A mój syn


Z życia wzięte

JACEK PODSIADŁO




,,Kierunek wkładania worka w rodzinie odkurzaczy Meteor” – napis na worku do odkurzacza.
,,Podczas napełniania wodą zawsze trzymaj czajnik w pozycji poziomej” – Instrukcja obsługi czajnik bezprzewodowy.
A mój syn jest już na tyle dużym odkurzaczem, że uznałem, że można zacząć go przygotowywać do dorosłego życia.
– Synu – powiedziałem – jest sobota, może byśmy gdzieś wyskoczyli i trochę sobie poodkurzali?
– Nie chce mi się. Zresztą i tak mam zapchaną rurę.
– To ci się przetka. Poza tym przed niedzielą wszyscy odkurzają, nie bądźmy gorsi.
– W porządku. Ale poodkurzajmy w mieszkaniu, bo jedno kółko też mam zablokowane i nigdzie się nie ruszę.
Żeby nam się przyjemniej odkurzało, zadzwoniłem do Zelmerów i zaprosiłem ich.
– Słuchajcie, planujemy małe odkurzanko, może wpadniecie?
– Dwa razy nie musisz nam mówić – brzmiała rezolutna i natychmiastowa odpowiedź. Cenię Zelmerów za ten brak zbędnych wahań. Po godzinie już odkurzaliśmy, aż się kurzyło. Odkurzyliśmy wszystkie pokoje, kuchnię i przedpokój, zostały nam tylko toaleta i łazienka, kiedy Zelmerowa powiedziała:
– Wybaczcie, ale ja już nie mogę więcej odkurzać.
– Co się stało? – zaniepokoiłem się. 
– Mi już nie wchodzi po prostu.
– Może masz pełny worek? Albo zgoła źle założony?
– A może zmienić ci końcówkę ssącą, kochanie? – zatroskał się Zelmer.
– Nie nie, to nie to. Jesteście bardzo mili, ale po prostu wskoczę na pawlacz i sobie poleżę.
I poszła, a my odkurzaliśmy dalej. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy minęła dziesiąta. Uświadomiłem to sobie, kiedy rozległ się dzwonek. W drzwiach stał oczywiście czajnik z dołu. Ponieważ był bezprzewodowy, nachodził mnie, kiedy chciał.
– Panie, pan znowu odkurza po nocach i spać nie daje. A ja z samego rana muszę być na podstawce i gotować wodę na kawę.
– Najmocniej przepraszam. Może pan sobie z nami coś z nami odkurzy na zgodę?
Zmieszał się trochę i odpowiedział:
– Nie, dziękuję, wolę nie mieszać.
– To może panu nalać? – zaofiarował się Zelmer.
– O, to już prędzej – czajnik przestąpił wreszcie próg, a Zelmer bez zbędnych ceregieli zaczął mu nalewać. Nalewał, nalewał i nic.
– Nalałem panu już?
– Jeszcze nie. Mi ciężko nalać, bo zawsze przy nalewaniu jestem poziomo, taki przykaz. 
Kiedy zajęci byli nalewaniem, odkurzyłem wszystko, co jeszcze było do odkurzenia. Potem powiedziałem:
– To wy sobie tu nalewajcie, a ja skoczę jeszcze poodkurzać do sklepu.
Co było dalej, nie bardzo pamiętam. Wiem za to, że w niedzielę rano właściciel czajnika pieklił się, że ma zalane całe mieszkanie, za to nasz właściciel nie mógł się nacieszyć, jak ma czysto. Słyszałem, jak powiedział:
– Te Meteory co całkiem porządna rodzina odkurzaczy.


podsiadlo@atol.com.pl
skr. poczt.32, 45-067 Opole1.


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 27 (2765), 7 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl