Toronto to nie Woodstock


Bunt z Papieżem w tle

Z prof. Hanną Świdą-Ziembą
rozmawia 
Katarzyna Kolenda-Zaleska




KATARZYNA KOLENDA-ZALESKA: – Jeden z ankietowanych w Pani książce „Młodzież końca tysiąclecia” określił współczesnych młodych jako pokolenie puszek piwa, papierosów, techno, egoizmu i pazerności. Czy to prawdziwy obraz?
HANNA ŚWIDA-ZIEMBA: – Wręcz przeciwnie. Młodzież licealna, którą badałam, jest wrażliwa, prostolinijna i niespokojna, poszukująca. Problem w tym, że młodzi ludzie bardziej czują niż wiedzą, że za czymś tęsknią i czegoś szukają. Choć niby uważają, że są zadowoleni z życia i wszystko jest z nimi w porządku.
Od lat oglądamy tysiące pielgrzymów, którzy ze wszystkich kontynentów przyjeżdżają na papieskie Światowe Dni Młodzieży. Tak było w Rzymie dwa lata temu na Tor Vergata, tak jest w Toronto; tłumy przyjdą też zapewne w sierpniu pod krakowską kurię...
– Socjolog Krzysztof Kiciński badał postawy młodzieży wobec Papieża. Z góry domyślał się, że Papież jest dla nich najważniejszym wzorem osobowym – i się nie pomylił. Jego badania pokazały też, że stosunek do Jana Pawła II jest niezmienny w kolejnych rocznikach, bez względu na zmiany w świecie, narastającą wśród młodych frustrację, poczucie zagrożenia. Popularność nie spada nawet wśród tych, którzy nie deklarują się jako katolicy. Można nie wierzyć w Boga, a czcić Jana Pawła II. Jeśli ktoś za parę lat spróbuje opisać młodych przełomu wieków, to lepiej zdefiniuje ich poprzez stosunek do Papieża niż na podstawie młodzieżowych pism.

Filar w świecie magmy

– Kim dla młodzieży jest Jan Paweł II?
– Trudno dać jednoznaczną odpowiedź, bo każdy widzi w nim ucieleśnienie wartości, w które sam wierzy. Papież to bogata, wielowymiarowa osobowość. Ma dar rozmawiania z ludźmi i ich słuchania. Mówi bez egzaltacji, językiem zrozumiałym dla młodzieży. Jest wesoły, potrafi żartować także z samego siebie („niech żyje łupież”), przestał się kojarzyć ze sformalizowanym, pełnym celebry Kościołem. Ktoś kiedyś powiedział: Papież zmienił Kościół w instytucję przyjacielską.
– Ale to wszystko chyba za mało, żeby młodzież go pokochała.
– Papież jest postacią „czystą”; stał się autorytetem nie dlatego, że pryncypialnie broni prawd wiary, ale dlatego, że z równym zaangażowaniem broni praw człowieka. Przejmuje go los słabych, ubogich, mających poczucie wykluczenia. Sam stanowi ucieleśnienie bezkompromisowej moralności i można mu ufać. Czy znamy wielu takich ludzi? Nie, i młodzież widzi to szczególnie ostro wkraczając w świat, który nie budzi jej sympatii. Poza tym młodzi uważają, że Papież nie jest własnością jedynie katolików czy nawet chrześcijan. Jest tolerancyjny i otwarty także dla niewierzących, a sprawiedliwości i wolności domaga się dla wszystkich, bez wyjątku.
Ale Papież mówi też, że wolność oznacza odpowiedzialność. W encyklice „Centissimus Annus” napisał, że wolność jednostki musi być ograniczona przez wzgląd na drugiego człowieka, który żyje obok i też chce być wolny. Czy młodzież myśli podobnie?
– Młodzież chce się czuć odpowiedzialna za świat, za innych, choć nie zawsze umie. Nastroje wśród niej wciąż się pogarszają. Młodzi zadają sobie pytanie, jak w świecie, rządzonym przez pieniądz, gdzie panuje niesprawiedliwość, egoizm i agresja, można żyć uczciwie. Ruchy antyglobalistów nie biorą się znikąd: to podskórny niepokój i niezgoda na świat każe występować przeciwko złu. Młodzi tęsknią za światem, w którym dobro człowieka stawia się na najwyższym miejscu; głęboko przeżywają nie tylko egoizm i chłód cywilizacji, ale też relatywizm wszystkich wartości. Wbrew pozorom wcale nie akceptują poglądu, że wszystko jest dozwolone, że sprzeniewierzenie się wartościom uznawanym w społeczeństwie spotyka się z co najmniej powszechnym usprawiedliwieniem.
Posłużmy się prostym przykładem. Wszyscy potępiają korupcję, ale gdy ktoś z naszych bliskich dopuści się czynu, delikatnie mówiąc, etycznie wątpliwego, to jednak zawsze udaje nam się znaleźć usprawiedliwienie. W konsekwencji młodzież wchodzi w dorosły świat z przekonaniem, że nie ma granicy, której nie można przekroczyć. Ma to wpływ na poczucie egzystencjalnej niepewności, zagubienia. Młodzi oczekują świata opartego na trwałych i potężnych filarach, a zamiast tego dostają magmę.
– Papież jest więc takim filarem?
– Tak. Potwierdza w nich to, w co sami tak desperacko pragną wierzyć: że nie powinno być przyzwolenia na odchodzenie od zasad w imię doraźnych celów.
Młodzi marzą o idealnej miłości i idealnym świecie, ale nie potrafią tych ideałów wcielać w życie. Idą na spotkanie z Papieżem, bo wierzą, że to coś w nich zmieni. I rzeczywiście: zmienia. Jego niewątpliwą zasługą jest pogłębienie życia duchowego. Wierzą mu i ufają, bo sam daje przykład życia, za którym tęsknią.
Nie bez znaczenia jest fakt, że młodzież coraz gorzej radzi sobie z życiem w grupie, tworzeniem wspólnoty. Obserwuję taką dezintegrację wśród moich studentów. Nie znają się, nie mają do siebie telefonów. Dawniej studenckie życie wyglądało inaczej. A im bardziej rozluźniają się kontakty między ludźmi, tym częściej zwracają się oni ku tym, którzy próbują scalać świat i sprawić, że żyją ze sobą, a nie obok siebie.

Uskrzydlony tłum

Czyli człowiek współczesny doświadcza samotności w tłumie, ale nie w tłumie, który czeka na Papieża?
– W tym tłumie młodzi mają poczucie przynależności; tworzą wspólnotę opartą na mowie symboli, znaków. Sami nie potrafią jej stworzyć, bo ich dotychczasowe doświadczenia temu nie sprzyjają. I nagle, za sprawą Papieża, odnajdują swoje miejsce i tożsamość. A bycie częścią tłumu nie zabija ich indywidualnych przeżyć. Pamiętam, w czasie wojny tysiące ludzi spotykało się w miejscu, gdzie pochowano serce Piłsudskiego. Doświadczaliśmy wielkich patriotycznych uniesień i odchodziliśmy wzmocnieni. Tak samo działają spotkania z Janem Pawłem II. Tłum rozchodzi się uskrzydlony: świat przynajmniej na chwilę staje się piękny. Zwłaszcza, że tym spotkaniom towarzyszy element sacrum, na ogół rzadko obecny w życiu młodych.
Pewnie nie zgodzi się więc Pani z diagnozą Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który w „Rozmowach na koniec wieku” tłumaczył obecność tłumów na spotkaniach z Papieżem potrzebą odnalezienia się w masie, uczestnictwa w zbiorowym rytuale. Jego zdaniem brakuje tam treści autentycznie religijnych.
– Nie ma znaczenia, dlaczego przychodzą, ważne jest, z czym odchodzą. A gwarantuję, że wracają do domu wzmocnieni. To jest spełnienie, a nie rytuał. Młodzież jest nauczona, że każde ważne wydarzenie w jej życiu musi się wiązać z widowiskiem. Papież doskonale to rozumie. Wie, że jednorazowe przeżycie wspólnoty czasem więcej znaczy dla tożsamości człowieka niż ciągłe podkreślanie jego indywidualizmu. Bo co zagraża temu indywidualizmowi? System, w którym żyją, a który sprowadza człowieka do roli śrubki w ogromnej machinie.
– Czyli Tor Vergata i Toronto to nie współczesny Woodstock.
– Ależ skąd! Woodstock zaspokajał potrzebę swobody i niezależności, ale tam było tylko profanum, zabawa. A tłum podczas papieskich Dni zbiera się wokół wartości wyższych. Wielki kapłan i podziwiany człowiek wyzwala w młodych ludziach pokłady uczuć niezaspokojonych, powiedziałabym: nostalgicznych. Jest ktoś, komu wreszcie można o tym powiedzieć, można to wyrazić. Nawet samym tylko uczestnictwem – obecność staje się świadectwem.

Mój podziw, mój wybór

Papież jest konserwatystą, zwłaszcza w sferze obyczajowości, która najbardziej ulega filozofii „wszystko jest dozwolone”. Sprzeciwia się np. stosowaniu środków antykoncepcyjnych. Czy młodzi to akceptują?
– Obserwujemy ostatnio zjawisko „konserwatywnego buntu młodych”. 74 proc. z nich akceptuje np. obecność krzyża w Sejmie. Istnieje oczywiście także inna młodzież, dla której religia jest mniej istotna, ale i dla niej Papież jest autorytetem. Tyle że za podziwem niekoniecznie idzie przyjmowanie wszystkiego, co dany człowiek mówi lub robi. Selektywność w postrzeganiu wzoru osobowego jest dla młodzieży zupełnie naturalna. Podziwiają swoją matkę, ale to nie znaczy, że ją we wszystkim naśladują. Mówią: „To jest mój podziw, ale i mój wybór”.
Czy nie jest więc tak, że młodzież słucha Papieża, ale tak naprawdę wcale go nie słyszy? Posłucha, wzruszy się, a potem robi wszystko po swojemu?
– To nie jest takie proste. Moim zdaniem młodzież jest bardziej otwarta na nauki Papieża niż starsi. Głębiej i bardziej świadomie przeżywa spotkania z nim. Otwiera się na innych, stara się rozumieć ich potrzeby. Proszę spojrzeć, ilu z nich pracuje jako wolontariusze.
Jan Paweł II jest nie tylko przyjacielem młodzieży, ale też surowym nauczycielem. Stawia wysokie wymagania. Wydawałoby się, że surowych nauczycieli się nie kocha...
– Na ogół surowość przejawia się przede wszystkim potępieniem. A Papież nikogo nie potępia. Każdy jest dla niego wyjątkowy – nawet gdy błądzi. Zresztą wymagających i sprawiedliwych nauczycieli młodzież ceni, bo w gruncie rzeczy chce słyszeć wymagania. Chce usłyszeć, że powinna żyć inaczej. Wynika to z braku identyfikacji i emocjonalnej akceptacji własnego życia, do którego czuje się zmuszona – prawami i regułami dzisiejszego świata. Poddaje się magmie, ale jej nie akceptuje. I chce poczuć, że jest ktoś, kto w nich wierzy.
Ktoś, kto bezustannie powtarza, że człowiek jest wyjątkowy. Ktoś, kto mówi – jesteście solą ziemi i światłem świata.
– Słowa Papieża dają młodemu człowiekowi poczucie, że istnieje „coś więcej”, do czego ciągle można dążyć i mieć nadzieję, że uda się to osiągnąć. Mówi się o wyścigu szczurów, a z moich badań wynika, że tylko 20 proc. młodych akceptuje rywalizację, do której zmusza ich świat. Cieszą się z postępu cywilizacji, dostosowują się do niej, ale równocześnie nie zachwycają się takim stylem życia, jakie lansują młodzieżowe czasopisma.
W 1987 r. na Westerplatte Papież przekonywał, że ważniejsze jest „więcej być” od „więcej mieć”. Jednak z Pani badań wynika, że pieniądz jest dla młodego pokolenia bardzo ważny. Nie tylko on, ale wszystko, co idzie za posiadaniem pieniędzy – modne gadżety, drogie samochody, mieszkania, luksusowe wakacje. A Papież powtarza – nie pozwólcie, aby kultura posiadania uśpiła wasze sumienia.
– Pieniądz jest ważny dla nie więcej niż połowy badanych. Bardziej w cenie jest sukces, ale nie sprowadzający się tylko do dobrobytu. To także chęć bycia dobrym lekarzem czy nauczycielem. 
Zauważyłam, że o ile starsze roczniki studentów cechowała pewna nonszalancja w podejściu do studiów, dziś już nikt nie cieszy się np. z odwołania zajęć. Są w ciągłym napięciu, chcą wszystko zrobić jak najlepiej, zdać egzamin, napisać referat. Przyznam się, że mnie ten brak luzu trochę przeszkadza.
– A z czego on wynika?
– Z wyrachowania. Chcą szybko osiągnąć wysoką pozycję w społeczeństwie, które premiuje takie postawy. A ja im mówię, że to przesada – tak się przejmować zwykłym zaliczeniem. Między innymi dlatego, że to powoduje dezintegrację środowiska. Oni są bezustannie oceniani nie tylko przez innych, ale i przez samych siebie, i płacą za to ogromnym napięciem. Jak można tak żyć?! I rzeczywiście nie potrafią. Dręczy ich narzucany przez współczesny świat wyścig szczurów. Dlatego chcą innego świata, a spotkanie z Papieżem uświadamia im, że oprócz profanum jest także sacrum.
Ale czy to sacrum nie staje się ikoną pop-kultury? Mówi się o Papieżu, że swoją posługę sprawuje w hollywoodzkim stylu...
– Oprócz charakterystycznych dla epoki treści jest jeszcze charakterystyczna forma. Nic na to nie poradzimy. Papież wykorzystuje formę aktualną dla epoki, ale wypełnia ją treścią sakralną. Nawet jeśli to jest posługa w hollywoodzkim stylu, to przecież wcale nie powierzchowna.
Papież od początku pontyfikatu woła „nie lękajcie się”. Daje poczucie bezpieczeństwa?
– W ogóle wiara daje młodzieży poczucie bezpieczeństwa. Wśród badanych przeze mnie młodych powtarzały się odpowiedzi, że na Bogu zawsze można się oprzeć, że Bóg mnie obroni, wyprowadzi z opresji. Rolę, którą od święta spełnia Papież, mogą na co dzień spełniać katecheci. Z badań wynika, że często są to jedyni ludzie, którzy rozmawiają z młodymi o życiu, o tym, co ich dręczy. Młodzi czasem się z nimi nie zgadzają, lecz doceniają zainteresowanie i możliwość dyskusji.
Współczesny świat lansuje ideał tężyzny fizycznej, atrakcyjności, doskonałości. Papież zupełnie do niego nie przystaje. Jest stary, schorowany, cierpi na oczach świata.
– Badania pokazały, że właśnie taki heroizm jest ważnym wzorem osobowym dzisiejszej młodzieży; że go podziwiają i sami pragną wykazać się podobnym hartem ducha. Schorowany, cierpiący, a jednak ma tyle odwagi i energii. Jest przykładem przezwyciężania własnych słabości; symbolem zwycięstwa nad słabością, która przecież dopadnie każdego z nas. A heroizm jest jedną z najważniejszych, choć może zapomnianych, czy gorzej: zdewaluowanych w kulturze popularnej wartości.

Hanna Świda-Ziemba jest socjologiem, profesorem UW. Wydała m.in. książki „Człowiek wewnętrznie zniewolony”, „Wartości egzystencjalne młodzieży lat 90.”, „Młodzież końca tysiąclecia. Obraz świata i bycia w świecie”. W latach 1991-93 była sędzią Trybunału Stanu.

KATARZYNA KOLENDA-ZALESKA jest dziennikarką TVP. Powyższa rozmowa powstała podczas przygotowywania książki o pielgrzymce Jana Pawła II, która ukaże się nakładem Znaku.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 31 (2769), 4 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl