Nr 27 (2765), 7 lipca 2002

 

 

 

               





Cała prawda o piłce nożnej

Dariusz Czaja

Piłka objętości ludzkiej głowy

Dokładnie co cztery lata ludzkość, a w każdym razie jej bardziej rozgarnięta część, próbuje odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie: co takiego jest w piłce, że taka mała i skórzana a roznamiętnia miliony? Dlaczego z powodu transmisji telewizyjnych tu i ówdzie wykoleja się gospodarka a giełda wariuje? Dlaczego w rodzinach w harmonii dotąd żyjących, zaczynają pojawiać się nagle wyraźne znamiona rozpadu? Skąd tyle płaczu i cierpienia, skąd tyle zagadkowych zejść śmiertelnych wreszcie? Dlaczego to piłka właśnie, a nie żaden inny sport, generuje tak niespodziewane sekwencje zdarzeń? Teorii jest wiele i każda dobra. Bo trzeba powiedzieć bez ogródek: popychać piłeczkę – to jedno, a mieć do niej teorię – to coś całkiem innego. WIĘCEJ





Czy w polityce Niemiec wobec Polski pojawi się nowy ton?

Wojciech Pięciak

Zatrzymać Stoibera!

Historyk Heinrich August Winkler napisał kiedyś, że Niemcy nie mogą pozbyć się skłonności do skrajności. Najpierw byli „ponad wszystko”, potem uznali, że „im gorzej, tym lepiej”: im przodkowie byli gorsi, tym bardziej możemy być dumni z (ich) grzechów. Jak naród wybrany – w zbrodni i w pokucie. Potem przyszło Kosowo i Afganistan – i Niemcy, stając po stronie Dobra, zostali „militarnymi humanistami”, patrzącymi przez pryzmat idei praw człowieka także na historię – choć tylko tę najnowszą, i tylko własną. Teraz modni są Niemcy jako ofiary wojny. WIĘCEJ





Krzysztof Kozłowski
Koniec UOP, początek niewiadomej

W ub. tygodniu sejmowa komisja specjalna ds. specjalnych pozytywnie oceniła działalność Urzędu Ochrony Państwa w 2001 r. Mimo to UOP przestał istnieć. 
W sobotę 29 czerwca 2002 r. o północy powieszono tabliczki z nowymi nazwami: Agencja Wywiadu, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Między godz. 24 a 3 nad ranem zwolniono ze służby około 500 funkcjonariuszy b. UOP, którzy przez chwilę tylko stali się funkcjonariuszami nowych agencji. Każdemu zwolnionemu oficerowi poświęcono więc ok. 2 sekund. Pytanie brzmi: kto i na jakiej podstawie przygotował zawczasu imienny wykaz zwalnianych? Wszyscy zwolnieni (a będzie ich bez wątpienia więcej) powinni to sprawdzić odwołując się aż do Sądu Administracyjnego. WIĘCEJ




O Celi i „Celi” – książce Anny Sobolewskiej


Wojciech Bonowicz
„Mam uwagę! Proszę się kochać!”

Jest to książka o radości posiadania dziecka. I radości bycia posiadanym – bo ta przynależność jest wzajemna. Odpowiedzią na zespół Downa, o której mówi podtytuł, jest radość, że Cela się pojawiła i zdobyła miłość swoich rodziców. Odpowiedzią na zespół Downa jest – życie z „Downem”. WIĘCEJ






Joanna Olech
Nadmiar

Myli się, kto sądzi, że „Cela” to książka dla rodziców dzieci dotkniętych zespołem Downa. To znaczy – książka ta z pewnością okaże się pomocą i źródłem otuchy dla rodzin, w których przyszedł na świat „muminek”, ale nie wyłącznie. Jest to znakomita książka dla wszystkich rodziców – także, czy może przede wszystkim dla tych, którzy cieszą się zdrowym potomstwem. Przeczytałam ją jednym tchem i nie zamierzam streszczać – to jest lekcja, którą każdy z nas sam powinien odrobić, bo dostarcza aż nadto materiału do przemyśleń nad sensem rodzicielstwa. WIĘCEJ











WIARA



Wnioski z ,,afery poznańskiej” – recenzja książki o. Józefa Augustyna „Głęboko wstrząśnięci. Samooczyszczenie Kościoła”. Wydawnictwo „m”, Kraków 2002


Ks. Adam Boniecki
12 tez ojca Augustyna

Najnowsza książka o. Józefa Augustyna to zbiór wywiadów i artykułów o tym, co napisał Jan Paweł II w liście do kapłanów na Wielki Czwartek 2002 roku (...). Książka jest poniekąd pokłosiem debaty wokół „sprawy poznańskiej”, ale tylko poniekąd, bo podejmuje tematykę szerszą. Sporo się w niej mówi także o problemach przygotowania do kapłaństwa i życia w celibacie. (...) Czytelnik czuje, że spotkał kogoś z wielkim doświadczeniem; kto, jeśli coś twierdzi, to wie, dlaczego jest pewny swoich racji. Z pewnością dla wielu adeptów do kapłaństwa, a pewnie i dla wychowawców, książka może się okazać cenną pomocą. WIĘCEJ





Czy nasi księża pracujący latem w Niemczech
przełamią stereotypy o Polakach?


Ks. Andrzej Turek
„Bajery” i leczenie zaszłości

W domu uczono mnie, że o relacje z sąsiadami trzeba dbać, aby były zawsze jak najlepsze. Rodzina jest ważna, ale z sąsiadem żyje się na co dzień, a w razie potrzeby pierwszym, który może pośpieszyć z pomocą jest właśnie sąsiad – w tym sensie jest on najbliższy. Niemcy są naszym najbliższym zachodnim sąsiadem. Oby każdy dzień ukazywał coraz wyraźniej, iż ta sąsiedzka bliskość Niemców i Polaków – nie jest tylko bliskością geograficzną czy dyplomatyczną. Myślę, że wiele na tym polu wzajemnego zbliżenia czynią polscy księża poświęcający wakacje na pracę duszpasterską w Niemczech. Czynią to chętnie i z radością i nie jest to tylko kwestia jakiejś przygody, okazji do „językowej wprawki”, dreszczyku zagranicznego wojażowania czy względów finansowych. Jeden z nich powiedział kiedyś do mnie: „Jeżdżę na »Bajery« co roku; wiem, że oni tam na mnie czekają – i co tu dużo mówić: kocham ich”. WIĘCEJ





Po śmierci duszpasterza z Lasek


Bp Bronisław Dembowski

Bez cienia goryczy

 29 czerwca, Laski.
 Pogrzeb ks. Tadeusza Fedorowicza


26 czerwca zmarł w Laskach w 96. roku życia ksiądz Tadeusz Fedorowicz, kapłan Archidiecezji Lwowskiej, kierownik duchowy Dzieła Lasek, następca Sługi Bożego ks. Władysława Korniłowicza. W dniu jego śmierci czytaliśmy w czasie Mszy świętej słowa z Ewangelii według św. Mateusza: „Poznacie ich po ich owocach (...). Każde dobre drzewo wydaje dobre owoce,
a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców”. Ks. Tadeusz był dobrym drzewem, które wydawało dobre owoce przyjaźni, życzliwości, które wielu pomagało zbliżać się do Boga. WIĘCEJ





Kardynał Paryża o Jerzym Turowiczu


kard. Jean-Marie Lustiger

Chrześcijańska słuszność

Ten dziennikarz i intelektualista zawsze chciał tylko skromnie wypełniać swoją pracę. Jego życie, jego boje, jego sukcesy i porażki pomagają nam zrozumieć polski los w tym, co najczystsze, najbardziej znaczące, pozbawione pokus. Oddaję cześć temu, co Jerzy dokonał, jak przyczynił się do ukazania logiki duchowej naszego wieku. WIĘCEJ

 

 

27 maja w Instytucie Polskim w Paryżu odbył się wieczór z okazji opublikowania przez wydawnictwo CANA książki „La Pologne au coeur” – zbioru artykułów i esejów Jerzego Turowicza. Wybór, w zasadzie oparty o wydaną w „Znaku” książkę „Bilet do raju”, został nieco zmodyfikowany. Niektóre teksty wypadły, znalazły się inne, których w polskim wydaniu nie ma. Książkę prezentował jej wydawca, znany dziennikarz Jean Offredo w towarzystwie arcybiskupa Paryża kardynała Jean-Marie Lustigera, który napisał przedmowę do francuskiego wydania. Głos zabrali również: ambasador Polski w Paryżu Jan Tombiński, Richard Prasquier z Yad Vashem i Marek Rudnicki.
Offredo przypomniał drogę życiową Jerzego Turowicza. Był on – mówił Offredo – człowiekiem „sprawiedliwym” w biblijnym sensie tego słowa. Ogromne wrażenie wywierały jego mądrość, siła przekonań, zrównoważenie wypowiedzi i ich prostota. Był wielkim Polakiem, a jednocześnie obywatelem świata, wcieleniem i żywym świadectwem tożsamości chrześcijańskiej, która powołuje każdego z nas, by stał się cząstką wieczności Boga.
Kardynał Lustiger z powodu choroby gardła niemal nie mógł mówić. Szeptem wyraził żal, że swą niedyspozycją sprawia zawód przybyłym na to spotkanie, a przede wszystkim samemu Jerzemu Turowiczowi, swemu drogiemu przyjacielowi, którego poznał w latach osiemdziesiątych. Tego wieczoru chciał wspólnie z obecnymi zastanowić się nad kilkoma wybranymi zdaniami i myślami Turowicza o sensie obecności Polski w Europie oraz chrześcijańskich korzeniach Europy. Tekst kardynała przeczytał Jean Offredo.

Katarzyna Wasilewska z Paryża

 



Ks. Adam Boniecki MIC
Papież w Wysokiem 

Gimnazjum w Wysokiem otrzymało imię Jana Pawła II. Cóż, małe wydarzenie lokalne, nawet nie było telewizji. Zresztą, wiele szkół otrzymało imię Jana Pawła II, a wieś Wysokie wśród szczerych, kujawskich pól, między Koninem a Kołem nawet nie na każdej mapie Polski bywa zaznaczona. Pojechałem tam jako „znajomy” Jana Pawła II. Byłem zbyt krótko, by dokładniej zapoznać się ze szkołą, środowiskiem, ludźmi. Jednak to, co widziałem, budzi we mnie nieprzepartą potrzebę napisania. WIĘCEJ








KRAJ I ŚWIAT


 


Wątpliwości wokół przyszłości NATO

Stanisław Koziej
Luka euroatlantycka – szczelina czy przepaść? 

Nie tak dawno w Londynie przysłuchiwałem się interesującej konferencji na temat strategicznych relacji między USA i Europą. Po początkowej wymianie grzeczności i poetyckich haseł („musimy, chcemy i będziemy razem”), dyskusja przeszła do prozy, by po chwili osiąść na rafie zdolności obronnych, a konkretnie na rosnącej luce strategicznej ulokowanej gdzieś nad Atlantykiem (i częściowo nad Wielkimi Jeziorami, bo Kanada w tej dziedzinie przestaje razem z Europejczykami). Warto przyjrzeć się kilku kwestiom, które spędzają sen z powiek analitykom strategicznym, i które w miarę zbliżania się listopadowego praskiego szczytu NATO będą coraz dokuczliwsze dla polityków. WIĘCEJ

 

Gen. brygady prof. Stanisław Koziej w latach 1993-2001 kierował Departamentem Systemu Obronnego w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego i MON. Był przedstawicielem Polski w Grupie Wysokiego Szczebla NATO ds. polityki nuklearnej. Jest niezależnym ekspertem strategicznym oraz wykładowcą w Akademii Obrony Narodowej i profesorem Wyższej Szkoły Businessu i Administracji w Warszawie.





Damian Buniak
Trybunał dla bezkarnych

Rozpoczyna działalność jedna z najważniejszych instytucji ochrony praw człowieka – Międzynarodowy Trybunał Karny. Czy szerokie uprawnienia mimo braku poparcia USA, uczynią Trybunał skutecznym narzędziem w walce z najdrastyczniejszymi naruszeniami praw człowieka na świecie?

 

Trybunał będzie ścigał i sądził osoby oskarżane o zbrodnie ludobójstwa, wojenne oraz przeciwko ludzkości. Jego jurysdykcja będzie rozciągała się na obywateli państw, które ratyfikowały statut oraz osoby, które popełniły zbrodnie na terenie państw-stron statutu. Podstawową zasadą jest subsydiarność: Trybunał ma jedynie uzupełniać jurysdykcję krajów mających pierwszeństwo osądzania zbrodni. Zajmie się sprawą dopiero w sytuacji bezczynności lub nieudolności państwa. Trybunał powinien więc ukrócić bezkarność tych, którzy pogwałcili normy praw człowieka i nie ściga ich wymiar sprawiedliwości własnego kraju. WIĘCEJ

 

Autor jest prawnikiem, współpracuje m.in. z Ośrodkiem Praw Człowieka UJ. Był obserwatorem międzynarodowym z ramienia OBWE w pierwszych wyborach parlamentarnych w Kosowie. 
 




Wokół nowej książki Francisa Fukuyamy

Jacek Kubiak
Koniec ludzkości, początek biopolityki?






Francis Fukuyama „Our Posthuman Future.
Consequences of the Biotechnology Revolution”
Farrar, Straus & Giroux, New York 2002;
256 stron.

 




W artykule „The End of History?” („Koniec historii?”) ogłoszonym latem 1989 r. w elitarnym „National Interest”, amerykański politolog japońskiego pochodzenia Francis Fukuyama zadał pytanie (a wedle jego krytyków od razu też twierdząco odpowiedział): czy jesteśmy świadkami końca współczesnej historii oraz heglowskiej ewolucji instytucji politycznych i ekonomicznych? Definitywny upadek komunizmu i powszechne dążenie do modelu demokratycznego społeczeństwa kapitalistycznego miały zakończyć naszą historię, a przyszłość uczynić nudną, rutynową i pozbawioną niespodziewanych perspektyw. Tyleż uwodzicielska, co kontrowersyjna teza przyniosła Fukuyamie światową sławę.

 

Sednem rozważań Fukuyamy jest pytanie, czy postęp nauki, a szczególnie biotechnologia, zagraża ludzkości. Skoro istnieje tyle trudności już z samym dobraniem definicji ludzkiej natury (a to samo dotyczy praw i godności człowieka), to na jakiej podstawie można twierdzić, że biotechnologia zmieni naturę człowieka? Niewątpliwy talent autora sprawia, że pomimo wahań czytelnik łatwo podąża jego tropem. Czuje bowiem, czym jest jego własna, a więc i ogólnoludzka, natura i jak wielkim dla niej zagrożeniem jest ingerencja w nasze geny. WIĘCEJ

 

Autor jest pracownikiem naukowym francuskiego CNRS (Narodowe Centrum Badań Naukowych) i laboratorium Biologii i Genetyki Rozwoju Uniwersytetu w Rennes (Francja). Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.
 



Recenzja z książki Svetlany Broz, „Dobrzy ludzie w czasach zła”


Piotr Kosiewski
Ofiary, kaci

Wydany ostatnio polski przekład książki Svetlany Broz, zawierającej relacje z niedawnej wojny w Bośni i Hercegowinie, wywołał liczne kontrowersje. Świadectwem tego, jak różne mogą być jej odczytania, były jakże odmienne w tonacji teksty Konstantego Geberta i Wojciecha Tochmana, ogłoszone niedawno w „Gazecie Wyborczej”. Należy docenić odwagę wydawców, którzy organizując spotkanie z autorką, zaprosili do udziału nie tylko tłumaczkę tomu, Dorotę Jovankę Cirlić, ale również recenzentów książki. I trudno się dziwić, że podczas dyskusji doszło do ostrych sporów. WIĘCEJ

Svetlana Broz, „Dobrzy ludzie w czasach zła”, tłum. Dorota Jovanka Cirlić. Wołowiec 2002, wydawnictwo Czarne. Spotkanie z autorką odbyło się 21 czerwca w Warszawie.






KULTURA


 

XII Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie

Chwile wieczności
Na krakowskim Kazimierzu odbył się XII Festiwal Kultury Żydowskiej – wydarzenie, które stało się w ostatnich latach jednym z najważniejszych znaków rozpoznawczych Krakowa w świecie. Po raz kolejny można było posłuchać wykładów mieszkającego na Kazimierzu rabina Sachy Pečariča, spotkać się z Szewachem Weissem (ambasadorem Izraela w Polsce) i Maciejem Kozłowskim (ambasadorem RP w Izraelu); Leon Blank ze Szwecji uczył żydowskiego tańca, a Leopold Kozłowski, Michał Alpert, Dave Krakauer i Frank London tłumaczyli, czym jest „klezmologia”. Benzion Miller pokazywał, jak szukać spotkania z Bogiem poprzez śpiew, i obalał mity związane ze słowem „koszerny”. Pojawił się także nowy, znaczący element: warsztaty dla dzieci, które poprzez zabawę w Synagodze Poppera poznawały elementarz tradycji żydowskiej.
Jak zwykle szczególnie ważna była muzyka: ta najbardziej tradycyjna, klezmerska, i ta „radykalnie” poszukująca. Wystąpili m.in. Andy Statman Trio, Free Klezmer Duos, The Cracow Klezmer Band z Frankiem Londonem, Dave Krakauer Klezmer Madness. Jak napisał Janusz Makuch, dyrektor Festiwalu: „Jaśnieją dusze synagog, Kazimierz pogrąża się w snach. Znów czas jest łaskawy, dając nam chwile wieczności”. 



Droga po życie

Z Benzionem Millerem

rozmawiają Agnieszka Sabor i ks. Stanisław Obirek 

W podróżach do Polski często pomija się to, co najistotniejsze. Czego Żydzi powinni tu szukać? Oczywiście wszyscy, także i goje, muszą pojechać do Oświęcimia – to bardzo ważne miejsce. Zobaczą tam historię i śmierć. Ale przede wszystkim powinni szukać w Polsce życia. A znaleźć je mogą także w spotkaniu z grobem. Przy grobach cadyków przybysze dowiedzą się, że rabin Elimelech był nauczycielem rabina z Ropczyc, zaś jego uczniem – rabin z Nowego Sącza. Zauważą kontynuację, długi sznur, w który łączą się wydarzenia. Tak historia przechodzi w teraźniejszość i przyszłość. A to jest właśnie życie. WIĘCEJ


Benzion Miller
– chasyd z Brooklynu, jeden z najwybitniejszych kantorów żydowskich na świecie. Już w wieku 18 lat został kantorem synagogi w Żydowskim Centrum na Hillside w Nowym Jorku. Wiedzę o śpiewie chasydzkim przekazał mu ojciec, również znany kantor, Aron Miller. Teorię muzyki studiował w Montrealu u kantora Samuela Taube. Śpiewał w Rosji, Polsce, Rumunii i na Węgrzech. Jest stałym gościem Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie.



Nurt radykalny
Z członkami zespołu The Cracow Klezmer Band: Jarosławem Besterem, Olegiem Dyyakiem, Wojciechem Frontem i Jarosławem Tyrałą rozmawia Tomasz Cyz

Zastanawia nas ta chęć zaszufladkowania. Jeśli wykonujemy muzykę żydowską, to czy koniecznie musimy być Żydami? W muzyce nie ma znaczenia, czy ktoś jest związany z kulturą danego narodu czy nie. Najlepszym przykładem są Japończycy, grający z tzw. słowiańską duszą muzykę Chopina. Muzyka klezmerska też nie była dawniej tak bardzo ortodoksyjna, jak nam się dzisiaj wszystkim wydaje. Klezmerzy grywali zarówno na weselach żydowskich, jak i nieżydowskich. Mieli bardzo szeroki repertuar. Przecież my sami nie wiedzieliśmy, że coś, co gramy, wpisuje się w radykalny nurt muzyki żydowskiej. Kiedy nagrywaliśmy pierwszy materiał i wysyłaliśmy go do Johna Zorna, nie wiedzieliśmy, kim on jest... WIĘCEJ



„The Warriors” i dalej


Najpierw (tytułowe „The Warriors”, „Klezmer Rhapsody”) pojawia się rytm – agresywny, bezlitosny, zagarniający; dalej, niejako na jego bazie, powstaje fraza – kołująca, nieustannie rozwijana i poszerzana. Może też być tak („Memento mori”): na początku jest nicość, magmowate współbrzmienia i dźwięki, z których wyłania się podstawowa melodia – smutna, skupiona, jak wołanie. Melodia, której przenikający poszczególne brzmienia kształt (akordeon, dalej skrzypce czy klarnet) nie będzie się zmieniać. Która będzie trwaniem, rozpamiętywaniem, obsesją... I znów („The amo-rous dance of the orchid”) wyjściowy staje się rytm, choć już nie tak pospieszny, bo spleciony z linią i współbrzmieniami.
Ta muzyka niewątpliwie chce zagarniać, rozprzestrzeniać się. Może dlatego, że jest wieczną wibracją, na którą składają się wyrazisty rytm, będąca echem synagogalnego zaśpiewu melodia-głos, zagęszczające przestrzeń współbrzmienia i harmonie, wreszcie główna intensyfikująca zasada, związana z nieustannym napięciem. Może dlatego, że jest pozaczasowym i pozaprzestrzennym tańcem, który tworzą niemal „widzialne” rozedrgania ciał instrumentów: ciężki gest kontrabasu, śpieszny, rwący, czasem eteryczny ruch akordeonu, tnący powietrze świst skrzypiec, kołowrotkowy, natrętny niemal bieg klarnetu. Może dlatego wreszcie, że jest ciągłą i niesłabnącą energią.
Brzmienie, struktura, dramaturgia rozbudowanych, choć homogenicznych kompozycji może świadczyć tylko o tym, że tę muzykę tworzą wybitni instrumentaliści o potężnej sile ducha. Muzycy, którzy cieszą się każdym powstającym dźwiękiem i w niezwykłym skupieniu wsłuchują się w siebie.

A podczas festiwalowego koncertu The Cracow Klezmer Band z trębaczem Frankiem Londonem w synagodze Tempel byliśmy świadkami i współuczestnikami... rodzenia się muzyki. Początkowo jeszcze oba światy były sobie jakby obce, a trąbka poszukiwała idealnej ścieżki i „mistycznego” zabarwienia. Ale po kilkunastu taktach – rzecz stała się i wypełniła. A trąbka znów była filtrem głosu Boga. Jedynego. WIĘCEJ

TC


The Cracow Klezmer Band „THE WARRIORS”, 2001 TZADIK.





Jacek Filek
Poczucie godności jako sojusznik zła

Jest coś w interweniowaniu wobec panoszącego się zła, co sprawia, że „wyższe duchy” się tego imać nie będą. Niby uczciwi i z wyżyn swej moralnej wyższości potrafią okazać dezaprobatę, ale wystąpić publicznie z oskarżeniem nie pozwala im poczucie smaku.

 

Piszę na siebie donos, bo łatwiej mi to przychodzi niż pisać donos na Iksa. Ale to też wykręt. Można by bowiem zostawić owego Iksa w spokoju, a zwrócić przede wszystkim uwagę na okoliczności, które sprzyjać mogą złu, do jakiego Iksy wydają się zdolne. Tu sprawa się komplikuje. Bo tak jak nie będę się kalał pyskówką z jednym z tych zadziwiających stworzeń boskich o inicjałach BB (czyt. Bezczelna Baba), kiedy na przykład wpycha się do kolejki, ani jak nie będę się przecież zniżał do skarżenia kasjerce, że ta pani, proszę pani, tu nie stała, tak też i nie wstanę na Wysokiej Radzie, i nie powiem, żeby już dłużej nie patrzeć na Iksa przez palce, ale jednak może mógłbym zaryzykować (co zaryzykować? śmieszność?) i wystąpić z inicjatywą wprowadzenia pewnych regulacji, dzięki którym niektóre „nadużycia” (nawet ten cudzysłów cuchnie) będą w mniejszym stopniu możliwe. Ale nie występuję. Zajmuję się niby wyższymi sprawami. WIĘCEJ




Joanna Pollakówna (1939–2002)

Jan Zieliński

Wnętrze skorupki



Myśląc o Joannie Pollakównie widzę przed oczyma zamkniętą skorupkę orzecha. I wiem, że w środku nie tkwi bezmyślny i nieczuły orzech. Wprost przeciwnie. Wewnątrz skorupki jest niezwykły mózg i niecodzienne serce. Mądrość i czułość. WIĘCEJ












Jan Kott zmarł 22 grudnia 2001 w SantaMonica w Kalifornii. Jego prochy złożono 1 lipca 2002 r. na krakowskim cmentarzu Rakowickim, w grobowcu, w którym pochowane są matka pisarza, Kazimiera ze Wertensteinów Kottowa, i jego siostra Aniela; pogrzeb poprowadził ks. Adam Boniecki.




Bronisław Mamoń

Jan Kott i „Tygodnik Powszechny”

Po śmierci Jerzego Turowicza nadesłał na moje nazwisko kondolencje adresowane do całej redakcji. „Drodzy – pisał. – To jest cios dla Tygodnika, ale i dla nas wszystkich, którzyśmy znali Jerzego. Był jak mądrość i światło. Po jego odejściu świat zrobił się nagle raz jeszcze pusty.
Tygodnik oczywiście zostanie, ale choć będzie wierny pamięci Jerzego, już nie będzie taki sam.
Katolicki znaczy powszechny, Jerzy był jednym z tak niewielu, którzy to nie tylko rozumieli, ale wcielali w życie. I dlatego odejście Jerzego jest tak przeraźliwie smutne. Przyjmijcie współczucie, ale wszyscy musimy dzielić ten smutek” (list z 27 kwietnia 1999).
Ten tekst poruszył mnie do głębi. Wiedziałem już na pewno, że jego współpraca z „Tygodnikiem” nie była przypadkowym epizodem w jego biografii pisarskiej. Była przygodą duchową, do której zdążał wytrwale od dłuższego czasu, dając nam coś istotnego, czego nie umiem nawet nazwać. WIĘCEJ



Recenzja książki Jana Kotta, „Powiastki dla wnuczek”

 

Tomasz Fiałkowski
Natura i rzeczy ostateczne

Przed dwudziestu jeden laty w jednym z numerów nieodżałowanego krakowskiego miesięcznika „Pismo” ukazał się szkic Jana Kotta „Cudowny kołatek z mickiewiczowskiego kantorka”. Szkic ten już zewnętrznie wyróżniał się pewną osobliwością: oto w tekst włamane były rysunki owadów, jakby wyjęte z atlasu entomologicznego. 

Kiedy teraz wziąłem do ręki ową książkę, czyli „Powiastki dla wnuczek”, natychmiast przypomniałem sobie tamtą lekturę sprzed lat. Pierwszy powód jest oczywisty: okładka ozdobiona wizerunkiem pająka. Tamte kołatki na łamach pisma „Pismo” były wprawdzie dosyć zgrzebnymi rysunkami skopiowanymi z jakieś wydanej w latach pięćdziesiątych książki o zwalczaniu szkodników drewna, a pająki i inne zwierzęta w „Powiastkach...” to wspaniale zreprodukowane stare ryciny – ale sygnał pewnej analogii się pojawia. I analogia ta sięga znacznie głębiej. WIĘCEJ




JADWIGA ŻYLIŃSKA – Rzeczy prawdziwe i fantasmagorie








FELIETONY





JÓZEFA HENNELOWA – Ciasno


MAŁGORZATA MUSIEROWICZ – Ta sama piosnka

ANDRZEJ DOBOSZ – Skarb


MARCIN KRÓL – Rzecznik jako oszust zawodowy

JACEK PODSIADŁO –
Z życia wzięte

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 27 (2765), 7 lipca 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia



Kronika religijna

 

Medytacja Biblijna

 

Ks. Mieczysław Maliński

 

Liturgiczne czytania tygodnia


Kobiety w Biblii


Komentarze

 

Przegląd prasy krajowej

 

Przegląd prasy zagranicznej

 

 

Notatki

 

Wśród książek

 

 

Listy 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl