LISTY



Rzecz honoru

Z obiegowego języka wypadło niepostrzeżenie słowo „honor”. Wyzbyliśmy się jednego z pojęć budujących człowieczeństwo, bo honor jest przecież wyznacznikiem osobistej godności. O pełnieniu tego „co prawe” wypowiada się Psalm Dawidowy 15, którego zdania końcowe pozostają w rzetelnej pamięci: „Choćby złożył przysięgę na własną szkodę, nie zmieni jej”; „Kto tak czyni, nie zachwieje się nigdy” (4,5). Chodzi wyłącznie o przyrzeczenia na to, co godziwe i takież postępowanie: prywatnie i służbowo.
Zanik honoru ma dostrzegalne przyczyny. Burzliwa epoka, w której żyjemy, sprzyja determinacji. Do tego dołącza się uporczywy pesymizm i beznadzieja powszedniości. Wyraz honor zszedł więc do nietkniętych stron leksykonów. Również metody edukacji zepchnęły go na margines. Spadek czytelnictwa dotknął rycerskie sagi ery Karolingów i etyczne fabuły. Honorowi tracą egzystencję. Za to przywódcami ludów byli niedawno i nadal są jednostki częstokroć wątpliwe. Współcześni idole sukcesu, mody, krzykliwej reklamy trwożą myślących płytkością. Polityczna zasada, że „jedynie krowa nie zmienia poglądów” świadczy o mentalności goniących, bez samokontroli, za stanowiskami.
Skrócony zestaw wadliwych poczynań wymaga wielkiej pracy osób odpowiedzialnych, a nie dorywczej łataniny, którą się na co dzień praktykuje. Honor to nie tyle pojedynek za obrazę, ale całość postępowania według zasad określających to, co prawe.


Dr LEON KRZEMIENIECKI
(Wrocław)





Piękne i nie wierne

W artykule Artura Sporniaka „Wierne i piękne?”, poświęconym nowemu tłumaczeniu na język polski dokumentów Soboru Watykańskiego II („TP” nr 25/2002), zaniepokoił mnie fragment dotyczący założeń, jakie przyjął zespół tłumaczy. Oczywiste jest, że po 35 latach od pierwszego tłumaczenia trzeba dostosować tekst do obecnych zwyczajów językowych. Po cóż jednak mieliby uwzględniać, nawet uprawniony, rozwój teologii? Przecież tłumaczom powinno zależeć na tym, aby czytelnicy zrozumieli dokładnie myśl Ojców Soborowych, a nie jej późniejsze interpretacje. Zaniepokoiłem się jeszcze bardziej, gdy zapoznałem się z relacją z wypowiedzi redaktora naczelnego „Więzi” – Zbigniewa Nosowskiego. Różnica w znaczeniu między starym tłumaczeniem nr 10 w „Dekrecie o formacji kapłańskiej”, a nowym, według naczelnego „Więzi” bliższym oryginałowi, skłoniła mnie do sprawdzenia tegoż ostatniego. Otóż do „dziewictwa poświęconego Chrystusowi” odnosi się tam słowo „praecellentia”. Istotnie można je przetłumaczyć, jak uczyniono to ostatnio, jako „wspaniałość”. Kontekst całości jednak, a szczególnie umieszczony w tym miejscu oryginału odsyłacz do encykliki Ojca Świętego Piusa XII „Sacra Virginitas”, każą sądzić, że najbliższe filologicznie i poprawne teologicznie byłoby tłumaczenie – „większa doskonałość”. Odpowiada ona m. in. tłumaczeniom: hiszpańskiemu – „mayor excelencia” oraz angielskiemu – „surpassing excellence”. Pierwotne polskie tłumaczenie, jako „wyższość”, jest może mniej eleganckie językowo, ale bez wątpienia właściwie oddaje sens teologiczny, podobnie jak czynią to tłumaczenia: włoskie – „superiorita”, francuskie – „prééminence”, niemieckie – „ der Vorrang”. 
Czy wersja obecnego tłumacza wynika z uwzględnienia „rozwoju teologii”? Niestety, chodzi tu raczej o wyobrażenia tłumacza o tym rozwoju, niż o rzeczywisty stan rzeczy. Wystarczy przeczytać dokumenty opublikowane przez Jana Pawła II. W adhortacji „Redemptionis donum (nr 11) napisano: „W tym znaczeniu [bezżenności dla królestwa niebieskiego] Apostoł naucza, że »dobrze czyni« ten, kto wybiera małżeństwo, a »lepiej czyni« ten, kto – dziewictwo”. Natomiast w nr 32 adhortacji „Vita consecrata” stwierdza, że „przedmiotem nieustannego nauczania Kościoła jest wielka wartość doskonałej czystości zachowywanej ze względu na Królestwo”. W tym miejscu znajduje się odsyłacz do m. in. 10 kanonu XXIV sesji Soboru Trydenckiego, który warto zacytować w całości: „Jeśli ktoś twierdzi, że stan małżeński należy wyżej cenić niż stan dziewictwa i, że nie jest lepiej i szczęśliwiej pozostawać w dziewictwie lub celibacie niż być związanym węzłem małżeńskim – niech będzie wyklęty”. Posiadaczy dotychczasowej wersji polskiego tłumaczenia dokumentów ostatniego Soboru nie chcę odwodzić od nabycia nowej. Przestrzegam jednak przed oddaniem starej na makulaturę. Może się jeszcze przydać.


PIOTR CHRZANOWSKI
(Osielsko k. Bydgoszczy)




 


Sprostowanie


Z mojej winy do listu „Kogo to interesuje?” („TP” nr 26/2002) zakradł się błąd maszynowy. Zdanie: „Nie wspominają faktu wymordowania przez Niemców 2 milionów obywateli polskich w czasie II wojny, czyli blisko 20 proc. populacji przedwojennej” – powinno brzmieć: „Nie wspominają faktu wymordowania przez Niemców 6 milionów obywateli polskich w czasie II wojny, czyli blisko 20 proc. populacji przedwojennej”.
Za popełniony błąd redakcję „TP” oraz Czytelników przepraszam.


Dr ZOFIA GRODECKA
(Poznań)

 

 

 

 

 


Upał w korekcie

Droga Redakcjo,
jako perfekcjonistka odczuwam żywą irytację za każdym razem, gdy wydrukujecie mi felieton z literówkami, opuszczeniami lub przeinaczeniami. Milczę jednak, bo pamiętam, że oddaję Wam tekst w maszynopisie, usiany poprawkami, i że jeszcze po jego wysłaniu zdarza mi się telefonować w sprawie poprawek kolejnych. Ale w felietonie „Ta sama piosnka” („TP” nr 27/2002) pomyłki dotyczą tekstów cytowanych, więc muszę prosić o sprostowanie.
W cytacie z „Gofreda” Piotra Kochanowskiego „ptastwo” powinno witać miłe chłody „uciesznym głosem”, nie zaś „ucieszonym”.
W cytatach z Jana Sokołowskiego znalazłam następujące błędy – drobne, ale dokuczliwe:
„zazwyczaj widzimy nieraz całe stadko” – powinno być: „naraz”; „na obserwacje” – powinno być: „obserwację”; „odróżniono” – powinno być: „odróżniano”; „Luscinia Forst” – powinno być: „Luscinia Forst.”, bo ten ostatni wyraz jest skrótem; „raz cichy i rzewny, to znów pełen ogni i temperamentu” – powinno być: „ognia i temperamentu”.
Mimochodem wspomnę, że w moim tekście zgubiono całą linijkę i że całość zdania po średniku, w drugiej kolumnie u dołu, powinna wyglądać tak: „nie sądzę, by dziś w Polsce istniał taki lud, który by się trudził przekładaniem ptasiego szczebiotu na swój język, w dodatku w sposób tak miły, figlarny i wynalazczy”.
Więcej nie narzekam, bo rozumiem, że jest upał.

 

Małgorzata Musierowicz

Przepraszamy i kajamy się.
REDAKCJA „TP”




LISTY – prośba o pomoc

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 28 (2766), 14 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl