Rewolucji nie będzie?

Gerhard Gnauck z Kijowa



Dekret prezydenta Leonida Kuczmy o restytucji majątku kościelnego, zrabowanego przez władze sowieckie, mógłby spowodować małą „rewolucję” w życiu religijnym na Ukrainie. Ale jest mało prawdopodobne, że wejdzie w życie.

Przesadzał zapewne XI-wieczny kronikarz Thietmar z Merseburga, gdy po wizycie w Kijowie pisał: „W tym wielkim mieście, które jest głową królestwa, jest ponad czterysta świątyń i osiem rynków”. Być może zamiast kościołów liczył on każdą kopułę, ale i tak panorama miasta musiała zapierać dech w piersiach. Było to wówczas centrum Rusi zwanej Kijowską, którą tak Ukraińcy, jak i Rosjanie uważają za początek swej państwowości. Wkrótce jednak hordy tatarskie zalały Ruś, rozpoczynając dzieło zniszczenia kijowskich świątyń, które wiele wieków później dopełnili bolszewicy. Katalog nowojorskiego Ukrainian Museum wylicza – zaznaczając, że lista jest niedokładna – 22 ważne kościoły i 10 wolno stojących dzwonnic w samym tylko Kijowie, które Sowieci zniszczyli między 1920 a 1941 r. Tylko do wybuchu II wojny światowej ponad 65 proc. wszystkich kościołów na sowieckiej Ukrainie zostało zniszczonych bądź zamienionych na muzea czy magazyny; po 1945 r. proceder trwał dalej. 
Komunizm się skończył i od niedawna złote kopuły klasztoru św. Michała i głównego kościoła Ławry Pieczerskiej, historycznego kompleksu kościelno-
-klasztornego Kijowa, błyszczą na nowo ponad miastem. Odbudowa Ławry ma symbolizować zwrot ku religii. Podobny cel przyświeca dekretowi prezydenta Kuczmy o restytucji majątku wspólnot religijnych: podpisany w marcu dekret ma doprowadzić do „ostatecznego przezwyciężenia negatywnych skutków totalitarnej polityki byłego ZSRR wobec religii”. Kuczma chciał, aby do maja powstała międzyresortowa komisja, która do września tego roku przedstawiłaby propozycje, „szczególnie dotyczące zwrotu byłych obiektów kultu i innego majątku kościelnego”, który dziś znajduje się w rękach państwa. Sfinansowanie planu miało być uwzględnione w budżecie państwa, a samorządom Kuczma „zalecał” dołączenie do procesu restytucji. Poza tym ministerstwo edukacji miało opracować propozycje, jak we współpracy z Kościołami i organizacjami religijnymi „włączyć wartości duchowno-moralne [tak w oryginale] w proces wychowawczy”. A media, zaznaczał Kuczma, powinny o tym obszernie informować.
Odgórne zalecenie, w duchu i języku z minionej epoki – to prawda. Ale mimo wszystko dekret mógłby znaleźć akceptację w 50-milionowym społeczeństwie, podzielonym etnicznie i wyznaniowo. Być może obejmowałby on także ukraińskich Tatarów (muzułmanów) oraz Żydów; ci ostatni mogą korzystać z wielkiej synagogi w centrum Kijowa.
Najbardziej widocznym wyrazem takiego myślenia była dotąd odbudowa klasztoru i kościoła św. Michała oraz kościoła Zaśnięcia NMP na terenie Ławry – państwo hojnie współfinansowało odbudowę tych świątyń, a zakończenie każdej z rekonstrukcji było dla władz okazją do podkreślenia, że państwo ukraińskie chroni narodowe dziedzictwo. Klasztor św. Michała i kościół Zaśnięcia NMP, datowane na lata 1108 i 1078, swój późniejszy kształt przyjęły w wieku XVII i XVIII. To właśnie błyszczący błękitem i bielą ukraiński barok uzmysławia, jak ważną rolę odgrywała Ukraina – na długo przed założeniem St. Petersburga – jako pogranicze i brama, przez którą do państwa carów napływały z Zachodu prądy i style w sztuce i kulturze. Barok ten cechuje też, niezwykła dla świątyń prawosławnych, mnogość małych wieżyczek, zdobionych ścian szczytowych i dekoracji, jak również malowidła ścienne na ścianach zewnętrznych, przedstawiające najczęściej postacie z historii kraju i Kościoła.
Klasztor św. Michała, z powodu pozłacanych, przywróconych dziś kopuł o łącznej powierzchni 782 metrów kwadratowych zwany „Pozłacanym”, komuniści wysadzili w latach 1935-36, w apogeum stalinowskich prześladowań Kościołów. Przedtem sowieccy naukowcy zakwestionowali wartość historyczną i średniowieczne pochodzenie budowli, co władzom posłużyło za dodatkowy pretekst. Zanim jednak klasztor wysadzono, część zabytkowych elementów, w tym bizantyjskie mozaiki i freski z XII w., zdemontowano i wywieziono do muzeów w Rosji, gdzie są do dziś. Wprawdzie pojawiają się głosy, domagające się zwrócenia ich narodowi ukraińskiemu, ale z politycznego punktu widzenia postulat ten jest raczej nierealny.
Na miejscu wysadzonego klasztoru powstać miały nowe budynki, mieszczące władze przeniesionej w 1934 r. z „proletariackiego” Charkowa do Kijowa stolicy Ukraińskiej SRR. Powstał jednak tylko monumentalny gmach obecnego MSZ. Podobnie jak niedawna odbudowa moskiewskiej katedry Chrystusa Zbawiciela – kiedyś wysadzonej przez Sowietów z myślą o zbudowaniu na jej miejscu gigantycznego „Pałacu Rad” – także odbudowę kijowskich świątyń można interpretować jako zwycięstwo religii nad komunizmem. Władze ukraińskie widziały w tym jednak coś więcej: mowa była o „fundamencie renesansu Ukrainy”.
Tajemnicą pozostaje do dziś zniszczenie świątyni Zaśnięcia NMP, należącego do kompleksu Ławry, jednego z ważniejszych obiektów prawosławia. Nazwa Ławra Pieczerska (od greckiego laure; to w prawosławiu nie tylko klasztor, ale klasztor o specjalnej randze) pochodzi od podziemnych grot, w których po założeniu klasztoru mieszkali mnisi, i które dziś można oglądać, podobnie jak zmumifikowane zwłoki zakonników. Po zajęciu Kijowa przez Wehrmacht w klasztorze stacjonowali niemieccy żołnierze, gdy 3 listopada 1941 r. eksplozja zniszczyła część kościoła. Wiele ukraińskich publikacji pozostawia dziś otwartą kwestię, czy winni byli Niemcy, czy to sowieccy partyzanci zaatakowali wojska okupanta. W każdym razie Niemcy współfinansowali teraz odbudowę kościoła.
Przed zniszczeniem uchowała się natomiast katedra św. Zofii, z wiekowymi mozaikami i freskami, oraz sąsiadujący z nią teren klasztorny. Datowana na pierwszą połowę XI w. świątynia była centrum kulturalnym Rusi Kijowskiej. W 1934 r. zamieniono ją na muzeum, dzięki czemu przetrwała komunizm, aby teraz stanąć w obliczu zupełnie innego zagrożenia: oto w historycznym centrum Kijowa zabudowywany jest dziś każdy metr; wielu polityków, w tym Kuczma, ma tu mieszkanie. Prowadzone w pobliżu kościoła prace mogą zagrozić statyce budowli. Pracownicy muzeum, które nadal znajduje się na terenie kościoła, wskazują na rysy na murach oraz na przechylającą się barokową dzwonnicę, którą w ostatnich latach musiano zabezpieczyć żelaznymi konstrukcjami. Świeże zaś rysy na murach spowodować miała budowa podziemnego garażu i basenu, które zatrzymały odpływ wody. 
Czy idący tak daleko w swych założeniach dekret prezydenta Kuczmy faktycznie przyspieszy zwrot budynków kościelnych? Stanisław Reczynskij, rzecznik kijowskiego metropolity Włodzimierza, wskazuje raczej na trwającą wówczas kampanię przed wyborami parlamentarnymi. Jak dotąd nie powołano nawet komisji międzyresortowej. Tymczasem zwrot własności pomógłby przede wszystkim różnym Kościołom finansowo stanąć na nogi; poprawiłby też materialną sytuację zakonników, których liczba na Ukrainie wzrosła w dekadzie 1990–2000 siedmiokrotnie (teraz jest ich ok. 5 tys., w 250 klasztorach).
Jakakolwiek restytucja musiałaby jednak uwzględnić jeden fakt: trwającą na Ukrainie „wojnę pozycyjną” między czterema największymi Kościołami kraju: Ukraińską Cerkwią Prawosławną Patriarchatu Moskiewskiego (jej metropolita krytykował podróż Jana Pawła II na Ukrainę w ubiegłym roku), Ukraińską Cerkwią Prawosławną Patriarchatu Kijowskiego, jeszcze jedną Cerkwią prawosławną (Autokefaliczną) oraz Kościołem greckokatolickim, podległym Watykanowi. Prawosławni „moskiewscy” dysponują wprawdzie największą liczbą parafii i klasztorów, ale większość wiernych zalicza się do prawosławnych „kijowskich”. 
Kuczma prowadził wobec skłóconych Kościołów politykę podobną do tej, jaką stosował wobec mniejszości narodowych: ostrożnego integrowania i harmonizowania. Jakiekolwiek decyzje w sprawie majątku – czyli także np. zwrot katedry św. Zofii któremuś z rywalizujących Kościołów – mogłyby sprowokować konflikt o skutkach międzynarodowych.


Przełożył WP

Gerhard Gnauck (ur. 1964), historyk i politolog, jest od 1999 r. korespondentem dziennika „Die Welt” w Warszawie, skąd pisze o Polsce i Ukrainie. Współpracuje też ze szwajcarskim dziennikiem „Neue Zürcher Zeitung”.




„Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie postępuje stosownie do rozporządzenia Prezydenta tego kraju »o niezbędnych działaniach co do ostatecznego przezwyciężenia negatywnych następstw totalitarnej polityki b. ZSRR wobec religii oraz przywrócenia praw Kościołów i organizacji religijnych«” – powiedział „Tygodnikowi” biskup pomocniczy Lwowa Marian Buczek. 
Natomiast greckokatolicki arcybiskup większy Lwowa, kard. Lubomyr Huzar ogłosił w kwietniu tego roku list do obywateli Ukrainy, w którym zajął stanowisko w sprawie zwrotu wiernym kijowskiego soboru św. Zofii (zwanego też soborem Mądrości Bożej). Rząd waha się, któremu z ukraińskich Kościołów przekazać tę zamienioną w czasach komunizmu na muzeum świątynię. 
Zdaniem kard. Huzara władze powinny przekazać sobór patriarsze na nowo zjednoczonego Kościoła ukraińskiego – gdy wszyscy prawosławni i katolicy, których korzenie sięgają chrztu Włodzimierza, powrócą do pierwotnej jedności z początków chrześcijaństwa na Rusi. Na razie – dopóki Kościoł ukraiński jest podzielony – ta „narodowa świętość” powinna pozostać własnością państwa, sobór jest bowiem duchowym symbolem jedności narodu ukraińskiego i ma dla niego szczególną rangę. Kardynał wskazuje na jeszcze jedną możliwość rozwiązania problemu: władze mogłyby zezwolić na stałe lub czasowe użytkowanie świątyni na zasadzie rotacji czterem działającym na Ukrainie Kościołom, które uważają się za spadkobierców niepodzielonego chrześcijaństwa ruskiego sprzed tysiąca lat – chodzi tu o wspólnotę greckokatolicką i trzy Cerkwie prawosławne: Patriarchatu Moskiewskiego, Kijowskiego oraz Autokefaliczną. „Należy przy tym zauważyć, że takie korzystanie ze świątyni za każdym razem będzie miało znaczny oddźwięk społeczny” – napisał kard. Huzar. MZ


„Rok temu do Kijowa przyjechali znajomi dziennikarze z BBC z Londynu. Chcieli obejrzeć sobór św. Zofii, a następnego dnia odlatywali do Anglii. Była pierwsza w nocy. Wyciągnięty ze swej kanciapy zaspany milicjant pilnujący soboru wysłuchał nas cierpliwie i uśmiechnął się ze zrozumieniem: »Rzeczywiście – być w Kijowie i nie widzieć Zofii... Ale nie siedźcie za długo«.
Weszliśmy na pogrążony w półmroku dziedziniec. Chodziliśmy cicho po śniegu, na który kolorowe cienie rzucały cerkiewne mozaiki. Ostrożnie mijaliśmy pamiątkowe kamienie ze starosłowiańskimi napisami, tulące się do ciemnych murów. 
Jeden z kijowian spytał dziennikarkę z Londynu: »Co by było, gdybyś w nocy próbowała zwiedzić British Museum?«. »Aresztowano by mnie w pięć minut«”. 

Andrzej Łomanowski, „Pocztówka z Kijowa”
(„Gazeta Wyborcza – Magazyn” z kwietnia 1994) 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 30 (2768), 28 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl