O wszystkim


Skarb

ANDRZEJ DOBOSZ



Lektura absorbująca wszystkie myśli, sprawiająca, że na długie godziny bierze się świat w nawias: korespondencja Marii i Stanisława Ossowskich, przygotowana do druku przez Elżbietę Neyman, nosząca tytuł „Intymny portret uczonych”, wydawnictwo Sic. Sama korespondencja z 65 lat liczy 655 stron (a jest to tylko wybór), cały tom ma 800 stron, zawierając także doskonałe, rzeczowe wprowadzenie wydawczyni, fragmenty dziennika Stanisława Ossowskiego z lat 1905-63, kalendaria obojga małżonków. Dotkliwym zaniedbaniem wydał mi się w pierwszych dniach lektury brak indeksu nazwisk. Wkrótce jednak zdałem sobie sprawę, że ten brak dobrze służy właściwemu obcowaniu z książką. Bez indeksu gubią się strony, na których przeczytaliśmy uwagi o p.p. Fritzhandzie, Schaffie czy Wiatrze, lub wiadomość, że „Rada wydziału obradowała przeszło dwie godziny nad samym tylko zagadnieniem zatrudnienia pięciuset dwudziestu dawnych wykładowców marksizmu-leninizmu. Po przebadaniu ich kwalifikacji, okazało się, że tylko trzydziestu sześciu nadaje się do robienia magisterium...”. Nie mogąc ich odnaleźć, pozostajemy z tym, co naprawdę ważne: urzekającą historią miłości. Są to przede wszystkim najpiękniejsze polskie listy miłosne.
Profesor Ossowski w dzienniku z roku ’61 relacjonuje dyskusję w Klubie Krzywego Koła: „Stary Wolski zwracał uwagę na nasze słownictwo: wszędzie »walka« i »budowanie«. Porównania nie z drzewem, które się rozwija, tylko z budową, są czegoś wyrazem: ludzie traktują się jak cegły, które można dowolnie ustawiać”.
Otóż w „Portrecie intymnym” fascynująca jest możliwość obserwowania wielkiego uczucia od samego kiełkowania, pierwszych listków, po rozwój i rozrost ogromnego drzewa. Niezwykła delikatność w nazywaniu uczuć sprawia, że ma się nieodpartą potrzebę odczytywania fragmentów najbliższej osobie. A zarazem poczucie niestosowności przepisywania ich na powszechny użytek. Jest to jednak historia miłosna pary inteligentów przekazujących sobie stale uwagi o swych lekturach, wysłuchanych koncertach, oglądanych miastach czy katedrach, narzucających się problemach. Co sprawia, że mamy przy okazji do czynienia z historią społeczną i umysłową czterech dziesięcioleci. Do końca łączą jednak żywe zainteresowania intelektualne z naturalną czułością. „Czy umiesz beze mnie dobrze parzyć herbatę rano i po południu? Kup parę paczek herbaty gruzińskiej »wysszyj sort«, a we środy wstępuj przed wykładem na kawę do Klubu Uniwersyteckiego”.
„Marylko Najdroższa!
Wsiądź do wagonu środkowego albo wagonu w tylnej połowie pociągu. Po przyjeździe do Warszawy postaw walizki na peronie i stój na miejscu, aż ja nadbiegnę.
W Józefowie wbiegłem na peron, gdy pociąg już nadjeżdżał. Ledwie zdążyłem kupić bilet. Myślałem, że mój zegarek spóźnił się o sześć minut, ale po przyjeździe do Warszawy stwierdziłem, że zegarek dobrze chodzi. To pociąg za wcześnie odjechał z Józefowa. Przypuszczam, że maszynista jest przodownikiem pracy”.
To łagodne rozbawienie światem cechowało oboje Ossowskich. Gdy w końcu lat 60. władze poinformowały panią profesor, że nie otrzyma paszportu do Brukseli, gdzie miała otwierać uroczystą sesję (o czym wiadomość czerpię już nie z korespondencji, lecz z wprowadzenia Elżbiety Neyman) sugerując, by wytłumaczyła swą nieobecność chorobą, Pani Maria wysłała w maju depeszę, że nie przyjedzie, ponieważ od 20 do 27 lipca będzie chora.  




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 27 (2765), 7 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl