W rocznicę Powstania Warszawskiego


Nierealny rozkaz

Stanisław Markowski



Jednym z kontrowersyjnych epizodów Powstania Warszawskiego jest sprawa odsieczy dla walczących i rola w niej Podokręgu Zachodniego „Hallerowo” oraz jego dowódcy ppłk „Romana”. 



Zgodnie z planami powstania okalające Warszawę podokręgi Armii Krajowej miały zatrzymać posiłki wroga. Ponadto część sił tych podokręgów już drugiego dnia miała pośpieszyć stolicy z pomocą. Jednak Podokręg Zachodni (obejmujący powiaty: Błonie, Grójec, Skierniewice, Sochaczew i Łowicz Obszaru Warszawskiego AK) nie potrafił osłonić i odciążyć Warszawy. Generał von dem Bach, dowódca oddziałów tłumiących powstanie, dziwił się później, że oddziały z Puszczy Kampinoskiej tak słabo atakowały jego linie zaopatrzenia. Gdyby czyniły to energiczniej, generał musiałby przeznaczyć do ich ochrony część wojska zajętego tłumieniem Powstania.

Tragiczna seria

Opracowane na emigracji materiały o Armii Krajowej („Polskie Siły Zbrojne w czasie II wojny światowej” t. III) podają, że dowódca Podokręgu Zachodniego, ppłk dypl. Franciszek Jacheć „Roman”, dopiero 6 sierpnia otrzymał rozkaz nasilenia działalności partyzanckiej na liniach komunikacyjnych do Warszawy oraz dostarczenia broni i żywności. Praca lakonicznie stwierdza, że „Roman” uznał, „iż nie ma warunków do wykonania tego rozkazu”. Ani w opublikowanych dokumentach, ani w pracach historyków nie wyjaśniono, na czym polegał ów „brak warunków”. Mało znany był również fakt odwołania „Romana” ze stanowiska dowódcy podokręgu 19 sierpnia 1944 r.
Dopiero w latach 90. ujawniono dokumenty, w tym opracowanie „Romana” i jego zastępcy ppłk. Zygmunta Marszewskiego „Kazimierza”, które pokazują przebieg wydarzeń z punktu widzenia dowódców podokręgu. Pojawiło się również kilka publikacji, które są częścią dyskusji toczonych wśród żołnierzy Armii Krajowej*.
Ostatnie dni lipca i pierwszy tydzień sierpnia 1944 r. przyniosły tragiczną serię pomyłek w dostarczaniu rozkazów i meldunków związanych z powstaniem. Rozkaz dotyczący realizowania planu „Burza” oraz niedopuszczania Niemców do Warszawy został doręczony przez łączniczkę do Milanówka (gdzie znajdowała się komenda Podokręgu Zachodniego) dopiero 1 sierpnia po godz.17. Rozkaz i wybuch Powstania były więc dla ppłk. Jachecia i jego sztabu zaskoczeniem.
Siłom niemieckim podokręg mógł przeciwstawić najwyżej 1200–1300 żołnierzy AK, gdyż tylko dla tylu starczało broni. Oznaczało to, że do akcji przystąpi ledwie 29 uzbrojonych plutonów – 15 proc. wszystkich zorganizowanych oddziałów. Ponadto znaczną część uzbrojenia stanowiła broń krótka, mało przydatna w polu.
Choć więc ppłk Jacheć i jego sztab podjęli decyzję o rozpoczęciu „Burzy”, nie widzieli szans na realizację zadania polegającego na niedopuszczaniu oddziałów niemieckich do stolicy. Jacheć tłumaczy: rozkaz oznaczał powrót do zarzuconego ponad rok wcześniej planu powstania powszechnego, obejmującego cały obszar podokręgu i zamknięcia w ten sposób dróg dojazdowych do Warszawy. Teraz odpadał ważny czynnik zaskoczenia – powstańcy atakowaliby umocnione garnizony bez szans powodzenia. Ponadto należałoby wykonać równocześnie natarcie na przybyłe niedawno oddziały pancerne. „Taka akcja mogła zadać nieznaczne straty nieprzyjacielowi, natomiast pewny był pogrom oddziałów własnych” – stwierdza.

Bez kontaktu z Warszawą

Koncentracja oddziałów przebiegała sprawnie w obwodach Błonie, Grójec i Sochaczew. Zakończono ją 3-4 sierpnia. Padał ciągły deszcz, brakowało żywności, oddziały były słabo uzbrojone, a zrzuty nie następowały. Przybywali żołnierze z oddziałów rozbitych na przedmieściach Warszawy. Podjęto pierwsze próby niszczenia torów kolejowych. Rychło okazało się, że sytuacja nie pozwala na realizację „Burzy” – która miała polegać na atakowaniu cofających się oddziałów nieprzyjaciela. Armia niemiecka zatrzymała się na Wiśle i nic nie wskazywało, by zamierzała się wycofać.
W tej sytuacji 4 sierpnia wieczorem sztab podokręgu zdecydował o odwołaniu koncentracji. Jedynie w Puszczy Kampinoskiej i w lasach Chojnowskich utworzono zgrupowania, których zadaniem była pomoc Warszawie. Rozgoryczeni żołnierze nie chcieli jednak wracać do domów – żądali marszu na pomoc Warszawie bądź pozostania w lesie. Mimo to oddziały stopniowo demobilizowano. 
Przez pierwszy tydzień powstania sytuację komplikował brak kontaktu między podokręgiem a Komendą Obszaru Warszawskiego (na jej czele stał gen. Albin Skroczyński „Łaszcz”). Powodem były błędy w szyfrowaniu depesz. Dopiero od 7 dnia łączność radiowa między Milanówkiem a Warszawą zaczęła działać. W Komendzie Głównej AK rosło tymczasem zniecierpliwienie, że mimo rozkazów nie dociera do Warszawy pomoc z Podokręgu Zachodniego, a oddziały skoncentrowane w Puszczy Kampinoskiej nie nacierają w kierunku Woli i Powązek.
Udzielanie pomocy utrudnił – obok słabości sił podokręgu – system dowodzenia. Ppłk Jacheć oraz oddziały w Kampinosie otrzymywali rozkazy równocześnie z Komendy Głównej AK, z Komendy Obszaru (gen. Skroczyński) i z Komendy Grupy Północ (płk Ziemski „Wachnowski”) – nieraz sprzeczne i niekonsekwentne w określaniu podległości służbowej dowódców poszczególnych zgrupowań. Powodowało to spory kompetencyjne między dowódcami w Kampinosie i Podokręgu Zachodnim. 

Potajemne odwołanie
 
W Komendzie Głównej trwała w tym czasie dyskusja nad inicjatywą Stronnictwa Ludowego: Warszawie z odsieczą miałyby pospieszyć oddziały Batalionów Chłopskich. Gen. Pełczyński rozszerzył ten pomysł na wszystkie oddziały AK, choć wśród oficerów sztabu – jak pisze Majorkiewicz – inicjatywa ta nie znalazła wielu zwolenników. Taka była geneza głośnego rozkazu „Bora” z 14 sierpnia, wzywającego wszystkie terenowe oddziały AK do „niezwłocznego marszu na pomoc stolicy”.
Rozkaz „Bora” ppłk Jacheć potraktował z powagą: pod dowództwem ppłk. Konarskiego „Victora” skierował do Puszczy, a następnie do Warszawy oddziały zmobilizowane w obwodach Błonie i Sochaczew. Do stolicy wysłał również oddziały zgromadzone w lasach Chojnowskich pod dowództwem ppłk. Mieczysława Sokołowskiego „Grzymały”. Ale oddział Sokołowskiego został rozbity, dowódca zginął i tylko część żołnierzy dotarła do Mokotowa. Natomiast oddziały z Kampinosu wykrwawiły się w dwóch nieudanych natarciach na Dworzec Gdański. Jak pisze Majorkiewicz: „Nikt z nas nie był zaskoczony, że żołnierz Kampinosu w ulicznej walce jest miękki, a jego dowódcy słabi, gdyż walka uliczna jest krańcowo różna od boju leśnego”. Sprowadzenie oddziałów leśnych do Warszawy, zamiast użycia ich do intensywniejszego nękania niemieckich szlaków zaopatrzeniowych, było więc błędem.
„Bór” jednak – przychylając się do sugestii gen. Pełczyńskiego – polecił gen. Skroczyńskiemu „natychmiast zdjąć »Romana« z dowodzenia, które [należy] oddać w ręce najlepszego oficera, jaki jest do dyspozycji Pana Generała”. Sztab podokręgu oraz następca Jachecia, ppłk Marszewski „Kazimierz”, byli zdziwieni tą decyzją. Od tej chwili depesze do Komendy Głównej podpisywał „Kazimierz”, choć w praktyce komendantem podokręgu pozostawał „Roman”, z którym Marszewski zgodnie współpracował. Ponieważ uznano, że podanie do wiadomości odwołania ppłk. Jachecia może ujemnie wpłynąć na postawę oddziałów, postanowiono nie ujawniać żołnierzom depeszy Komendy Głównej.
29 sierpnia Komenda Główna AK odwołała „Burzę” i powstanie w Podokręgu Zachodnim. Podstawowym zadaniem miało być teraz dosyłanie broni, amunicji i żywności do Warszawy. W Puszczy Kampinoskiej nadal walczył batalion dowodzony przez mjr. Władysława Starzyka „Korwina”, skierowany tu przez ppłk. Jachecia, złożony z 480 żołnierzy, w większości zmobilizowanych w obwodach Błonie i Sochaczew. Ponadto w podokręgu dokonywano nadal, choć z mniejszym natężeniem, sabotażu na liniach telekomunikacyjnych i kolejowych.

Czy 1300 ochotników uratowałoby Powstanie?

Wydaje się, że siły Podokręgu Zachodniego mogły być lepiej wykorzystane. Karygodne było choćby zaniechanie przygotowań do likwidacji dział kolejowych ostrzeliwujących Warszawę. Zamiast zaś ściągać z łowickiego i sochaczewskiego oddziały, które bezcelowo ginęły pod Dworcem Gdańskim, należało je wykorzystać do ataku na podkrakowskie lotnisko, z którego startowały samoloty bombardujące Warszawę.
Stanowisko zajęte przez ppłk. Jachecia ma zwolenników i krytyków, z których najbardziej zawzięty jest Jan Gozdawa-Gołembiowski. Zdaniem Lecha Dzikiewicza: „Gozdawa-Gołembiowski (...) nie dokonał analizy rozlokowania sił wojsk niemieckich na tym terenie w dniu 1 sierpnia, niezaistnienia warunków dla rozpoczęcia planu »Burza« oraz przewidywanych skutków niszczących działań niemieckich wobec ludności cywilnej miejscowości podwarszawskich, gdyby doszło do mechanicznego wykonania niejasnych rozkazów. A niebawem okazało się, że te miejscowości miały stać się azylem i bazą nie tylko dla wypędzonej i zmaltretowanej ludności Warszawy, ale ośrodkiem nowej Komendy Głównej AK i władz Podziemnego Państwa Polskiego. Gołembiowski nie odpowiada na pytanie, jak oceniono by decyzje Podokręgu Zachodniego AK dotyczące improwizacji blokowania posiadanymi siłami dopływu przeważających oddziałów niemieckich z zachodu i południa, gdyby w wyniku tych walk Niemcy spalili Sochaczew, Żyrardów, Skierniewice, Grójec, Błonie, Milanówek, Brwinów czy Grodzisk Mazowiecki i wypędzili ludność tych miejscowości, jak to zrobili w Warszawie, nie mówiąc o wymordowaniu tak słabo uzbrojonych akowców”.
Płk Jacheć ryzykując złamanie kariery, znalazł dość sił, by podjąć decyzje, które nakazywał mu rozsądek i odpowiedzialność za losy podległych żołnierzy i mieszkańców podwarszawskich powiatów. My, młodzi żołnierze AK, z niecierpliwością oczekiwaliśmy wówczas na rozkaz wymarszu do Warszawy i mieliśmy pretensje do dowództwa. Teraz jesteśmy „Romanowi” wdzięczni, że uratował nam życie, a nasze rodziny i domy uchronił od zniszczenia – tym bardziej, że nasze ofiary nie zmieniłyby losów Powstania.

* Jan Gozdawa-Gołembiowski, „Obszar Warszawski Armii Krajowej”, Lublin 1992; Tadeusz Sowiński, „Jedwabna konspiracja”, Warszawa 1998; Lech Dzikiewicz, „Konspiracja i walka kompanii »Brzezinka« 1939–1945”, Warszawa 2000; Felicjan Majorkiewicz, „Lata chmurne, Lata dumne”, Warszawa 1983.

Autor w czasie Powstania Warszawskiego był kapralem Armii Krajowej, służył w Podokręgu Zachodnim. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 31 (2769), 4 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl