Przegląd prasy

Ostatnia droga towarzysza



Elementem PRL był stale rozbudowywany ceremoniał i nowa obyczajowość. Z okazji świąt w rodzaju 1 Maja, rocznic rewolucji 1917 r. czy 22 lipca organizowano pochody i akademie; grano rewolucyjne pieśni, recytowano wiersze, aktywiści wygłaszali przemówienia, młodzież wręczała kwiaty, trzymała warty lub podejmowała zobowiązania. Ale partia próbowała – i to jeszcze w latach 80. – ingerować w życie swoich członków oraz ich rodzin nawet w najsmutniejszym momencie – w chwili śmierci – pisze w BIULETYNIE INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ (5) Krzysztof Lesiakowski z OBEP IPN w Łodzi. 
W tym krytycznym momencie rodzina zmarłego decydowała się często na katolicki pochówek. Sytuacja była więc delikatna. Aparat, a ściślej komórki kontroli wewnątrzpartyjnej, reagował na to liberalniej niż, na przykład, w przypadku ślubów kościelnych. Mimo to organizowanie pogrzebu wyznaniowego lub udział w nim nie były dobrze widziane. Przykładowo w 1961 r. Komisja Kontroli Partyjnej w Wojsku Polskim rozpatrywała zarzuty wobec dowódcy jednego z trzech okręgów wojskowych w kraju. Generał ów uczestniczył w pogrzebie swego ojca, którą to ceremonię prowadzili księża z „zastosowaniem wszystkich związanych z tym obrzędów religijnych”. Pogrzeb – wedle komisji – przeistoczył się w manifestację religijną, miał „wysoce szkodliwy wydźwięk polityczny”, „posłużył za odskocznię do niewłaściwego komentowania polityki partii w kwestii laicyzacji życia społecznego” oraz „spowodował uaktywnienie elementów klerykalnych”. Za szkody wyrządzone partii i armii oraz brak czujności generała ukarano naganą z ostrzeżeniem. 
Partii nie był też obojętny charakter uroczystości pogrzebowych z udziałem działaczy oraz pochówku zmarłych aktywistów. W Łodzi Miejskie Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych we współpracy z Urzędem Miasta oraz Towarzystwem Krzewienia Kultury Świeckiej opracowało więc – w 1983 r.! – szczegółowy „Scenariusz świeckiego ceremoniału pogrzebowego”. Jego autor pisał: „Świecki ceremoniał pogrzebowy spełnia swoją doniosłą rolę, jeśli jest przygotowany w sposób szczególnie podniosły i uroczysty, w atmosferze powagi i dostojeństwa. Właściwy przebieg obrzędu zależy od zapewnienia odpowiedniej oprawy i zastosowania czynności, które powinny wyrazić istotną treść ceremonii oraz stworzyć pożądany nastrój”. Całość uroczystości miała być prowadzona przez świeckiego mistrza ceremonii (w Łodzi miał to być jeden z aktorów teatralnych). Podczas pierwszej części w domu pogrzebowym półmrok panujący w sali z trumną rozświetlały zapalające się kandelabry i rozbrzmiewały dźwięki „muzyki skrzypcowej z akompaniamentem organów”. Mistrz ceremonii rozpoczynał recytować wiersz Leopolda Staffa „Czemu?”. Następnie wygłaszał krótkie rozważanie o życiu człowieka, przemijaniu i śmierci: „Jakkolwiek daremna jest walka ze śmiercią i z góry przegrana, to jednak piękno jej nie polega na wyniku, lecz na pełnym godności wyjściu naprzeciw śmierci. Nie można bowiem uniknąć rzeczy ostatecznych. Można natomiast z nagromadzonej z przeszłości siły, z wiar, które człowiek żywi, i ukochań, którymi żyje, z pragnień, które stara się urzeczywistnić – zrodzić moc, która pozwoli dokonać nowych czynów i oddalić lęk przed śmiercią”. Po tych rozważaniach planowano występ kwartetu wokalnego z „Requiem” Dvořaka. Następnie na tle muzyki skrzypcowo-organowej Czajkowskiego „Chanson Triste” i przy równoczesnym oświetleniu przez reflektor punktowy katafalku mistrz ceremonii recytował fragment wiersza Kazimierza Sowińskiego: „Właściwie nic nie wiemy, tak samo jak drzewo, / ale wiecznie szukamy w nieustannej męce / czegoś – co wiatr po drogach nieznanych rozwiewa, aż padniemy na ziemię, by nie powstać więcej”. Klimat zadumy miało podtrzymywać zaprezentowanie części toccaty d-moll Bacha, utworu wokalnego „U kresu drogi” i fragmentu wiersza Staffa „Nie ma na tej ziemi”. „Na słowach »i z ulgą z ramion w grób go złożyć« rozlegają się głośniejsze tony marsza żałobnego – stopniowo do mezzoforte”. Na ostatnim akordzie marsza przewidywano wygaszenie reflektora oświetlającego katafalk. Teraz miało nastąpić wyprowadzenie zwłok z domu pogrzebowego i sformowanie konduktu. „Scenariusz” precyzował jego porządek, w tym kolejność niesienia orderów i odznaczeń zmarłego (na pierwszym miejscu Order Budowniczych PRL). Planowano, że trumna będzie wieziona na odpowiednim wózku lub niesiona przez pracowników przedsiębiorstwa komunalnego, ale mogli ją też nieść przyjaciele zmarłego „co jest wyrazem ich hołdu i szacunku”. „Scenariusz” sugerował, że kondukt ma posuwać się krokiem wolnym, a orkiestra cały czas grać marsze żałobne. 
Nad grobem mistrz ceremonii lub członek rodziny wygłaszać miał mowę pożegnalną. „Przemówienie winno być krótkie, podkreślające zasługi zmarłego”. Po tym następowały ewentualnie inne przemówienia. Następnie „asysta ceremonialna zdejmuje trumnę z podestu i opuszcza ją do wykopanej mogiły”. W tym czasie winien być wykonany utwór muzyczny (dla zasłużonych działaczy „Międzynarodówka” lub „Hymn Państwowy”). Na koniec mistrz ceremonii oraz uczestnicy pogrzebu mieli rzucić do grobu, zgodnie z tradycją, grudkę ziemi. Po uformowaniu mogiły i złożeniu wieńców prowadzący powinien podziękować uczestnikom pogrzebu za udział oraz wręczyć najbliższej rodzinie pismo kondolencyjne, którego projekt dołączono do „Scenariusza”. 
Ponieważ – jak przyznawano – mimo wszystko w pogrzebach często brali udział duchowni, proponowano też inne warianty ceremonii. Rolę mistrza ograniczono wtedy do prowadzenia uroczystości w domu pogrzebowym lub nad grobem. Akcentowano jednak potrzebę zachowania części słowno-muzycznej. 

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 31 (2769), 4 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl