Votum separatum

Z zazdrością

JÓZEFA HENNELOWA



Rewersem Światowych Dni Młodzieży może być – przynajmniej w skali polskiej – niedawny komunikat demografów, że z roku na rok coraz mniej rodzi się dzieci i przyrost mamy już ujemny. I co gorsze, piramida wieku odwraca się coraz bardziej i za pół pokolenia najdalej jeden pracujący utrzymywać będzie jednego co najmniej emeryta, a może i paru.
Przykro to czytać, zwłaszcza seniorom. Nawet ci, co cieszą się najlepszym samopoczuciem, woleliby żyć w świecie gęstym od młodości, pełnym życiowej dynamiki i optymizmu. Rozumiem polskich biskupów gremialnie udających się do Toronto: o ileż bardziej krzepiąca jest atmosfera Exhibition Place, pełnego powiewających flag, śpiewu i rozpromienionych młodych oczu, od niedzielnej porannej Mszy św., choćby takiej, jak w mojej własnej parafii, gdzie wyłącznie osoby w wieku poprodukcyjnym i to jeszcze wyłącznie niemal płci żeńskiej. Tylko że na fakty demograficzne nie sposób reagować obrażaniem się. Są faktami. Trudno wytłumaczalnymi, to prawda. Spadek liczby urodzin w Polsce zaczął się we wczesnych latach dziewięćdziesiątych i nie czytałam ani jednego przekonującego wytłumaczenia, dlaczego tak się dzieje. Bo przecież nie wszystkie lata były kryzysowe! Ale niezależnie od tego, odwracanie się piramidy wieku spowodowane jest i tym, że generacja seniorów staje się długowieczna. To my, starzy, nie odchodzimy tak szybko jak kiedyś. I proszę piszących na te tematy, by chcieli uwzględniać, że to nie nasza wina. I że eutanazji są na razie przeciwni wszyscy bez wyjątku ludzie w Polsce.
A tak na marginesie – czytam z rosnącym zdziwieniem o perspektywach, jakie nowi uzdrawiacze gospodarki zamierzają szykować nadchodzącym rocznikom emerytów. Mam na myśli projekt umarzania długów wobec ZUS dla wielkich przedsiębiorstw. Ten dług wynosi już obecnie około 11 miliardów złotych. A to są składki na obecne i na przyszłe emerytury, w tym również zaległości ZUS wobec funduszy emerytalnych stworzonych przecież tak niedawno po to właśnie, by pracownicy mogli sobie zapewnić na starość dodatkowe zabezpieczenie. Wicepremier starannie unika zauważenia tego, że proponuje raz jeszcze przejedzenie gwarancji egzystencji najsłabszej grupy społecznej. I oczywiście zaakceptowane to zostanie przez związki zawodowe, bo już od dawna doraźny interes grupowy jest rozstrzygający nawet dla tego związku, który niestety boleśnie zaprzecza hasłu solidarności wciąż wypisywanemu na sztandarach...
A wracając do młodych w Toronto, których nawet najstarsi oglądają teraz z mieszanką wzruszenia i zazdrości (przecież nie dalibyśmy rady upodobnić się do nich choć na parę godzin...), to pocieszam się tylko jednym. Wprawdzie Jan Paweł II im podarował jedno z najważniejszych wezwań Kazania na Górze („Wy jesteście solą ziemi...”), ale przecież nie zagwarantował im monopolu. Sam od razu przypomniał, że słuchacze Kazania byli w różnym wieku i kondycji, a wiemy przecież, że apostołowie, wyruszając świadczyć wierze w świecie tak doskonale pogańskim, mieli już młodość za sobą.




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 31 (2769), 4 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl