Votum separatum
Bez zmienników
JÓZEFA HENNELOWA
W poczcie redakcyjnej list, ręcznie pisany, trudny do odczytania. Ale za autentycznością przemawia kilkanaście podpisów, a pierwsze zdanie brzmi jak alarm:
„Zróbcie coś, wy inteligenci, żeby na polityków wybierani byli mądrzejsi!”
Miałabym ochotę założyć się, że napisali to odbiorcy telewizji, nie czytelnicy gazet. Ci drudzy prędzej doszukają się – nawet i obszernych – wypowiedzi dających choć trochę nadziei, że przynajmniej część tych, co sprawami publicznymi zarządzają, wie, co robi. Ale telewizja pospołu z radiem prezentuje nam ustawicznie galerię postaci z zupełnie innej bajki. Bardzo nieliczną zresztą i raczej niezmienną. Jak wytknął to niedawno ks. prof. Sobański (wspaniałe cotygodniowe komentarze do spraw publicznych w
„Gościu Niedzielnym”!), niejeden z nich zabiera głos na każdy temat, choćby na żadnym się nie znał. I zawsze mówi to samo, co wcale zresztą nie zraża gospodarzy kamer i mikrofonów – w przeciwieństwie do odbiorców, mogących w swojej bezsilności co najwyżej sięgnąć po wyłącznik.
Bo ile razy można jeszcze wysłuchać posła PSL, dla którego większy deficyt budżetowy to
„więcej pieniędzy na cele społeczne”? I posła Samoobrony, wymyślającego kierownictwu NBP od złodziei? I posła SLD, który przypomni o
„spadku po Buzku”, a potem wyrazi satysfakcję z osłabienia rodzimego pieniądza? Ile razy można przysłuchiwać się przekrzykiwaniom i złośliwościom, przerywaniom sobie i mówieniu na raz, do czego sprowadza się prawie każda
„wymiana poglądów” z opozycją? Wszystko to już znane na pamięć i nic się tu nie zmienia – ze śniadania na śniadanie, z gościa na gościa, z monitora na monitor. Wszyscy uczestnicy spektakli swoje kwestie i taktyki znają na pamięć. A jeśli trafi się czasem między nimi ktoś mniej eksploatowany i mający naprawdę coś do powiedzenia, to na pewno albo zabraknie mu czasu na dokończenie wypowiedzi albo go zagadają.
Krótka jest zresztą nie tylko ławka gości medialnych – koniecznie (?) czynnych polityków. Gospodarzy też jakby mniej. Gdzie się podziały
„Pytania” w Pulsie? Czemu nie zawsze w niedzielę mamy „Otwarte drzwi”? Kto zrezygnował z
„Linii specjalnej”?
Jakby próbować stworzyć obraz życia publicznego z galerii gości w TV i radiu, można by myśleć, że w Polsce – z paru zaledwie wyjątkami – nie ma już ani fachowców, ani ludzi mądrych. Nawet redakcje niezależne jakby rezygnowały z docierania do tych, z którymi rozmowy nagrywać i pokazywać naprawdę warto. Przeczytawszy onegdaj z radością o decyzji Jana Nowaka-Jeziorańskiego przeniesienia się do Polski, zadałam sobie pytanie, czy też już któryś nadawca
„zaklepał” u najsławniejszego radiowca zgodę na regularny cotygodniowy program z jego komentarzem do mijających wydarzeń albo z 3 minutową odpowiedzią na jedno trudne pytanie. Przecież warto naprawić błąd sprzed kilku lat, kiedy z takiego programu zrezygnowano bezmyślnie.
Jest tylko jeden nadawca w Polsce, który trwa wiernie przy swojej misji meblowania głów i formowania postaw. Równie kontrowersyjnie, co z żarem. Ma program pod tym względem niezmienny, a tak wyrazisty, że kiedy niespodziewanie w sanatoryjnym ośrodku zejdą się słuchacze na gościnny wykład arcybiskupa lubelskiego, w pytaniach i głosach zamykającej spotkanie dyskusji z łatwością odnaleźć można wszystkie hasła i schematy wiernych słuchaczy owej radiostacji, wraz ze
„zgubą Polski”, „spiskiem”, „wrogami wiary” i zagrożeniami dybiącymi na nas od strony zachodniej. Im nie jest
„wszystko jedno”.
|