Idź tam, gdzie nie chcesz

Piotr Wierzchosławski




Henri J. M. Nouwen był człowiekiem paradoksu. Mając predyspozycje rodzinne, społeczne, intelektualne, aby odnosić sukcesy i piąć się po szczeblach społecznej hierarchii, przez całe życie szukał czegoś, co poprowadziło go drogą
w dół...




Henri J.M. Nouwen, „Kielich życia”,
przekład Justyna i Jan Grzegorczykowie,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2002


Urodzony w Holandii, w rodzinie pełnej miłości i dostatku, Nouwen zostaje księdzem, potem profesorem na uczelniach Notre Dame, Yale i Harward, a z czasem staje się jednym z najbardziej wziętych współczesnych autorytetów w dziedzinie duchowości. Spod jego pióra wychodzi blisko trzydzieści książek, umiejętnie łączących wiedzę psychologiczną i wyostrzoną – rzec można: współczesną i światową – wrażliwość z teologią i kontemplacją. Mimo uniwersyteckich sukcesów i szerokiego uznania, nie potrafi jednak zamknąć się w skostniałym i nastawionym na rywalizację środowisku akademickim. Ostatecznie porzuca uniwersytecką katedrę, by najpierw przez dwa lata żyć jako tymczasowy członek wspólnoty zakonnej w klasztorze trapistów w opactwie Genesee w stanie Nowy Jork, a następnie szukać miejsca wśród najuboższych mieszkańców Boliwii, Peru i Nikaragui. Prawdziwy przełom w jego życiu następuje po rocznym pobycie we wspólnocie Arki w Trosly we Francji, gdzie przebywa na zaproszenie Jeana Vanier. Wkrótce potem decyduje się związać z podobną wspólnotą działającą w Daybreak, niedaleko Toronto – i w niej pozostaje do końca życia.
Adam, Bill, Michael, Tracy, Susane, Loretta, David, Francis, Patrick, Janice, Carol, Gordie, George i wiele innych osób z upośledzeniem umysłowym, z którymi zaprzyjaźnił się w Daybreak, stało się dla Henriego „więcej niż przyjaciółmi” – nieodłączną częścią codziennego życia, chociaż nigdy żadne z nich nie przeczytało jego książki, ani nie odbyło uczonej dyskusji o związkach między teologią i psychologią. Czas spędzany z nimi był czasem „modlitwy, milczenia i cichej zażyłości”. Odprawiał dla nich Eucharystię, a ponadto – jak inni asystenci z Arki – opiekował się głęboko upośledzonym Adamem: budził go rano, mył mu zęby, kąpał, golił, podawał śniadanie. Życie modlitwą i więzią z osobami, które dawały mu pokój, kochały go i ufały, przepełniało go niezwykłą radością, pomagając mu zarazem odkryć, że radość może ukrywać się nawet w smutku.
Ale Arka była też dla Nouwena najtrudniejszą „podróżą duchową”, zejściem na dno własnych ciemności poprzez spotkanie z cierpieniem. Jak wielu innych, przeżywał tam lęki, zmartwienia, momenty wewnętrznej ciemności, smutku, niepewności o przyszłość: „Ostatnią rzeczą, której się spodziewałem, idąc do wspólnoty Daybreak, było właśnie doświadczenie otchłani, doświadczenie rozdarcia od wewnątrz”.

Czyj to kielich?

„Kielich życia” jest jedną z pięciu książek napisanych przez Nouwena w ostatnim roku życia i jedyną, jaką Autor zdążył zobaczyć w druku przed śmiercią. W książce tej, w metaforycznym skrócie, zawiera się całe życie Nouwena, jego wewnętrzna droga duchowego rozwoju od dzieciństwa po zgodę, „by pójść tam, dokąd nie chciał”, w wieku dojrzałym.
Tytuł oryginału stawia wprost najważniejsze pytanie: Can You Drink the Cup? „Czy możecie pić kielich, który ja mam pić?”. Pytanie to stanęło po raz pierwszy przed Nouwenem pod koniec szóstego roku życia, kiedy odkrył w sobie wielkie pragnienie zostania księdzem. Od tego czasu będzie ono na różne sposoby do niego powracać. Niekiedy będzie to pytanie o kielich radości, komunii i świętowania, kiedy indziej – o kielich smutku, a nawet rozpaczy... Patrząc w dno kielicha swego życia – jako dojrzały mężczyzna i kapłan – dostrzegał tam wciąż młodzieńczą potrzebę afirmacji, poczucie żałoby z powodu śmierci bliskich i przyjaciół oraz „głęboki smutek” niespełnienia, że nie stał się tym, kim chciał być, że Bóg, do którego tyle się modlił, nie dał mu tego, czego najbardziej pragnął. Smutek ten jednak nie przytłaczał go i nie zamykał w samym sobie. Smak własnego smutku pozwolił mu widzieć smutek nie tylko jego małej wspólnoty, ale także „całego miasta, kraju i świata”. Był to smutek bezdomnych, smutek młodych ludzi umierających na AIDS, smutek tysięcy tych, którzy żyją w więzieniach, zakładach dla chorych psychicznie i domach opieki społecznej. Był to smutek dzieci bez rodziców, wałęsających się na ulicach Sao Paulo „niczym sfory wilków”, chłopców i dziewcząt sprzedawanych jako prostytutki w Bangkoku, zagłodzonych więźniów wojennych i zabitych w okrutnych wojnach i konfliktach etnicznych...
Ogromna osobista wrażliwość i podatność na zranienia Nouwena łączyły się w nim z przenikliwym zmysłem obserwacji i rozumienia rzeczywistości świata. Pozwoliły mu połączyć cierpienie osobiste z cierpieniem ludzkości. Nouwen nie szukał ucieczki lub kompensacji własnego cierpienia. Na pytanie „Czyj jest to kielich?” jego odpowiedź brzmiała: „To nasz kielich, kielich ludzkiego cierpienia. Dla każdego z nas smutek jest czymś głęboko osobistym. Ale dla każdego z nas smutek ma również wymiar uniwersalny”.

Człowiek smutku

Taka postawa prowadziła go do szczególnej więzi z „człowiekiem smutku”: „Jezus, człowiek smutku, i my, ludzie smutku, wisimy tam między niebem a ziemią, wołając: „Boże nasz, Boże, czemuś nas opuścił?” W świecie ludzkiego cierpienia pytanie Jezusa skierowane do przyjaciół: „Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” brzmi jak testament. Przyjaciele Jezusa odpowiadają, że tak, „ale nie mają pojęcia, o czym On mówi”. Kielich Jezusa jest bowiem „kielichem smutku nie tylko Jego własnego, ale smutku całej ludzkości”. Jest to kielich „pełen fizycznego, umysłowego i duchowego cierpienia, głodu, tortur, osamotnienia, porzucenia i straszliwego cierpienia.” „To kielich pełen goryczy. Kto chciałby go wypić?”
Dla ludzi pragnących iść za Jezusem bardzo cenne jest przypomnienie, że także Jemu nie było łatwo ująć kielich, który miał wypić za zbawienie świata. Mimo samotnej nocy cierpienia i agonii „Jezus nie odrzucił kielicha w rozpaczy. Nie, chwycił go w dłonie, pragnąc wypić do dna”. Nie był to jednak – tak często spotykany w życiu duchowym pozbawionym kontemplacji i prawdziwej komunii – „pokaz siły woli, nieugiętej determinacji czy wielkiego heroizmu”. W miejsce bohaterstwa lub ślepego posłuszeństwa, było to „głębokie duchowe »tak« wypowiedziane wobec Ojca, którego ukochało Jego zranione serce”.
Więź z Ojcem okazuje się jedyną siłą, która pozwoliła Jezusowi i pozwala nam również „przyjąć” w życiu „to wielkie tak”. Bo, jak zauważa Nouwen: „Kto potrafi powiedzieć »tak«, skoro nie usłyszał głosu miłości? Kto potrafi powiedzieć »tak«, skoro nie ma Ojca, do którego mógłby się zwrócić? Kto może powiedzieć »tak«, skoro nie zaznał chwili pocieszenia?” W ten sposób pośród smutku pojawia się pocieszenie, w ciemności światło. „Kielich smutku, jakkolwiek to zupełnie niepojęte, jest także naczyniem radości. Dopiero gdy odkryjemy to w naszym życiu, możemy myśleć o jego wypiciu”.

Gatunki wina

Wino jest zatem metaforą i synonimem życia... Symbolem odkrywania prawdy o własnym życiu jest w książce obraz celebracji wina w domu rodzinnym. Wuj Henriego, Anton, za każdym razem degustujący i oceniający podane na rodzinny stół wino, staje się symbolem refleksji nad życiem, jakie ono jest, jaki ma sens, jaki jest jego smak... „Co dano mi do picia? Co znajduje się w moim kielichu? Czy to coś dobrego dla mnie? Czy to da mi zdrowie?”
„Kielich życia” to książka o dojrzewaniu, o szczególnej drodze człowieka i księdza, który pragnie upodobnić się do swego Mistrza, „pić z jego kielicha”, pójść za nim do końca, by wreszcie odkryć go w ubogim, cierpiącym i w swoim własnym cierpieniu, w swojej słabości i podatności na zranienia. Jest to książka o przeżywaniu życia w całym jego smaku, jego pełni i prawdzie, a zarazem książka o tożsamości, o wewnętrznej prawdzie, którą się kontempluje, odkrywa, podtrzymuje i ukazuje światu.
„Tak jak istnieją niezliczone gatunki wina, tak też mamy do czynienia z niezliczonymi rodzajami życia. Nie ma dwóch takich samych. Często porównujemy swoje życie z życiem innych, próbując rozstrzygnąć, czy wiedzie się nam lepiej czy gorzej. Jednak takie porównywanie niewiele nam da. Musimy przeżyć własne życie, a nie czyjeś. Musimy uchwycić własny kielich. Musimy zdobyć się na odwagę, by powiedzieć: »To moje życie. To życie mi dano i właśnie to muszę przeżyć, najlepiej, jak potrafię. Nikt inny go nie przeżyje. Mam swój życiorys, swoją rodzinę, swoje ciało, swój charakter, swoich przyjaciół, swój sposób myślenia, mówienia i działania – tak mam własne życie do przeżycia...«”

Ogród młodości

„Kielich życia” zawiera w sobie także ukrytą i dyskretną duchową pedagogikę, bardzo zbliżoną do pedagogiki i antropologii Jeana Vanier. Podobnie jak w refleksji założyciela wspólnot Arki, także u Nouwena bardzo ważną rolę dla zrozumienia własnego życia odgrywa historia nas samych, zwłaszcza dzieciństwo, nasze pierwsze doświadczenia i wybory. Nie chodzi tu o naiwny determinizm albo sentymentalną tęsknotę za dzieciństwem, a raczej o świadomość ciągłości życia, poznawczy realizm, ale i głębokie poczucie własnej tożsamości, dające nadzieję i pragnienie rozwoju. „Kielich życia” to biografia duchowa Nouwena, w której dzieciństwo, dojrzałość i nadchodząca starość stanowią jedność tego samego życia, tej samej drogi będącej odpowiedzią na usłyszane w dzieciństwie wezwanie. Podobnie jak dla Jeana Vanier czy Karola Wojtyły, dzieciństwo i młodość są momentem rozpoczęcia życiowej podróży, poszukiwania i odkrywania prawdy, która nadaje kształt, harmonię i sens całemu życiu. Jest to czas przyjęcia powołania, czas pierwszej próby „uchwycenia własnego kielicha”, nabrania zaufania do własnych pragnień, wyborów i decyzji. Dokonuje się to także dzięki postawie otoczenia, przez spotkanie z kimś, kto rozpozna w dziecku – jak wuj Anton gatunek i rocznik wina – jego imię, dar i tajemnicę, kto podtrzyma jego marzenia, potraktuje poważnie, z szacunkiem, miłością i zaufaniem. Taką osobą dla Vaniera był jego ojciec, a później ojciec Thomas Philippe OP, dla Karola Wojtyły ojciec, Jan Tyranowski, kardynał Sapieha, zaś dla Nouwena osobą tą była przede wszystkim... babcia z strony matki. „Zręczna organizatorka, zbudowała wielki dom towarowy, gdzie moja matka pracowała na niepełnym etacie jako księgowa i gdzie mogłem swobodnie biegać, korzystając ze wszystkich wind, i bawić się w chowanego z młodszym bratem”. Cudowny i pełen niewinności „ogród młodości” w niczym nie zapowiadał życia w popękanym i spragnionym świecie, w którym przyjdzie żyć Nouwenowi, świata, w którym będzie wykładał, pełnił posługę kapłańską, budował więzi między ludźmi bogatymi i biednymi. Czas dzieciństwa wyposażył go hojnie „w bezcenne dary na resztę życia: radosnego ducha, głębokiego oddania Jezusowi i Maryi, prawdziwego pragnienia modlitwy, wielkiej miłości do teologii i duchowości, dobrej znajomości języków nowożytnych, poważnego zainteresowania Pismem świętym i wczesnochrześcijańskimi pisarzami, entuzjazmu do głoszenia kazań i silnego poczucia własnego powołania.” Był to czas utwierdzenia i miłości: „Moja babka ze strony matki, dziadkowie ze strony ojca, rodzice, przyjaciele i nauczyciele – wszyscy zachęcali mnie do tego, bym zaufał swemu pragnieniu życia z Jezusem dla innych ”.
Wewnętrzna przemiana człowieka i kapłana, prowadziła go także do zmiany stylu i sposobu życia, do społecznego zaangażowania. Przemianę tę symbolizują w książce dwa kielichy. Każdy z nich wyraża inną duchowość i styl życia, inny aspekt, etap i wymiar tej samej życiowej prawdy, tej samej życiowej drogi. Pierwszy kielich to „puchar niezwykle piękny, wykonany przez znanego holenderskiego złotnika, ozdobiony diamentami mojej babki”. Ornamenty zdobiące kielich mówią same za siebie: „Jego nóżkę tworzył krucyfiks przechodzący w drzewo życia, z którego wyrastały pokrywające węzeł i czarę złote liście i grona. Wokół podstawy wyryto łacińskie słowa: „Ego sum vites, vos palamites”, co znaczy „Ja jestem krzewem winnym, a wy latoroślami”. Kielich ten dostał od wuja Antona (także księdza). Był on darem od babki, która nie doczekała dnia święceń kapłańskich oraz wyrazem wdzięczności za nowego kapłana w rodzinie. Jednak po trzydziestu siedmiu latach kapłaństwa „ozdobny puchar wuja” przestał wyrażać to, czym Henri żył obecnie. Przechowywał go jednak nadal w zakrystii kaplicy wspólnoty Arki, często pokazując go przyjaciołom i gościom. Ale „cenny złoty puchar, który mógł być dotykany i używany jedynie przez wyświęconego kapłana” Nouwen zastąpił „wielkimi szklanymi kielichami, w których widać wino i z których mogą pić wszyscy”. Te nowe kielichy miały mówić „o nowym wizerunku kapłaństwa i człowieczeństwa”. Ekstazę bycia sam na sam z Jezusem przeżytą podczas pierwszej prymicyjnej eucharystii, zastąpiła obecność wspólnoty, w której sercu znajdują się ludzie ubodzy, osoby z upośledzeniem umysłowym.
W ten oto sposób „Kielich życia” wprowadza nas w tajemnicę życia i serca człowieka, kapłana, który uczynił je darem dla innych, ludzi różnych narodów, kultur i wyznań, o różnym statusie majątkowym i społecznym. „Dobrze uchwycone życie jest byciem dla bliźnich. Przestajemy się zastanawiać, czy nasze życie jest lepsze czy gorsze od innych, i zaczynamy wyraźnie widzieć, że żyjąc dla drugich, nie tylko uznajemy własną indywidualność, ale także zaznaczamy swoje niepowtarzalne miejsce w mozaice ludzkiej rodziny”. Życie i doświadczenie Henri J. M. Nouwena, przesłanie jego książek, wydają się szczególnie aktualne i potrzebne dla odnowy Kościoła i życia społecznego poprzez uzdrowienie i wyzwolenie naszego zalęknionego i stłamszonego życia wewnętrznego, poprzez odnalezienie, rozpoznanie i przyjęcie jego jedynego, niepowtarzalnego smaku. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 29 (2767), 21 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl