Papież w Kanadzie, Gwatemali i Meksyku


Jęk, który stał się modlitwą

Luigi Accattoli



Jadąc do Kanady, Gwatemali i Meksyku (23 lipca – 2 sierpnia) Jan Paweł II raz jeszcze rzucił wyzwanie swojej starości – i raz jeszcze wygrał. Kosztem niezmiernego wysiłku wykonał cały przewidziany program, a nawet go rozszerzył.


Największe wrażenie zrobiło zejście z samolotu i wejście doń po schodach w Toronto, 23 i 29 lipca. Papież szedł niepewnym krokiem, nie korzystając z windy, którą zresztą dla niego przygotowano. 1 sierpnia w mieście Meksyk powtórzył ten gest, wyruszając w drogę powrotną do Rzymu. Jakby chciał pokazać, że tę podróż kończy z tą samą determinacją, z jaką ją zaczynał. Towarzysząc Janowi Pawłowi II jako jeden z siedemdziesięciu dziennikarzy lecących papieskim samolotem („volo papale”), patrzyłem ze zdumieniem, jak zacisnąwszy zęby, prawą ręką czepiając się poręczy, z lewej podtrzymywany przez jakiegoś prałata, podejmuje ten nadludzki wysiłek.

Kanadyjskie improwizacje
Jan Paweł II czuje się zdecydowanie lepiej niż dwa miesiące temu, kiedy odwiedzał Azerbejdżan i Bułgarię. Wtedy nie był w stanie odczytać swoich przemówień w całości, chodził ze znacznie większym trudem, przy wsiadaniu i wysiadaniu z samolotu zawsze posługiwał się windą. Znakiem, jak Papież się czuje, są też jego improwizowane wypowiedzi: jeśli odchodzi od tekstu pisanego, znaczy, że czuje się dobrze i jest w dobrym humorze. Podczas tej podróży robił to mnóstwo razy, zwłaszcza w niedzielę 28 lipca, dialogując z czterystoma tysiącami uczestników liturgii, kończącej XVII Światowe Dni Młodzieży.
Zaledwie wszedł na podwyższenie – około godziny 9.50 – natychmiast nawiązał bezpośredni kontakt z młodzieżą, przez całą noc oczekującą w parku na to spotkanie, która teraz, w strugach ulewnego deszczu witała go oklaskami: ,,Drodzy młodzi, bądźcie mocni, nabierzcie otuchy, odwagi!” Powiedział to, łącząc ze sobą trzy języki: ,,Be strong, animous, courage, coraggio!”
Chwilę później, odczytując tekst o chrzcie, przerwał i powiedział: „Deszcz przypomina nam wodę chrzcielną”. Wreszcie, kiedy mniej więcej w połowie kazania pokazało się słońce, skomentował: „No i mamy słońce! Deszcz, wiatr, słońce!”
Oznaki dobrego humoru nie mogły jednak przesłonić oznak zmęczenia. Powiedział o tym sam, pod koniec homilii: „Jesteście młodzi, a Papież jest stary i trochę zmęczony, lecz wciąż się utożsamia z waszymi oczekiwaniami i nadziejami”. W tym momencie młodzież zaczęła skandować: ,,Pope is young! Pope is young!” (Papież jest młody). A on: „Papież młody! 82 lata to nie to samo co 22 czy 23!”
Okazją do żywej improwizacji stało się również spotkanie z młodzieżą na obiedzie: 26 lipca przyjął u siebie siedem dziewcząt i siedmiu chłopców, reprezentujących młodych ze 172 krajów: z Papieżem jadło troje Kanadyjczyków i po jednym przedstawicielu Australii, Bośni, Chin (Hong Kong), Niemiec, Jordanii, Kenii, Indii, Peru, Tahiti i Stanów Zjednoczonych. Ale najpiękniejszą improwizacją tej podróży była ta z czwartku 25 lipca, kiedy podczas pierwszego spotkania z młodzieżą Jan Paweł II przedstawił się jako „stary papież, przygnieciony latami, ale jeszcze wewnętrznie młody” i kiedy w odpowiedzi młodzież zaczęła skandować jego imię. Kiedy stojąc na podwyższeniu rozłożył ramiona i w rytm ich okrzyków kiwał głową, jakby chciał ich wszystkich przygarnąć i ucałować, a wreszcie powiedział: „Młodość przychodzi i odchodzi, ale zostaje na całe życie”.

Męczące, ale możliwe
Dlaczego Papież – kosztem tak ogromnego trudu – udał się po raz trzeci do tego „wielkiego i wspaniałego kraju”, jak określił Kanadę?
– Żeby się spotkać z młodzieżą.
Dlaczego po raz trzeci udał się do Gwatemali?
– Żeby na miejscu ogłosić pierwszego świętego Gwatemalczyka.
I wreszcie dlaczego po raz piąty wrócił do Meksyku?
– Żeby kanonizować pierwszego Indianina na kontynencie amerykańskim.
Zawsze cele „apostolskich” poczynań Jana Pawła są wielkie. Ale czy już nie zbyt wiele trudu kosztują osiemdziesięciodwuletniego, schorowanego Papieża te podróże po całym świecie? „Jest to męczące, ale jeszcze możliwe” – odpowiada dziennikarzom rzecznik prasowy Watykanu: „Ojciec Święty, jak widać po programie tej podróży, wie, że teraz musi podróżować w nowy sposób, oszczędzając siły”.
Takie jest wyjaśnienie programu tej amerykańskiej podróży: 11 przemówień w ciągu 11 dni, przemówień krótszych niż zwykle; trzy dni całkowitego odpoczynku spędzone na Strawberry Island, wysepce w kształcie truskawki na jeziorze Simcoe, 95 km na północ od Toronto. Absolutny wypoczynek, by nabrać sił po męczącym długim locie i dostosować się do sześciogodzinnej zmiany czasu.

Papież i jego młodzi
„Wy jesteście solą ziemi, wy jesteście światłem świata” – te słowa Jezusa zostały wybrane na motto Światowych Dni Młodzieży. Podczas czuwania z Papieżem, wieczorem 27 lipca wniesiono na podwyższenie niejako symbole tych słów: 12 brył soli, którym towarzyszyło 12 zapalonych pochodni. Przekazując swojej młodzieży pochodnie i sól Papież powiedział, że to oni, młodzi chrześcijanie, mają stać w pierwszym szeregu obrońców wolności i pokoju oraz przypominać światu, że do tworzenia cywilizacji nie wystarczy sama technologia: „Czy wystarczy polegać na dokonującej się teraz rewolucji technologicznej, która zdaje się kierować kryteriami wydajności i skuteczności, bez odniesienia do religijnego wymiaru człowieka i bez podzielanych powszechnie zasad etycznych?”
Końcowe przesłanie Papieża do jego młodzieży było długo przez nią oklaskiwane: „Pozwólcie, drodzy młodzi, że wam powierzę moją nadzieję: budowniczymi nowej cywilizacji musicie być wy! Powiedzcie wszystkim o pięknie spotkania z Bogiem, które nadaje sens waszemu życiu. W poszukiwaniu sprawiedliwości, w zabiegach o pokój, w braterskiej solidarności nikomu nie dajcie się wyprzedzić”.
Podczas końcowej liturgii 28 lipca, Jan Paweł II na nowo wezwał młodych do pełnego zaangażowania się w „humanizację świata”, do przeciwstawiania się „fałszywym prorokom”, którzy proponować mogą tylko „złudzenia i parodię szczęścia”.
Ale jak angażować się w życie Kościoła, kiedy się widzi tyle zgorszeń? Papież – co było do przewidzenia – nie mógł na ziemi amerykańskiej nie poruszyć prawdziwie palącego problemu księży pedofilów. „Nie zniechęcajcie się – powiedział wśród oklasków – grzechami i brakami niektórych synów Kościoła. Krzywda wyrządzona przez niektórych księży i zakonników ludziom młodym i wrażliwym wszystkich nas napełnia smutkiem i wstydem. Lecz pomyślcie o olbrzymiej większości kapłanów i zakonników wielkodusznych i ofiarnych, których jedynym pragnieniem jest służenie i czynienie dobra”.
By zachęcić młodych, żeby nigdy nie poddawali się zniechęceniu – ani wobec zgorszeń, których sprawcami są ludzie Kościoła, ani wobec całego zła świata – Jan Paweł II powołał się na doświadczenia własnej młodości w Polsce w czasach okupacji niemieckiej, i na doświadczenia wieku dojrzałego – jakim było zderzenie z reżimem komunistycznym. ,,Chociaż żyłem pośród wielu ciemności pod twardymi reżimami totalitarnymi, widziałem dość, aby być niezłomnie przekonany, iż żadna trudność i strach nie potrafią całkowicie stłumić nadziei, która zawsze tryska w młodych sercach”.

W obronie Indios
Moment największego zmęczenia przeżył Papież w mieście Gwatemala, 30 lipca. Podczas homilii na Mszy św., podczas której kanonizował pierwszego w dziejach świętego Gwatemalczyka – tercjarza franciszkańskiego Hermano Pedro de San Jose de Betancurt (1626-1667), zgromadzony tłum mógł dzięki mikrofonom słyszeć, jak ciężko oddycha. Dwukrotnie, cichym głosem powtórzył po włosku „Terribile, e terribile” („strasznie, jest strasznie”) – co także dzięki mikrofonom wszyscy mogli słyszeć – i potem, jak westchnienie, po polsku, „Jezu”. Jęk, który zmienił się w modlitwę. Papież był udręczony upałem, wiatrem, który poruszał liśćmi, niewygodną pozycją, brakiem oddechu na skutek wysokości. Miasto Gwatemala leży na wysokości 1500 metrów, a oczekujące go wówczas miasto Meksyk o 254 metry wyżej.
Nowego świętego Gwatemalczyka Papież ukazał jako „brata każdego potrzebującego”, który „poświęcił się służbie ubogim i tubylcom, najpierw na Kubie, potem w Hondurasie i wreszcie na tej błogosławionej ziemi gwatemalskiej”. Jan Paweł II zapewnił o swoim „szacunku i bliskości” wobec tubylców: „Papież o was nie zapomina! Podziwia wartości waszej kultury, zachęca was, byście z nadzieją przezwyciężali trudności, które przeżywacie. Zasługujecie na szacunek i macie prawo w pełni się realizować w sprawiedliwości, w integralnym rozwoju i w pokoju”.
Kolejny dowód nadzwyczajnej wytrzymałości dał papież 31 lipca w mieście Meksyk. Meksykanie, którzy kochają go, zaraz po Polakach, najbardziej ze wszystkich narodów świata, zgotowali mu nieprawdopodobne święto. Nieprzebrany tłum towarzyszył mu na całej trzydziestokilometrowej trasie przejazdu przez miasto i potem w bazylice Guadalupe. Przez pięć godzin Jan Paweł II pozostawał nieustannie pod obstrzałem kamer i aparatów: z trudem łapiąc oddech, chwytając się poręczy, przewodniczył całej liturgii, zniósł tryumfalny przejazd przez miasto z nuncjatury do bazyliki i z powrotem.
Ojciec Święty dokonał kanonizacji Indianina Juana Diego, postaci balansującej między historią a legendą, ochrzczonego w 1525, zmarłego w 1548 r. W homilii powiedział, że „Guadalupe i Juan Diego mają głębokie znaczenie kościelne i misyjne, są modelem ewangelizacji doskonale inkulturowanej”. Znów wziął w obronę Indios: „koniecznie należy wspierać tubylców w ich słusznych aspiracjach, szanując i broniąc autentycznych wartości każdej grupy etnicznej: Meksyk potrzebuje swoich Indian i Indianie potrzebują Meksyku”.

Autor jest watykanistą dziennika ,,Corriere della sera”, artykuł napisał specjalnie dla ,,TP”.


tłum. abo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 32 (2770), 11 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl