Nr 30 (2768), 28 lipca 2002

 

 






               

 22 lipca: dawno temu w PRL-u



 
Historia podskórna PRL

 Z prof. Marcinem Kulą, historykiem rozmawia Krzysztof Burnetko

„Najważniejszym powodem upadku komunizmu była jego wewnętrzna i nieusuwalna słabość, sięgająca absurdu. Nie bez powodu współczesna młodzież postrzega komunizm – symbolizowany przez PRL – przez pryzmat terroru oraz właśnie śmieszności. Ale to oczywiście obraz mało realistyczny. Znakomita większość ludzi, którym przyszło żyć w PRL, nie żyła w nim na niby, lecz  naprawdę. Staraliśmy się  swoje życie ułożyć  możliwie trwale: jedni robili studia i stopnie naukowe, inni starali się wykonywać jak umieli pracę zawodową. Po ordery czy inne apanaże wypinano piersi i wyciągano ręce także na serio. Dzisiaj wielu udaje, że zawsze byli przeciw – a to bzdura”.
WIĘCEJ





 Tomasz Potkaj
 Mit Gierka: trochę kulawa Arkadia

Komunizm skończył się w Polsce ponad 13 lat temu. Ale zmarły przed rokiem Edward Gierek, pierwszy sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w latach 1970-1980, ma już swoją ulicę i rondo. Niedługo będzie mieć również swój pomnik, a wkrótce być może także instytut historyczny swojego imienia. Trwająca od paru lat nostalgia za tym najbardziej ludzkim z przywódców partyjno-państwowych „Polski Ludowej” jest dziś faktem społecznym: aż 56 proc. Polaków uważa, że najlepiej żyło im się właśnie „za Gierka”. WIĘCEJ





Między „Villa Tritone” a Neapolem

Wspomnienia Gustawa Herlinga-Grudzińskiego
nagrał i opracował Zdzisław Kudelski


W październiku 1996 roku nagrałem z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim kilka rozmów w Neapolu, które w przyszłości miały się złożyć na jego wspomnienia. Pisarz chciał, abym jego odpowiedziom nadał formę monologu, a powtórzenia usunął, tak aby całość była jego opowieścią o latach dzieciństwa i studiów, pobycie w łagrze i w armii gen. Andersa, czy wreszcie o latach spędzonych na emigracji w Rzymie, Londynie, Monachium i Neapolu.
Ponieważ byłem wówczas zajęty opracowywaniem kolejnych tomów „Pism zebranych” Herlinga (SW „Czytelnik”, t. 1–11, t. 12 w druku), dokończenie wspomnień w porozumieniu z autorem odłożyłem na później. Liczyłem również na to, że będę mógł zapytać jeszcze pisarza o rozmaite sprawy i jego opowieść uzupełnić. Żałuję, że nie zdążyłem tego zrobić i że autor „Innego Świata” nie mógł tekstu przeczytać i zaakceptować. Jego śmierć 4 lipca 2000 to uniemożliwiła. Mimo to uważam wspomnienia Gustawa Herlinga-Grudzińskiego za bardzo ważny dokument, który koniecznie powinien być opublikowany. Żonie pisarza Lidii Herling-Croce, córce Marcie Herling oraz synowi Benedetto Herlingowi serdecznie dziękuję za zgodę na publikację.

 

Zdzisław Kudelski

 

 Gustaw Herling-Grudziński z żoną Lidią
 i synkiem Benedettem, 1955 r.

„Szalenie mi się spodobała książka Stanisława Mackiewicza o Dostojewskim. On to chciał drukować w „Wiadomościach”, a Grydzewski nie chciał. Udało mi się przekonać Grydzewskiego, który miał do mnie zaufanie i zgodził się na druk. Mackiewicz mnie spotyka na jakimś przystanku, bo dosyć blisko siebie mieszkaliśmy w Londynie, i tym swoim wileńskim językiem: „Szanowny Panie i widzę, że jestem Panu wdzięczny i zobowiązany, że to dzięki Panu...” i tak dalej, i tak dalej. Muszę powiedzieć, że wcześniej za jakiś mój artykuł w swoim piśmie „Lwów i Wilno” pod nazwiskiem mnie skrytykował ostro i nazwał mnie „wujem w chacie”. Wiadomo, co to znaczy po polsku, po przestawieniu liter, więc to była ciężka obraza. 
Jak on mi tak dziękował, to ja powiadam: – No dobrze, ale Pan mnie tak strasznie nazwał. A on: – Niemożliwe, to jest niemożliwe, proszę Pana. Ja na to: – Mam tę przewagę nad Panem, że mój przyjaciel Ciołkosz wszystkie gazety przechowuje, więc ja pójdę do niego i ten numer wyciągnę. – No, proszę bardzo, ja mogę się założyć, że to jest niemożliwe. Załóżmy się o skrzynkę wina. – Doskonale, załóżmy się o skrzynkę wina. Jadę do Ciołkosza, znajduję ten numer, pokazuję mu i tego dnia wieczorem, ku zdumieniu wszystkich mieszkańców domu pisarza, w którym mieszkaliśmy wtedy, zajeżdża taksówka i Stanisław Mackiewicz taszczy skrzynkę wina, mimo że żył w bardzo trudnych warunkach. Wygrałem zakład”. WIĘCEJ









 „Wczesna godzina”

 nowy wiersz Wisławy Szymborskiej
 tylko w „Tygodniku Powszechnym”!














WIARA





„Tygodnik” przed pielgrzymką


ks. Adam Boniecki
Dzwony przyszłych papieży

16 grudnia 1948 r. wikary z Niegowici, wioski w pobliżu Gdowa, ks. Karol Wojtyła, uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim tytuł doktora św. Teologii. Dokładnie trzy miesiące później, 17 marca 1949 r., kardynał Sapieha przeniósł go do Krakowa i mianował wikarym kolegiaty św. Floriana.

 
Arcybiskup Karol Wojtyła
 konsekruje dzwony u św. Floriana

Rozpoczęła się wielka przygoda jego życia – duszpasterstwo młodzieży akademickiej. Obok cotygodniowych konferencji ks. Wojtyła organizuje zamknięte rekolekcje dla studentów w klasztorze kamedułów na Bielanach. W tym samym czasie ktoś inny prowadzi dla studentek takie same rekolekcje w Czernej, w domu sióstr karmelitanek. W konferencjach – wspominają uczestnicy – szczególne miejsce zajmowała problematyka światopoglądowa. (...) Zadzierzgnięte u św. Floriana więzy trwają do dziś. Obok śladów w ludzkiej pamięci, św. Florian cieszy się także materialnym śladem tamtej obecności – dzwonami. WIĘCEJ




Ks. Jan Kracik
Tam, gdzie Papież był wikarym

W sobotę, 20 sierpnia 1949 r. nowy wikariusz krakowskiej parafii św. Floriana, Karol Wojtyła ochrzcił pierwsze dzieci: dwie Barbary. Nazajutrz – oprócz niedzielnej służby Bożej – błogosławił małżeństwo Zygmunta i Janiny, pochodzących z rodzin kolejarskich. Równo – co do dnia! – 41 lat wcześniej odbyły się w tym kościele obrzędy pogrzebowe liczącego 59 lat dziadka ks. Karola, Feliksa Kaczorowskiego, rymarza z ulicy Długiej. (...) Jego wnuk zaczynał teraz duszpasterzowanie wraz z proboszczem i współwikariuszem, przy kościele wznoszącym się między dworcem głównym, Barbakanem a placem targowym na Kleparzu. Były robotnik z Solvayu i doktor teologii, a w przyszłości biskup i papież, miał odtąd przez dwa lata pracować przy świątyni, w której dziejach w niepowtarzalny sposób splatają się wątki plebejskie, akademickie i królewskie. WIĘCEJ



„Nad Twoją białą mogiłą”

Napis na tablicy z czerwonego granitu informuje, że 9 czerwca 1979, 22 czerwca 1983, 10 czerwca 1987, 13 sierpnia 1991, 9 czerwca 1997 i 17 czerwca 1999 Ojciec Święty Jan Paweł II modlił się tu za swoich rodziców, krewnych oraz wszystkich spoczywających na cmentarzu. Cmentarz Wojskowy w Krakowie, kwatera 6 wschód, grób 11. (...) „Moje lata dziecięce i chłopięce zostały wnet naznaczone utratą osób najbliższych. Naprzód matki, która nie doczekała dnia mojej pierwszej Komunii świętej. Ona chciała mieć dwóch synów: lekarza i księdza; mój brat był lekarzem, a ja, mimo wszystko, zostałem  księdzem...”

ABo WIĘCEJ


Karol Wojtyła z matką 


Tyniecka 10

W tym domu, w dwóch pokoikach z kuchnią na parterze, niemal w suterenie zamieszkali w 1938 r. ojciec i syn Wojtyłowie. Stamtąd Karol wyruszał na zajęcia uniwersyteckie do centrum Krakowa, stamtąd, z ojcem, wyruszyli na wędrówkę ludów 1939 roku, docierając aż do Sanu. Z Dębnik Karol wędrował do pracy do kamieniołomów na Zakrzówku, a potem do fabryki Solvay. W tym domu 18 lutego 1941 r. zastał ojca nieżywego, kiedy wrócił z kupionym dla chorego lekarstwem i przygotowanym przez Aleksandrę Kydryńską obiadem. 

ABo WIĘCEJ 





Gerhard Gnauck z Kijowa
Rewolucji nie będzie?

Komunizm się skończył i od niedawna złote kopuły klasztoru św. Michała i głównego kościoła Ławry Pieczerskiej, historycznego kompleksu kościelno-
-klasztornego Kijowa, błyszczą na nowo ponad miastem. Odbudowa Ławry ma symbolizować zwrot ku religii. Podobny cel przyświeca dekretowi prezydenta Kuczmy o restytucji majątku wspólnot religijnych: podpisany w marcu dekret ma doprowadzić do „ostatecznego przezwyciężenia negatywnych skutków totalitarnej polityki byłego ZSRR wobec religii”. WIĘCEJ


Gerhard Gnauck (ur. 1964), historyk i politolog, jest od 1999 r. korespondentem dziennika „Die Welt” w Warszawie, skąd pisze o Polsce i Ukrainie. Współpracuje też ze szwajcarskim dziennikiem „Neue Zürcher Zeitung”.








KRAJ I ŚWIAT


 


Nie chodzi o złagodzenie skutków kryzysu, ale o jego przezwyciężenie

Janusz A. Majcherek

Popyt i klimat

Stymulowanie efektywnego popytu konsumpcyjnego oraz inwestycyjnego grozi skierowaniem go na dobra importowane, a zatem wzrostem deficytu handlowego. Jak temu zapobiec? Na pewno nie doraźnymi metodami administracyjno-fiskalnymi. Trzeba sprawić, aby jak najwięcej nowoczesnych i atrakcyjnych towarów było wytwarzanych w kraju, czyli żeby to tu były lokowane inwestycje zagraniczne. Napływ kapitału inwestycyjnego z zagranicy prowadzi nadto do długofalowego wzrostu eksportu, nawet jeśli pieniądz ten nie ma charakteru produkcyjnego. Przez międzynarodowe sieci dystrybucyjno-handlowe trafia za granicę coraz więcej polskich wyrobów, sama tylko IKEA sprzedaje ich na świecie za 2,5 mld zł rocznie. Niestety, ani inwestycje zagraniczne, ani zwłaszcza ponadnarodowe sieci handlowe nie są w Polsce hołubione. Inwestorzy wolą Czechy i Węgry. WIĘCEJ




Bogumiła Berdychowska z Kijowa
Szalony pomysł Wiaczesława Briuchowieckiego

Zostać studentem Akademii nie jest łatwo: to jedyna uczelnia ukraińska, na której obowiązują anonimowe testy wstępne. Znajomości i łapówki, zmora innych szkół wyższych, na nic się nie przydają: liczy się wiedza i inteligencja. Aby studenci byli istotnie najlepszymi z najlepszych, „Mohylanka” zorganizowała sieć kolegiów: w Zaporożu, Feodosji, Doniecku, Czerkasach, Rożniwie, Siwerskodonecku, Chersoniu, Rohatyniu, Krzemieńcu, Tarnopolu; w Mykołajowie działa zaś filia Akademii. (...) „Mohylanka” jak żaden ukraiński uniwersytet otwarta jest na świat. Jej studenci muszą znać angielski, część wykładów odbywa się w tym języku. Interesujący jest dorobek Akademii we współpracy z partnerami japońskimi; przy Akademii działa Centrum Japońskie, specjalizujące się w zagadnieniach ekonomicznych. Wśród doktorów honoris causa uczelni znajdują się m.in. Zbigniew Brzeziński, Paul Ricoeur, Roman Szporluk czy Sergiej Awierincew. WIĘCEJ




Po wizycie prezydenta Kwaśniewskiego w Stanach Zjednoczonych 

Maciej Wierzyński z Nowego Jorku 
„Cudowna proamerykańskość”

Jak powiedział Bush, „Polska jest przykładem dla całej Europy. Jest silną demokracją z gospodarką rynkową, jest narodem przygotowanym do odegrania ważnej roli na światowej scenie”. W opuszczonej przez Rosję strefie, która rozciąga się od Odry po wschodnią granicę Ukrainy, nasz kraj ze swoim centralnym położeniem, potencjałem ludnościowym i gospodarczym świetnie nadaje się na regionalnego partnera USA. Okraszona tyloma miłymi słowami i gestami wizyta Aleksandra Kwaśniewskiego służyła, jak się wydaje, wypromowaniu Polski właśnie do tej roli. Pomijając wystawną otoczkę – oferta, jaką swojemu przyjacielowi (i jego krajowi) złożył prezydent Bush, jest jedną z tych kilku świetnych szans, jakie otrzymaliśmy w ostatnim dwunastoleciu. Nie wolno jej przegapić. WIĘCEJ

Autor jest redaktorem naczelnym nowojorskiego „Nowego Dziennika”
– największej gazety polonijnej.





Kryzys kultury politycznej w Niemczech

Żołnierze na wojnę, politycy na Majorkę
Joachim Trenkner z Berlina

Miejsce podporządkowania i konformizmu zajmują w społeczeństwie emancypacja i samookreślenie. Obywatel nie podchodzi już prostodusznie do autorytetów. Także krytyczna ocena nadużywania władzy czy niekompetencji jest ostrzejsza. Już w 1997 r. dwie trzecie ankietowanych deklarowało, że są niezadowoleni z polityków. Dzwonkiem alarmowym powinny być statystyki: liczba członków partii ciągle spada. Od 1991 r. SPD straciła 200 tys. członków, a CDU 150 tys., i choć w obu partiach zostało po kilkaset tysięcy „dusz”, to średnia wieku rośnie, a narybku brak. Zmieniają się też zachowania wyborców: w coraz mniejszym stopniu partie mogą polegać na wyborcach, którzy zgrzytali zębami, ale zawsze głosowali na Brandta czy Kohla. Rośnie też liczba tych, którzy w ogóle nie idą do urn. Jak klasa polityczna reaguje na te trendy? Na razie nie ma pomysłu. Być może niemieccy politycy najchętniej poszliby za radą, której poeta Bertolt Brecht udzielił kierownictwu komunistycznej Niemieckiej Republiki Demokratycznej po stłumieniu w czerwcu 1953 protestu tamtejszych robotników. „Najlepiej byłoby – ironizował Brecht – gdyby rząd rozwiązał naród i wybrał sobie inny”. Ale to nie zafunkcjonowało. Nawet wtedy, w socjalizmie. WIĘCEJ

Joachim Trenkner (ur. 1935) – były reporter tygodnika „Newsweek” i korespondent berlińskiej telewizji publicznej SFB w Europie Wschodniej (w l. 90. zastępca jej redaktora naczelnego). Stale współpracuje z „TP”.








KULTURA




O „Wyznaniach patrycjusza” Sándora Márai

Juliusz Kurkiewicz

Wspominać i milczeć

Lista wspaniałych talentów Sándora Márai jest długa: ma on zdolność łączenia zmysłowego opisu z wielką retoryką, jak Tołstoj, opisywania ludzkich charakterów z pasją zoologa obserwującego zachowania zwierząt, jak Proust i Balzac, żal za odchodzącym światem oddaje jak niewielu przed nim.
Nade wszystko jest jednak dwudziestowiecznym humanistą, młodszym bratem
Tomasza Manna. WIĘCEJ

Sándor Márai, „Wyznania patrycjusza”. Przekład i posłowie Teresa Worowska. Warszawa 2002, Czytelnik, seria „Nike”.




Drzeworyty i technika komputerowa: wystawa w Centrum „Manggha”

Agnieszka Sabor

Cień – ruch – odbicie

 
Hiroshige:
 „Ptak na gałęzi chińskiej róży”,
 1830-1834

Pozornie nic nie jest bardziej obce światu wyobraźni Hiroshige niż skomplikowana technika komputerowa, zimne, migające monitory albo mikrofon wywołujący echo naszego głosu. Artysta urodzony w Edo (dzisiejszym Tokio), w czasach, gdy Japonia unikała wszelkich kontaktów ze światem zewnętrznym, był uczniem szkoły ukiyo-e, która w malarstwie i drzeworycie widziała sposób na zatrzymanie tego, co w świecie krótkie, ulotne, niemal niezauważalne. Dokumentowała więc pracę i rozrywki japońskich mieszczan, ofiarując im – poprzez obrazy codzienności – poczucie ładu, porządku, harmonii. WIĘCEJ



„HIROSHIGE – MULTIMEDIALNIE”. Wystawa drzeworytów Hiroshige Utagawy oraz instalacji Aleksandra Janickiego otwarta została w krakowskim Centrum „Manggha” 11 lipca 2002, w dniu wizyty w Centrum cesarza Akihito i cesarzowej Michiko, którzy byli jej pierwszymi gośćmi; można ją oglądać do 27 lipca. 

 

Cesarz, Japonia i my – wydanie specjalne „Tygodnika”
 





Krakowski Letni Festiwal Operowy i poznańska premiera „Rigoletta”

Tomasz Cyz

Muzeum w teatrze i w plenerze

Plenerowa premiera „Rigoletta” w Poznaniu oraz spektakle VI Letniego Festiwalu Operowego w Krakowie pokazały, że opera to przede wszystkim muzeum, które niewiele znaczy. W którym o nic właściwie nie chodzi; czasem tylko można podziwiać piękny śpiew i samą muzykę. (...) „Opera jest pełnym sprzeczności produktem twórczości artystycznej” – pisał kiedyś Ernst Křenek. Także: sprawnym, choć nieco staroświeckim spektaklem („Straszny dwór”), widowiskowym i kolorowym koncertem (poznański „Rigoletto”), scenograficzną tandetą okraszoną czystą frazą („Trubadur”), próbą opowiedzenia czegoś ważnego i głębokiego („Tannhäuser”). Podczas odbywającego się we Wrocławiu Letniego Festiwalu Operowego widzowie mogli 12 lipca oglądać „Toscę” Pucciniego wędrując po mieście: kolejne akty opery rozgrywały się bowiem w gotyckim kościele św. Marii Magdaleny, barokowej Auli Leopoldyńskiej oraz na Wzgórzu Partyzantów. Ewa Michnik planuje w przyszłym roku wystąpić z premierą na Odrze; być może na statku płynącym po rzece. WIĘCEJ





37. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Karlowych Warach

Wojciech Kuczok

Nigdzie, czyli w Europie

Przed rokiem byliśmy w Karlowych Warach świadkami cudownych narodzin filmu prawdziwie kultowego – zwycięska „Amelia” właśnie tam rozpoczęła podbój światowej widowni. Tegoroczna edycja nie wyłoniła dzieła, które choćby zbliżyło się poziomem do przeboju Jean-Pierre Jeuneta. Wśród walczących o Kryształowy Globus twórców brakło znanych nazwisk ani też nie doczekaliśmy się eksplozji nowego talentu. Za to z niezwykłą siłą objawiła się, tak w konkursie, jak i w sekcjach „panoramicznych”, wieloetniczność współczesnego kina. Jakiekolwiek próby centralistycznego pojmowania światowej kinematografii – z Hollywood jako mekką komercyjnego przemysłu filmowego i Europą jako ostoją filmowej awangardy – biorą dziś w łeb. Nie sposób już nawet posługiwać się terminem kinematografii egzotycznych, skoro w powszechnym mniemaniu artystyczną palmę pierwszeństwa na świecie dzierży obecnie kino irańskie, zaś wśród laureatów największych światowych festiwali coraz częściej widzimy także Koreańczyków, Chińczyków, a nawet Hinduskę. Europejczycy zaś niejednokrotnie szukają inspiracji poza kontynentem. WIĘCEJ





Prof. dr hab. Przemysław Mroczkowski (28 VI 1915 – 12 VII 2002)

Marta Gibińska, Elżbieta Tabakowska
Pomnik z krwi i kości

 
Prof. Przemysław Mroczkowski, lata 60.

Dorobek naukowy Profesora Mroczkowskiego jest pomnikiem jego ogromnej wiedzy i kultury literackiej, pomnikiem wielkiego uczonego. Właśnie takie pomniki odlewa się ze spiżu. Ale w naszej pamięci zachowa się także obraz człowieka z krwi i kości – zbudowany z ulotnych słów, zapamiętanych fragmentów rozmów, z miarowych uderzeń dłoni o stół, wybijających rytm chaucerowskiego wiersza, który po kilkudziesięciu latach potrafimy zacytować... WIĘCEJ


Prof. Mroczkowski i „Tygodnik Powszechny”
Pierwszy tekst Przemysława Mroczkowskiego w „Tygodniku” to wspomnienie o jego mistrzu i twórcy polskiej anglistyki prof. Romanie Dyboskim, zamieszczone w 13. numerze „TP” z 1945 roku. Odtąd w każdym prawie roczniku naszego pisma znaleźć można artykuły prof. Mroczkowskiego. Pisał o Chaucerze, Dickensie i Conradzie, o kard. Newmanie i ruchu oksfordzkim, o biografii i twórczości Chestertona i Evelyna Waugh, o historiozofii Christophera Dawsona i o inscenizacjach sztuk Szekspira. Przedstawiał oksfordzkich uczonych, którzy – jak Tolkien i Lewis – na polu literatury okazali się mistrzami twórczej wyobraźni; w rozmowie opublikowanej w 1994 roku barwnie opowiadał o swoich kontaktach z kręgiem „Inklingów”. Tropił ślady żywej obecności chrześcijaństwa w życiu krajów anglosaskich; stąd reportaże z benedyktyńskiej szkoły w angielskim Downside czy z Notre Dame University w amerykańskim stanie Indiana. Pasjonowała go liturgia, czemu dał wyraz w esejach zebranych potem w tomie „Znaki na głębiach”. Literaturę zaś widział zawsze w związku z epoką, z nurtującymi ją ideami religijnymi i społecznymi. Był w „Tygodniku” od jego początków niezastąpionym ambasadorem kultury angielskiej, a zarazem orędownikiem szerokiej, newmanowskiej wizji chrześcijaństwa.

TF






Spory – polemiki

Łukasz Tischner

Dekonstrukcja i demagogia

(...) Zamiast „sporu–polemiki” na temat pokusy Syrakuz Markowski zaproponował hermeneutykę podejrzeń mającą na celu zdyskredytowanie świadków – Marka Lilli i niżej podpisanego, który tak łatwo dał się zbałamucić. Czy tym sposobem udało mu się osiągnąć cel – oczyścić z zarzutów Jacques’a Derridę i Michela Foucault? „Przypuszczam, że wątpię”, bo posłużył się zbyt grubymi nićmi. (...)

Kiedy czytałem polemikę Markowskiego, zadawałem sobie pytanie, dlaczego Lilla i ja widzimy problem, a on nie. Czemu powiada on o Foucaulcie: „że się mylił (któż tego nie robi?), że używał wątpliwych kryteriów opisu (kto używa niewątpliwych?)”, a potem bagatelizuje ekscytację rewolucją w Iranie? Czemu bierze za dobrą monetę list Derridy w sprawie de Mana? Czemu przymyka oczy na destrukcyjny potencjał myśli Foucaulta i Derridy, zwłaszcza w obszarze polityki? Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to przypuszczenie, że o tej różnicy decydują uczucia. Markowski wielbi Foucaulta i Derridę, Lilla i ja – nie. Przypomina mi się wiersz Szymborskiej: „Wiele zawdzięczam / tym, których nie kocham // Ulgę, z jaką się godzę, / że bliżsi są komuś innemu. / (...) Rozumiem, / czego miłość nie rozumie”. WIĘCEJ





Rzeczy prawdziwe i fantasmagorie

JADWIGA ŻYLIŃSKA
Waldemarsudde


 









FELIETONY





JÓZEFA HENNELOWA – Bez kropki nad i

 

EWA SZUMAŃSKA – Świat; Basen; Wydatki

ANDRZEJ DOBOSZ – Pieczywo było rańsze


MICHAŁ KOMAR –
O wyjaśnianiu


JACEK PODSIADŁO – Rzeczy żenujące i ruchy niegodne

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 30 (2768), 28 lipca 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia



Kronika religijna

 

Medytacja Biblijna

 

Ks. Mieczysław Maliński

 

Liturgiczne czytania tygodnia


Kobiety w Biblii


Komentarze

 

Przegląd prasy krajowej

 

Przegląd prasy zagranicznej

 

 

Notatki

 

Wśród książek

 

 

Listy 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl