Przegląd zagraniczny

Na prawo od Frontu


Nieudany zamach na prezydenta Jacquesa Chiraca w trakcie tradycyjnej defilady wojskowej 14 lipca sprawił, że Francuzi poważnie zainteresowali się tym, co dzieje się na prawo od Frontu Narodowego (FN) Jean-Marie Le Pena. Lektura serii artykułów z dziennika LE MONDE (z 15, 16 i 17 lipca) daje może jeszcze niepełny, ale wyrazisty obraz działalności organizacji neonazistowskich, nazywanych dotąd pobłażliwie groupuscules, czyli grupkami.
25-letni Maxime Brunerie, który strzelał do prezydenta, był znany francuskim służbom specjalnym ze swych sympatii dla radykalnych ruchów nacjonalistycznych, prawicowych ekstremistów Bruno Mégreta (MNR) oraz jawnie rasistowskich organizacji francuskich i międzynarodowych. W marcu zeszłego roku właśnie z list MNR – organizacji utworzonej przez Mégreta po jego wystąpieniu z Frontu – kandydował w wyborach municypalnych w 18. dzielnicy Paryża. Uplasował się na siódmej pozycji na liście, na którą oddano wówczas prawie 3 proc. głosów. A trzeba dodać, że „osiemnastka” to dzielnica, w której niezintegrowani imigranci są poważnym problemem społecznym. 
Z rozwiązania tego problemu Mégret uczynił jeden ze swych priorytetów. Sięgnął jednak po o wiele bardziej agresywną niż Le Pen retorykę. Wystarczy wspomnieć darmowe spoty reklamowe z kampanii przed tegorocznymi wyborami prezydenckimi: gdy Le Pen przekonywał Francuzów do „cywilizowania” imigracji, Mégret wyłączał po prostu w swoim spocie radio, nadające głośną arabską muzykę i z rozbrajającym uśmiechem oświadczał, że „trzeba być gospodarzem we własnym kraju”. Le Pen wybrał postawę „prawdziwego” polityka, Mégret rasistowskie hasła i aluzje, jedynie z lekka upudrowane. 
Gdy 21 kwietnia tego roku Le Pen świętował swój triumf, dziennikarz „Le Monde” zebrał w sztabie wyborczym Megretowskiego MNR garść impresji jednego z działaczy o nazwisku... Brunerie. Po nieudanym zamachu z 14 lipca Bruno Megret oświadczył, że nie ma żadnego związku między „szaleńczym czynem” i jego partią, choć nie zaprzeczył, że Brunerie był aktywistą MNR.
Ale koneksje młodego zamachowca nie kończą się na partii Megreta. Był on również wzorowym członkiem jawnie faszystowskich organizacji: Partie Nationaliste Français Européen (PNFE), Groupe Union Defense (GUD) i Unité Radicale (UR). We wrześniu 2001 r. UR zorganizowało w Paryżu debatę „Dla Europy i Europejczyków; zorganizujmy opór wobec imigracji-inwazji”. Na sali zebrali się sympatycy MNR, Frontu Narodowego, GUD i wielu niezrzeszonych. Dyskutowano między innymi o zamachach z 11 września: „Ta wojna jest wojną amerykańską. Celem ataków był Nowy Jork i kosmopolityzm. To walka globalizacji i kosmopolityzmu z islamem, będącym kulturą zakorzenioną. Uderzono w syjonizm, kulturę wykorzenioną. To więcej niż walka islamu przeciwko Ameryce, to walka zakorzenionych przeciwko wykorzenionym. Wielorasowe społeczeństwo? To nie dla nas. Wielu nacjonalistów ucieszyło się z zamachów. Chcemy usunięcia imigrantów z naszych krajów. Jesteśmy zatopieni przez imigrację spoza Europy! Odrzucamy społeczeństwo konsumenckie. Nasza walka jest antydemokratyczna i antyrepublikańska. Musimy pozbyć się Republiki Francuskiej. Farid Smahi (aktywista Frontu Narodowego pochodzenia algierskiego) i Isabelle (sympatyzująca z FN piosenkarka pochodzenia malgaskiego, czyli z Madagaskaru) są Francuzami administracyjnymi. Nigdy nie będą Europejczykami. Nasz nacjonalizm to nacjonalizm naszej rasy. Skrajna prawica nie umie się bić. Musimy prowadzić walkę legalną i nielegalną. Front Narodowy i MNR są skończone. Nie do zaakceptowania jest, aby rodowity Francuz zgadzał się na obecność w kraju Arabów, muzułmanów czy czarnych chrześcijan. Murzyni, chrześcijanie czy nie – nie chcemy ich i przegnamy ich z kraju. Naszymi obiektywnymi sojusznikami są Palestyńczycy, którzy pomogą nam przesiedlić Izraelczyków. Musimy im pomóc, a później – kula w łeb” – takie opinie wygłaszali uczestnicy paryskiej debaty .
Specjalista od francuskiego neonazizmu, Jean-Yves Camus, ocenia, że ruchy nacjonalistyczno-faszystowskie skupiają we Francji od 2 do 3 tys. osób, z tego co najmniej 300 aktywistów UR. Tak jak Maxime Brunerie, większość z nich przychodzi z FN lub z MNR... Ale przecież nie ma żadnego związku pomiędzy szaleńczym zamachem na życie prezydenta i obiema legalnie działającymi partiami politycznymi?

 JK

 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 30 (2768), 28 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl