Przegląd prasy

Jaka parafia, taki Kościół



Za komunizmu duszpasterstwo parafialne w Polsce skierowane było na tzw. przeciętnego katolika. W parafii główną rolę odgrywali księża, zaangażowanie laikatu było niewielkie. W efekcie cechą polskiego katolicyzmu stała się powierzchowność i bierność. Po zmianie sytuacji politycznej w 1989 r. Kościół polski powinien przeorientować swój model duszpasterstwa – pisze w PRZEGLĄDZIE POWSZECHNYM (6) Waldemar Aramowicz SJ, po czym konfrontuje rzeczywistość lat 90. z zaleceniami II Soboru Watykańskiego i II Polskiego Synodu Plenarnego.
I tak, przykładowo, Synod uczulał, że wspólnoty parafialnej nie można budować jako „federacji wspólnot”. Tymczasem w latach 90. w polskim Kościele wprawdzie dynamicznie rozwijały się różne ruchy i stowarzyszenia katolickie, zapominano jednak o „właściwym umiejscowieniu ich w strukturze kościelno-parafialnej”. Błąd polegał na „budowaniu enklaw »lepszego« życia parafialnego w ruchach i stowarzyszeniach (działających niejako obok zasadniczego nurtu parafii czy tworzonych przez osoby spoza parafii), gdy w tym czasie tzw. większość niezrzeszona była pozostawiona sobie”. Mnogość ruchów niekoniecznie przekładała się na jakość, bywała też powodem dzielenia katolików na „lepszych” i „gorszych”. 
Dokumenty Synodu podkreślały zaangażowanie duszpasterskie większości kapłanów. Niepokojące bywa jednak „ograniczanie przez nich posługi do mszy św., konfesjonału, nauczania religii w szkole i pracy w kancelarii. Wielość doraźnych obowiązków powoduje ciągły pośpiech, przemęczenie, w konsekwencji rzutuje na jakość duszpasterstwa”. Dlatego niezbędne jest podzielenie się władzą w parafii. Proboszcz winien być „ośrodkiem wokół którego koncentrowałyby się mniejsze wspólnoty, a nie (jak dotychczas) wierzchołkiem piramidy – struktury hierarchicznej”. M.in. dlatego trzeba zmienić kryteria mianowania proboszczów. Synod zaleca, by były nimi: praktyczne umiejętności duszpasterskie, umiejętność pracy zespołowej i wrażliwość społeczna. Zatem wiodącym powodem bycia proboszczem nie może być – jak dotąd – „zdolność wybudowania nowej świątyni” czy staż pracy kapłańskiej. 
Dokumenty Synodu przypominały księżom, by w homiliach nie uprawiali agitacji politycznej i by nie ujawniali swych przekonań w tym zakresie. Chodzi m.in. o to, by nie dzielić parafian. Tyle tylko, że taki sam efekt może przynieść działalność laikatu – rozmaite stowarzyszenia i koła parafialne bywają atrakcyjnym narzędziem do zdobywania elektoratu przez niektóre ugrupowania polityczne, które manipulacją wykorzystują „element eklezjalnego posłuszeństwa lub źle pojętego prawa świeckich do zabierania głosu w życiu publicznym”. 
Po 1989 r. niektóre parafie stały się pracodawcami: proboszczowie zatrudniają po kilkadziesiąt osób, decydują o etatach katechetów itd. Pełnią więc w praktyce funkcję menedżerów – są zobowiązani do przestrzegania kodeksu pracy i słusznego wynagradzania pracowników.
Aby parafia stała się – jak zaleca Synod „wspólnotą wspólnot” konieczna jest autentyczna promocja laikatu. Świeccy wciąż rzadko dopuszczani są do funkcji lektorów, kantorów czy szafarzy Komunii św. Wskaźnikiem faktycznego otwarcia proboszczów na świeckich jest też pozycja rad duszpasterskich i ekonomicznych parafii. Tymczasem w wielu parafiach nie istnieje choćby coś tak elementarnego, jak przejrzystość finansowa: „Proboszczowie zapominają, że tylko rozporządzają dobrami finansowymi wspólnoty parafialnej (nie są właścicielami tego majątku), natomiast świeccy ograniczają się do krytyki, oskarżeń i plotek”. Wyjściem byłaby współpraca proboszcza z radą ekonomiczną – tyle że w polskich warunkach oznaczałoby to „rewolucję parafialną porównywalną ze zmianami ustrojowymi 1989 r.”. Przełamanie stereotypu, że Kościół i parafia to wyłącznie duchowieństwo – „my – księża”, a nie także świeccy, długo jeszcze będzie problemem.
 


KB

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 26 (2764), 30 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl