Światło i sól

Aleksandra Bajka z Toronto







Mówili, że chory i że nie przyjedzie, a on przyjechał! – krzyczała uradowana Kanadyjka, gdy papieski samolot lądował na lotnisku Lester B. Pearson w Toronto. Pierwszy etap 97. papieskiej podróży zagranicznej wiódł właśnie do Kanady, na Światowe Dni Młodzieży. Jan Paweł II chciał osobiście powiedzieć młodym, że są solą ziemi i światłem świata.

Wnuki Papieża

„Toronto” w języku Indian Huronów oznacza „miejsce spotkań”. Miasto od blisko czterystu lat (od czasu osiedlenia się tu pierwszych przybyszów z Francji) ma opinię otwartego dla wszystkich. Mieszkańcy dwuipółmilionowej metropolii podkreślają, że nie są tyglem, ale mozaiką narodowościową – każda grupa zachowała swoje zwyczaje i język. W mieście znajdują się restauracje oferujące specjały z prawie każdego kraju na świecie, a coniedzielna Msza św. w archidiecezji Toronto odprawiana jest w 36 językach! Może dlatego Papież właśnie to miasto wybrał na pierwsze w XXI wieku spotkanie katolickiej młodzieży.
– Dziękuję ci Toronto, dziękuję Kanado, za przyjęcie ich z otwartymi rękami – mówił po przylocie Jan Paweł II. Zaskoczył wszystkich schodząc z samolotu po schodkach, a nie przy pomocy hydraulicznej windy. Kanadyjskie media, które rozpisywały się wcześniej na temat złego stanu zdrowia Papieża, musiały przyznać, że jest on w świetnej formie. – Człowiek w jego wieku mógłby przecież już nic nie robić. A on jeździ i nie ustaje w działaniu – komentowała oczekująca na lotnisku Roxanne.
Okrzyki „Giovanni Paolo” i „John Paul Two, we love you” rozbrzmiewały na ulicach Toronto już na kilka dni przed przylotem Papieża. Uczestnicy XVII Światowych Dni Młodzieży spędzili pierwszy tydzień lipca w kanadyjskich diecezjach, a potem zaczęli zjeżdżać nad jezioro Ontario. Razem z nimi do Toronto przybył czterometrowy krzyż przekazany Kanadyjczykom w 2000 roku w Rzymie. Przez następne dwa lata podróżował po całym kraju: statkiem, psim zaprzęgiem, traktorem i samochodami przemierzył w sumie odległość ponad 42 tysięcy km.
Długą podróż odbyło też wielu uczestników Dni, którzy zjechali ze 172 państw. Poza liczną reprezentacją obu Ameryk i Europy, widać było także małe grupy z Afryki i Azji – nawet z Turkmenistanu i Kazachstanu. – Nie jestem specjalnie praktykującym katolikiem, ale myślę, że idea spotkania jest tak dobra, że warto było przyjechać – twierdzi 25-letni Andrew z New Jersey. Pielgrzymi z USA byli najliczniejszą obok Kanadyjczyków grupą. Na pytanie, dlaczego przyjeżdżają na takie spotkania, większość odpowiadała, że wzmocni to ich wiarę. – Światowe Dni Młodzieży udowadniają nam, że fajnie jest być katolikiem – wyznaje Caroline z Quebecu. Jej koleżanka, Marie-Helene Duffort jest głęboko wierzącą katoliczką. Przygnała ją tutaj nie tylko chęć przeżycia czegoś mistycznego, ale też pragnienie zobaczenia Papieża. – Widziałam go tylko przez pięć sekund, gdy przejeżdżał koło mnie swoim papamobile. Ale wystarczyło, żebym popłakała się ze wzruszenia – mówi. 
Poza „poszukującymi” i osobami, które tu przyjechały, aby pogłębić swoją wiarę, byli i tacy, którymi kierowała chęć spędzenia wakacji w miłym gronie i w ciekawym kraju. Uczestnicy Dni mieszkali w parafiach i w szkołach, dużą część z nich przyjęły w domach kanadyjskie rodziny. Polonia, która liczy w Ontario około 300 tys. osób, była zachwycona postawą młodych. W polskim biurze urywały się telefony od tych, którzy chcieliby gościć pielgrzymów. – Przyjechały dwa autobusy, ale dla nas nikt nie został. Dajcie nam kogoś – prosił pan Adam z Mississaugi.
Młodzi ludzie z charakterystycznymi plecaczkami, które rozdawali organizatorzy Dni, byli widoczni we wszystkich punktach miasta. Ale liczba uczestników początkowo nie była wysoka – w pierwszych dniach spotkania centralne biuro Dni mówiło o 200 tysiącach. – Spotkanie w Rzymie to był rok jubileuszowy, więc nie ma co porównywać – tłumaczy nuncjusz apostolski w Kanadzie abp Luigi Ventura. – Kanada jest dalej, a bilet kosztuje drożej, co dla wielu było barierą nie do przejścia. Kolejnym problemem było zdobycie wizy. Kanadyjski rząd nie chciał, aby pod pretekstem Dni do ich kraju wjechał ktoś, kto go już potem nie opuści. Urząd ds. imigracji poinformował, że konsulaty kanadyjskie odrzuciły 25 procent z ok. 26 tysięcy podań o wizę. A jednak ze spotkania na spotkanie liczba uczestników rosła; pod koniec mówiono nawet o milionie...

Święte morze

Dyrektor Światowych Dni Młodzieży o. Thomas Rosica należy do zgromadzenia ojców bazylianów. – Gdy ks. prałat Boccardo (organizator papieskich podróży) przyjechał rozmawiać o przygotowaniach do pielgrzymki, zapytał czy znalazłoby się miejsce, gdzie Ojciec Święty mógłby przez dwa dni wypocząć – wspomina ojciec Rosica. – Od razu pomyślałem o naszej wyspie. Ojcowie bazylianie są bowiem od ponad 80 lat właścicielami wyspy na jeziorze Simcoe. Kiedyś, gdy tereny te zamieszkiwali jeszcze Huroni, nazywano ją wyspą Anatari, potem – od kształtu – wzięła nazwę Wyspy Truskawkowej. Na 40 akrach stoi tam kilka prostych domów – letni ośrodek bazylianów. Wśród drzew gęsto porastających wyspę jest też kaplica i Droga Krzyżowa.
Jan Paweł II przyleciał na wyspę we wtorek wieczorem. Wtedy właśnie okoliczni mieszkańcy zaczęli nazywać jezioro „the Holy Sea” (święte morze) – parafrazując nazwę The Holy See (Stolica Apostolska). Oprócz bazylianów i kilku wolontariuszy Papieżowi towarzyszyło zaledwie sześć osób z najbliższego otoczenia. Jego bezpieczeństwa strzegły w tych dniach elitarne jednostki Konnej Policji. 
Krótki urlop Papieża był bardzo aktywny. We środę udał się na ponad dwugodzinną wycieczkę statkiem, a na wyspie dużo czasu spędzał na modlitwie i na czytaniu – siedząc w fotelu na werandzie z widokiem na jezioro.
Powołani do szczęścia
Przywitanie Jana Pawła II z młodzieżą odbyło się we czwartek. Zbliżając się do lądowania nad brzegiem jeziora Ontario papieski helikopter przeleciał nad Exhibition Place (Centrum Wystawienniczym – miejscem spotkania), a twarze zgromadzonych tam młodych odwróciły się w jego kierunku jak słoneczniki szukające słońca. Potem, gdy wśród sektorów pojawił się papamobile, wybuchła euforia: pisk, krzyki i łzy wzruszenia. Błyskały flesze, w górę poszły flagi 172 państw. 
Swoje pierwsze przemówienie Papież osnuł wokół Ośmiu Błogosławieństw z Kazania na Górze. – Jesteście powołani do szczęścia – mówił młodym, a zgromadzeni w napięciu słuchali jego słów. Niektórzy podskakiwali, żeby choć z daleka zobaczyć jego postać, inni przyciskali do ucha małe radyjka, aby wysłuchać tłumaczenia homilii. Jan Paweł II tryskał humorem. Młodzi przerywali mu często okrzykami i oklaskami, a on komentował po polsku: „Niech żyje papież, niech żyje młodzież”, zaś latynosom i Hiszpanom odpowiadał po hiszpańsku: „Papież też was kocha”. Na koniec zaprosił młodzież do udziału w Światowych Dniach Młodzieży, „które są czasem szczególnym, kiedy każdy z Was, drodzy chłopcy i dziewczęta, słucha uważnie słów Pana, z ochoczym i wielkodusznym sercem, ażeby stać się »solą ziemi i światłem świata«”. 
Te słowa z Ewangelii św. Mateusza były hasłem tegorocznych Dni, a zarazem tematem katechez, które głosili w blisko 30 językach biskupi z całego świata. – Być solą to umieć nadawać niepowtarzalny smak, wnosić w zwyczajny pejzaż element sensu, który zazwyczaj bywa niedostrzeżony, ale bez którego nasze życie stawałoby się płytkie i pozbawione wyrazu – tłumaczył abp Józef Życiński.

Smak ciasta

W piątek spokój Wyspy Truskawkowej „zakłóciła” grupa młodych ludzi, którzy zostali zaproszeni przez Ojca Świętego na obiad. Czternaścioro młodych, niektórzy w tradycyjnych strojach narodowych, z różnych, często bardzo odległych krajów świata. Sam Papież dziwił się, z jak daleka przyjechali. „Oh, my God” – powiedział, gdy przedstawiono mu 21-letnią Tahitankę. Każdy z uczestników obiadu rozmawiał z Janem Pawłem II osobno. – To było jak spotkanie dziadka z wnukami – opowiadali potem dziennikarzom. – Wspaniałe i niepowtarzalne przeżycie, które zostanie w nas na zawsze.
Chinka Shirley Tso mówiła Papieżowi o swoim kraju i wspomniała, że młodzi Chińczycy bardzo go kochają. „They love me? Incredible!” (Kochają mnie? To niesamowite!) – dziwił się rozpromieniony Jan Paweł II. Goście śpiewali piosenki, a Kenijczyk Daniel Kuntai odtańczył taniec Masajów. Musiał jednak wyjść przed budynek, ponieważ w jadalni nie było zbyt dużo miejsca i bał się, że podskakując uderzy głową o sufit. – Na obiad jedliśmy sałatkę, makaron i ciasto. Papieżowi szczególnie smakował deser – relacjonowała zachwycona spotkaniem Niemka Anneke Pehmoller.

Modlitwa, zabawa i praca

25-letni Robert Légere z Nowego Brunszwiku jest informatykiem i nigdy nie sądził, że zagra rolę Chrystusa. I w dodatku, że Papież będzie oglądał go w telewizji. Droga Krzyżowa na ulicach Toronto była jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń Dni. Dziewczyny i chłopcy, wybrani przez ks. Roberta Gendreau, przez prawie sześć miesięcy przygotowywali się do tego jedynego w swoim rodzaju widowiska. Stacje znajdowały się na skrzyżowaniach ulic, a stroje aktorów zaskakująco kontrastowały z drapaczami chmur. 2000 lat po wydarzeniach w Jerozolimie, Jezus został skazany na śmierć w okolicy siedziby władz miejskich Toronto, a upadał pod krzyżem niedaleko centrum kanadyjskiej finansjery. Rozważania napisane przez Jana Pawła II i muzyka z Taizé sprawiała, że niektórzy zanosili się od płaczu.
Jednak nie tylko modlitwą żyje młody człowiek. Czekając na Papieża, uczestnicy Dni korzystali z pobytu w Kanadzie. Żółte schoolbusy codziennie zawoziły setki chłopców i dziewczyn nad znajdujący się niedaleko Toronto wodospad Niagara. Młodych widać też było na stateczkach pływających po jeziorze Ontario, na meczach baseballa w Sky Dome, w centrach handlowych i przy głównej atrakcji miasta – najwyższej na świecie wieży telewizyjnej. Zorganizowano też wiele koncertów; centrum Toronto co wieczór rozbrzmiewało muzyką.
Obok przyjemności była praca. W tym roku po raz pierwszy zaproponowano uczestnikom Dni pomoc biednym i prace społeczne. Młodzi rozdawali bezdomnym posiłki i napoje, zamiatali miejskie chodniki i pomagali w budowie domu dla ubogiej rodziny. Odwiedzali starsze osoby i pomagali niepełnosprawnym. – Dzięki temu pielgrzymi zbliżą się bardziej do potrzebujących, odpowiadając na wezwanie Chrystusa – tłumaczył inicjatywę o. Rosica.

Nocna modlitwa

Podmiejski park Downsview filmowany z helikoptera sprawiał w nocy z soboty na niedzielę wrażenie gigantycznego pola biwakowego. Choć wszyscy modlili się o pogodne niebo, woleli się zabezpieczyć przed deszczem: rozbijali namioty i wznosili konstrukcje z tekturowych pudeł i folii. Na miejsce nocnego czuwania przybywali od rana, aby zająć miejsca jak najbliżej ołtarza i alei, którymi miał przejeżdżać Papież. Było też wiele osób starszych. Niektórzy przyszli z turystycznymi krzesełkami i prowiantem, aby razem z uczestnikami Dni spędzić tu noc. – To wspaniałe przeżycie. Znowu czujemy się młodzi. Poza tym to niepowtarzalna okazja, żeby spotkać Papieża – mówi Laura, która przyszła do Downsview razem z mężem.
Śpiewy i zapalone świeczki w rękach blisko sześciuset tysięcy ludzi sprawiały niesamowite wrażenie. Nad tłumem znowu powiewały setki różnokolorowych flag, transparenty z nazwami miast i szkół oraz deklaracje: „John Paul II, we love you”, a nawet śmielsze, takie jak ogromny napis: „Viva Lolek”. – Witamy dziś naszego Papieża, ojca i dziadka – przemawiał w imieniu wszystkich młody Kanadyjczyk, gdy Jan Paweł II był już wśród nich. Papież pozdrowił zgromadzonych w kilku językach, zaczynając po polsku i zwracając się do młodych, którzy w tym dniu uczestniczą w spotkaniach w Gnieźnie i jego rodzinnych Wadowicach. Polacy, którzy przyjechali do Toronto z kraju (4200 osób), innych miast Kanady oraz USA, szaleli z radości, powiewając flagami. 
Papież wspomniał dwa ważne wydarzenia nowego tysiąclecia – rok jubileuszowy w Rzymie i tragiczny zamach w Nowym Jorku („obraz będący swego rodzaju ikoną świata, gdzie zdają się panować wrogość i nienawiść”). Powstaje dramatyczne pytanie – mówił – na jakich fundamentach mamy budować nową erę? „Czy wystarczy polegać na dokonującej się teraz rewolucji technologicznej, która zdaje się kierować kryteriami wydajności i skuteczności, bez odniesienia do indywidualnego wymiaru duchowego ani jakichkolwiek powszechnie przyjmowanych wartości etycznych?” Jedynie Chrystus – przypomniał Jan Paweł II – jest kamieniem węgielnym, na którym można solidnie budować swoją egzystencję. A potem długo z uśmiechem patrzył na morze młodych, którzy są „solą ziemi i światłem świata”.

Młody Papież

Następnego dnia papieski helikopter lądował w potokach deszczu i przy ogromnym wietrze wiejącym znad jeziora Ontario. W trakcie Mszy rozpogodziło się jednak. Papież, nie po raz pierwszy, przerwał wówczas homilię i powiedział: „A oto mamy słońce!”, co wywołało entuzjazm zgromadzonych. „No dobrze, kontynuujmy o soli”. Kolejny wybuch entuzjazmu wywołały słowa, których spodziewano się w Kanadzie od kilku dni. „Jeżeli kochacie Jezusa, kochajcie Kościół!” – powiedział Ojciec Święty, po czym w mocnych słowach nawiązał do skandali seksualnych w Kościele amerykańskim („Szkoda wyrządzona przez niektórych księży i zakonników młodym, podatnym na rany, napełnia nas głębokim poczuciem gniewu i wstydu”). Wzywał jednak młodych, aby nie koncentrowali się na tym marginesie życia kościelnego, lecz myśleli o olbrzymiej większości pełnych poświęcenia i wielkoduszności kapłanów i zakonników, których jedynym pragnieniem jest służenie i czynienie dobra.
„Wy jesteście młodzi, a Papież jest stary i zmęczony. Lecz on ciągle utożsamia się z waszymi oczekiwaniami i nadziejami” – mówił młodym Jan Paweł II, nie po raz pierwszy podczas tych spotkań nawiązując do swojego wieku i doświadczeń życiowych. „Pope is young” – zaczął skandować tłum, na co Ojciec Święty odpowiedział: „82 lata to nie to samo, co 22 czy 23”.
Pod koniec Mszy ogłoszono, że kolejne Światowe Dni Młodzieży odbędą się w 2005 roku w Kolonii, a Papież zapowiedział swoją rychłą podróż do Polski. Po czym, po modlitwie Anioł Pański, jeszcze raz posumował wydarzenia w Toronto: „Ponieważ przygotowujemy się do powrotu do domu, powiem za świętym Augustynem: »Byliśmy szczęśliwi razem pod wspólnym światłem«. Cieszyliśmy się będąc razem. Cieszyliśmy się rzeczywiście. Lecz teraz, kiedy się żegnamy, starajmy się nie odłączać się od Niego, od Chrystusa”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 31 (2769), 4 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl