NOTATKI

Bronisław Mamoń



Stan literatury polskiej


„Kwartalnik Artystyczny” kontynuuje ankietę „Jaki jest teraźniejszy stan literatury polskiej?”. Odpowiedzieli już Czesław Miłosz, Henryk Grynberg, Stanisław Lem, Leszek Szaruga i Janusz Szuber. Kolejne głosy przynosi numer 1/2002.
Julia Hartwig w swoich uwagach skupia się głównie na eseistyce i poezji. W gronie wybitnych twórców eseistyki wymienia Ryszarda Kapuścińskiego, Marię Janion i Ryszarda Przybylskiego. Przypominając o ustalonej od lat hierarchii w polskiej poezji, upomina się o więcej uznania dla poetów będących poza czwórką czy piątką championów. Pisze: „nie czuję się na siłach, by nawet najogólniej scharakteryzować kierunek, w jakim idzie nasza poezja: z jednej strony ogromna różnorodność, z drugiej – bezgraniczna szarość setek tomików nie do rozróżnienia”. Symbolicznymi, powracającymi motywami współczesnej poezji są – według Julii Hartwig – obrazy życia zagrożonego, związanego z utratą powietrza, tonięciem, duszeniem się (m.in. Stanisława Barańczaka „Sztuczne oddychanie, Kazimierza Nowosielskiego „Uparte oddychanie”) oraz „rodzaj obsesji ścigającej dziś poetów, a może i artystów w ogóle, a na imię jej fragment” (Tadeusza Różewicza „zawsze fragment”, Bogusławy Latawiec „Nigdy całość”). Ten drugi trop wiąże poetka z „uniwersalną dziś tęsknotą współczesnego człowieka za nieosiągalną całością”.
Jerzy Gizella w emocjonalnym tekście „Koniec opery (i operetki)” przyznaje rację Miłoszowi, że „polska literatura obniżyła loty”. Problem rozszerza na całą kulturę. Według Gizelli zaczęła się era literatury „wulgarnej, prymitywnej, wesołkowatej, politycznie poprawnej, doprawionej magią i horrorem”. Z długiej listy przyczyn tego stanu rzeczy wymienia: telewizję i kulturę obrazkową.
Mieczysław Orski w szkicu pod znaczącym tytułem „Rewidenci fikcji” charakteryzuje prozę minionego dziesięciolecia. Wyróżnia „okresy dominacji różniących się dość zasadniczo tendencji”. W pierwszych latach dostrzega renesans życia literackiego wskazując na wielką rolę czasopism (m.in. „Kresy”, „Kwartalnik Artystyczny”, „Borussia”, „Krasnogruda”, „Pogranicze”) odkrywających literaturę powstającą poza dotąd uznanymi środowiskami. „Te pierwsze lata dekady były porą (szkoda, że niedługą) niezwykłego entuzjazmu społecznego i optymizmu twórczego, znajdującego swój wyraz także przy biurkach pisarskich (...). W dość niedługim czasie (głównie w latach 1992–1995) pojawiło się na rynku, po dłuższym okresie posuchy, niespodziewanie dużo, co prawda dość tradycyjnie skomponowanych, ale zgrabnie i smakowicie skrojonych, zachęcających do lektury powieści”. Druga połowa lat 90. przyniosła zdaniem Orskiego wzrost zainteresowania literaturą „samą w sobie”, która stała się układem odniesienia, przedmiotem nowej, sztucznej kreacji z klisz, cytatów, anegdot, komunikatów zestawionych w wymyślnych konstrukcjach, mających służyć często zabawie literackiej łatwej i atrakcyjnej. Na tym tle wyróżniają się: zdekonstruowany i zaszyfrowany świat powieści Zbigniewa Kruszyńskiego: „Schwedenkraüter” i „Szkice historyczne”. Mieczysław Orski dostrzega jednak brak w nowej literaturze odniesień ontologicznych.
Na wiele braków wskazuje ks. Jan Twardowski w osobistej, krótkiej wypowiedzi. Upomina się w niej o sprawy jego zdaniem najważniejsze: tematy wiary i patriotyzmu, nadziei i miłości, moralności. Pisze m.in.: „Brakuje pism i krytyki. Kiedyś piękną rolę pełnił »Tygodnik Powszechny« – nie tylko polityczną, ale również literacką. Jerzy Turowicz umiał dostrzec człowieka. Teraz tam się zmieniło. A przecież w wątkach metafizycznych i religijnych można upatrywać siłę literatury współczesnej”.
Piotr Wojciechowski w odpowiedzi zatytułowanej „Syndrom bezdomnych bibliotek” obala mity funkcjonujące w teraźniejszej literaturze. Obiegowe mity to zdaniem Wojciechowskiego: mit rynku (książka jako towar), przekonanie o zapóźnieniu, nienadążaniu literatury, wiara w awangardę, moc naukowości, szczerość i atrakcyjny autotematyzm. Funkcjonują one jako wyznaczniki tego, jak trzeba pisać, „tylko argument tego »tak trzeba« zmienia się płynnie od – »tak jest godnie i rozumnie« do »tak się wygrywa i zarabia«”.
Wojciechowski przenosi ciężar uwagi z piszących literaturę na jej odbiorców: „Kluczem do pytania o stan literatury dzisiaj jest spojrzenie na dzieje bibliotek tych przyzwoitych, kulturalnych ludzi, którzy przez ostatnie półtora wieku byli ostoją czytelnictwa” i „potrafili rozmawiać o książkach”. „Literatura staje się nieaktualna. Wiedza jest w internecie, rozrywka w pismach, wiadomości bieżące w prasie. (...) Literatura jest krwiobiegiem kultury, nic też dziwnego, że dzieli losy kultury współczesnej.”


(m)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 27 (2765), 7 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl