O Pani Elżbiecie

MICHAŁ KOMAR

 


W piątek 21 czerwca 2002 roku, w południe, skwar niemożebny, żyć się odechciewa, szukam cienia, a tu jakiś młodzieniec podchodzi, legitymację pokazuje i mówi, że w sprawie ankiety na temat optymizmu. No to oświadczam, na odczepnego, że owszem jestem optymistą, jak najbardziej nawet. A żar straszny. Wtedy młodzieniec brutalnie zapytuje, co mi się w takim razie ostatnio najbardziej podobało. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że ostatnio najbardziej podobała mi się pani Elżbieta, prawdę mówiąc nie tylko ostatnio, od lat mi się podoba, z górą dwudziestu albo i więcej, i już mam przystąpić do umotywowania swego stanowiska, gdy młodzieniec przerywa i mówi, że jemu nie idzie o sprawy osobiste, tylko o publiczne raczej. Na to ja odpowiadam, że w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” podobała mi się dyskusja „Jaka Polska, jaka Unia, jaka Europa”. A konkretnie, co się tam panu podobało? – zapytuje młodzieniec. Odpowiadam, że ładnie tam występuje Włodzimierz Cimoszewicz: „Realnym zagrożeniem jest (...) czy będziemy 1 stycznia 2004 roku przyzwoicie przygotowani do tego, aby zaabsorbować środki unijne. Dyskutować trzeba o wszystkim, ale dobrze byłoby, abyśmy nie doprowadzili do sytuacji mrożkowskiej, w której będziemy licytowali się w swoim patriotyzmie i twardości negocjacyjnej, a zapomnimy o rzeczach elementarnych. O tym, aby w gminie była odpowiednia liczba przygotowanych pracowników, którzy doprowadzą do skonsumowania środków unijnych”. I dodaję, że też bardzo ładnie mówi Artur Balazs: „W najbardziej zapalnej kwestii rolnictwa pomysł zróżnicowania dopłat oceniam bardzo pozytywnie. Podobnie chęć zamiany funduszy strukturalnych na dopłaty bezpośrednie do rolnictwa. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że gminy nie będą w stanie wykorzystać całości przyznanych im funduszy. A według mnie chodzi o to, aby najlepszym rolnikom stworzyć w miarę równe warunki konkurencji”. A już zupełnie najładniej wypowiada się Lech Kaczyński: „Istnieje problem szczegółowych warunków przystępowania do Unii i on w ciągu sześciu miesięcy po wstąpieniu może ujawnić się w sposób, który obniży gwałtownie poparcie dla UE (...) jesteśmy krajem, który rozwija się w tempie bardzo umiarkowanym. Jeżeli po wejściu do UE nastąpią perturbacje gospodarcze i w dalszym ciągu będziemy w sferze bardzo powolnego rozwoju, to może się to skończyć poważnym kryzysem”. 
Młodzieniec patrzy na mnie podejrzliwie i pyta, co w tym wszystkim wydaje mi się najładniejsze. Odpowiadam, że cieszę się doprawdy i jestem ubogacony faktem, że „głowy polityczne” umieją chcieć. Młodzieniec pyta: – Rozumiem, że u źródeł pańskiego optymizmu leży lektura gazet? Czym prędzej wyprowadzam go z błędu tłumacząc, że u źródeł mego optymizmu leży myśl o spotkaniu z panią Elżbietą. Na to młodzieniec zwraca mi uwagę, że rozmawiamy o sprawach publicznych. Odpowiadam, że skoro tak, to przyznaję, że u źródeł mego optymizmu leży lektura gazet. Z tej lektury wynika, że jeśli „głowy polityczne” umieją chcieć, to być może w niedalekiej przyszłości będą też chciały umieć. Weźmy taki przykład opisywany przez gazety przed pół rokiem. Wydało się wówczas, że gdybyśmy w 2002 roku przystąpili do UE i gdyby zostały uruchomione ogromne środki na rolnictwo polskie, to rolnicy i tak by z tych środków nie mogli skorzystać. A nie mogliby – bo nie został stworzony system informatyczny, będący podstawowym instrumentem dokonywania dopłat. Przypomina mi to wypowiedź przypisywaną Władysławowi Gomułce: „Towarzysze! Gdybyśmy mieli walcownie blach cienkich, to robilibyśmy najlepsze w świecie konserwy mięsne... ale nie mamy mięsa!” Także z prasy wiem, że fundusze UE na rozwój regionalny są kilkakroć wyższe od funduszów rolnych, a ich uruchomienie może w poważny sposób wpłynąć na rozwój naszej gospodarki. Ale żeby je uruchomić, potrzebny jest nie tylko udział finansowy strony polskiej, ale – w pierwszym rzędzie – stworzenie stosownych regulacji prawnych i administracyjnych określających sposoby przygotowania projektów, ich wdrażania i nadzoru nad nimi. Tu zaś nie obejdzie się bez wysiłków sporej grupy pań i panów ze Spraw Wewnętrznych, Gospodarki, Finansów i Infrastruktury, a także całego Rządu, by nie wspomnieć o prześwietnym Sejmie. W przeciwnym przypadku okaże się, że znów nie potrafimy skorzystać ze sprzyjającej koniunktury. Jeśli umiemy chcieć, to powinniśmy też chcieć umieć – oświadczam dobitnie. A zatem jest pan pesymistą! – mówi młodzieniec i odchodzi, a ja wlokę się do budki telefonicznej, wystukuję numer pani Elżbiety. Stoję. Czekam. 
Czekam. 
Czekam. 
Odpowiada mi milczenie.

Michał Komar

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 26 (2764), 30 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl