„Tygodnik” przed pielgrzymką


Faustyna, bo miłosierdzie

Ks. Adam Boniecki



Przyjazd słabego, schorowanego Jana Pawła II do miasta jego świetnej młodości sam w sobie jest wymowny. Wymowne są też miejsca, które wybrał.



Kiedy już było wiadomo, że w tym roku Papież po raz ósmy przyjedzie do Polski, powiedziano mi na dość wysokim szczeblu, że to nie będzie „kolejna podróż do Polski”, ale przyjazd do Krakowa na konsekrację nowego kościoła w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Myślę, że ta restrykcyjna formuła miała hamować lokalne apetyty. Wiadomo, jak okrutnie przeładowane bywały programy papieskich podróży. Z drugiej strony, jeśli przyjedzie do Krakowa (i do Kalwarii; głównego sanktuarium archidiecezji krakowskiej), to przyjedzie do Polski.
Podróż ta, jak żadna inna do tej pory, nawiązuje do osobistej przeszłości. Zwłaszcza konsekracja kościoła w Łagiewnikach. Znane jest osobiste zaangażowanie kardynała Wojtyły w rozwój zapoczątkowanego przez św. Faustynę kultu Bożego Miłosierdzia. Uchylenie przez Stolicę Apostolską zakazu szerzenia tego kultu w formach przekazanych przez zakonnicę z Łagiewnik było owocem jego starań. Tajemnica Bożego Miłosierdzia jest w jego osobistej pobożności i papieskim nauczaniu szczególnie ważna. Zwracam uwagę tych, którzy protestują przeciwko mieszaniu prywatnych objawień z treścią Objawienia, że w encyklice o Bożym Miłosierdziu („Dives in misericordia”) Papież na objawienia siostry Faustyny ani razu się nie powołuje. A więc nie dlatego nauczanie o Miłosierdziu, bo Faustyna, ale Faustyna dlatego, że kieruje uwagę na Miłosierdzie.
Do Kalwarii Zebrzydowskiej chadzał z Wadowic jeszcze jako dziecko. Tam, jako arcybiskup, zapraszał mężczyzn swej diecezji i nadal tam pielgrzymował. W kronikach klasztoru zapisano, że kiedyś zakonnicy widzieli go, jak samotnie, brnąc w śniegu po kolana, Arcybiskup obchodził „kalwaryjskie ścieżki”.
Błonia krakowskie to pierwsza w Krakowie, wielka papieska Msza po wyborze, „bierzmowanie dziejów”, dla Polaków godzina przebudzenia z peerelowskiego marazmu. I ta Msza z 15 czerwca 1999, bez Papieża. Ta właśnie, bardziej niż wiele innych, zapisana w pamięci. Krakowianie mówią: „jest nam winien tę Mszę” – co nie jest prawdą, bo nie jest nam winien nic. To my jego dłużnikami byliśmy, jesteśmy i będziemy.
Wawel: katedra Mszy prymicyjnej w Dzień Zaduszny, katedra, w której służąc 1 września 1939 do Mszy św. księdzu Figlewiczowi usłyszał pierwsze odgłosy wojny, katedra, w której został konsekrowany na biskupa (28 września 1958), katedra, do której po każdej wizytacji zapraszał wiernych odwiedzanych parafii, by wbić w głowy, że jest to „matka wszystkich kościołów”.
W drodze na grób rodziców Jan Paweł II zatrzyma się przy kościele św. Floriana, gdzie w latach 1949-51 był wikarym. Nie wiem, czy rozpozna plac, który codziennie w młodości przemierzał, idąc z plebanii do kościoła. Nie będzie już popękanego, krzywego betonu z dziurami, w których po deszczu zbierała się woda, koślawych chodniczków, zadeptanej trawy, zbutwiałej bramy do ogrodu i plam wilgoci na fasadzie probostwa. Od dłuższego czasu wre tam praca. Na przyjazd Papieża plac przed kościołem zmieni się w elegancki skwer z równo brukowanymi kostką chodnikami. W ścianie budynku, w którym mieszkał, już ustawiono popiersie z odpowiednim napisem.
Te miejsca ma odwiedzić, choć innych, z którymi jest związany, nie sposób wyliczyć. Kolejne etapy jego życia wiążą się z Dębnikami (mieszkał tam, u św. Stanisława spotkał Jana Tyranowskiego), Borkiem Fałęckim (Solvay), Uniwersytetem Jagiellońskim (po raz pierwszy był tam jako dziecko na doktorskiej promocji brata, potem studiował i wykładał), ulica Kanonicza (gdzie mieszkał), rezydencja biskupa na Franciszkańskiej (tajne seminarium, święcenia kapłańskie, wreszcie jego własna rezydencja), kościół franciszkanów, gdzie chodził z brewiarzem na modlitwę, Park Krakowski, do którego zabierał współpracowników, by omawiać ważne kwestie, „Arka Pana” w Nowej Hucie i tak dalej. Kiedy podczas pierwszej papieskiej wizyty pozdrawiał „swój Kraków”, nie było w tym cienia przesady.
Będące w centrum tej wizyty Sanktuarium Bożego Miłosierdzia łatwo pozwala przewidzieć, że Papież podejmie wątek zawarty w encyklice „Dives in misericordia” i w tegorocznym „Orędziu na Światowy Dzień Pokoju”. Jan Paweł II dobrze wie, co się dzieje w Polsce. Czy w perspektywie jednoczącej się Europy będzie chciał przypomnieć nam swoje nadzieje sprzed lat, że zrodzona i realizowana w jego Ojczyźnie idea solidarności powinna stać się propozycją dla całej Europy, a może i innych regionów świata? Czy ten, którego misją jest budowanie jedności („aby byli jedno”), po raz kolejny wezwie nas do jedności wokół wartości niezmiennych i powszechnych?
W ostatnim czasie namnożyło się u nas podziałów, a że nie umiemy się różnić pięknie, różnimy się coraz bardziej paskudnie. Podzieliło ludzi (także wierzących) Jedwabne. Ogłoszenie przez IPN wyników długiego i skrupulatnego śledztwa, potwierdzających winę Polaków, jedni przyjęli ze smutkiem i powagą, inni z krzykiem, że Instytut ich oszukał. Czy Papież, który pierwszy w dziejach wyznał dziejowe winy „ludzi Kościoła”, powie o konieczności poznania i uznania popełnionych przez Polaków win? Poznań: Czy Papież, który się nie zawahał przed publicznym uznaniem i potępieniem grzechów kleru nawiąże do tej sprawy? Czy Kościołowi, który patrzącym z boku jawi się jako radykalnie podzielony na wyznawców „Radia Maryja” i jego przeciwników podpowie, jakimi drogami należy iść do braterskiego spotkania i wzajemnego zrozumienia? Czy Papież wesprze młodzieżowy ruch związany ze spotkaniami nad jeziorem Lednickim, na które wielu patrzy z głęboką nieufnością? Czy zagubionym, którzy nie wiedzą, co mają myśleć o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej da jednoznaczny, pozytywny sygnał? Czy będzie się upominał o invocatio Dei w przyszłej unijnej Konstytucji? Co powie bezrobotnym, co rządzącym: czy znów zaprosi Prezydenta do papamobilu? Co powie premierowi? Czy wypowie się na temat kary śmierci, której domagają się także niektórzy wierzący? Czy zwróci się do Ligi Polskich Rodzin, myśląc, że jest ona reprezentacją polskich katolików w Sejmie?
To, co powie, będzie z pewnością trudne i ważne. Słowa Papieża – sam to kiedyś stwierdził – padają, jak ewangeliczne ziarno, na rozmaity grunt: jedne przynoszą większy plon, inne mniejszy, a jeszcze inne po prostu usychają. Od słów jednak ważniejsza będzie obecność. 
Przyjazd słabego, schorowanego Jana Pawła II do miasta jego świetnej młodości sam w sobie jest wymowny. Wymowne są też miejsca, które wybrał. Już teraz, czekając na Papieża, odwiedziliśmy je, by podczas sierpniowych spotkań ich wymowę lepiej zrozumieć. Dziś opisujemy Kalwarię. O następnych „miejscach papieskich” będziemy pisać w kolejnych numerach, poprzedzających wizytę. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 29 (2767), 21 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl