Papież w Wysokiem

kS. ADAM BONIECKI


Budynek gimnazjum (i szkoły podstawowej) uderza ładem i czystością. Żadnych bohomazów na ścianach. Bo szkołę, kosztem wielkiego wysiłku, postawili rodzice i rodzice, nie ci, co stawiali, ale już kolejne pokolenie dawnych uczniów, nadal o nią dbają. No i uroczystość: żadnych banałów, ględzenia. W sali (w temperaturze koło 30 stopni) Mszę św. odprawił biskup Roman Andrzejewski ze mną. Kazanie biskupa było na temat i w rozsądnych granicach czasu. Biskup sam pochodzi z tych stron, co uroczystości przydało rodzinnego ciepła. Liturgia: śpiewy, czytania takie, że niejedna miejska parafia mogłaby się uczyć. Przemówienia oficjalne – tyle, ile naprawdę konieczne, odsłonięcie tablicy z nową nazwą szkoły (wstęgę przecinali biskup, przedstawiciel miejscowego samorządu i niżej podpisany), znakomity chór: przeplatane śpiewem recytacje tekstów Brandstaettera i Jana Pawła II, tekstów pięknych i trudnych. Sala pełna uczennic i uczniów w białych bluzkach i koszulach, nauczycieli, także zaproszonych z okolicznych szkół, zasłuchana, uważna, skupiona. Do końca czerwcowy żar nikogo nie zniechęcił. W szkolnych klasach wystawa o Patronie Szkoły. Zdjęcia, książki, czasopisma. W każdej sali uczennica lub uczeń – dobrze przygotowany przewodnik. 
Takiego stylu nie da się zaimprowizować, kulturę, jaka promieniowała z tego wydarzenia osiąga się długą i cierpliwą pracą. Religijny, bądź co bądź, charakter uroczystości – bez cienia dewocji, obecni księża nie czuli się zobowiązani do przemówień, ksiądz katecheta z gitarą dyskretnie akompaniował scholi. Nie było śladu tak częstego, powierzchownego kultu osoby Jana Pawła II. Widać zaś wysiłek, by uczniowie poznali jego osobę. Ksiądz prałat – proboszcz parafii, na terenie której znajduje się Wysokie (w Wysokiem nie ma kościoła) uważa, że to przede wszystkim zasługa dyrektora gimnazjum. Uważa, że pan Andrzej Nowak jest jak na Wysokie za dobry, że go tutaj szkoda, że gdzie indziej mógłby zrobić jeszcze więcej. Może mógłby, ale bynajmniej nie czuje się tu zesłany i niby dlaczego gimnazjum w szczerym polu, między Kołem a Koninem nie ma mieć dobrego dyrektora i dobrych nauczycieli? Nie sądzę, by uczniowie z Wysokiego byli mniej warci niż uczniowie z Warszawy czy Krakowa. A kto wie, czy ci z Wysokiego i innych podobnych miejsc właśnie nie są ważniejsi? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 27 (2765), 7 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl