A mój syn


Przychodzi żaba do sądu 

JACEK PODSIADŁO




A mój syn, kiedy mu pokazałem animowane komputerowo dinozaury i niby się zdziwiłem: „Ciekawe, jak oni je sfilmowali”, odpowiedział: „Normalnie. Pewnie sfilmowali, jak jeszcze były”. Może sobie wyobrazić czasy dinozaurów, ale nie dociera do niego, że kiedyś mogło nie być kamer.
„Nie zawdy sie z Womi zgodzom” – napisał do mnie pan Owczarek Podhalański. Ale „to co pisoliście o Ich Troje, abo o poni Kozyrze to jest święta prowda. Ostatnio pogryzłek jednego cepra, co fcioł ukrość oscypka mojemu bacy. No i co? I nic. Ot, jesce jeden przypadek pogryzienia cepra przez owcarka. Ale gdybym nie nazywoł sie owcarek podhalański, ino poni Kozyra, to takie pogryzienie byłoby dziełem śtuki! A jakiś cas temu jedna suka w sąsiedztwie mioła ciecke. Tośmy posli – trzy owcarki – pod jej chałupe i zaceliśmy do niej wyć. W końcu jej gazda sie zdenerwowoł i wyskocył na nos z kijem. Ale gdybyśmy sie nazywoli nie trzy owcarki podhalańskie, ino Ich Troje, to ten gazda wyskocyłby do nos nie z kijem, a z prośbom o autograf. I tak to juz jest. Za takom samom rzec jedni zbierajom laury, inksi dostajom baty, a w najlepsym wypadku nic nie dostajom. Bo na tym świecie nimo sprawiedliwości, jak to zauwazyła najsłynniejsa górolska poetka, Wanda Czubernatowa z Raby Wyznej. Ale najsłynniejsy górolski filozof, Józek Tischner z Łopusnej, od razu jej na to pedzioł, ze ten świat jest stworzony do miłości, a nie do sprawiedliwości. Skoro tak, to machnołek na sprawiedliwość ogonem (fciołek machnąć łapom, ale bołek sie, ze sie przewróce i owce mnie wyśmiejom) i zacołek miłowoć. Miłuje więc mojego bace, miłuje turystów (zwłasca, gdy mnie dokarmiajom), miłuje Pona i Pońskiego Syna. Poniom Kozyre tyz miłuje, ale mimo to, jak ino trafi sie okazja, to jom ugryze. Za co? A za nic! Ugryze jom niezasłuzenie, niesprawiedliwie! Niech ona tyz wie, ze nimo na tym świecie sprawiedliwości. Hau! owcarek podhalański
Ps. Casem pon cytuje w swoich felietonach listy do siebie. Nie spodziewom sie, zeby haw mioł pon taki zamiar, ale na wselki wypadek prose mojego listu nie cytowoć. »Tygodnik Powsechny˛« jest po to, zeby cytowoć w nim wos, ludzi, a nie nos, psy”.
No i teraz Rada Etyki Mediów musi zebrać się na nadzwyczajnym posiedzeniu. Tak nadzwyczajnym, jak nadzwyczajny jest niniejszy przypadek naruszenia podstawowych zasad dziennikarskich. Żeby cytować w prasie list, którego Autor wyraźnie sobie zastrzegł, żeby nie cytować! Niechybnie sprawa znajdzie swój finał w sądzie. I niechybnie ją wygram. Dlaczego? Bo tak, jak żaden człowiek nie wygrał jeszcze z PKP, tak żaden pies nie wygrał jeszcze z człowiekiem. Za znęcanie się nad psem niezawisłe sądy III RP (oj, żeby do nich nie przyszła sprawiedliwość ludowa, bo wtedy zawisną, aż togi będą im powiewać na wietrze) dają wyłącznie wyroki w zawieszeniu. To co mogą mi dać za zacytowanie psa? Jakąś nagankę w zawieszeniu? Najprawdopodobniej sąd uzna, że pies nie ma prawa w ogóle złożyć pozwu. Jeszcze dostanie grzywnę za obrazę sądu, jak przyniesie ten pozew w zębach (obrażalskim sędziom dedykuję anegdotę o sędzim piłkarskim. Graliśmy kiedyś z LZS-em Kuniów i sędzia był ślepy. Więc strasznie mu z chłopakami ubliżaliśmy, a on nic, nawet żółtej kartki żadnemu nie dał. W końcu spytałem go: „Panie, jak pana trzeba nazwać, żeby pana obrazić?” A on na to: „Mnie się nie da obrazić”. Autentyk. Po meczu sprawiedliwość ludowa wrzuciła mu spodnie do sedesu i wracał do domu w piłkarskiej todze).
Mój znajomy pozwał do sądu odpowiednie władze za nieprzestrzeganie przepisu o prawie żab do swobodnego przekraczania autostrad. Obecnie sprawę rozpatruje trybunał w Strasburgu, bo polski sąd odpowiedział znajomemu, że w sprawie tej nie jest bezpośrednio pokrzywdzony. A list pana Podhalańskiego przytoczyłem, żeby na własnej sierści odczuł, „ze nimo na tym świecie sprawiedliwości”. A już dla zwierząt to nie ma jej wyjątkowo. A już w Polsce to szczególnie. Akurat nie jestem dzisiaj w nastroju do epatowania okrucieństwami i wyliczania listy tych największych, z których słyniemy w świecie; może zresztą nie zmieściłaby się. Ale na jeden aspekt chcę zwrócić uwagę. 
Obrońcy tzw. praw zwierząt często wykorzystują chwyt, który wykorzystywacze i zjadacze zwierząt często uważają za nadużycie. Porównują na przykład farmy czy fermy do obozów koncentracyjnych, eksperymenty na zwierzętach do eksperymentów na ludziach, a masowy ubój do holocaustu. Łatwo taką analogię obśmiać albo oburzyć się na nią, bo istnieje dość wyraźna różnica między krową a człowiekiem. Ale z obśmiewaniem to ostrożnie, bo walka o prawa żab przed trybunałem strasburskim też może śmieszyć, ale jak będziecie grylować zająca na łonie tego, co wydaje się wam naturą, i zachwycać się kumkaniem żab, to może właśnie mojemu znajomemu będziecie zawdzięczać, że żaba występuje w przyrodzie częściej niż dinozaur. A są też podobieństwa między krową a człowiekiem i dziedziny, w których zwierzę i homo sapiens są sobie równi. A zrównuje tych dwoje – i powinno zrównywać także wobec prawa – na przykład cierpienie. Nawet w nowej ustawie o ochronie zwierząt, którą prawie wszyscy są zachwyceni, jest mowa o zwierzętach „o wyższym rozwoju czynności psychicznych”, co świadczy, że ustawodawca odróżnia już psychikę robala od psychiki małpy człekokształtnej. Nie każdy jest św. Franciszkiem i może można pozwolić na krzywdzenie muchy. Ale dla krzywdzenia zwierzęcia odczuwającego cierpienie w takim samym lub zbliżonym stopniu, jak człowiek, nie da się znaleźć podstawy moralnej, z której powinno wynikać każde prawo. I tu dochodzimy do miejsca, gdzie analogie z ludobójstwem są uzasadnione. „Doświadczenia powodujące ból (...) należy przeprowadzać w znieczuleniu (...). Tylko w wyjątkowych przypadkach, gdy dobro nauki tego wymaga, można dokonać doświadczenia bez znieczulenia”. Proszę bardzo: w czym nauka jest lepsza od królika i co królik jej zawdzięcza? Jeśli trzeba torturować, to dlaczego niewinnego króliczka, a nie złodziei albo bandytów? I czy nie można by zatrudniać masochistów? A czy „piersi świeże tanio”, które widuję na bazarze, na pewno są smaczniejsze od świeżych piersi?
Oj, rozpędziłem się. Ale nie sądzę, żebym się zagalopował. Niech mi dobra nauka pokaże, w czym człowiek jest lepszy od zwierzęcia (jako stary Indianin bredni o tym, że człowiek ma duszę, a zwierzę nie, nie będę słuchał). W przeciwnym razie mogę czytać ustawę o „ochronie” zwierząt wstawiając w miejsce „zwierzęcia o wyższym rozwoju” mniej rozwiniętego Polaka albo Żyda. „Wyłapywanie bezdomnych Polaków oraz rozstrzyganie o dalszym postępowaniu z nimi może odbywać się wyłącznie na mocy uchwały właściwej rady gminy”. „Transport Żydów odbywa się środkami do tego celu przystosowanymi”. „Pomieszczenie poczekalni przedubojowej powinno być izolowane akustycznie i oddzielone przegrodą od pomieszczenia przeznaczonego do pozbawiania świadomości”.

Jacek Podsiadło
podsiadlo@atol.com.pl
skr. poczt.32, 45-067 Opole1.

PS. Jeszcze ostatni kwiatek do kożucha z cielęcej skóry: „Zabrania się zmuszania zwierząt do wykonywania czynności, które powodują ból lub są sprzeczne z ich naturą”. To w widowiskach cyrkowych i sportowych. Jasne, nic bardziej naturalnego dla konia, niż ganiać dokoła Służewca z hipkiem na grzbiecie, a niedźwiedź w stanie naturalnym to tylko na rowerze by jeździł.
 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 26 (2764), 30 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl