Prof. dr hab. Przemysław Mroczkowski (28 VI 1915 – 12 VII 2002)


Pomnik z krwi i kości

Marta Gibińska, Elżbieta Tabakowska



Dorobek naukowy Profesora Mroczkowskiego jest pomnikiem jego ogromnej wiedzy i kultury literackiej, pomnikiem wielkiego uczonego. Właśnie takie pomniki odlewa się ze spiżu. Ale w naszej pamięci zachowa się także obraz człowieka z krwi i kości – zbudowany z ulotnych słów, zapamiętanych fragmentów rozmów, z miarowych uderzeń dłoni o stół, wybijających rytm chaucerowskiego wiersza, który po kilkudziesięciu latach potrafimy zacytować...



Osiemnastego lipca koledzy, przyjaciele i uczniowie pożegnali Profesora Przemysława Mroczkowskiego. Jego odejście po długim i bardzo pracowitym życiu oznacza nieodwołalnie koniec pierwszego etapu rozwoju polskiej anglistyki, anglistyki XX wieku. Pionierem studiów anglistycznych w Polsce był Roman Dyboski. Przemysław Mroczkowski był jego uczniem, a potem kontynuatorem na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Urodził się w Krakowie 28 czerwca 1915 roku. Maturę o profilu ogólnohumanistycznym otrzymał w roku 1933 w IV Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Krakowie. W tym samym roku rozpoczął studia na filologii romańskiej na Wydziale Filozoficznym UJ; ukończył je w roku 1933, broniąc pracy magisterskiej pisanej pod kierunkiem prof. Władysława Folkierskiego. Jednocześnie rozpoczął studia pod opieką prof. Romana Dyboskiego na filologii angielskiej. Ten drugi kierunek ukończył dopiero po wojnie, uzyskując drugi tytuł magistra w roku 1946, już po śmierci prof. Dyboskiego.
Na początku wojny zmobilizowany do pułku artylerii ciężkiej, odbył kampanię wrześniową, potem powrócił do Krakowa, gdzie wkrótce został aresztowany i spędził kilka tygodni w więzieniu na Montelupich. Resztę okupacji przeżył z dala od Krakowa, zarabiając na życie lekcjami języków. Po wojnie pracował krótko jako anglista, najpierw w II Gimnazjum im. Jana III Sobieskiego, a potem jako lektor na AGH. W roku akademickim 1946/47 był stypendystą na uniwersytetach w Stanach Zjednoczonych i Anglii. Wyjazd zaowocował doktoratem, którego bronił pod opieką następcy Romana Dyboskiego, Władysława Tarnawskiego z końcem roku 1947. Wkrótce potem podjął pracę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie przez kilkanaście lat kierował anglistyką. Tam też w roku 1951 uzyskał habilitację. Do Krakowa powrócił w początkach lat 60.; od roku 1963 kierował reaktywowaną Katedrą Filologii Angielskiej, a od roku 1975 do 1981 pełnił funkcję dyrektora Instytutu Filologii Angielskiej. Na emeryturę przeszedł w roku 1985, pozostając czynnym naukowcem i nauczycielem akademickim jeszcze przez kilka lat. W roku 1998 w Auli Collegium Maius odbyło się uroczyste odnowienie doktoratu Profesora.
Był czynny również w Polskiej Akademii Nauk, a po przywróceniu działalności Polskiej Akademii Umiejętności został wybrany na członka czynnego PAU i energicznie zabrał się do organizowania Komitetu Neofilologicznego. Przez ostatnie cztery lata życia choroba nie pozwoliła mu, niestety, uczestniczyć w życiu naukowym Krakowa. 

Dorobek Profesora to przede wszystkim książki. Wymienić tu należy obszerną monografię o wielkim poecie czternastego wieku, Geoffreyu Chaucerze, opublikowaną po polsku i po angielsku; mistrzowskie opracowanie (tłumaczenie i redakcja) średniowiecznego poematu Langlanda „Widzenie o Piotrze Oraczu”; obszerne eseje o św. Franciszku i św. Tomaszu z Akwinu; tom szkiców „Szekspir elżbietański i żywy”; dwa tomy esejów historycznoliterackich „Katedry, łyki i minstrele” oraz „Dżentelmeni i poeci”; tom szkiców poświęconych Conradowi; dwa tomy poświęcone Chestertonowi. Należy tu też koniecznie wymienić „Zarys historii literatury angielskiej”, pierwszą po podręczniku Dyboskiego próbę syntezy dziejów literatury brytyjskiej. O tym, jak potrzebna była to pozycja, świadczą wznowienia, szczególnie to ostatnie, uzupełnione przez młodszych kolegów z Instytutu.
Główna droga naukowa Przemysława Mroczkowskiego wiodła przez średniowieczną Europę. Kultura i literatura tego okresu była największą i stałą fascynacją Profesora. Tu właśnie połączył swoją znajomość literatury francuskiej i angielskiej, tu najpełniej zaowocowało jego wykształcenie „podwójnego” filologa. Pisał o Chaucerze, który był Europejczykiem swojego czasu, ze znawstwem i ogromną erudycją, także z miłością, która pozwoliła mu przetłumaczyć wspaniałą „Opowieść Rycerza” z wielkim kunsztem i elegancją. Opracowanie trudnego wizyjno-alegorycznego poematu Langlanda jest jedną z ważniejszych pozycji w bibliografii europejskiej tego utworu. Liczne artykuły i eseje publikowane za granicą bardzo prędko znalazły uznanie wśród mediewistów europejskich i amerykańskich. Jego naukowe przyjaźnie przywiodły wielu uczonych do Krakowa, wykłady wybitnych naukowców były stałym punktem działalności krakowskiej anglistyki, umieszczając ją tym samym na mapie naukowej świata. Najbardziej pamiętnym wydarzeniem było zorganizowanie w roku 1977 w naszym Instytucie Międzynarodowego Sympozjum Anglistów-Mediewistów. Pozwoliło ono jego uczniom nawiązać pierwsze ważne, bo osobiste, kontakty naukowe.
Echa średniowiecza tropił Profesor w późniejszej literaturze angielskiej, szczególnie dziewiętnastowiecznej, poszukując ich w twórczości religijnej prerafaelitów, w twórczości i poglądach Chestertona, w nowoczesnym przetworzeniu myśli i wiary Newmana. Ideały średniowiecznej literatury wiodły go też do szukania prawdy i najwyższych wartości w prozie Józefa Conrada Korzeniowskiego i w twórczości T.S. Eliota, szczególnie w jego dramatach. Podziwiał i propagował twórczość C.S. Lewisa oraz Tolkiena, tego ostatniego polecając w obszernych recenzjach z polskich tłumaczeń ukazujących się we wczesnych latach 60.
Poważną pozycję w zainteresowaniach naukowych Profesora stanowił renesans. Był świetnym znawcą Szekspira, gruntownie obznajomionym z anglosaską krytyką wielkiego dramaturga. Owocem tego był tom esejów „Szekspir elżbietański i żywy” (1966). Szekspir Profesora był inny niż Szekspir Jana Kotta, czytany nie tyle z perspektywy wystawień we współczesnym teatrze, ile z perspektywy uczonego humanisty i filologa. Polski Szekspir był więc w latach 60. obecny bogato i wielorako. Szekspirowska fascynacja towarzyszyła Profesorowi do końca jego kariery: w roku 1992 wziął udział w sesji naukowej, w czasie której zostało zawiązane Polskie Towarzystwo Szekspirowskie. Stał się tym samym jego członkiem-założycielem, a wkrótce Towarzystwo mianowało Go członkiem honorowym.
W zainteresowaniach naukowych Profesora wysokie miejsce zajmowały myśl i twórczość Morusa, a szczególnie jego „Utopia”. Był członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Thomasa More’a, publikował na temat „Utopii”, także po francusku.
Opracowaniom naukowym towarzyszyły stale przekłady tekstów literackich, które były jednocześnie najlepszą popularyzacją literatury angielskiej. To Profesorowi zawdzięczamy w dużej mierze polską obecność Chestertona oraz poezji najważniejszego prerafaelity Dante Gabriela Rossettiego. Był też Profesor tłumaczem wykładów wielkiego dziewiętnastowiecznego kardynała Henry’ego Newmana. W uznaniu nie tylko roli Profesora w rozwoju filologii angielskiej, ale również jego niestrudzonej pracy popularyzującej kulturę i literaturę angielską w Polsce, przyznano mu wysokie odznaczenie brytyjskie, Order Imperium Brytyjskiego (OBE). 
Newman i Chesterton byli często przywoływani w dyskusjach i publikacjach Profesora na temat istoty katolicyzmu. Bowiem ważnym dopełnieniem dorobku Profesora Mroczkowskiego są jego publikacje na temat chrześcijaństwa. Zabierał wielokrotnie głos w sprawach liturgii, kształtu katolicyzmu, wiary i roli wiary w kulturze. W 1957 roku wydał „Znaki na głębiach”, tom esejów poświęconych liturgii.
Jeszcze jednym wątkiem dorobku Profesora był problem edukacji i nauczania uniwersyteckiego. Szczególnie bliska była mu oczywiście problematyka neofilologii na polskich uniwersytetach. Podkreślał absolutną konieczność wprowadzania wartości humanistycznych, wskazywał na najlepsze tradycje europejskie, a szczególnie na myśli Newmana na temat istoty kształcenia uniwersyteckiego. Sam miał okazję dwukrotnie własną postawą zademonstrować niezłomną wiarę w to, czym jest uniwersytet: było to w latach 1968 i 1980, kiedy wydarzenia polityczne wymagały niedwuznacznej definicji własnych przekonań. Profesor stał po stronie prawości, uczciwości, demokracji i wolności.

Oto wizerunek-legenda, wizerunek-pomnik, który z pewnością znajdzie się w licznych leksykonach i podręcznikach. Wizerunek znany tym, którzy czytali jego książki, słuchali jego wykładów i wystąpień na prestiżowych konferencjach. Profesor-nauczyciel zawsze wzbudzał szacunek swoją ogromną wiedzą i powagą. Ale w pamięci tych, którym dane było pracować pod jego kierunkiem lub zasłużyć na jego przyjaźń, zachował się także wizerunek inny: człowieka o wielkim poczuciu humoru, pięknym głosie, talencie aktorskim, nie pozbawionego też momentów gorszego nastroju i zwykłych ludzkich słabostek. Wymagał bezwzględnego uznawania uniwersyteckiej hierarchii i zasady decorum. Jego asystentkom, których młodość zbiegła się z okresem mody mini, trudno było czasem przyjąć żartobliwie uszczypliwe uwagi na temat ich makijażu czy stroju („Pani Elu, może dałoby się jakoś wyciągnąć średnią z tej spódniczki mini i płaszcza maxi?”). Nieraz zastanawialiśmy się, jak zareagowałby na zachowanie studenta, który na zajęciach żuje gumę lub zjawia się na egzaminie w szortach i sportowej koszulce („Panie Adamie, chyba ta koszula flanelowa w kratę nie jest odpowiednim strojem na seminarium?”).
Ale jednocześnie potrafił nas zaskakiwać radością życia, humorem i werwą podczas nieformalnych spotkań. Często inicjował wycieczki, głównie w podkrakowskie skałki – przedwojenny dżentelmen w sportowej koszuli i pumpach, z nieodłącznym archaicznym plecaczkiem. Miał wielki talent parodystyczny, lubił śpiewać i recytować. Jego ulubiona pieśń „Turcja, Turcja” znana była w jego wykonaniu na co najmniej dwu kontynentach. Ten aspekt jego osobowości miał zresztą ogromne znaczenie w inspirowaniu studenckiego teatru: zarówno w Lublinie, jak i w Krakowie odbywały się regularnie przedstawienia teatralne, w których Profesor niejednokrotnie sam brał udział. Wystawialiśmy głównie Szekspira. Chyba wszyscy jego uczniowie – teraz szacowni profesorowie różnych uniwersytetów i wykładowcy różnych szkół – wspominają te teatralne igraszki nie tylko jako świetną zabawę, ale i jako wielkie przeżycie edukacyjne i integracyjne. Na uniwersytecie w Bazylei wciąż jeszcze pamięta się występy Krakowskiego Teatru Anglistów z lat 70. Dziś na krakowskiej anglistyce uczymy Szekspira, zachęcając studentów do poznawania jego geniuszu przez próby inscenizacji i do dziś, mimo wszelkiej „postmoderny”, takie zajęcia spotykają się z entuzjazmem studentów.
Renesansowa maksyma „dulce et utile” była jego życiową zasadą, którą i nam wpajał. Uczyć i bawić – w pracy i w życiu. Przepisywanie „po godzinach” tekstów Newmana na maszynie do pisania, w którą wkręcaliśmy niezliczone przebitki, to niewątpliwie było „utile”. Poznawanie brytyjskiej kultury podczas sławetnych Christmas Parties w Krzysztoforach, gdzie podawano Christmas pudding – to było „dulce”.
„Interdyscyplinarność” i „globalizm” to dziś powszechnie używane (i nadużywane) słowa-klucze. Dla Profesora Mroczkowskiego miały prawdziwy sens: będąc już na emeryturze, zainicjował nieformalne spotkania naukowe, znane jako Klub Mediewistów, integrujące wiele nauk. Spotykaliśmy się w latach 80. w ciasnym pokoiku Profesora w Collegium Paderevianum, czasem w gościnnym gabinecie ś. p. prof. Wojciecha Bartla w Katedrze Historii Prawa lub w Instytucie Historii u prof. Jerzego Wyrozumskiego, by przy herbacie rozmawiać o cywilizacji średniowiecza i jej promieniowaniu na późniejsze epoki historii Europy. Dzięki inicjatywie Profesora młodzi humaniści mogli nie tylko wysłuchiwać referatów najznakomitszych profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale z nimi rozmawiać, wspólnie myśleć i nie bać się wymieniać poglądów. W spotkaniach tych uczestniczyli m.in. profesorowie Zofia Włodkówna, Anna Drzewicka, Anna Różycka-Bryzek, Tadeusz Ulewicz, Lech Kalinowski, Władysław Stróżewski, Marian Plezia. Była to najwspanialsza „szkoła habilitacyjna”.

Dorobek naukowy Profesora Mroczkowskiego jest pomnikiem jego ogromnej wiedzy i kultury literackiej, pomnikiem wielkiego uczonego. Właśnie takie pomniki odlewa się ze spiżu. Ale w pamięci tych, którzy Profesora znali i którzy mieli szczęście obcować z nim na co dzień, zachowa się także obraz człowieka z krwi i kości – pomnik wystawiony nieprzeciętnym talentom i nieprzeciętnej osobowości, zbudowany z ulotnych słów, zapamiętanych fragmentów rozmów, z miarowych uderzeń dłoni o stół, wybijających rytm chaucerowskiego wiersza, który po kilkudziesięciu latach potrafimy zacytować...

Autorki są anglistkami, uczennicami prof. Przemysława Mroczkowskiego, a obecnie profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego. Marta Gibińska jest dyrektorem Instytutu Filologii Angielskiej UJ. Elżbieta Tabakowska kieruje Podyplomowym Studium dla Tłumaczy przy UJ; w swoim dorobku ma m. in. przekłady „Bożego igrzyska” i „Europy” Normana Daviesa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 30 (2768), 28 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl