XII Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie


Droga po życie

Z Benzionem Millerem

rozmawiają Agnieszka Sabor i ks. Stanisław Obirek 


Tygodnik Powszechny: – W Polsce czyta się dziś Bubera i Heschla. Ci wielcy myśliciele stają się ważni także dla duchowości chrześcijańskiej. Czy to oznacza, że chrześcijaństwo może odkryć chasydyzm?
Benzion Miller: – Buber albo Heschel opowiedzą historie rabinów, ale nie odkryją istoty chasydyzmu. Lepiej od nich zrobi to rebe z Rymanowa, Nowego Sącza czy Bracławia. Kto uważnie przeczyta pisma wielkich cadyków, zrozumie, że chasydyzm jest stylem życia.
Niezmiennym, także w ponowoczesnej współczesności?
– Nie zmieniliśmy naszego stylu życia wraz z czasem, choć czas zmienił wszystko wokół nas. Robimy to samo, co nasi przodkowie robili od pierwszego dnia chasydyzmu. Mamy samochody, lodówki, klimatyzację i telefony komórkowe. Ale przestrzegamy tych samych reguł, co przed 200 laty: ubieramy się jak wtedy, nosimy pejsy i brody. Nasze trwanie jest możliwe, bo naukę przekazujemy z ojca na syna, z syna na wnuka. Trwaniu pomaga strój, bo trudno byłoby iść w długiej kapocie na dyskotekę. Ubiór jest strażnikiem, który powstrzymuje nas przed pewnymi rzeczami.
Podobnie jest w katolicyzmie wśród sióstr zakonnych i księży.
– I chyba nieczęsto widuje się księży lub zakonnice w barach?
Rzadko. Czy nie łatwiej było trwać w chasydzkiej niezmienności kiedyś, mieszkając w Leżajsku, niż teraz w Nowym Jorku? Czy fakt, że współczesny chasydyzm kojarzy się nam najczęściej z Brooklynem, nie wynika z poczucia wyobcowania chasydów w nowoczesności albo z ich świadomej izolacji? 
– Chasydzi mieszkają w całej Ameryce: w Los Angeles, Chicago, New Jersey, Filadelfii, na Florydzie. Wszędzie są razem – to nasz naturalny sposób życia, który wynika z jednej tylko przyczyny: jeśli twoja synagoga jest zbyt daleko, nie będziesz mógł do niej dojechać w szabas, kiedy zabronione jest podróżowanie. Nie możesz mieszkać we Wrocławiu i mieć synagogę w Krakowie. Żydzi muszą żyć razem – to kwestia logistyki.
Czy bycie chasydem wymaga dziś odwagi?
– Zależy gdzie. Jeśli jest w Krakowie jakiś chasyd, musi być bardzo odważny – bo jest sam. Ale w Brooklynie, gdzie są ich tysiące...
Po co to trwanie? Czym jest istota chasydyzmu? 
– W życiu łatwo obchodzić niektóre prawa. Ot, choćby taka prosta sytuacja: znajdujemy na ulicy zgubiony przez kogoś portfel. Nie wiemy, kim był ten człowiek, a on nie dowie się, że to my znaleźliśmy jego własność. Chowamy cudzą rzecz do kieszeni, znajdując wiele wytłumaczeń. Jeśli jesteś chasydem, dołożysz wszelkich starań, żeby znaleźć tę nieznaną osobę i oddać portfel. Jeden Żyd jest za drugiego odpowiedzialny – to dlatego chasyd zwróci uwagę Żydowi, który złamał prawo szabatu. Chasyd robi więcej niż wymaga od niego Prawo i inni ludzie. Ale to nie oznacza, że jest lepszy od innych.
Kiedy się widzi chasydów, można w nich dostrzec coś niezwykłego: radość, bezpośredniość i swoistą „łatwość” kontaktu z Bogiem...
– Baal Szem Tow, tworząc nasz ruch, najpierw zaszczepił w chasydach radość. Służysz Bogu nie tylko wtedy, gdy siedzisz nad książkami i płaczesz nad nimi. Jak śpiewa Król Dawid, „musisz czcić Boga z radością”. Jak to robić? Nie chodzi o to, by uśmiechać się jak idiota i powtarzać „jestem szczęśliwy”. Wielbisz Boga z radością, śpiewając ku Jego chwale – kiedy jesteś w synagodze i kiedy zapraszasz gości, podczas ślubu i podczas posiłku. To są szczęśliwe okazje. Jak to przenieść np. do życia chrześcijan? Nie wiem. Ale człowiek szczęśliwy lepiej służy Bogu niż smutny.
Dla chasydów ważni są mistrzowie.
– Tak było od początku: Baal Szem Tow miał ucznia, który przejął jego schedę. Jego następca Dow-Ber także miał ucznia – i tak to się rozgałęziało. Powstawały grupy i dynastie, a każda miała swój własny chasydyzm.
Kim jest chasydzki mistrz?
– Nazywamy go rebe, a słowo to oznacza nauczyciela. On uczy mnie pewnego stylu życia. Jest duchowym ojcem, ale innym niż katolicki ksiądz albo buddyjski mnich. My nie mówimy o bardzo indywidualnej relacji mistrz–uczeń. Czujemy się nauczani, postępujemy za nauczycielem. Jednocześnie relacja między chasydem a jego rebe jest bardzo otwarta: zawsze mogę zapukać do jego domu. Rabbi jest z ciała i krwi, urodził się z matki i ojca – tak jak ja. Całe życie rozwijał się i studiował – jest osobą duchową, bo prowadził surowe, bezinteresowne życie. Rabini wiele wiedzą o świecie, mogą czytać gazety, mogą znać się na polityce. Ale ich głównym zadaniem jest wskazywanie pewnej drogi, którą samodzielnie pójdą ich następcy.
Jeśli nie podoba mi się to, czego uczy mój rebe, pójdę do innego, który będzie odpowiadał mojemu sposobowi myślenia. Zazwyczaj decyduje się to w rodzinach. Mój pradziadek był kontynuatorem nauki rabina Chaima z Nowego Sącza. Kiedy ten umarł, mój dziadek przeszedł do Leszloma Halbersztama, który był wnukiem Chaima. Mój ojciec też do niego poszedł, potem zaś do jego syna Bincjona i do Roberta Szlomo, wnuka pierwszego Roberta Szlomo. Ja też poszedłem do Roberta Szlomo. Od dwóch lat, które minęły od jego śmierci, podążam za jego synem, Robertem Naftalim. Moje dzieci i wnuki też są jego uczniami. Tak to funkcjonuje.
Obowiązkiem ucznia jest przekazywanie nauczania swoim dzieciom...
– To znacznie prostsze. Nie jest tak, że kiedy ja idę do rebe, moje dzieci zostają w domu. Odwiedzamy go razem i razem się uczymy. To rodzaj duchowej osmozy.
W Polsce widujemy wielu młodych Żydów przyjeżdżających do Oświęcimia, do grobu-symbolu Zagłady. Widujemy też chasydów odwiedzających groby cadyków w Leżajsku albo Bobowej. To zupełnie różne sposoby pielgrzymowania.
– W podróżach do Polski często pomija się to, co najistotniejsze. Czego Żydzi powinni tu szukać? Oczywiście wszyscy, także i goje, muszą pojechać do Oświęcimia – to bardzo ważne miejsce. Zobaczą tam historię i śmierć. Ale przede wszystkim powinni szukać w Polsce życia. A znaleźć je mogą także w spotkaniu z grobem. Przy grobach cadyków przybysze dowiedzą się, że rabin Elimelech był nauczycielem rabina z Ropczyc, zaś jego uczniem – rabin z Nowego Sącza. Zauważą kontynuację, długi sznur, w który łączą się wydarzenia. Tak historia przechodzi w teraźniejszość i przyszłość. A to jest właśnie życie.
Alfred Döblin, wyemancypowany Żyd z Berlina, opowiada w książce „Podróż po Polsce” o swoim spotkaniu z chasydyzmem. Kiedy w 1924, tuż po przekroczeniu polskiej granicy, zobaczył chasydów – pierwsze wrażenie było straszne. Potem pojechał do Góry Kalwarii i tam zetknął się z cadykiem, zobaczył, co się wokół niego działo. I to spotkanie, choć nie został chasydem, stało się dla pisarza duchowym przełomem.
– Żydzi z Berlina, gdzie zaczął się ruch reformy, często patrzyli na chasydów z niechęcią. Przychodził taki Żyd w sztywnym ubraniu, z krawatem, który go dławił i widział chasyda w rozpiętej, nie wyprasowanej koszuli, w niewyglancowanych butach. Zresztą, nie zawsze tak to wyglądało. W Bobowej rabin był surowy, jeśli chodzi o czystość: spodnie musiały być wyprasowane w kant, buty błyszczące, kapelusze czyste, pejsy musiały się ładnie zawijać. W Górze Kalwarii panował inny, „niezobowiązujący” styl, może dlatego, że tamtejsi chasydzi byli bardziej zaangażowani w studiowanie. „Zreformowany” Żyd, widząc taką inność, mógł się od niej z niechęcią zdystansować. Albo odkryć coś nowego. Dziś też nie każdy wie, że chasydyzm to coś więcej niż ubiór – to nauka, wiedza, uczucia, pobożność. Dlatego czasem jest tak, że nieufny i sceptyczny, z czystej ciekawości idziesz do rebe, a on nieoczekiwanie otwiera twoją Świętą Księgę.
Czy my, nie-Żydzi możemy nauczyć się czegoś od chasydów?
– To nie jest takie proste. Chasydzi wiedzą, że nauka zabiera całe życie. Ale zawsze zacząć trzeba od „Alef”, pierwszej litery – od Starego Testamentu, Talmudu, Prawa. Potem dopiero można zacząć studiować książki chasydów. One nie są tylko tym, co można z nich wyczytać. Nic nie da się przyspieszyć. Nie da się tak po prostu wziąć z półki leksykonu albo encyklopedii, aby odkryć chasydyzm.
Czy chasydyzm chce dialogu z chrześcijanami?
– Dialog musiałby prowadzić ktoś, kto wie więcej niż ja. Wy macie Nowy Testament, a my mamy Stary. Nie wszystko w Nowym Testamencie zgadza się ze Starym Testamentem. Nie znam Nowego Testamentu, nie potrafię się z Nim spierać. Choć to nie znaczy, że chcę się z nim spierać.
Jaki jest Bóg chasydów?
– Jest jeden Bóg – ten sam dla każdego stworzenia na ziemi. Stworzyciel wszystkiego.


Tłum.: Magdalena Stojowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 27 (2765), 7 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl