Pierwszy polski pisarz – Gertruda


Modlitewnik intymny

Z prof. dr Teresą Michałowską z Instytutu Badań Literackich PAN rozmawia Magdalena Bajer



MAGDALENA BAJER: – Pani książka „Ego Gertruda” przesuwa początki rodzimej literatury na drugą połowę XI wieku. Pierwszym naszym dziełem literackim, napisanym po łacinie, jest Pani zdaniem „Modlitewnik” Gertrudy. 
TERESA MICHAŁOWSKA: – Pierwszeństwo Gertrudy wynika z prostych zestawień chronologicznych. W ostatnich latach X wieku i pierwszych latach XI wieku, powstały łacińskie żywoty św. Wojciecha, pisane przez niepolskich autorów: Jana Kanapariusza, Brunona z Kwerfurtu. W katedrze gnieźnieńskiej odkryto również inskrypcję nagrobną Ossa Trium... z pierwszej ćwierci XI wieku. „Modlitewnik” Gertrudy pojawia się w 1075 roku, na kilkadziesiąt lat przed cudownym dziełem Anonima zwanego Gallem. Zainteresowałam się tym zbiorem modlitw podczas pracy nad syntezą literatury polskiego średniowiecza. Pod wpływem książki prof. Karola Górskiego sięgnęłam do pierwszej edycji „Modlitewnika” sporządzonej przez Waleriana Meysztowicza, opublikowanej w Rzymie w r. 1955. Zafascynowała mnie ta lektura. Na tle innych utworów średniowiecznych, zwłaszcza modlitewnych, teksty Gertrudy robią ogromne wrażenie, uderzają bogactwem osobistych treści.

Duchowa autobiografia

– Kiedy dokładnie powstał „Modlitewnik”?
– Badacze, którzy się nim zajmowali (Walerian Meysztowicz, Karol Górski, Brygida Kürbis, Małgorzata Hanna Malewicz) mieli na ten temat różne poglądy. Ja oparłam datowanie na analizie rękopisu, i niepełnej biografii Gertrudy. „Modlitewnik” powstawał stopniowo, około dwunastu lat. Założenie pergaminowych poszytów, sporządzenie miniatur i rozpoczęcie pracy pisarskiej wiązałabym z pierwszymi miesiącami roku 1075, kiedy to Piotr na polecenie Gertrudy i Izjasława wyruszył z Niemiec z poselstwem do Rzymu, do papieża Grzegorza VII. Świadectwo tej trudnej i ryzykownej podróży Piotra znalazło się na początku „Modlitewnika”. Ostatnie modlitwy zapisywano jeszcze za życia Piotra, do 1086 r., kiedy to został skrytobójczo zamordowany. Potem powstały jeszcze dwie krótkie, konwencjonalne modlitwy, tam też pojawia się zapis imienia Gertrudy. 
– Co sprawiło, że rozpoczęła pani badania nad twórczością Gertrudy?
– Początkowo chciałam odtworzyć jej biografię i na jej tle odczytać spisane przez nią modlitwy, w których motywy autobiograficzne widać „gołym okiem”. Jeśli Gertruda modli się, aby Bóg zechciał osłonić duszę i ciało jej jedynego syna, aby sprawił, by razem z całą swoją drużyną Piotr powrócił szczęśliwie z wyprawy wojennej – nie wymaga to interpretacji filologicznej. Myślałam, że wystarczy sprawdzić, czy teksty istotnie współbrzmią z przeżyciami ich autorki i z losami jej rodziny.
Szybko zorientowałam się, że takie założenie metodyczne nie wystarczy, sprowadziłoby bowiem modlitwy Gertrudy do roli „przekaźnika” faktów biograficznych i historycznych. Chciałam się koniecznie dowiedzieć, czym były te modlitwy w ówczesnej literaturze. Należało odczytać je na tle tradycji europejskiej autobiografii duchowej oraz przyjrzeć im się z perspektywy dziejów gatunku chrześcijańskiego piśmiennictwa, jakim była modlitwa prywatna – oratio singularis.
Musiałam przeprowadzić studia w wielu kierunkach, zdobyć jakąś wiedzę o liturgii chrześcijańskiej tamtej epoki, zapoznać się z podobnymi zbiorami modlitw. Modlitewniki prywatne (libelli precum) powstawały w Europie łacińskiej głównie między IX a XII wiekiem, ich apogeum przypadło na stulecie XI.
Były pisane z myślą o pobożności indywidualnej, przeznaczone przeważnie dla kobiet z wyższych sfer, wykształconych, dobrze znających łacinę.

Modlitwa za syna

– Kto je pisał?
– Przeważnie mnisi – na zamówienie możnych. Wyjątkiem od tej zasady jest, moim zdaniem, „Modlitewnik” Gertrudy. Jestem niemal pewna, że pisała go własnoręcznie. Nad kodeksem pracowała jedna osoba, ale w rozmaitych sytuacjach i w różnych okresach. Miejscami pismo jest niestaranne, jakby nerwowe, zdaje się zdradzać silne napięcie emocjonalne. Trudno uwierzyć, że jest to dzieło zawodowego kopisty, czy nawet kapelana księżnej. Te teksty mają znamię osobiste, sprawiają wrażenie brulionowych notatek, czegoś, co było pisane z potrzeby chwili. A może też z potrzeby literackiej?
Przekonanie Pani jest oparte na lekturze jedenastowiecznych rękopiśmiennych modlitewników?
– Tak. Porównywałam książki i zapisywane w nich modlitwy. Nie było to łatwe zadanie. Modlitwy często zaczynają się od utartych, jednakowych incipitów, po których następują zupełnie różne teksty. Wymagało to wielkiej uwagi. Trud jednak opłacił się stokrotnie: w zbiorach Biblioteki Watykańskiej udało się znaleźć teksty podobne, a nawet identyczne z niektórymi modlitwami Gertrudy. Podobnie jak inni autorzy modlitw z tej epoki, Gertruda posługiwała się w dużej mierze tekstami gotowymi, kopiując je z innych ksiąg bądź też zapisując z pamięci, wprowadzając do nich własne treści.
– Czy na ziemiach polskich powstawały wówczas modlitewniki prywatne? 
– Nic mi o tym nie wiadomo. Gdyby powstawały, z pewnością nie przetrwałyby. Gertruda mogła zapoznać się z takimi księgami podczas swej klasztornej edukacji, mogła też widywać je na dworach niemieckich, gdzie bywała jej matka Rycheza.
– Były wzorem dla jej modlitewnika?
– Na pewno tak, ale ten wzór został potraktowany bardzo osobiście i dlatego modlitwy Gertrudy są tak wyjątkowe. W XI wieku ukształtował się swoisty kanon tekstów służących prywatnej modlitwie oraz swoisty język, którym posługiwali się twórcy libelli precum. Teksty zapożyczano przede wszystkim z liturgii, także z pism Ojców Kościoła bądź z wcześniejszych zbiorów, zwłaszcza doby karolińskiej. Wiele z nich trwało w pamięci wiernych, modlono się ich słowami. Język modlitewny wchłaniał formuły liturgiczne, fragmenty Psalmów, tradycyjne zwroty. Czytając te modlitwy, odnosi się wrażenie, że pisał je ten sam autor.
Gertruda okazuje się na tym tle przypadkiem szczególnym. Nie zetknęłam się nigdzie z takimi odstępstwami od normy, jakich dopuściła się ona.
Czy nie szukała takich sformułowań w innych niż modlitewniki, współczesnych sobie tekstach?
– Nie ma na to wyraźnych dowodów. Ale takie zwroty, jak: ego z imieniem, można spotkać np. w subskrypcjach pisanych przez kopistów, którzy starali się utrwalić pamięć o sobie. W modlitwach natomiast normą było używanie ogólnej formuły: ego famulus tuus, ego peccator; jeśli tekst był przeznaczony dla kobiety, pojawiał się rodzaj żeński: ego famula tua. W każdym przypadku „ja” miało sens ogólny (ja – chrześcijanin, ja – osoba zanosząca modlitwę). Imię jednostkowe nie było potrzebne: modlitwa miała służyć każdemu wyznawcy, była przystosowana do wielokrotnego odmawiania, jej Wszechwiedzący Adresat nie potrzebował takiego osobistego sygnału. Tymczasem Gertruda nie tylko wymienia swoje imię, ale też przywołuje imię ukochanego syna, za którego zanosi modły. Imię Piotra pojawia się w modlitwach nie nadających się do wielokrotnego odmawiania, ich podłożem były konkretne okoliczności życiowe.
Konwencja tamtego okresu dopuszczała modlitwę za osoby trzecie, przede wszystkim za zmarłych. Można było modlić się także za osoby wysoko postawione w hierarchii społecznej bądź kościelnej, a więc za cesarza, króla, papieża, biskupa; mnisi modlili się np. za opata lub dobroczyńcę klasztoru. Gertruda natomiast modliła się za syna – w obliczu grożących mu niebezpieczeństw, niespokojna o jego los. Zanosiła prośby o ocalenie jego duszy i ciała, błagała, aby był jej posłuszny, wrócił bez szwanku z wyprawy wojennej. Nie spotkałam – poza „Modlitewnikiem” – ani podobnych próśb, ani osoby wymienionej z imienia.

Literacka nieśmiertelność

– Czy tylko na tym polegało przełamanie konwencji modlitewnych?
– Nie tylko. Imię syna pojawia się w szczególnych miejscach, w zwrotach będących parafrazami pewnej formuły liturgicznej i modlitewnej. Brzmiała ona: unicus Filius Tuus albo unigenitus Filius Tuus (Twój jedyny Syn, Twój jednorodzony Syn). Dotyczył tylko Chrystusa i mógł pojawiać się w modłach kierowanych do Boga Ojca. Gertruda używała podobnego zwrotu w odniesieniu do Piotra: unicus filius meus (mój jedyny syn). Walerian Meysztowicz interpretował go w kategoriach emocjonalnych: słowo „jedyny” wskazuje na ogromną miłość macierzyńską Gertrudy do syna. Karol Górski natomiast uważał, że zwrot ten należy odczytywać jako wskazówkę genealogiczną: Gertruda daje w ten sposób dowód, iż jest matką jednego potomka męskiego.
Kiedy uświadomiłam sobie, że to pospolita formuła modlitewna, znana choćby z Credo, zrozumiałam, że Gertruda dokonała jej parafrazy. Doznałam wstrząsu. Taki zabieg pisarski świadczy o ogromnej odwadze autorki. Trzeba koniecznie dodać, że Gertruda użyła tego zwrotu sześciokrotnie w jednej tylko modlitwie, skierowanej do Marii. Używała formuły unicus / unigenitus Filius Tuus – w odniesieniu do Chrystusa. Ośmieliła się więc zestawić siebie z Marią, a swego syna Piotra (o którym pisała, że jest grzeszny i niegodny) – z Synem Marii. Myśl jej można oddać mniej więcej tak: Ty także jesteś Matką, Twój Syn zgodził się cierpieć, aby zbawić wszystkich ludzi, błagam przeto, niech zbawi za Twoim wstawiennictwem także i mego jedynego syna Piotra. Śmiałość takiego zestawienia jest porażająca, zwłaszcza na tle epoki, w której pokora była uważana za najważniejszą z cnót. Gertruda porównywała też siebie i Piotra do świętej Heleny i jej syna, cesarza Konstantyna.
Czy śmiałość, z jaką „Modlitewnik” przełamuje konwencje swojej epoki, pozwala uznać go za dzieło literackie?
– W moim przekonaniu tak. Posłużenie się obiegowymi, „gotowymi” tekstami modlitewnymi do wyrażenia osobistego doświadczenia wewnętrznego, do utrwalenia pamięci o sobie i o synu, z zastosowaniem różnorodnych strategii pisarskich, było w gruncie rzeczy tworzeniem literatury. Co więcej, było chyba świadomym zamierzeniem. Musimy pamiętać, że w XI w. kryteria „literackości” były inne niż obecnie. Istniał jednak, wywodzący się ze starożytności, wątek myślowy, zgodnie z którym utrwalenie pismem własnej osoby dawało nieśmiertelność w pamięci potomnych. Co więcej, dzieło literackie unieśmiertelniało nie tylko twórcę, ale też przedstawione postacie, zdarzenia. Czy wprowadzenie do tekstów modlitewnych imion Gertrudy i Piotra nie miało u podłoża intencji „unieśmiertelnienia”? Tego nie wiemy na pewno, ale jednak ich imiona przetrwały wiele wieków. 
– Czy Gertruda mogła znać tę tradycję?
– Myślę, że mogła. Była przecież dobrze wykształcona w klasztornej szkole. Jej subiektywnych intencji nie możemy odtworzyć. Zapewne były to intencje przede wszystkim modlitewne. Obiektywna wymowa jej dzieła jest jednak także, a może przede wszystkim, literacka. Te modlitwy to nie tylko dokument religijności średniowiecznej, ale też dzieło artystyczne, oddziałujące swą emocjonalnością i walorami estetycznymi. Stąd moje przekonanie, że ruska księżna, potomkini Piastów, której duchowość i świadomość literacką ukształtowała chrześcijańska Europa Zachodnia – może być uznana za pierwszego pisarza w naszym kraju.


Teresa Michałowska, „Ego Gertruda”. Warszawa 2001, Wydawnictwo Naukowe PWN.







Biegnę ja, Gertruda, do wspólnej przystanie grzesznych, do Twego mianowicie, Panie Jezu Chryste miłosierdzia [...], od którego ja nędzna grzesznica daleko się oddzieliłam, gdyż wiele złego uczyniłam: dla cielesnych bowiem pożądań przekroczyłam Twe nakazy, albowiem od dzieciństwa mego aż dotąd byłam skąpą, pyszną, nieposłuszną, cudzołożną, złodziejką, obłudnicą, udającą celnicę, mężobójczynię, zazdrosną, krwią zmazaną, rozrzutną wobec mego mienia, prześladując i niszcząc Twoich wiernych moim złym przykładem. Teraz ja, Gertruda, Panie mój, do Ciebie się uciekam [...]”


(Modlitwa 54 – cytat za: Teresa Michałowska „ Średniowiecze”, Warszawa 1995,
Wydawnictwo Naukowe PWN).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 31 (2769), 4 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl