O „Wyznaniach patrycjusza” Sándora Márai


Wspominać i milczeć

Juliusz Kurkiewicz



Gdy nadchodzi niepojęte, zadanie opisania nowego świata przerasta tego, który wyrósł w innym świecie; przyspieszenie historyczne uniemożliwia mu postawienie diagnozy.


1. „Wyznania patrycjusza” Sándora Márai poprze- dza zastanawiająca adnotacja: „Bohaterowie tej powieści biograficznej są postaciami wymyślonymi: ich osobowość i kompetencje istnieją tylko na kartach tej książki, w rzeczywistości nie żyją i nie żyli nigdy”. Zdanie to wprowadza nas od razu w paradoksalną istotę tego pisarstwa, rozpiętego między wynikającą z estetyzmu aspiracją do autonomii sztuki, a tradycją realistyczną, do której powieść ta niewątpliwie przynależy. 
Skądinąd wiemy, że „Wyznania patrycjusza” rzeczywiście są literacką autobiografią i to wierną, skoro w pierwszym wydaniu książki wszystkie postaci wystąpiły pod autentycznymi nazwiskami. Losy głównego bohatera i narratora pokrywają się, często w drobnych detalach, z losami autora. Skąd więc kategoryczny ton tej adnotacji? Być może to asekuracja przed zniecierpliwieniem rzeczywistych pierwowzorów literackich postaci, ale również wyraz przekonania o prymacie literatury i o ambiwalentnym charakterze zawodu pisarza – opiekuna i strażnika kultury, a zarazem krwiopijcy odbierającego życie prawdziwe i dającego drugie, lepsze, bo nie podlegające prawom przyrody. 
W drugiej części powieści narrator wspomina o swym spotkaniu z właśnie wypuszczonym z więzienia Georgiem Kaiserem. Chyląc czoło przed geniuszem słynnego w epoce międzywojennej dramaturga-ekspresjonisty, krytykuje go za brak życiowej ascezy. Zdaniem Sándora Márai zanurzenie w życiu nie służy pisarzowi, który powinien być złodziejem, przebywającym w danym środowisku do momentu, gdy poczuje, że zabrał już wszystko, co może potem wykorzystać. O jednym z dramatów Kaisera narrator pisze: „Ten sprawny literacko, ale słaby pod względem dramaturgii utwór kończy się pięknym zdaniem: Das Wort tötet das Leben. Kaiser jednak chciał tylko, żeby tak było; pragnienie drugorzędnych działań było w nim silniejsze od przymusu działań literackich; życie zabiło dlań literę”.

2. Już dwa lata temu, gdy ukazał się polski przekład napisanej w czasie II wojny powieści „Żar”, mogliśmy przypuszczać, że mamy do czynienia z niezwykłym pisarzem. „Wyznania patrycjusza”, pisane w latach 1934-35, nie tylko to potwierdzają, ale każą nam zarezerwować dla Sándora Márai miejsce obok największych – duchowe pokrewieństwo łączy go z Lwem Tołstojem (trylogia o dzieciństwie), Proustem, Tomaszem Mannem („Buddenbrookowie”), twórcami powieści austriackiej. 
„Wyznania patrycjusza” to trochę saga rodzinna i trochę powieść edukacyjna. Akcja obejmuje czas od początku XX wieku do połowy lat trzydziestych, a więc okres od narodzin autora do momentu ukończenia „Wyznań patrycjusza”. W części pierwszej, zakończonej wybuchem I wojny światowej, narrator opowiada dzieje własnej mieszczańskiej rodziny, opisuje swoje dzieciństwo spędzone w niewielkim mieście (Márai urodził się w Koszycach), edukację w katolickim gimnazjum w Budapeszcie i pobyt w internacie. Druga część rozpoczyna się już po pierwszej wojnie i jest opisem dziesięcioletniej podróży po Europie – m.in. Lipsk, Frankfurt, Berlin, Paryż, Londyn, Florencja – zakończonej powrotem na Węgry. (Márai za namową ojca rzeczywiście opuścił Węgry w 1919 r., przez krótki czas popierał bowiem Węgierską Republikę Rad).
Książka ma więc epicki rozmach, ale nie jest to epika rodem z XIX wieku. Tak jak u Prousta, na stronach powieści przewijają się dziesiątki postaci, ale wszystkie żyją egzystencją fenomenów autorskiego „ja”: „chcę, by na te stronice padał cień tych tylko ludzi, kobiet i mężczyzn, o których wiem, że ich słowa czy uśmiech coś we mnie zmieniły, zmieniły w ten ledwie wyczuwalny sposób, w jaki jedna dusza oddziałuje na drugą.”
„Wyznania patrycjusza” na tle innych powieści XX wieku sprawiają wrażenie dość tradycyjne, natomiast tytuł książki określa formę narracyjną charakteryzującą się znaczną swobodą: „wyznanie” jest przecież intymną wypowiedzią niekoniecznie o charakterze stricte autobiograficznym, może ono przybierać postać luźnych przemyśleń na różne tematy, a więc zarówno alinearność powieści, jak i wprowadzenie do niej obszernych partii eseistycznych są tu czymś naturalnym. Prostota tej formy może być jednak zdradliwa: Márai wykazuje się wielką maestrią w budowaniu narracji. 
Pierwsza część książki jest skierowana „na zewnątrz”, zdominowana przez zmysłowy konkret, świat jawi się naszym oczom wyraźnie, w ostrych konturach, postaci są silnie zindywidualizowane. W drugiej części górę bierze żywioł introspekcyjny i eseistyczny, postaci pojawiają się w sposób migawkowy, miejsca zmieniają się jak w kalejdoskopie.

3. „Kraina węgierska opływała wówczas w dostatki i rozkoszowała się taniością wszystkiego, jakbyśmy się już znaleźli w ziemi obiecanej”. Márai tworzy dwa mity – mit dzieciństwa i mit klasy społecznej, z której pochodzi, przy czym pierwszy z tych mitów opromienia swym blaskiem drugi. Pomijam pytanie, czy mieszczaństwo takie, jakie opisuje Márai, istniało na Węgrzech w rzeczywistości i czy odgrywało tak znaczącą rolę, jaką Márai mu przypisuje. Patrycjat funkcjonuje w powieści przede wszystkim jako pewien ideał, stanowiący zasadniczy punkt odniesienia dla wątku rozpadu kultury. Z tego punktu widzenia ekonomiczna czy światopoglądowa charakterystyka warstwy traci znaczenie na rzecz podkreślenia indywidualizmu jej członków – to „osobowość” wyróżnia członków klasy i umożliwia im spełnienie kulturotwórczej roli, a liberalizm, indyferentyzm religijny i zamożność tworzą jedynie warunki, w której osobowość może rozkwitać. Narrator w sposób fascynujący portretuje członków swej rodziny, prawników i artystów, z dociekliwością charakterystyczną dla Balzaca i Prousta przedstawia ich jako osobowości już uformowane, podczas gdy cała powieść opowiada przede wszystkim o formowaniu się jego – jako osobowości.
Idealizacja patrycjatu sąsiaduje z ironią i ambiwalencją w jego ocenie. Warstwa ta pojawiła się na Węgrzech w krótkim czasie, pod koniec XIX wieku, i straciła swoje znaczenie zanim zdążyła na dobre się uformować. Márai dostrzega fakt, że głoszone przez zamożne mieszczaństwo ideały rozmijały się niekiedy z praktyką (widać to było m.in. stosunku do służby), przede wszystkim zwraca jednak uwagę na krótkowzroczność przedstawicieli tej warstwy, nie przeczuwających zbliżania się wielkich przemian i intelektualnie do nich nie przygotowanych: „nikt nawet nie przypuszczał, że w tym obrastającym w dostatek, liberalnym świecie patrycjatu nędza jest znacznie większym problemem niż się zdaje, i że nie można jej całkowicie rozwiązać metodami dobroczynności...” Świat patrycjatu okazał się być światem ułudy: opisując zapamiętaną z dzieciństwa scenę, gdy robotnicy pobili się z majstrem, narrator podkreśla, że wtedy zasłona spadła mu z oczu.
Powieść Sándora Márai jest jedną z wybitnych literackich elegii na pożegnanie umarłych ludzi i minionych światów (przypomnę Prousta, Rotha, Lampedusę). Márai, jak jego poprzednicy, również poszukuje jakiejś formy ciągłości, która stawiałaby tamę fatalizmowi, stanowiącemu zasadniczą cechę jego światopoglądu. Znajduje ją w biologicznej ciągłości, przy czym określenie „biologiczna” trzeba tu rozumieć subtelnie, z dala od jakichkolwiek niebezpiecznych asocjacji nacjonalistycznych, za to w ścisłym związku z pojęciem kultury, która okazuje się czymś tak całkowicie naturalnym jak oddychanie. 
Dla Sándora Márai cudem jest to, że umarli żyją nadal w żywych, zarówno w ich przywarach, jak i zaletach: „Wkraczam pomiędzy zmarłych, muszę więc ściszyć głos. Niektórzy z tych zmarłych umarli i dla mnie, inni znów żyją w moich ruchach, w kształcie mojej głowy, w tym, jak palę, jak pieszczę, jak niemal z ich przyzwolenia jadam pewne potrawy. (...) Człowiek może długo czuć się samotny między ludźmi, lecz gdy któregoś dnia znajdzie się w towarzystwie swych zmarłych, spostrzeże ich trwałą obecność”. I jeszcze: „»Osobowość«, ta odrobina, którą człowiek dodaje od siebie, jest znikoma wobec dziedzictwa pozostawionego nam przez zmarłych”.

4. Do najbardziej wstrząsających stron „Wyznań” należą opisy wychodzenia z dzieciństwa, rozpoznawania przez narratora mechanizmów rządzących światem. Narodziny siostry, gdy narrator ma 6 lat, to odebranie przez rodzinę „korony”, uczucie opuszczenia i początek neurozy obcości. Zabawa w cyrk w chłopięcej bandzie – dzieci „tresują” inne dzieci – to poznanie nieograniczonej władzy nad innymi. Wreszcie ucieczka z domu, zakończona oddaniem do katolickiej szkoły z internatem w Budapeszcie, gdzie narrator dostrzega, że ludzie potrafią być dla siebie źli i okrutni bez żadnej przyczyny.
Zło tkwiące w instytucjach edukacyjnych i zło w naturze ludzkiej to tematy podjęte przez dwu wybitnych pisarzy austriackich, Roberta Musila („Niepokoje wychowanka Törlessa”) i Thomasa Bernharda („Autobiografie”). Márai siłą opisu nie ustępuje tamtym (choć jego pisarstwo jest pozbawione charakterystycznego dla Bernharda resentymentu): „po kilku dniach zrozumiałem, że jestem wyrzuconym poza społeczeństwo pariasem, kimś ostatnim, bezimiennym niczym i nikim, i tylko drogą nieustannej walki, nie słabnącej uwagi, dzięki intrygom, podłości i determinacji mogę ewentualnie osiągnąć to, że przez jakiś czas moi towarzysze będą skłonni mnie znosić”.

5. Druga część „Wyznań patrycjusza” opowiada o narodzinach pisarza. Dla Sándora Márai każdy pisarz ma tylko jeden temat, cała jego twórczość zmierza w kierunku „jednej wspólnej delty”, a ideałem byłoby zapisanie w jednym zdaniu tego, „czego nikt inny za mnie powiedzieć nie może”. Márai należy do tych pisarzy, którzy wsłuchują się w głos dajmoniona, są posłuszni „wewnętrznej bierności”. 
Ten opis narodzin pisarza jest intymnym opisem zmieniającej się duszy, rejestruje jej kolejne drgnienia, kolejne stadia gotowości. Jest też opisem odcinania się od świata: od instynktownej ucieczki do w pełni świadomej obcości umożliwiającej zdobycie niezbędnego dystansu.
Gdy narrator opisuje swą młodzieńczą ucieczkę z domu, pisze: „kroczyłem z odwróconą świadomością, bo nie zmierzałem »dokądś«, tylko uchodziłem »stąd«”. Późniejsza podróż po Europie kończy się powrotem do domu; miejsce, z którego uciekał narrator, okazuje się być punktem docelowym jego podróży.

6. Márai w swej diagnozie kryzysu kultury szedł za „Buntem mas” Ortegi y Gasseta. Kryzys kultury utożsamiał z końcem epoki osobowości – tam, gdzie ulega zagładzie indywidualność, tracą na znaczeniu zarówno wartości moralne, mające zawsze charakter elitarny, jak i wszelka twórczość duchowa. W tej sytuacji zrozumiała staje się „zdrada klerków”, utrata autorytetu przez pisarzy, a także upadek świata patrycjuszowskiego, które to instytucje okazują się, wobec nadciągającego faszyzmu, słabe i niewydolne. 
Wstrząsające jest zakończenie tej powieści – lakoniczny opis śmierci ojca, syn-narrator odprowadza samotnie jego trumnę do cmentarnej kostnicy. W końcowej medytacji narrator wydaje się, idąc śladami ojca, wsiadać do łodzi umarłych; pragnie już tylko „wspominać i milczeć”. Przyznaje, że nie rozumie otaczającego go świata, pozostaje mu tylko składanie świadectwa: „była kiedyś epoka, a w niej kilka pokoleń, które głosiły triumf rozumu nad instynktami, wierzyły w siłę oporu ducha, który zatrzyma stadne dążenie ku śmierci...”
Mimo to Márai nie jest katastrofistą. Gdy nadchodzi niepojęte, zadanie opisania nowego świata przerasta tego, który wyrósł w innym świecie, przyspieszenie historyczne uniemożliwia mu postawienie diagnozy. Ale cywilizacja trwa w swej nie odkrytej jeszcze, tajemnej formie: „Na moich oczach rozpadała się cywilizacja, (...) nie znikała bynajmniej, tylko przekształcała się, ale działo się to w tak porażającym tempie, jakby zmieniło się nagle nad ziemskim globem ciśnienie atmosferyczne”.

7. Lista wspaniałych talentów autora „Wyznań patrycjusza” jest długa: ma on zdolność łączenia zmysłowego opisu z wielką retoryką, jak Tołstoj, opisywania ludzkich charakterów z pasją zoologa obserwującego zachowania zwierząt, jak Proust i Balzac, żal za odchodzącym światem oddaje jak niewielu przed nim. Nade wszystko jest jednak dwudziestowiecznym humanistą, młodszym bratem Tomasza Manna. Jego humanizm jest twardy i nieugięty, bo został wypalony w ogniu pesymizmu i irracjonalizmu.
„Wierzę w to, że charakter i jego wyższy wyraz – sumienie – utrzymują nasze chore zmysły w ryzach i w równowadze, wierzę też, że życie i praca są syntezą; kto jest do tego niezdolny, niech żyje, jak potrafi. Albo niech przepada”. 


S
ándor Márai, „Wyznania patrycjusza”. Przekład i posłowie Teresa Worowska. Warszawa 2002, Czytelnik, seria „Nike”.
W „TP” publikowaliśmy wybór z dziennika pisarza z ostatnich lat jego życia (nr 11/2000) oraz fragmenty „Księgi ziół” (nr 13/2002).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 30 (2768), 28 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl