Pomoc homoseksualistom – to zbyt trudne?
Dodać odwagi
Katarzyna Jabłońska, Cezary Gawryś
Jak być chrześcijaninem będąc
homoseksualistą? Rozmowa na ten temat nie jest łatwa choćby dlatego, że dotyczy najintymniejszych sfer ludzkiego życia. Potrzeba delikatności, kiedy dotyka się spraw tak poufnych, i wielkiej roztropności, kiedy próbuje się stawiać im czoło. Doświadczyliśmy tego jako dziennikarze i redaktorzy przygotowując lipcowy numer „Więzi”, którego główna część koncentruje się właśnie wokół tematu „Chrześcijanie wobec homoseksualizmu”. Bohaterowie naszych reportaży to w większości osoby należące do „Odwagi” – działającej od kilku lat w Lublinie wspólnoty, która służy osobom o skłonnościach homoseksualnych, szukającym pomocy i wsparcia w życiu zgodnym z nauczaniem Kościoła.
Skąd „Odwaga”?
„Odwagę” zrodziło niejako samo życie. Tak się złożyło, że to właśnie do lubelskiego domu Ruchu „Światło-Życie” na początku lat 90. zaczęły trafiać osoby borykające się z homoseksualnymi skłonnościami, a pragnące żyć w zgodzie z nauczaniem Kościoła. Tych osób było coraz więcej. Początkowo kilka kobiet ze świeckiego instytutu ks. Franciszka Blachnickiego po prostu spotykało się z nimi indywidualnie, słuchało ich i modliło się za nie. Potem kilka razy w roku odbywały się spotkania modlitewne. Wymiar duchowy jest w „Odwadze” bardzo ważny. Podstawą dla działań grupy jest nauczanie Kościoła na temat homoseksualizmu, zawarte w Katechizmie oraz innych dokumentach, zwłaszcza w liście Kongregacji Nauki Wiary o duszpasterstwie osób homoseksualnych.
W „Odwadze” osoby borykające się z homoseksualnymi skłonnościami traktuje się z szacunkiem i delikatnością, mówiąc jednocześnie wprost, że homoseksualizm jest zaburzeniem, które należy i można fachowo leczyć.
„Możliwa jest całkowita zmiana orientacji homoseksualnej na heteroseksualną. Trzeba mówić o tym coraz głośniej” – twierdzi na łamach lipcowej „Więzi” jezuita o. Mieczysław Kożuch, psycholog i kierownik duchowy prowadzący w „Odwadze” grupę wsparcia dla mężczyzn (terapeutyczną grupę dla kobiet prowadzi psycholog – Lucyna Poduch).
Brak odwagi?
„Duszpasterstwo osób homoseksualnych należy z pewnością do najtrudniejszych. Konieczna tu jest najwyższa roztropność” – pisze w
„TP” o. Józef Augustyn. Również o. Mieczysław Kożuch – dopominając się na łamach „Więzi” o zwracanie szczególnej uwagi na tę problematykę w działaniach duszpasterskich – przyznaje:
„Zdarzało się, że specjalne duszpasterstwo osób homoseksualnych stawało się parawanem dla podejrzanych działań duszpasterskich”. Nic dziwnego, że Kościół z wielką ostrożnością podchodzi do sprawy zorganizowanego duszpasterstwa homoseksualistów. Doświadczenia zachodnie w tej materii są – najogólniej mówiąc – bardzo różne. Dobrze opisują je dwie skrajne inicjatywy amerykańskie – „Courage”, z której czerpie „Odwaga”, oraz „Dignity”, która domaga się traktowania homoseksualizmu na równi z heteroseksualizmem. Tę zasadniczą różnicę wyznaczają również dwie publikacje – książka Richarda Woodsa OP „O miłości, która nie śmiała wymawiać swego imienia”, na którą zwykli powoływać się ci, którzy domagają się od Kościoła akceptacji dla homoseksualnego stylu życia, oraz mająca ukazać się jesienią w wydawnictwie WAM książka Richarda Cohena „Wyjść na prostą”. Jej autor opisuje swoją drogę wyjścia z homoseksualizmu oraz koncepcję terapii. Z wypracowanych przez Cohena metod korzystają osoby związane z „Odwagą”.
Propozycja stworzona przez lubelską „Odwagę” jest zapewne jedną z wielu możliwości działania, których jednak polski Kościół nie zdołał jeszcze wypracować. Ta propozycja – czego dowodzą świadectwa uczestników terapii, jak również osób próbujących pomagać osobom z homoseksualnymi skłonnościami – przynosi efekty.
„Nie wyobrażam sobie – mówi jedna z bohaterek publikowanych w „Więzi” reportaży – żeby nie było »Odwagi« (...) wspieramy się. Ktoś przysyła mi SMS: »mam strasznego doła« – a wiadomo, że to grozi jakąś wpadką. Ktoś pisze: »zakochałem się, ale nie chcę w to wchodzić«. W takich sytuacjach gadamy ze sobą zazwyczaj przez telefon, bo rozsiani jesteśmy po całej Polsce, piszemy maile, posyłamy sobie SMS-y, a przede wszystkim modlimy się za siebie. (...) Z Lublina wyjeżdżamy również z postanowieniami. Ktoś zobowiązuje się, że nie będzie pił, ktoś inny, że nie będzie ćpał, wszyscy – że spróbujemy zachowywać wstrzemięźliwość. Nikt tego nie kontroluje, jednak świadomość, że podjęte zostały w obecności innych i są dla nich ważne, dodaje sił. W chwilach, kiedy zmagam się ze słabością, kiedy nie mogę wytrwać, łatwiej też poprosić o pomoc. Nie trzeba tłumaczyć wszystkiego »od początku świata«. Wystarczy zadzwonić, wysłać SMS, napisać maila: Nie daję rady!”
W drukowanej w „Więzi” rozmowie o. Kożuch pokazuje, dlaczego tak ważna w przypadku pomocy osobom homoseksualnym jest właśnie terapia grupowa. Praca w grupie stwarza uczestnikom m.in. możliwość budowania normalnych relacji z osobami tej samej płci. O. Kożuch dostrzega również ograniczenia tego rodzaju terapii i jest zdania, że najlepsze rezultaty przynosi połączenie terapii grupowej i indywidualnej.
Odwaga Chrystusa, odwaga Kościoła
O. Augustyn mówiąc o „Odwadze” nie neguje tej inicjatywy, twierdzi jednak, że na tego rodzaju działania jest jeszcze w Polsce za wcześnie. Nasuwa się pytanie – na które autor nie odpowiada – dlaczego, skoro ta inicjatywa przynosi dobre owoce i zrodzona została nie na mocy jakichś odgórnych dekretów, ale podjętej przez konkretne osoby próby realizowania w życiu Kościoła zasad Ewangelii? Wydaje się, że jeżeli nie podejmiemy jakichś konkretnych działań (należy oczywiście dyskutować, jakiego rodzaju), to może być za wcześnie tak długo, aż stanie się... za późno. Rzadko dzieje się bowiem tak, że zmiany dokonują się same z siebie.
Kościół stawia osobom homoseksualnym wymagania trudne, nierzadko – jak pisze w
„TP” Adam Fons – sprostanie im wymaga heroizmu. Życie w samotności, zachowywanie celibatu bywa w przypadku wielu osób obarczonych homoseksualizmem ciężarem nie do udźwignięcia.
„Sam spotkałem – mówi o. Kożuch – wiele osób, które chciałyby z tego wyjść. A jeśli ludzie chcą wyjść, to muszą mieć środowisko, gdzie to wychodzenie jest realne. U nas w Polsce taka pomoc jest wciąż w powijakach. My, księża, często nie potrafimy dziś w konfesjonale zaoferować takim osobom nic innego, jak tylko zachęty i nakazy typu »popraw się«. Nie mamy gdzie odesłać tych, którzy chcieliby realnej pomocy. Ksiądz musi żądać poprawy, bo to jest warunkiem sakramentu pokuty, ale jeśli jest człowiekiem myślącym, wie, że ten człowiek nie da rady sam się poprawić. Taki człowiek, aby wytrzymać, musi mieć systematyczną pomoc. Uważam, że każdy z biskupów powinien w swoim sumieniu zatroszczyć się o tę sprawę. Takie ośrodki pomocy powinny istnieć w każdej diecezji i powinno ich być dużo”.
Godna podziwu jest otwartość abp. Józefa Życińskiego, metropolity lubelskiego, wspierającego duszpasterskie inicjatywy w rodzaju „Odwagi”, czy duszpasterstwa osób uzależnionych od seksu, które również powołał w swojej diecezji.
To oczywiste, że pomoc osobom o skłonnościach homoseksualnych wymaga kompetencji i moralnej przejrzystości. Wydaje się jednak, że jest wiele osób godnych zaufania, zarówno pośród księży, jak też psychologów i innych osób świeckich, które po odpowiednim przygotowaniu gotowe byłyby podjąć tę pracę. Są również – chociaż nie jest ich zbyt wiele – osoby o wielkim doświadczeniu i autorytecie, które mogłyby zająć się takim przygotowaniem. Taką osobą jest z pewnością o. Józef Augustyn.
U podstaw radykalnych wymagań Kościoła w kwestiach moralnych leży wiara w moc Boga, ale również wiara w człowieka – w to, że z pomocą łaski jest on w stanie przekraczać swoje ograniczenia. Kościół patrzy na człowieka w prawdzie – dostrzega zatem również jego kruchość i słabość. Chrystus stawiał bardzo radykalne wymagania, ale mówił:
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28). Pośród tych utrudzonych są osoby borykające się z homoseksualizmem, a także ich rodziny, dla których homoseksualizm bliskiej osoby bywa wielkim dramatem. Kościół wzywa nas wszystkich, aby osoby homoseksualne „traktować z szacunkiem, współczuciem i delikatnością”. Praktyka pokazuje, jak trudno tę zasadę realizować w życiu, jak wielkie może ona rodzić dylematy moralne.
Dlaczego „Odwaga”?
Na pytanie, dlaczego „Odwaga”, jedna z inspiratorek lubelskiej grupy odpowiada:
„Dlatego, że tylko odważny człowiek może chcieć coś ze sobą zrobić”. Również o. Augustyn twierdzi (oraz dowodzi tego konkretnymi działaniami), że problem należy stawiać odważnie. Odwaga – jak się zdaje – jest cnotą, której możemy sobie wzajemnie dodawać. Kościół polski i jego pasterze nieraz dawali jej świadectwo, co stawało się rękojmią naszej ewangelicznej wiarygodności. Dzisiaj potrzebujemy, aby Kościół dodał nam odwagi do roztropnego i odpowiedzialnego spotkania również i z tym trudnym doświadczeniem człowieka, jakim jest homoseksualizm.
|