zabawki podobnej do człowieka. Nic im się na razie nie stanie, a laleczka śmieje się podobno bardzo sympatycznie...







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 32 (2770), 11 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl