Tu i gdzie indziej, i jeszcze dalej z Lemem

Adam Poprawa



Poszerzona powtórka tomu rozmów Stanisława Beresia ze Stanisławem Lemem pokazuje, jak bardzo zmienił się świat w ciągu ostatnich piętnastu-dwudziestu lat. A równocześnie powrót do tej książki oznacza odzyskanie wyostrzonej perspektywy, umożliwiającej widzenie rzeczy we właściwych proporcjach, aksjologicznych i hierarchicznych.



Jak dobrze wiadomo od czasów trzeciej podróży Trurla i Klapaucjusza, smoków, owszem, nie ma, z tym że nie istnieją one na trzy różne sposoby. Są zatem – a raczej, choć składnię trzeba tu nieco nadwyrężyć – nie są smoki zerowe, urojone oraz ujemne. Analogicznie rzecz się ma z kulturą: ona także nie istnieje na trzy sposoby, jako kultura wspominkowa, postulatywna bądź masowa.
Za pomocą tych trzech stanów nieistnienia kultury próbuję oddać niezwykłość doznań towarzyszących lekturze wznowionych właśnie rozmów Stanisława Beresia ze Stanisławem Lemem. Spokojnie: książka jest znakomita. Powrót do niej oznacza odzyskanie wyostrzonej perspektywy, umożliwiającej widzenie rzeczy we właściwych proporcjach, aksjologicznych i hierarchicznych. Mimo że rozmówcy uważnie a namiętnie komentują współczesność, czytający jakby oddalał się od niej, dlatego też pojawia się wrażenie cokolwiek neantyczne. Powtórka tomu Beresia i Lema dowodnie pokazuje, jak bardzo zmienił się świat w ciągu ostatnich piętnastu-dwudziestu lat.

*

Pierwsze sesje dialogowe odbyły się w czasie od listopada 1981 roku do sierpnia 1982. Książka z ich zapisem ukazała się późno, dopiero w 1987. Wcześniej, w latach 1984–1985 publikowała je w odcinkach „Odra”. WL-owską edycję „Rozmów ze Stanisławem Lemem” wyprzedził ich niemiecki przekład, „Lem über Lem. Gespräche” (1986). Teraz księga jest obszerniejsza. Przywrócone zostały fragmenty skreślone przez cenzurę, m.in. w pierwszym rozdziale, analizującym lwowską młodość Lema (i jej historyczny kontekst, w tym dwie sowieckie okupacje). Po raz pierwszy pojawia się rozmowa pt. „Czarna bezwyjściowość sytuacji”, traktująca o stanie wojennym i, jak można się spodziewać, doszczętnie kiedyś pokreślona przez cenzorów; w wydaniu z 1987 nie został po niej nawet ślad. Dzieło Beresia i Lema poszerzają również trzy rozdziały, będące efektem rozmów przeprowadzonych we wrześniu i grudniu roku 2001.
Między obiema książkami, tą z 1987 i tą nową, wiele się więc zdarzyło. Lem przestał pisać powieści. Diametralnie zmieniła się sytuacja polityczna. Radykalnym przekształceniom uległy relacje dzielące różne poziomy kultury. Dominujący, a raczej: (tylko) ten najpowszechniejszy model uczestniczenia w kulturze poddany został mutacjom wręcz niwelującym. Stąd, sygnalizowane wyżej, nowe czytelnicze doświadczenia. Z Lemem jest się zarazem tu i gdzie indziej. Tutaj, w książce – i gdzieś daleko, na świecie. Kiedyś, daleko w książce – i teraz, na świecie. I jeszcze dalej. 
Mizantropia Lema nie nabrała (bo i skąd?) jaśniejszych barw, pojawiły się za to nowe uzasadnienia krytycznych sądów pisarza. Staje się on coraz bardziej podobny już nawet nie do niesłuchanej Kasandry, lecz do starotestamentowych proroków. To, oczywiście, nie jest sprawą autokreacji. Chodzi zaś o maksymalizm i intensywność tego, co Lem mówi. I dawniej nie był on apologetą cywilizacji. Ale wtedy z uwagą go czytano i komentowano. Niegdysiejszy – a przecież minęło wszystkiego zaledwie kilkanaście lat – rodzaj samorealizacji w kulturze stanowił wspólnotę aktywnych jednostek. Dziełami się cieszono lub się o nie spierano, niemniej były one traktowane normalnie, to znaczy jako coś niezbędnego. Kiedy Bereś miał w latach 80. wykład o Lemie, sala była nie tylko pełna, ale i prelegent musiał odpierać ciosy spadające nań za – zupełnie zresztą niewinną – wypowiedź Lema na temat ojca Kolbego. Kiedy (też w latach 80.) do Wrocławia przyjechał Jerzy Jarzębski, by – w ramach Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej – opowiedzieć o Bogu ateistów (Lema, Schulza i Gombrowicza), chętni do wysłuchania wykładu nie zmieścili się w kościele. 
Dzisiaj natomiast, z czego Lem świetnie zdaje sobie sprawę, przylgnęła doń złośliwa etykietka malkontenta. Do felietonów pisarza się przyzwyczajono, a przecież ciągle mówi on rzeczy odkrywcze – nawet wtedy, gdy się powtarza. Ten swoisty paradoks polega na tym, że są sprawy, do których nie można, a przynajmniej: nie powinno się przyzwyczajać. Dlatego na przykład ponawianie przez Lema filipik przeciwko niektórym przejawom kultury i cywilizacji współczesnej uważam za działanie niezbędne. Ostał się więc choć jeden (sprawiedliwy), któremu jeszcze na czymś zależy. Choć jeden, który nie przywykł do równającego w dół glajchszaltowania.

*

Zapytany o największe zaskoczenie, Lem udzielił krótkiej i zdecydowanej odpowiedzi: „»Wielki Brat« i inne tego typu wynalazki”. Znamienne, że właśnie o tym programie dla proletów (Orwell raz jeszcze) wybitny pisarz niejednokrotnie wspomina. Co jasne, jak najdalszy jest od dowartościowujących pseudointerpretacji, dostrzega bowiem groźną powagę zjawiska. Mówi o swoim poczuciu „wstydu za ogólnopolski aplauz dla »Wielkiego Brata«. Ten straszny prymityw wyrasta z tej samej gleby”, co antysemityzm. 
Wyrazistość Lemowych wypowiedzi jest funkcją realizowanej przezeń skali wartości – poznawczych, etycznych i estetycznych. No i „literatura to jest gra, w której musi iść na ostro”. Z takiego właśnie traktowania sztuki słowa wyciągnął Lem ostateczne wnioski. Zrezygnował z fikcji, uznając formy dyskursywne za wypowiedzi umożliwiające mu zaangażowanie bardziej bezpośrednie oraz, jak zapewne sądzi, pełniejsze pod względem epistemicznym. Będąc bardzo przywiązanym do jego prozy fabularnej, pozwalam sobie zachować zdanie odmienne. 
Tak czy inaczej, eseistyka i felietony Lema ściśle się łączą z jego powieściami, opowiadaniami oraz z (chyba zbyt mało docenianą) dramaturgią, zebraną niedawno w tomie „Przekładaniec”. Cywilizacyjny wymiar Lemowego dzieła jest wyrazem nadziei niemal tragicznej. Do niej prowadzą preferowane przez pisarza rozważania probabilistyczne. „Gdyby ludzkość popełniła samobójstwo, nie zmieni to faktu, że dalsza droga stała jednak przed nią otworem. Mnie interesuje bardziej ta mniej prawdopodobna droga od bardziej prawdopodobnej, jaką jest zbiorowe samobójstwo ludzkości”. Odrzucenie tego, co wydaje się nieuniknione, jest zarazem postawą egzystencjalną i etyczną, międzyludzką. Zastanawiające – ale też logiczne, jeśli zważyć pewne egzystencjalistyczne powinowactwa – jak bardzo wynotowany urywek przypomina finał wiersza Szymborskiej, zatytułowanego (nomen omen) „Możliwości”. „Wolę brać pod uwagę nawet tę możliwość, / że byt ma swoją rację”. I u poetki powiało nicością. 
Z pytań i odpowiedzi wyłania się wielostronny autoportret Lema. Już w poprzedniej serii rozmów określił się on jako pisarz realistyczny oraz jako tradycjonalista. Teraz ta charakterystyka została wzmocniona, skoro twórca uznaje się za „bardzo konserwatywnego”. Oczywiście, te epitety są wystarczająco przewrotne, by nie poprzestać na ich rozumieniu potocznym. Równie istotna jest tonacja emocjonalna, jaką udało się Beresiowi z Lema wydobyć. Autor „Summy technologiae” wzruszająco opowiada o swoim zmysłowym (zapach) przywiązaniu do książki w jej dotychczasowym materialnym kształcie. Twórca najdalszych kosmicznych podróży zdradza się z żalem za zimową przejażdżką saniami ciągniętymi przez konia. 
Nie jest to jednak sentymentalna redukcja. Adresatem emocji Lema jest bowiem cały Wszechświat, a dokładniej: nieistniejący (najprawdopodobniej) Inni. Kosmiczne sieroctwo tak doskwiera, gdyż „nie dysponujemy żadną krzywą dystrybucji i rozkładu”. Relatywnie wysoka samoocena ludzkości stanowi więc efekt braku obiektywizujących kryteriów zewnętrznych. 
A przecież całe pisarstwo Lema jest ustanawianiem perspektywy kosmicznej, budowaniem takich „zewnętrznych” punktów widzenia, dzięki którym odczuwanie własnego człowieczeństwa staje się intensywniejsze. 


„TAKO RZECZE... LEM”. Ze Stanisławem Lemem rozmawia Stanisław Bereś, Kraków 2002, Wydawnictwo Literackie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 26 (2764), 30 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl