22 lipca: dawno temu w PRL-u


Mit Gierka: trochę kulawa Arkadia

Tomasz Potkaj



Komunizm skończył się w Polsce ponad 13 lat temu. Ale zmarły przed rokiem Edward Gierek, pierwszy sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w latach 1970-1980, ma już swoją ulicę i rondo. Niedługo będzie mieć również swój pomnik, a wkrótce być może także instytut historyczny swojego imienia. Trwająca od paru lat nostalgia za tym najbardziej ludzkim z przywódców partyjno-państwowych „Polski Ludowej” jest dziś faktem społecznym: aż 56 procent Polaków uważa, że najlepiej żyło im się właśnie „za Gierka”.



Dariusz Sustik, dyrektor biura senatora SLD Adama Gierka w Sosnowcu i wiceprezes Stowarzyszenia im. Edwarda Gierka, odbiera dziennie kilkanaście telefonów od ludzi, którzy do stowarzyszenia chcieliby się zapisać. „Proszę nie myśleć, że to działacze partyjni z dawnych lat. Dzwonią głównie młodzi absolwenci po studiach” – zapewnia. Choć członkami powołanego na początku tego roku stowarzyszenia są też ci pierwsi: Ryszard Wszołek (w PRL minister górnictwa), Edward Kiczan (były wiceminister) i Maciej Szczepański, były szef tzw. Radiokomitetu [instytucji kierującej w PRL radiem i telewizją – red.]. W stowarzyszeniu jest też oczywiście 63-letni senator Gierek. Oraz aktualni politycy: poseł SLD Wiesław Jędrusik (szef stowarzyszenia) i przewodniczący sosnowieckiej rady miasta Tomasz Bańbuła.
 
„Radosny świat”
W statucie stowarzyszenia zapisano konieczność „stymulowania gospodarczego Zagłębia”. W Sosnowcu, miejscu urodzin Edwarda Gierka – wieś Porąbka, w której przyszedł na świat, jest dziś częścią miasta – bezrobocie wynosi ponad 20 proc., a z pięciu kiedyś kopalń działa tylko jedna. To „Kazimierz-Juliusz” – ta sama kopalnia, w której zginęli ojciec i stryj Edwarda Gierka, a on sam, choć jako górnik pracował tylko we Francji i Belgii, figurował w niej przez wiele lat jako członek zakładowej Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR. 
„Obiektywnie patrząc, za Gierka żyło się lepiej. Powie to każdy w Zagłębiu” – twierdzi Sustik. Dlatego kiedy na początku czerwca rada miasta Sosnowca głosowała wniosek o nadanie imienia Gierka bezimiennemu dotąd rondu u zbiegu ulic Ostrogórskiej, Sienkiewicza, Małachowskiego i 1 Maja, „za” byli nawet radni prawicy. Wniosek przeszedł. „Za Gierka chodziłem do szkoły – wspomina 37-letni Sustik. – Rodzice mogli jeździć na wczasy i planować sobie przyszłość. To był radosny, kolorowy świat”. Sustik zaznacza, że stowarzyszeniu nie chodzi o politykę, ale o „działania obywatelskie” na rzecz miejsca, w którym mieszkają. I że Edward Gierek – drugi obok Kiepury sosnowiczanin, który zrobił taką karierę – jest dobrym patronem dla tych działań. 
Wkrótce Edward Gierek będzie mieć w Sosnowcu także instytut historyczny swego imienia. Bogusław Kubala – nauczyciel historii i wiceprzewodniczący rady miasta, zaangażowany w prace nad powołaniem placówki – nie chce jednak zdradzić żadnych szczegółów. Ani, tym bardziej, nazwisk. 

Pomnik albo popiersie
A na drugim końcu Polski, we Włocławku, Edward Gierek będzie mieć pomnik. 
Józef Sompolski, który przewodniczy stowarzyszeniu budowy pomnika mówi, że jest to wprawdzie kwestia najbliższych 10 lat i że w ostateczności może być nawet popiersie. Ale że nic nie szkodzi, jak trzeba, stowarzyszenie poczeka. Na razie zbierają fundusze. Na popiersie Gierka we Włocławku jest nawet odpowiedni obelisk, a pewna odlewnia z Gliwic już zaoferowała swą pomoc. 
Sompolski, członek koła SLD przy włocławskiej „Celulozie” nie uważa, by ktoś mógł uznać pomysł z pomnikiem za kontrowersyjny. „Nie chodzi nam o to, by wybielać Gierka, bo w końcu jego dekada nie była rajem dla wszystkich. Ale wymazywanie jego nazwiska z historii jest nieuczciwe, zwłaszcza tu, we Włocławku” – denerwuje się. Bo choć Gierek z Włocławkiem nie był związany, w mieście wspomina się go ciepło: w 1975 r. miasto zostało stolicą województwa, zbudowano trzy osiedla, kilkadziesiąt zakładów pracy, w tym sztandarowe „Azoty”. 
Dlatego we Włocławku, tradycyjnym bastionie SLD, Gierek zostanie szczególnie uczczony: oprócz pomnika powstaje fundacja patriotyczna jego imienia, w planach są też działania gospodarcze związane z handlem ze Wschodem. Tą ostatnia kwestią interesuje się były konsul Federacji Rosyjskiej, dziś mieszkaniec Bydgoszczy. 
Stowarzyszenie budowy pomnika zwróciło się do kilku prominentnych polityków SLD z propozycją objęcia patronatu nad przedsięwzięciem. Ale spotkali się z uprzejmą odmową. Dlaczego? „Bo nie jestem beneficjentem tamtej epoki, a poza tym nie chcę wieszać się każdej sprawie na szyi” – tłumaczy jeden z nich, Jerzy Wenderlich (rocznik 1954), szef SLD w woj. kujawsko-pomorskim. Ale z drugiej strony Gierka ot tak zlekceważyć nie można, bo, zaznacza Wenderlich, „na spotkaniach wyborczych ludzie często odwołują się do jego pamięci”. 
Adam Gierek w każdym razie obiecał, że na odsłonięcie pomnika przyjedzie na pewno. 

Przez pamięć ojca
Adam, starszy syn Edwarda Gierka, 63-letni dziś profesor (kierownik Katedry Technologii Stopów Metali i Kompozytów na Politechnice Śląskiej) jest dumny ze swego nazwiska: w wyborach do Senatu swój głos oddało na niego 180 tys. osób, 64 proc. wyborców w okręgu, co stanowi rekord w skali ogólnopolskiej. Senator SLD-UP lobbuje na rzecz regionu: interweniował w sprawie huty „Baildon” w Katowicach („Należy przypuszczać, że wszystkie te działania zmierzały do jednego: do z góry zaplanowanej upadłości” – pisał w oświadczeniu wysłanym do ministra infrastruktury), likwidowanej kopalni „Niwka-Modrzejów”, budowy autostrady na Śląsku. Wcześniej nie udzielał się politycznie, dopiero teraz, przez pamięć ojca. 
Właściwie biografia Gierka-seniora jest kiepskim materiałem na pomnik. Nie był ani typem bohatera, ani typowym komunistą. Nie znał Rosji – rosyjskiego nauczył się dopiero w latach 50. – dobrze znał za to Zachód, gdzie spędził 18 lat życia. Właściwie nie był nawet odważny: kiedy podczas robotniczego buntu w Poznaniu w czerwcu 1956 przypadkiem znalazł się w szturmowanym właśnie komitecie wojewódzkim PZPR, przed klasą robotniczą schował się do szafy. 
Ale może właśnie ta zwyczajność sprawia, że Edward Gierek budzi u wielu zwykłą, ludzką sympatię?
Miał 10 lat, kiedy wraz z matką i ojczymem wyjechał za chlebem do Francji. Już jako trzynastolatek zaczął pracować w kopalni. Choć matka (zmarła pod koniec lat 80.) była osobą pobożną, Edward wcześnie zerwał z religią i Kościołem, i tej decyzji był wierny do końca życia. We Francji zetknął się z ruchem komunistycznym, został członkiem FPK, w 1934 r. za udział w strajku policja wydaliła go do Polski. 
Gierek nie był jednak komunistą ideowym na tyle, aby po powrocie do Polski szukać kontaktów z tutejszymi komunistami. Jakby nigdy nic odbył dwuletnią służbę wojskową, choć w Polsce międzywojennej członków partii komunistycznej do wojska nie brano. Ani w głowie był mu wyjazd z brygadami międzynarodowymi w obronie republiki do Hiszpanii, co stanowiło istotną część zbiorowej biografii polskich komunistów. Nie miał też zamiaru iść do więzienia, jak Bierut czy Gomułka, odsiadujący w latach 30. siedmioletni wyrok. 
Gierek ponownie wyjechał z Polski – tym razem już z żoną – pod koniec lat 30, i tym razem do Belgii, gdzie ponownie zaczął pracować w kopalni i zaczął układać sobie życie. Gdy wybuchła wojna, nie zgłosił się do polskiego wojska organizowanego we Francji. O jego działalności konspiracyjnej w czasie okupacji Belgii – polegającej na wynoszeniu z kopalni materiałów wybuchowych – nie ma innych źródeł poza jego relacją. Podobnie tajemniczo wygląda jego błyskawiczna kariera po wojnie, kiedy zostaje przewodniczącym Rady Polaków w Belgii. Wkrótce potem na zawsze żegna się z pracą górnika: zostaje działaczem.

Z Brukseli do Warszawy
Do Warszawy ściągnął go Roman Zambrowski. Chciał wysłać go do Francji w charakterze koordynatora i łącznika między władzami w Warszawie, a przebywającymi tam polskimi komunistami, ale pomysł nie wypalił, bo Francuzi nie wpuścili Gierka do kraju. Niejako z konieczności został więc w Polsce i rozpoczął wędrówkę po szczeblach partyjnej kariery. W 1951 r. został sekretarzem komitetu wojewódzkiego w Katowicach (na funkcję, wybieralną, wprowadził go Zambrowski w nagrodę za ugaszenie strajku w kopalni „Kazimierz-Juliusz”). Trzy lata później został, decyzją Bieruta, jednym z sekretarzy Komitetu Centralnego PZPR w Warszawie. Niedługo zostaje też posłem. Krótkotrwały następca Bieruta, Edward Ochab, wprowadził Gierka do Biura Politycznego, w którym, z niewielką przerwą, był następne ćwierć wieku. 
Z jego awansem związana jest pewna anegdota, którą przytacza Janusz Rolicki, autor wydanej właśnie biografii Edwarda Gierka: otóż Gierek odmówił kandydowania do sekretariatu KC, co uzasadnił krótko: „Ja mam – mówił – poważne trudności z pisaniem i czytaniem, a nie chciałbym być tylko malowanym sekretarzem”. 
Rzekomy brak tych umiejętności nie przeszkodził mu w karierze („Weźmiecie sobie sekretarkę” – miał doradzić jeden z towarzyszy), a jego nijakość i koniunkturalizm paradoksalnie bardzo mu pomogły. Gierek nie trzymał bowiem z żadną frakcją, potrafił umiejętnie ustawić się blisko silniejszego, co przynosiło mu profity. Już jako śląski sekretarz PZPR nie wyraził sprzeciwu, kiedy w lipcu 1958 Służba Bezpieczeństwa dokonała brutalnego najścia na Instytut Prymasowski na Jasnej Górze. Jako jedyny wysokiej rangą funkcjonariusz PZPR wspierał grupę twardogłowych towarzyszy w Czechosłowacji, biorąc udział wczesnym latem 1968 roku w „wiecu przyjaźni” w Ostrawie. I choć nie robił tego często, potrafił być brutalny: na wiecu poparcia dla Gomułki, zorganizowanym w Katowicach 14 marca 1968 r. (po „wydarzeniach marcowych”) w obecności 100 tys. osób rzucił słowa ostrzeżenia pod adresem „tych, którzy będą próbowali zawracać nurt naszego życia z raz obranej drogi”, wtedy „śląska fala pogruchocze im kości”. 
Okres pełnienia funkcji I sekretarza na Śląsku (1957-70) był najważniejszym fragmentem biografii Gierka do czasu, kiedy został szefem całej partii. Być może dlatego, że poznał tam wojewodę (zwanego wówczas przewodniczącym Wojewódzkiej Rady Narodowej) Jerzego Ziętka, człowieka o jeszcze bardziej nietypowej jak na komunistę biografii (starszy o 12 lat Ziętek był uczestnikiem powstań śląskich i przed wojną burmistrzem Radzionkowa oraz posłem BBWR). Razem stworzyli tandem, który przez lata miał ambicję uczynić ze Śląska „polską Katangę”. Wtedy przebudowano centrum Katowic, stworzono Park Rozrywki w Chorzowie, postawiono halę „Spodka”, nowe fabryki i założono uniwersytet. Odchodząc do Warszawy, Gierek zostawił po sobie pamięć dobrego gospodarza. Przez całą kolejną dekadę dbał, by ta opinia na Śląsku była zasłużona. 
Gierek, choć przemówienia nie były jego mocną stroną, okazał się graczem sprawnym. Jako I sekretarz KC PZPR zneutralizował „twardogłowych”: Mieczysława Moczara przeniósł z Biura Politycznego na prezesa NIK, zdymisjonował szefa MSZ Stefana Olszowskiego, poskromił Franciszka Szlachcica. I prowadził modernizację Polski na niespotykaną skalę – choć za pożyczone pieniądze. Jednocześnie wykazał się brakiem instynktu, wprowadzając niespotykane wcześniej podwyżki cen (co doprowadziło do brutalnie spacyfikowanego protestu w Radomiu w 1976 r.) oraz poprawki do konstytucji: o kierowniczej roli PZPR i sojuszu z ZSRR. 
Jego wymuszone ustąpienie we wrześniu 1980, po zwycięskich strajkach w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu Lech Wałęsa skomentował później: „Dało się z nim żyć, tylko naród oszukał”.
 
Pełna miska i święty spokój
Kiedy narodził się mit Edwarda Gierka? 
Janusz Rolicki przywołuje scenę, jak w 1983 r. – po ponad dwóch latach nieobecności w Warszawie – pojawił się on w gmachu sądu, jako świadek obrony na procesie Macieja Szczepańskiego. Obecni w sądzie powitali go jak bohatera, dostał oklaski, kwiaty – i było to podobno dla niego samego zaskoczeniem. Ale jego czas przyszedł później. 
Jesienią 1989 Rolicki po raz pierwszy przyjechał do jego domu w Katowicach, z propozycją przeprowadzenia wywiadu. Choć Gierek początkowo odnosił się do pomysłu niechętnie, wywiad-rzeka powstał, a jego publikacja w 1990 r. w milionowym (sic!) nakładzie stała się wydarzeniem sezonu. Właściwy bohater sukcesu, Janusz Rolicki – w latach 70. szef publicystyki kulturalnej w telewizji i dyrektor ds. artystycznych radia i TV, a w latach 90. naczelny „Trybuny” – bagatelizuje dziś swoją rolę w narodzinach legendy. „Ludzie odwołują się do krainy szczęśliwości, nawet jeśli ta ich Arkadia jest nieco kulawa. Tęsknią za pełną miską, bezpieczeństwem socjalnym. A to wszystko mieli za Gierka. Tak naprawdę – przekonuje Rolicki – w narodzinach mitu Gierka bardziej zasłużył się niechcący Wojciech Jaruzelski, skazując go [w latach 80. – red.] na obywatelski niebyt”.
W swojej biografii Gierka pisze, że gotów jest iść o zakład, że za kilka lat postawią mu pomnik, i to w Warszawie.
Na odsłonięcie pomnika Gierka na Śląsku, jeśli takowy kiedyś powstanie, chętnie wybierze się Kazimierz Kutz, reżyser – autor m.in. śląskiej „trylogii” oraz filmu o masakrze w kopalni „Wujek” w grudniu 19891 pt. „Śmierć jak kromka chleba” – i wicemarszałek Senatu. Bo Kutz, mimo odmienności swej biografii, do Gierka stosunek ma ciepły: w porównaniu z innymi działaczami komunistycznymi ten pierwszy sekretarz był w końcu tzw. porządnym człowiekiem, w dodatku skrzywdzonym przez system, który sam współtworzył. Był kimś, kto spadł ze szczytów drabiny społecznej na samo dno. Tak pisał Kutz w tekście „Towarzysz Samuraj” („Gazeta Wyborcza” z 21 czerwca). No i za jego czasów można było wreszcie przywrócić pamięć o śląskich powstańcach, co Kutz uczynił w swoich filmach. 
„Trzecia Rzeczpospolita dała wielu ludziom wystarczająco dużo powodów do rozczarowań, także jej mit przegrywa z mitem Gierka, tym bardziej, że ma on racjonalne podstawy – uważa Paweł Śpiewak, socjolog, przed 1989 r. związany z opozycją, autor książek poświęconych debatom politycznym i historycznym w III RP. – Ludzie odczuli wzrost gospodarczy, mogli wyjechać na Zachód, mogli być dumni np. z polskiej drużyny piłkarskiej. Tak naprawdę ludzie chcą być po prostu dobrze rządzeni, a Gierek kreował się na dobrego gospodarza. Nie był tak ideologiczny jak jego poprzednik. I nigdy nie strzelał do ludzi, co w przypadku rządzących jest wprawdzie absolutnym minimum, ale w PRL rzadko respektowanym”.
Mimo to Śpiewak nie wierzy, aby Gierek był bohaterem na dłużej. „Jego mitologizację odbieram jako formę rehabilitacji PRL-u, dokonywaną w białych rękawiczkach. Bo jak ktoś powie o zbrodniach w PRL Bieruta czy Gomułki, ktoś inny zawsze może odpowiedzieć: no jak to, a Gierek?”.
Poseł SLD Jan Szwarc (rocznik 1946), wcześniej burmistrz Ustronia, kilkakrotnie odwiedzał Gierka w jego domu, w którym były I sekretarz spędził ostatnie lata swego życia. „Był zgorzkniałym, zmęczonym życiem człowiekiem – wspomina Szwarc – ale pewnego razu zaproponował, że poszuka pieniędzy dla Ustronia u niemieckich przyjaciół. »Bo musicie skończyć to, co ja kiedyś zacząłem« – tak mi powiedział. Był wielką postacią i docenia to coraz więcej ludzi – dodaje Szwarc. – W dniu jego śmierci dzwonili do mnie przedstawiciele Polonii z USA. Spodziewałem się ostrych słów pod adresem Gierka, a usłyszałem same ciepłe. Gdyby ktoś w Ustroniu chciał wybudować mu pomnik, podpisałbym się pod tym pomysłem”. 
„Przecież – dodaje poseł – gdyby nie Gierek, do dziś byłaby to mała mieścina”.





Nostalgia czy symboliczny renesans PRL? 

Radni SLD z Płocka chcą wystawić w swoim mieście pomnik Związkowi Młodzieży Socjalistycznej, który uważają za zasłużony w budowie rurociągu „Przyjaźń”. Prezydent Aleksander Kwaśniewski przyznaje odznaczenia działaczom Stowarzyszenia Dziennikarzy RP (dawniej SD PRL; organizacji powstałej w stanie wojennym jako przeciwwaga dla zlikwidowanego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich). Wśród odznaczonych był autor programów telewizyjnych, gloryfikujących w PRL stan wojenny. Wcześniej medale otrzymało kilku literatów o podobnych „zasługach”. 
„Minister Szymczycha z prezydenckiej kancelarii tłumaczy (ironicznie zapewne), że trzeba być miłosiernym. – pisaliśmy niedawno w „TP” (nr 27) – Oczywiście nie o miłosierdzie chodzi. Wyrazem miłosierdzia było już to, że III RP zdecydowała nie nakładać publicznej anatemy na ludzi z własnej woli zaangażowanych w system władzy PRL. Chodzi tylko o to, by nie stawiać im pomników ani nie honorować orderami. Inaczej PRL zrówna się z RP”.
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 30 (2768), 28 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl