Tak tworzy się mit

Jan Paweł Jędrzejewski z Irlandii Północnej




Nakręcony w trzydziestą rocznicę „krwawej niedzieli” film Paula Greengrassa „Bloody Sunday” – zapewne jedno z najciekawszych dzieł wyświetlanych obecnie na ekranach polskich kin – odebrany został w Irlandii Północnej i w całym Zjednoczonym Królestwie w sposób bardzo niejednoznaczny.



Święta narodowe, symbole, jubileusze – te upamiętnione w kalendarzu świadectwa doświadczeń społecznych i narodowych dla jednych znaczą mniej, dla innych więcej; czasem stanowią okazję do oficjalnych celebracji, czasem pretekst do zorganizowania festynu czy gremialnego wyjazdu poza miasto, czasem po prostu mijają niezauważone i z roku na rok coraz bardziej odchodzą w niepamięć. Ten naturalny, mogłoby się zdawać, proces przekształcania się zbiorowej pamięci w historię wszędzie chyba w Europie wygląda mniej więcej tak samo – wszędzie oprócz Irlandii. Na Szmaragdowej Wyspie jest inaczej: szczególnie w północnej jej części rytm pór roku odmierzany jest rytmem historycznych rocznic. Co roku w lipcu oglądamy na ekranach telewizorów parady probrytyjskich protestanckich unionistów, świętujących rocznicę zwycięskiej bitwy, którą król Wilhelm III stoczył w roku 1690 nad rzeka Boyne z armią zdetronizowanego dwa lata wcześniej katolickiego króla Jakuba II Stuarta. Wielkanoc to z kolei święto irlandzkich nacjonalistów, w zdecydowanej większości katolików – wspominają oni wtedy rocznicę krwawo przez brytyjskie władze stłumionego powstania (unioniści powiedzieliby zapewne „rebelii”), jakie wybuchło w Dublinie w Poniedziałek Wielkanocny roku 1916. Kalendarz historii tworzy się zresztą dosłownie na naszych oczach: w roku 1998 do listy irlandzkich rocznic wpisany został przecież Wielki Piątek, dzień podpisania historycznego porozumienia, które miało przynieść pokój Irlandii Północnej. Swoje dni mają poszczególne środowiska, społeczności, kościoły, grupy zawodowe, miasta...

Miasto, które pamięta

Dla drugiego co do wielkości miasta sześciu hrabstw, Londonderry (zwanego przez jego katolickich mieszkańców „Derry”), jedną z takich kluczowych rocznic jest 30 stycznia – rocznica dnia, w którym w 1972 roku od strzałów grupy brytyjskich komandosów zginęło w czasie demonstracji w ubogiej katolickiej dzielnicy Bogside trzynastu manifestantów. Co dokładnie zdarzyło się tego tragicznego dnia, który przeszedł do historii Irlandii Północnej pod nazwą „krwawej niedzieli”, w szczególności zaś co bezpośrednio doprowadziło do wybuchu strzelaniny, nikt do końca nie wie – nie wiadomo, kto pierwszy kogo zaatakował i kto pierwszy do kogo otworzył ogień; nie jest jasne, czy był to akt agresji ze strony brytyjskich żołnierzy, czy też rezultat prowokacji ze strony uzbrojonych republikańskich bojówek. Śledztwo sądowe rozpoczęte natychmiast po wydarzeniach „krwawej niedzieli” oczyściło wprawdzie wkrótce wojsko brytyjskie z zarzutów, ale werdykt ten nie został, przede wszystkim przez irlandzkich nacjonalistów, uznany za wiarygodny; widziano w nim nie próbę dotarcia do prawdy historycznej i identyfikacji osób winnych tragedii, a jedynie przejaw dążenia do pospiesznego załatwienia i odłożenia ad acta wstydliwego dla rządu brytyjskiego problemu. W efekcie „krwawa niedziela” obrosła dla nacjonalistów, w szczególności zaś dla nacjonalistów z Londonderry, w legendę, by nie powiedzieć w mit: dzień 30 stycznia 1972 roku stał się dla nich nie tylko dramatycznym symbolem trwania brytyjskiej ekspansji militarnej w Irlandii, ale i kwintesencją niesprawiedliwości, z jaką byli oni traktowani przez cale dziesięciolecia historii Irlandii Północnej.
Trudno byłoby zresztą w sześciu hrabstwach o miejsce bardziej niż Londonderry skłaniające do myślenia w kategoriach symboli. To sięgające swą historią szóstego wieku miasto, w dzisiejszym kształcie zbudowane na początku siedemnastego wieku przez osadników z Londynu, to nie tylko drugi co do wielkości ośrodek miejski Irlandii Północnej, ale również pod wieloma względami miasto w tej prowincji najciekawsze, tak od strony swej historii, jak i obecnych i dawnych realiów społeczno-ekonomicznych, a nawet malowniczego położenia na pagórkowatych brzegach estuarium wpadającej poniżej miasta do Atlantyku rzeki Foyle. Wsławione w pamięci ulsterskich unionistów przetrwaniem piętnastotygodniowego oblężenia przez wojska Jakuba II wiosną i latem 1689 roku, Londonderry rozwinęło się w wieku osiemnastym i dziewiętnastym jako centrum handlowe, administracyjne i kulturalne zachodniej części prowincji, a także jako ważny port i znaczący ośrodek przemysłu włókienniczego. Po podziale Irlandii na początku lat dwudziestych naszego stulecia rola Londonderry zmalała: przebiegająca zaledwie kilka kilometrów na zachód od miasta granica brytyjsko-irlandzka, przez długie lata dość szczelna i rygorystycznie kontrolowana, odcięła Londonderry od części ciążących ku niemu ekonomicznie i kulturalnie rejonów wiejskich, w szczególności zaś od rozległego i dość ludnego hrabstwa Donegal, leżącego na północno-zachodnim krańcu wyspy. W rezultacie rozwój gospodarczy miasta został na długie dziesięciolecia zahamowany; dopiero postępujący proces integracji europejskiej, przejawiający się między innymi w całkowitym niemal otwarciu granicy między Irlandią Północną a Republiką Irlandii, wprowadził Londonderry, w ciągu ostatnich kilkunastu lat, na drogę bardziej dynamicznego rozwoju. Mimo tego jednak Londonderry wciąż jeszcze jest postrzegane, tak w skali ogólnobrytyjskiej jak i w porównaniu z innymi miejscowościami w Irlandii Północnej, jako miasto trudne – po części zapewne dlatego, że faktycznie wciąż jeszcze sprawdzają się tu – albo do bardzo niedawna się sprawdzały – liczne stereotypy, według których często postrzega się Irlandię Północną w Zjednoczonym Królestwie i poza jego granicami. Jest to miasto, w którym ilościowo dominuje wprawdzie zdecydowanie uboga na ogół społeczność katolicka, ale gdzie nieproporcjonalnie duże znaczenie w życiu publicznym, społecznym, ekonomicznym i kulturalnym przez długie lata mieli znajdujący się w mieście w mniejszości protestanci. To tu właśnie przez długie lata tak manipulowano większościowym systemem wyborczym do władz lokalnych, by zarząd miasta był zdominowany przez unionistów; tu nastąpiła geograficzna polaryzacja miasta, w efekcie której katolicy całkowicie niemal zdominowali jego wyraźnie uboższą część lewobrzeżną, protestanci zaś elegantszą, zamożniejszą dzielnicę prawobrzeżną; tutaj też świadectwo historii daje nawet sama topografia miasta, w którym stare, dostojne protestanckie centrum, otoczone bastionami potężnych murów obronnych, na których po dziś dzień dumnie stoją pamiętające minione stulecia armaty, wznosi się o dobrych kilkadziesiąt metrów ponad zaniedbanymi domami katolickiego Bogside... Czy można się więc dziwić, że w takim właśnie mieście wspomnienie „krwawej niedzieli” odcisnęło się w pamięci jego mieszkańców piętnem szczególnie wyrazistym?

Żywe podziały

Głębokiego wstrząsu, jakim dla nacjonalistów z Londonderry była „krwawa niedziela”, nie złagodziły również minione trzy dekady – trudno byłoby się zresztą tego spodziewać, zważywszy że przez owe trzydzieści lat miasto wielokrotnie powracało na łamy prasy światowej i na ekrany telewizorów, najczęściej oczywiście w kontekście kolejnych zajść ulicznych, wybuchów bomb czy marszów protestacyjnych. Tu właśnie podkładano bomby w miejscach publicznych, tak jak uczyniono to na przykład w roku 1972 w zabytkowym ratuszu; tu strzelano do policjantów, atakowano ich pojazdy, wybijano szyby w sklepach, rabowano towary, palono samochody. Z drugiej strony pamiętać trzeba, że rzadko które tej wielkości miasto w tak znacznym stopniu partycypuje w życiu społecznym i kulturalnym swego kraju: to w Londonderry na przykład powstał w roku 1980 najważniejszy chyba we współczesnym teatrze irlandzkim zespół Field Day, to z tym miastem związani są wspomnieniami dzieciństwa tacy wybitni pisarze jak laureat Nagrody Nobla Seamus Heaney czy starszy od niego o kilka lat dramaturg Brian Friel; to Londonderry właśnie od wielu lat reprezentuje w parlamencie brytyjskim powszechnie szanowny przywódca nacjonalistów, współlaureat pokojowej Nagrody Nobla John Hume. To tu też właśnie, w marcu roku 2000, rozpoczął się kolejny akt dramatu „krwawej niedzieli” – nowa rozprawa śledcza, mająca na celu pełne wyjaśnienie wszystkich okoliczności, które doprowadziły przed laty do masakry w Bogside. Jej przebieg śledzony jest przez opinię publiczną z dużą uwagą: zeznają setki świadków, wśród nich zaś osoby tak wysoko postawione, jak obecny minister szkolnictwa w regionalnym rządzie autonomicznym, Martin McGuinness z republikańskiej partii Sinn Fein – przed trzydziestu laty dowódca nielegalnych oddziałów Irlandzkiej Armii Republikańskiej w Londonderry. 
Zadanie czekające orzekających sędziów – Anglika, Kanadyjczyka i Australijczyka – staje się z tygodnia na tydzień coraz bardziej złożone: pojawiają się różni, mniej lub bardziej wiarygodni świadkowie, powstają coraz to nowe wątpliwości natury nie tylko czysto faktograficznej, ale również prawnej, moralnej, nieledwie psychologicznej. Czy będą przed sądem lorda Saville’a przesłuchiwani żołnierze, którzy brali przed trzydziestu laty udział w walkach, a jeśli tak, to czy przesłuchanie będzie się odbywać w samym Londonderry, gdzie ogromnie trudnym problemem mogłoby się okazać zapewnienie im bezpieczeństwa? Jak długo rozprawa będzie trwała, nikt oczywiście nie wie: nacjonaliści liczą na to, że jednoznacznie przesądzi ona o winie byłych dowódców wojsk brytyjskich w Londonderry, a pośrednio rządu brytyjskiego i ówczesnego premiera, dziś niemal dziewięćdziesięcioletniego Sir Edwarda Heatha z Partii Konserwatywnej; unioniści narzekają na sięgające już wielu dziesiątek milionów funtów i ciągle rosnące koszta procesu, za które przecież można by znakomicie udoskonalić infrastrukturę północno-irlandzkiego szkolnictwa czy służby zdrowia. Wspomnienia „krwawej niedzieli” są zatem wciąż jeszcze nie tylko bardzo żywe, ale i dzielą ludzi w sposób równie radykalny i dramatyczny, jak dzieliła ich kiedyś percepcja i interpretacja wydarzeń z 30 stycznia 1972 roku.

Spór o film

Trudno zatem się dziwić, że nakręcony na trzydziestą rocznicę „krwawej niedzieli” film Paula Greengrassa „Bloody Sunday” odebrany został w Irlandii Północnej – i w całym Zjednoczonym Królestwie – w sposób bardzo niejednoznaczny. Pierwszy, specjalny pokaz odbył się 6 stycznia bieżącego roku w Londonderry; zaproszeni nań krewni i bliscy ofiar tragedii przyjęli obraz entuzjastycznie. Komentarze prasowe, radiowe i telewizyjne po oficjalnej premierze, która odbyła się dwa tygodnie później na falach niezależnej telewizji ITV, a także po wprowadzeniu filmu, w następnym tygodniu, do rozpowszechniania w kinach, były znacznie bardziej zróżnicowane – choć w sposób raczej przewidywalny. Środowiska nacjonalistów irlandzkich oraz większość tradycyjnie sprzyjającej im lewicy brytyjskiej przyjęły film bardzo gorąco, podkreślając jego odważne potraktowanie bolesnego tematu, precyzje odmalowania szarego, przygnębiającego charakteru życia katolików z Londonderry we wczesnych latach siedemdziesiątych, a także subtelność prezentacji postaci głównego bohatera, protestanckiego działacza społecznego Ivana Coopera, który, działając wbrew kulturowo-wyznaniowym stereotypom, stał się jednym z przywódców ruchu obrony praw obywatelskich północnoirlandzkich katolików. Unioniści oraz szeroko pojęci konserwatyści zajęli na ogół stanowisko odmienne, kwestionując krytyczną charakterystykę postaw żołnierzy brytyjskich, krytykując pewną idealizację i sentymentalizację obrazu środowisk, z których wywodziły się ofiary masakry, oraz zwracając uwagę na pewne nieścisłości faktograficzne (Ivan Cooper był posłem do północnoirlandzkiego zgromadzenia regionalnego, nie zaś, jak sugeruje film, do parlamentu w Londynie), a także na brak szerszej kontekstualizacji problemu, która mogłaby na przykład pozwolić na lepsze zrozumienie roli odgrywanej w konflikcie północnoirlandzkim przez organizacje terrorystyczne, takie jak na przykład mająca przecież znaczne wpływy w ubogich katolickich dzielnicach Londonderry Irlandzka Armia Republikańska. Słowa krytyki nie ominęły też zresztą odtwarzającego główną rolę popularnego aktora telewizyjnego i filmowego Jamesa Nesbitta (skądinąd protestanta z nieodległego od Londonderry unionistycznego miasteczka Coleraine), któremu zarzucono zbyt gorliwe – a w podtekście trącące brakiem lojalności wobec swego środowiska i niedostatkiem solidarności grupowej – wyrażenie w imieniu północnoirlandzkich protestantów, w przedpremierowym wywiadzie prasowym, poczucia współodpowiedzialności moralnej za wydarzenia „krwawej niedzieli”.
A co na to publiczność mniej świadoma kontekstu północno-irlandzkiego? Triumfalny pochód filmu Greengrassa przez Europę i Amerykę, ukoronowany nagrodą Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie, świadczy niewątpliwie o sile oddziaływania jego dzieła; powszechnie chwalone jest też aktorstwo, w tym przede wszystkim rola Jamesa Nesbitta, a także znakomicie współgrająca z dramatyczną treścią filmu paradokumentalna metoda narracji, prowadzonej przy pomocy szybko poruszającej się ręcznej kamery i oddającej dzięki temu nerwowość, niepokój i chaos tego, co wydarzyło się 30 stycznia 1972 roku w Londonderry. Znaczenie filmu „Bloody Sunday” polega oczywiście na tym, że jedyną szansą na dojście do prawdy historycznej jest prowadzenie dyskusji o wciąż nierozstrzygniętych problemach, jakie niesie za sobą przeszłość – czy jednak obraz Irlandii Północnej, który pozostanie w pamięci widzów, będzie całkiem adekwatny w stosunku do tego, w czym naprawdę tkwi istota tutejszego konfliktu? Wychodzący z kina widz zapamięta przecież z tego filmu to, co w nim najbardziej wyraziste, co w najbardziej dramatyczny sposób przemawia do wyobraźni – a więc kontrast pomiędzy młodymi katolikami z Bogside i pacyfikującymi ich demonstracje brytyjskimi żołnierzami, kontrast, który znakomicie wpisuje się w tradycyjną brytyjsko-irlandzką mitologię. A przecież to nie o to w głównej mierze w Irlandii Północnej chodzi...

Autor od 1993 roku wykłada literaturę angielską i porównawczą na Uniwersytecie Coleraine (hrabstwo Londonderry, Irlandia Północna).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 29 (2767), 21 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl