Prof. Henryk Wereszycki we wspomnieniach i aktach PRL-owskiej bezpieki


Historyk ciężkich czasów

Ryszard Terlecki



7 maja 1982 r. Henryk Wereszycki wysłał pocztówkę do emigracyjnego historyka Piotra Wandycza, pierwszą po półrocznej przerwie w korespondencji, spowodowanej stanem wojennym. Napisał: Na ogół zachowuję równowagę ducha. Za wiele osobiście i jako historyk ciężkich czasów przeżyłem. Patrzę w daleką przyszłość z otuchą, bliżej w ogóle nie widzę. Po każdej klęsce zawsze w dziejach naszych coś pozytywnego powstawało, co było zadatkiem na przyszłe zwycięstwa.
Henryk Wereszycki był historykiem czasów najnowszych. Zajmował się okresem, którego schyłek sam dobrze pamiętał, chociaż pod koniec pracowitego życia od ulubionego XIX wieku dzieliło go już prawie całe stulecie. Ale należał również do grona tych Polaków, którzy owe czasy najnowsze kształtowali. Urodzony w rodzinie żydowskich księgarzy i wydawców we Lwowie, legionista, członek Polskiej Organizacji Wojskowej i żołnierz wojny polsko-bolszewickiej, po ukończeniu studiów historycznych na lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza, pracował w Instytucie im. Piłsudskiego, dokumentującym historię najnowszą. We wrześniu 1939 r. znów walczył, m. in. pod Kockiem, a resztę wojny spędził w niemieckim obozie jenieckim. Po wojnie wykładał na Uniwersytecie Wrocławskim, a w 1956 r. przeniósł się na Uniwersytet Jagielloński, gdzie wkrótce objął Zakład Historii Europy Zachodniej XIX wieku. W gronie profesorów Wydziału Filozoficzno-Historycznego był jednym z tych, których otaczała aura niezłomnej niezgody na tak ceniony przez reżim oportunizm i serwilizm. Po przejściu na emeryturę w 1969 r., jeszcze mocniej zaznaczał dystans wobec uczelnianej rzeczywistości, w której często najwięcej do powiedzenia mieli funkcjonariusze cenzury, partyjni sekretarze z ambicjami kadrowców czy agenci bezpieki. Ci ostatni zajmowali się prof. Wereszyckim w ciągu całej jego naukowej kariery.
Komuniści nie pozwolili wydać poświęconej mu księgi pamiątkowej ani gdy w 1969 r. odchodził na emeryturę, ani później, gdy obchodził kolejne jubileusze. Byli mściwi: za publikowanie w emigracyjnych wydawnictwach oraz za przystąpienie do niezależnego Towarzystwa Kursów Naukowych. Jeszcze w latach 80. wstrzymywali nadanie mu tytułu profesora zwyczajnego. Hołdem dla Henryka Wereszyckiego stała się dopiero sesja naukowa w setną rocznicę urodzin (a w osiem lat po jego śmierci), której materiały opublikowano ostatnio w tomie Henryk Wereszycki (1898–1990). Historia w życiu historyka.* 
Zebrano tam pełną bibliografię prac profesora (nie tylko stricte naukowych, ale także popularnych, zamieszczanych m.in. w „Tygodniku Powszechnym”), przedstawiono analizę jego dorobku (m. in. w artykule Jerzego Zdrady), opisano środowisko lwowskie, w którym dorastał, studiował, a następnie pracował jako nauczyciel, wreszcie zamieszczono wspomnienia i wybór fragmentów korespondencji (w tym z Piotrem Wandyczem). Do najważniejszych fragmentów tej książki zaliczam świetne szkice Elżbiety Orman (biografie profesora oraz jego żony Heleny) i Michała Pułaskiego (krótki, lecz cenny przyczynek do historii nieoficjalnego życia intelektualnego w PRL-u). Niewiele spośród osobistości uniwersyteckich (prawdziwych, a nie podfarbowanych na użytek tezy o ciągłości dokonań polskiej humanistyki w latach komunizmu) doczekało się tak wartościowego dowodu wdzięczności uczniów i przyjaciół.
Ale o zasługach prof. Wereszyckiego świadczy nie tylko dedykowana mu księga. W archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zachowało się wiele dokumentów, z których wynika, jak gorliwie śledziła go tajna policja, jak długo i mozolnie gromadzono dowody jego niechęci dla totalitarnego systemu. Już w 1952 r. tajny współpracownik „Akademik” donosił, że „na kursie historyków w Otwocku, poświęconym zaznajomieniu się z ideologią marksistowską, prof. Wereszycki publicznie bronił stanowiska przedwojennego PPS i endecji. Nie chciał i nie przeprowadził samokrytyki odnośnie zajętego stanowiska w napisanej przez siebie książce „Historia Polski w latach 1863-1918” gdzie z uznaniem pisze o Piłsudskim i Dmowskim”.
Przez wiele lat bezpieka podsłuchiwała telefoniczne rozmowy profesora, czytała jego korespondencję, wysyłała za nim agentów. Wereszycki zdawał sobie z tego sprawę, o czym świadczy jeden z raportów Służby Bezpieczeństwa: Z komunikatu P.T. [podsłuch telefoniczny] nr 110 z dnia 6 I 1965 wynika, iż Wereszycki orientuje się, że jest obserwowany przez władze. Wereszycki w rozmowie z Władkiem (nieczytelne nazwisko) mówi: „No, ja też jestem niebezpieczny dla Państwa i Rządu”. Stwierdza dalej, że jego żona jest zorientowana, iż podsłuchują wszystkie rozmowy jakie oni prowadzą przez telefon. (...)
Funkcjonariuszy tajnych służb nie krępowała naukowa pozycja profesora. W Kwestionariuszu ewidencyjnym, sporządzonym 27 lutego 1971 r., oficer SB wyliczał pod jego adresem wszystkie – znane sobie – polityczne inwektywy: Prezentuje poglądy rewizjonistyczne, prokapitalistyczne, proizraelskie – skłonny do podejmowania opozycyjnej działalności (...).
Z kolei z zestawu, zawierającego kopie przechwyconych listów, pochodzą opinie profesora. Niestety, nie znamy adresata choćby takiego listu: „Możesz mi śmiało napisać, ponieważ jeśli nawet cenzura zajmuje się naszymi listami krajowymi, to i tak niczego nowego z nich się nie dowiaduje. Jeśli by zaś przyszły czasy, kiedy by miano nam wytaczać procesy sądowe, to i tak żadne takie czy inne dokumenty nie są ważne. (...) Przecież nie należymy do PZPR-u, więc nie udajemy zwolenników obecnego „modelu” państwowego. Ważniejsi są młodzi partyjni, którym się ten model nie podoba. Ich widomą głową jest Modzelewski, który ma ogromnie wielu zwolenników pomiędzy partyjną młodzieżą, szczególnie w szkołach wyższych. To jest prawdziwy wróg. My stanowimy najsłabszą część armii rezerwowej. Inna rzecz, że właśnie my mamy wielki autorytet wśród tej ideowej młodzieży – mogłem się o tym wielokrotnie przekonać – zresztą nie idzie tylko o historyków, ale w ogóle starszych niezdemoralizowanych profesorów humanistyki, a wiesz, że jest nas bardzo mało, więc stąd ten autorytet”.
Profesor miał 76 lat, gdy funkcjonariusze SB uznali, że nie stwarza już bezpośredniego zagrożenia dla reżimu. W 1974 r. napisali: Prof. H. Wereszycki od kilku lat przebywa na emeryturze. Daleko posunięta choroba oczu w coraz większy sposób utrudnia pracę naukową, jak również osobiste kontakty z innymi naukowcami. Podtrzymuje jedynie kontakty korespondencyjne z swymi dawnymi uczniami oraz kolegami z dawnych lat wspólnej z nimi pracy. Kontakty te są co prawda interesujące, zwłaszcza jeśli chodzi o treść korespondencji, ale nie są one tak zjadliwe i antysocjalistyczne jak w latach ubiegłych. W/w jest człowiekiem w podeszłym wieku, schorowanym i w związku z tym proponuję złożenie KE [kwestionariusza ewidencyjnego] do archiwum z pozostawieniem obserwacji w ramach sprawy obiektowej „Jagiellończyk”.
Sprawa obiektowa „Jagiellończyk” to tajna operacja prowadzona przeciwko Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. W jej ramach jeszcze kilkakrotnie sięgano do teczek prof. Wereszyckiego, m. in. w lutym i sierpniu 1980 r. Dopiero schyłek systemu położył kres inwigilacji. Profesor zmarł w lutym 1990 r., u progu przywróconej niepodległości. Przez pół wieku jego postać rozjaśniała najciemniejsze karty naszej historii. 


* „Henryk Wereszycki (1898–1990). Historia w życiu historyka”, praca zbiorowa pod red. Elżbiety Orman i Antoniego Cetnarowicza, Towarzystwo Wydawnicze „Historia Iagellonica”, Kraków 2001, ss. 396.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 26 (2764), 30 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl