NOTATKI

Bronisław Mamoń



„Notatnik Teatralny” o Jarzynie

Podwójny zeszyt „Notatnika Teatralnego” (2002, nr 24-25) poświęcony jest w całości Grzegorzowi Jarzynie, reżyserowi młodej generacji, który na przełomie wieków stał się gwiazdą medialną. Opinie krytyki i środowisk teatralnych są podzielone: od entuzjastycznych do bardzo krytycznych. Jedni odkrywają w nim nadzieję polskiego teatru, inni – jego destruktora. W „Notatniku” przeważa ton podziwu i uwielbienia pod adresem młodego twórcy.
Grzegorz Jarzyna urodził się 4 lutego 1968 r. w Chorzowie, w rodzinie polsko-niemieckiej (jego dziadek służył w Wehrmachcie). Studia odbywał w Krakowie na UJ (filozofia) i w PWST. Uważa się za ucznia Krystiana Lupy, choć, jak wyznał – nie chce powielać jego estetyki i języka. Ma w swoim dorobku znaczące inscenizacje, zrealizowane w różnych teatrach: „Iwonę” Gombrowicza, „Bzika tropikalnego” Witkacego, „Magnetyzm serca” wg Fredry, „Księcia Myszkina” na motywach „Idioty” Dostojewskiego, „Niezidentyfikowane szczątki ludzkie” Brada Frazera, „Doktora Faustusa” Manna, „4.48 Psychosis” Kane.
O Jarzynie w „Notatniku” wypowiadają się krytycy, jego profesorowie, aktorzy z nim pracujący, organizatorzy międzynarodowych festiwali. Naczelne zagadnienie, które przewija się w tych wypowiedziach, to pytanie o typ teatru, który tworzy Jarzyna. „Jest to teatr egocentryczny, skupiony na jednostce i jej wewnętrznym świecie” – zauważa Roman Pawłowski. Nieobecne są w nim dramaty społeczeństw i narodów. Jarzyna – konkluduje Pawłowski – pozostaje jednym z najoryginalniejszych twórców swojej generacji. „Jego skłonność do tradycyjnych rozwiązań scenicznych, przywiązanie do wielkiej, klasycznej literatury i psychologicznego aktorstwa wyróżniają go na tle innych reżyserów, debiutujących w ostatniej dekadzie XX wieku. Nie uległ do końca pokusie stosowania nowoczesnych mediów na scenie jak Hudi, nie poszedł ścieżką nowych brutalistów, nie zamknął swojego teatru w żadnej formule estetycznej, toruje własną drogę”.
Piotr Gruszczyński za cechę najważniejszą teatru Jarzyny uważa wiarę w teatr jako środek i sposób wyrażania. „Teatr – pisze Gruszczyński – służy po pierwsze odkrywaniu i wyrażaniu, czyli wyciąganiu na światło dzienne nawet bardzo brutalnymi metodami prawdy o człowieku, jego zachowaniach, postawach, motywacjach”. Podstawową właściwością estetyki teatralnej przedstawień Jarzyny – opiniuje krytyk – jest ich ceremonialność. „Dla mnie ceremonia – pisze Gruszczyński – ma znaczenie pozytywne. Jest uroczystym przejściem z jednego stanu w drugi. Dwa stany skupienia powiązane ściśle ze świadomością i nieświadomością, ze sferą rządzoną przez ratio i tą, którą zawiaduje mrok nieracjonalności. Jarzyna w każdym spektaklu przeprowadza nas na tamtą stronę, a w każdym razie próbuje to uczynić. W uroczystej procesji, w korowodzie aktorów zdążamy na spotkanie niewiarygodnego, nieznanego, jedynego prawdziwego oblicza człowieka. Twarz, która patrzy na nas z tamtej strony, jest naszą własną twarzą. Bardzo przypomina maskę, którą obnosimy na co dzień wśród ludzi, ale to nie jest maska, to jest właśnie twarz”. Kinga Grzelewska zwraca uwagę na obecność elementów różnych tradycji kulturowych w teatrze Jarzyny. Reżyser sięga do różnych kultur: euroamerykańskiej, afrykańskiej, azjatyckiej. Miesza ze sobą różne estetyki i konwencje, osiągając niezwykłą intensywność przekazu.
Bardzo interesujące w „Notatniku” są opinie aktorów współpracujących z Jarzyną. Magdalena Cielecka w rozmowie z Markiem Radziwonem koncentruje się na problemach współpracy reżysera z aktorem. „Interesują go pomysły, typ wrażliwości, a nie sprawdzanie, czy aktor się do roli nadaje, czy nie. Chce się chyba trochę zakochać w aktorze i spodziewa się, że będzie to uczucie z wzajemnością”. Danuta Stenka zauważa, że Jarzyna „ma w sobie ogień, potrafi zapalać ludzi do pracy, rozpalać do czerwoności. Pieczołowicie ich sobie dobiera”. O wielkich pożytkach dla siebie ze współpracy z Jarzyną opowiadają Jan Frycz, Jan Peszek, Ewa Dałkowska, Andrzej Chyra.
Krystian Lupa obok podziwu dla teatru Jarzyny wyraża także pewne zastrzeżenia pod adresem prac swojego ucznia. „Teraz nie wiem, dokąd zmierza, bo to, co robi w tej chwili, wydaje mi się »próbowaniem teatru« ... Próbowaniem teatru – do czego? Do czego zostanie wykorzystany, do czego zostanie użyty ten teatr?” Konkluzja Lupy: „Może to jeszcze niewidoczne, do czego dąży. Może sam jeszcze o tym dokładnie nie wie. Może jest w siatce (czasem duszącej i sprowadzającej na manowce siatce przeczuć)? A może ja... cały czas mając »coś na oku« – nie dostrzegam... Wszystko to jest możliwe, dlatego nie oczekuję w najbliższym czasie odpowiedzi. A może zobaczy i powie mi o tym ktoś inny...”

(m)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 30 (2768), 28 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl