W rocznicę Powstania Warszawskiego


Syndrom Powstania

Jan Nowak Jeziorański



Tuż przed rocznicą Powstania Warszawskiego wrócił do Polski po ponad półwiecznej emigracji legendarny Kurier z Warszawy, wieloletni dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa – Jan Nowak Jeziorański. Powitaliśmy Pana Dyrektora z radością, jednak zbliżająca się data 1 sierpnia prowokowała pytanie: jak tę odległą rocznicę obchodzić, jak mówić o niej młodym, co samemu myśleć o wydarzeniach roku 1944. Ważne było, co odpowie właśnie on: świadek i uczestnik tamtych wydarzeń, dla którego jednak od wspomnień i kombatanctwa zawsze ważniejsze było oddziaływanie na teraźniejszość. 

Red.


O samym Powstaniu, jego genezie, przebiegu i tragicznym końcu, o rozmiarach zniszczeń i strat napisano już wszystko, co było do napisania. Dziś, moim zdaniem, warto podsumować długofalowy wpływ klęski Powstania na psychikę i zachowanie się społeczeństwa w ciągu następnego półwiecza. Otóż obawy, aby ta klęska, która wydawała się daremna i niepotrzebna, się nie powtórzyła, wytworzyły prawie powszechny syndrom: „dosyć przelewu krwi”, „to nie może się już więcej zdarzyć”. Ten syndrom, funkcjonujący często w podświadomości, obecny był w myśleniu elit, Kościoła, emigracji – przede wszystkim zespołu Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa i moim, jako człowieka odpowiedzialnego za to, co szło na antenę. Naszym zadaniem było podtrzymywanie i umacnianie oporu moralnego, niedopuszczenie do zniewolenia umysłów. Ale żyliśmy w nieustannej obawie, aby nierozważnymi słowami nie podnieść temperatury nastrojów do wrzenia, aby, broń Boże, nie pchnąć społeczeństwa do jeszcze jednego, beznadziejnego wybuchu. Syndrom Powstania Warszawskiego uchronił Polskę od losu Węgrów w 1956 roku, działał tonująco w roku 1970 i 1980 i sprawił, że Polska wyzwoliła się bez uciekania się do gwałtu i bez masowych strat.
Równocześnie żyła w pamięci ta jedność, ta wielka powszechna idea Polski Walczącej. Wspomnienie Powstania łączyło nas wszystkich, emigrację i kraj. Wolną Europę i „Tygodnik Powszechny”. W latach, które Polska przeżywała w okresie hegemonii Związku Radzieckiego, szukaliśmy, być może instynktownie, podświadomie, skutecznych, ale bezkrwawych form oporu. To był spadek i nauka wyciągnięta z przeżyć 1944 roku.
Ale syndrom Powstania oddziaływał także na Moskwę. Tam także obawiano się, a raczej sądzono, że lepiej jest uważać z tym niebezpiecznym narodem, który pokazał, że w obronie imponderabiliów gotów jest na wszystko. I należy unikać pożaru, którego ugaszenie może, w kategoriach politycznych, kosztować bardzo drogo. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 31 (2769), 4 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl