Rzeczy prawdziwe i fantasmagorie


Magia nazw

JADWIGA ŻYLIŃSKA



...Czwarty pułk Ułanów Zaniemeńskich (służył w nim mój mąż). Niemen leży dziś za granicą. Ale nazwa pułku przywraca czas, kiedy nie dzieliła nas granica.
Albo plac Unii Lubelskiej. Kto pamięta dziś Unię Lubelską, co miała trwać wiecznie; trwała trzysta lat. Też niemało. Ale wyparowała. Jednak plac Unii Lubelskiej istnieje na wieczną rzeczy pamiątkę. Nie mogę placu Unii Lubelskiej mijać bez wzruszenia... W tym placu trwa Rzeczpospolita Obojga Narodów.
Kiedyś kazałam się zawieźć na ulicę Trojdena.
– Gdzie to jest? Nie znam ulic tych komunistów – powiedział taksówkarz.
– Trojden nie był komunistą. Był księciem mazowieckim, synem księcia litewskiego Trojdena.
Ulica księcia Trojdena penetruje w głąb naszych dziejów.
Sama mieszkam przy ulicy Wiślickiej.
Statuty wiślickie poszły w niepamięć. Ale ulica utrwala to zdarzenie.
Trzech Budrysów, Biruty, Gedymina wskrzeszają pogańską Litwę.
Ulica Jadźwingów wywołuje z niebytu plemię, zniszczone przez książąt polskich pospołu z margrabiami niemieckimi jako ostoja pogaństwa.
Mają też swoje ulice wszyscy trzej Bolesławowie – Chrobry, Śmiały i Krzywousty. I wszyscy Henrykowie – Brodaty, Pobożny, Probus.
Ulica Browarna, Bednarska mówią o uprawianych w stolicy rzemiosłach; a Badylarska o czasach, kiedy nie było jeszcze ulic, tylko rosły badyle.
Dlaczego w stolicy jest ulica Berezyńska? Czy ma upamiętnić klęskę Napoleona? Raczej dlatego, że spod Berezyny jedynie polskie oddziały przyniosły z powrotem wszystkie sztandary.
Ulica księcia Trojdena i Pasteura zawierają w sobie historię kilkuset lat. Nazwy ulic opowiadają nie tylko dzieje miasta, lecz dzieje kraju, jak ulice Berestecka i Czerwonych Maków.
Natomiast Aleja Żwirki i Wigury wiodąca na lotnisko tchnie teraźniejszością.
Uwielbiam daleki dźwięk przelatujących samolotów i samo latanie.
– I nie boi się pani? – zapytał mnie kiedyś w Oborach Aleksander Małachowski.
– Nie. Nie każdy samolot spada.
– Ja jestem pewny, że ten, którym ja lecę, spadnie.
Nie wiem, dlaczego lubię latać samolotem. Może dlatego, że ludzie zawsze chcieli latać: od Dedala, który z Krety przyfrunął na Sycylię, po Armstronga, który wylądował na Księżycu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 27 (2765), 7 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl