Trybunał dla bezkarnych

Damian Buniak



Rozpoczyna działalność jedna z najważniejszych instytucji ochrony praw człowieka – Międzynarodowy Trybunał Karny. Czy szerokie uprawnienia mimo braku poparcia USA, uczynią Trybunał skutecznym narzędziem w walce z najdrastyczniejszymi naruszeniami praw człowieka na świecie?



Idea stworzenia w ramach ONZ trybunału ścigającego zbrodniarzy oskarżanych o łamanie praw człowieka powstała po procesach norymberskich z lat 1945-46. Dwubiegunowy podział świata nie pozwalał jednak urzeczywistnić odważnej koncepcji. Powrócono do niej na początku lat 90. Po czterech tygodniach intensywnych konsultacji nad statutem MTK, podpisało go w Rzymie, w 1998 r., ponad 120 państw. Do jego wejścia w życie potrzebna była ratyfikacja ze strony minimum 60. Osiągnięto to dopiero na początku tego roku.
MTK pozornie przypomina trybunały już istniejące, np. ds. zbrodni w byłej Jugosławii i Rwandzie. Te jednak powołano jedynie do osądzenia zbrodni popełnionych w określonym czasie i miejscu, Trybunał Karny będzie sądem stałym.


CZECZEŃSKA KATASTROFA
Trybunał będzie ścigał i sądził osoby oskarżane o zbrodnie ludobójstwa, wojenne oraz przeciwko ludzkości. Jego jurysdykcja będzie rozciągała się na obywateli państw, które ratyfikowały statut oraz osoby, które popełniły zbrodnie na terenie państw-stron statutu. Podstawową zasadą jest subsydiarność: Trybunał ma jedynie uzupełniać jurysdykcję krajów mających pierwszeństwo osądzania zbrodni. Zajmie się sprawą dopiero w sytuacji bezczynności lub nieudolności państwa. Trybunał powinien więc ukrócić bezkarność tych, którzy pogwałcili normy praw człowieka i nie ściga ich wymiar sprawiedliwości własnego kraju. 
Szeroko rozumiana suwerenność, interesy polityczne i gospodarcze mogą powodować trudne do wyobrażenia katastrofy. Czystka etniczna w Czeczenii, gdzie żołnierzom rosyjskim wolno wszystko, jest najlepszym tego przykładem. Kontekst konfliktu pokazuje nadto, że żadne instytucje europejskie ani światowe, powołane do ochrony praw człowieka, nie są efektywne. Rada Europy, która powinna skupiać państwa przestrzegające praw człowieka, poprzestała jedynie na ostrzeżeniu Rosji, na początku konfliktu czeczeńskiego, że zostanie wykluczona z tego grona. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, mający olbrzymie zasługi w ochronie praw jednostki, nie jest w stanie zrobić nic poza przyjmowaniem skarg Czeczenów, oskarżających Rosję o gwałcenie praw gwarantowanych przez Europejską Konwencję Praw Człowieka. Skarg tych jednak nie rozpatruje. 
Znamienne, że Trybunał piętnuje np. Polskę za przewlekłość postępowań sądowych, a jednocześnie wstrzymuje się od orzekania w sprawach takiej wagi, jak zbrodnie popełniane na czeczeńskich cywilach. Dlaczego skuteczność ścigania pojedynczych występków (też oczywiście potrzebna w ochronie praw człowieka) idzie w parze z bezkarnością wobec bezwzględnych zbrodniarzy?


BEZ AMERYKI
Przy poparciu mocarstw i ich woli politycznej, trybunały międzynarodowe mogą być skuteczne, wpływając odstraszająco na krewkich przywódców. Przykładem jest Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni w b. Jugosławii, przed którym stanął – dzięki amerykańskiej presji politycznej i ekonomicznej na Serbię – podejrzany o czystki etniczne oraz zbrodnie wojenne Slobodan Miloszević. Trudno przewidzieć, czy nieudolnie prowadzone oskarżenie zakończy się jego skazaniem, ale cieszy i to, że „potężny Slobo”, jako pierwsza w historii głowa państwa, musi tłumaczyć się na oczach świata z tragicznych wydarzeń z Bośni i Kosowa, których był głównym reżyserem. 
Powstanie Trybunału jest sukcesem, bo wielu nie wierzyło i sprzeciwiało się jego powstaniu, ale połowicznym: USA nie ratyfikowały statutu i wycofały złożony pod nim podpis prezydenta Billa Clintona. Trybunał, w zamierzeniu kolejny organ ochrony praw człowieka na świecie, nie ma więc poparcia państwa niezbędnego dla wzmocnienia efektywności swojego działania (kazus ekstradycji Miloszevicia do Hagi jest tego najlepszym przykładem). USA motywowały decyzję obawą przed upolitycznieniem werdyktów Trybunału, które mogą krzywdzić obywateli amerykańskich. Warto jednak przypomnieć, że wiele państw szantażowanych osłabieniem kontaktów gospodarczych i politycznych z USA podpisało i ratyfikowało statut wbrew woli dyplomatów amerykańskich. W ich przypadku ochrona praw człowieka przeważyła nad doraźnymi interesami politycznymi. 
Anty-przykładem wobec zaistniałej sytuacji może być niedawna rezygnacja Mary Robinson (pod wpływem presji USA i Rosji) z kandydowania na następną kadencję Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka. Jej bezkompromisowe sprawowanie urzędu było oceniane wysoko, jednak nie aprobowane przez Stany Zjednoczone i Rosję, ponieważ była prezydent Irlandii i świetny prawnik „zbyt” natarczywie upominała się o poszanowanie praw Czeczenów, Palestyńczyków, więźniów przetrzymywanych w Guantanamo na Kubie.


NIEUZASADNIONE FOBIE
Skąd bierze się strach Amerykanów przed „upolitycznionymi werdyktami” MTK? Gdy wgłębimy się w treść statutu i historię jego powstania, amerykańskie obawy okazują się bezzasadne. Istnieje wiele zabezpieczeń przed „samowolą” sędziów i prokuratorów, a statut jest wynikiem kompromisu uznającego właśnie postulaty amerykańskie. Postępowanie uwzględnia podstawowe zasady procesu karnego: od domniemania niewinności po prawo do obrony. Nie posiada jedynie, ważnej dla Amerykanów, ławy przysięgłych. Trybunał będzie rozstrzygał jedynie najbardziej drastyczne przypadki łamania praw człowieka, analogiczne do zawartych w amerykańskim kodeksie wojskowym. Żaden z procesów nie rozpocznie się bez autoryzacji sprawy przez specjalną izbę sędziów, która jeszcze przed procesem głównym oceni, czy sprawa nadaje się do rozstrzygania przez MTK. Sędziowie mogą być zobowiązani przez izbę do zawieszenia sprawy na przynajmniej 6 miesięcy, dla głębszego zbadania sprawy i wszczęcia procesu przez sąd kraju pochodzenia oskarżonego. Dopiero w przypadku jego bezczynności Trybunał odwiesza postępowanie. Poza tym Rada Bezpieczeństwa ONZ w przypadku każdej prowadzonej przez Trybunał sprawy może wydać rezolucję o wstrzymaniu dochodzenia lub procesu. 
Amerykanie boją się utraty kontroli nad niezawisłym i niezależnym od gier politycznych sądem. Niewykluczone, że jest to również przejaw niechęci do oddania części suwerenności na rzecz międzynarodowego sądu. Dla Europejczyków to widać mniejszy problem, bo wszystkie państwa UE i prawie wszystkie państwa kandydujące do Unii podpisały i ratyfikowały statut Trybunału. Także Brytyjczycy – stały sojusznik USA w sprawach międzynarodowych i wielu akcjach militarnych. 
Statut zaczyna obowiązywać od początku lipca. Pierwsze sprawy Trybunał Karny rozpatrzy już w przyszłym roku. 

Autor jest prawnikiem, współpracuje m.in. z Ośrodkiem Praw Człowieka UJ. Był obserwatorem międzynarodowym z ramienia OBWE w pierwszych wyborach parlamentarnych w Kosowie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 27 (2765), 1 lipca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl