Nr 26 (2764), 30 czerwca 2002

 

 

 

               





Dlaczego Papież nie oszczędza sobie strasznego wysiłku,
a nam widoku swego kalectwa?


Halina Bortnowska

Tajemnica bolesna

Podobnie jak Jan XXIII, Jan Paweł II znalazł własną drogę do ludzi. Od początku starał się być duszpasterzem świata; chce nim być do końca. Choćby kosztem potrzeb instytucji, której samodzielny, energiczny lider pewnie by się przydał.   WIĘCEJ






Co proponuje polski Kościół homoseksualistom, którzy pragną żyć w zgodzie z jego nauczaniem?

Adam Fons

Odwaga „Odwagi”

Homoseksualizm, którego doświadczam od wielu lat, jest wielką tajemnicą, a zarazem swoistą „czarną dziurą” mojego życia. Nie uporałem się z nim tak, jakby życzył tego sobie Kościół, którego postawa wobec zagadnienia wydaje mi się wielce kontrowersyjna, nie tyle w wymiarze doktrynalnym, co praktycznym.   WIĘCEJ




Tworzenie grup wsparcia dla homoseksualistów wydaje się przedwczesne

Ks. Józef Augustyn SJ

Brak odwagi

Jeżeli jakiś ksiądz byłby znany z tego, że chętnie udziela pomocy osobom homoseksualnym, łatwo mógłby spotkać się z podejrzliwością. Wielu kapłanów obawia się więc „homoseksualnego cienia”.   WIĘCEJ





Mądre szaleństwo Antonia Gaudiego y Cornet 

– w 150. rocznicę urodzin 

Bohdan Paczowski

Wyobraźnia i tajemnica

W roku 1878, podczas przyznawania 26-letniemu Antonio Gaudiemu dyplomu architekta w Barcelońskiej Szkole Architektury, jej dyrektor Elias Rogent zwrócił się podobno do obecnych słowami: „Panowie, mamy tu dziś przed sobą albo geniusza, albo szaleńca”, na co Gaudi odpowiedział: „Znaczy to, że jestem architektem”. Na to jednak, żeby z chorowitego dziecka, urodzonego i wychowanego na prowincji, stać się nie tylko architektem, ale znanym na całym świecie symbolem Barcelony, nie wystarczył sam talent i upór. Trzeba było przede wszystkim niezależności wyobraźni, sąsiadującej rzeczywiście z szaleństwem.  WIĘCEJ






O Mironie Białoszewskim w jego 80. urodziny

Tadeusz Sobolewski

Po latach, ale jeszcze nie w zaświatach

Mam przed sobą plakat Mironaliów 2002 – święta ulicy Tarczyńskiej. W tej bocznej ulicy, idącej od placu Zawiszy w głąb Ochoty, na czwartym piętrze przedwojennej kamienicy, w mieszkaniu Lecha Emfazego Stefańskiego powstał w 1955 roku słynny teatr, w którym Białoszewski był przez jakiś czas autorem i aktorem. Na plakacie projektu Stefańskiego – zdjęcie Mirona, umalowanego jak Pierrot. Obok dedykacja znanym, wyraźnym pismem: „po latach, ale jeszcze nie w zaświatach. Miron (B.)”.    WIĘCEJ







WIARA




Tomasz Potkaj
Polski kleryk czasów popkultury

W czterdziestu polskich seminariach diecezjalnych i pięćdziesięciu seminariach zakonnych studiuje ponad siedem tysięcy kleryków – to aż jedna czwarta wszystkich kleryków w Europie. Do kapłaństwa przygotowują się kandydaci z „pokolenia X”, generacji wychowanej na kulturze masowej. To wyzwanie dla ich seminaryjnych wychowawców oraz dla Kościoła. Jak sobie z nim radzą? I czy w Polsce nadchodzi kryzys powołań?     WIĘCEJ



Ks. Marek Łuczak
Świadomość, co uczy pokory

Pytanie o sposób kształcenia kleryków jest dziś coraz bardziej aktualne. Ale jeszcze trudniej odpowiedzieć na pytanie o jakość ich formacji: co zrobić, by w regułach scholastycznego rozumowania nie stracili najważniejszego?   WIĘCEJ





Tekst jest głosem w dyskusji o perspektywach ekumenizmu, którą wywołał tekst Andrzeja de Lazari „Ekumeniści – porzućcie wszelką nadzieję”, opublikowany w „TP” nr 23/2002, gdzie zamieściliśmy także głos ks. Wacława Hryniewicza „Kościół jest jeden”. Ks. Leonard Górka jest werbistą, kierownikiem Katedry Ekumenicznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Antynomie ekumenizmu


Leonard Górka SVD

Nadzieja czy rezygnacja?

Uważano ongiś, a i dziś jeszcze się mówi, że historia podziałów chrześcijańskich jest historią grzechu pychy i nienawiści ludzkiej. Jest to niewątpliwie prawda. Dzieje Apostolskie i listy św. Pawła obfitują w relacje o tym, że w Chrystusowym Kościele znajdują miejsce grzesznicy, że grzech i wina to element jego sytuacji bycia w świecie. W pielgrzymce przez wieki zagubiliśmy niektóre podarowane charyzmaty Ducha Świętego, a w to miejsce wprowadziliśmy własne autorytety i małe ludzkie prawdy, które rodziły konflikty i podziały.    WIĘCEJ





Ukazał się kolejny tom monumentalnej „Historii chrześcijaństwa”


Ks. Jan Kracik

Kościół czasów mocy i słabości





„Historia chrześcijaństwa”,t. 5:
„Ekspansja Kościoła rzymskiego 1054–1274”, 

red. A. Vauchez, J. Kłoczowski,
Wydawnictwo Krupski i S-ka,
Warszawa 2001.






Do pisania zaproszono około stu najwybitniejszych historyków, nie tylko europejskich. Przedstawiono im ramową koncepcję dzieła, pozostawiając sporą swobodę twórczą. Uwzględniając stan badań mogli posługiwać się własnym stylem. Uzyskana tym zbiorowym wysiłkiem panorama przeszłości chrześcijaństwa – obejmująca jego katolicki, wschodnie i protestanckie nurty – zajęła 14 tomów (w tym tom indeksów), liczących po około 1000 stron. W każdym, opatrzonym w przypisy, znalazło się około 250 kolorowych i czarno-białych ilustracji oraz 40–50 map. Tom obejmuje zatem średnio około półtora wieku, choć faktycznie od kilkudziesięciu lat (np. 1750–1830, 1914–1958) do paru stuleci (np. 431–642, 1247–1449). Czasowa pojemność poszczególnych woluminów zależy oczywiście od stopnia „zagęszczenia” wydarzeniami i problemami danego odcinka dziejowego serialu. Omawianiu rozwoju religijnych instytucji i doktryn towarzyszy prezentowanie życia poszczególnych wspólnot chrześcijańskich oraz związków religii, kultury i polityki (te trzy słowa widnieją jako podtytuł „Historii chrześcijaństwa”).     WIĘCEJ








KRAJ I ŚWIAT





Być albo nie być – to najbardziej znane zdanie światowej dramaturgii nigdy chyba nie pasowało do stanu finansów polskiej kultury tak dobrze jak dzisiaj 

Andrzej Kaczmarczyk

Co to będzie po wakacjach

Odpowiedzialny dyrektor placówki kulturalnej powinien niczym mafioso prowadzić podwójną księgowość. Jedną dla siebie i drugą dla właściciela. Dla siebie powinien tworzyć plan minimum, a dla władz budżet swych marzeń. Wiadomo bowiem, że otrzyma jedynie część pieniędzy, o które wystąpił. Może ta część wystarczy na realizację planu minimum. Jeżeli jednak pieniędzy będzie nieco więcej, ale znajdą się na koncie niedługo przed końcem roku budżetowego, powstaje inny problem: jak zdążyć je wydać? Bowiem pieniądze niewydane należy zwrócić do końca grudnia, a 1 stycznia znów można się martwić, za co wymienić kaloryfery lub wystawić spektakl. W takiej sytuacji...
Jest nim Andrzej Celiński, człowiek nie związany dotychczas z kulturą, za to o ciekawej biografii.   WIĘCEJ





Marcin Matuzik
Zapomniana wielka ucieczka




Obóz jeniecki w Żaganiu: 
amerykański film, 
w Polsce zapomniana historia





Akcja głośnego amerykańskiego filmu „Wielka ucieczka” toczy się w obozie jenieckim w Żaganiu. (...) Dziś na miejscu obozu rośnie las, miejscami pozostało piaszczyste pole. Deski z baraków spłonęły w piecach okolicznych domów podczas kolejnych mrozów. Lotników upamiętnia muzeum, stojący przed nim pomnik oraz dwa cmentarze. W muzeum można zobaczyć pamiątki po ucieczce i cierpieniu jeńców. Jednak banalnie zaaranżowana ekspozycja nie jest na miarę historii z 1944 r. Miasto też nie korzysta z „Wielkiej ucieczki”, choć przyniosłaby mu pewnie popularność i pieniądze z turystyki. Prawie nikt nie wie, że przedstawiona w filmie historia rozegrała się na terenie dzisiejszej Polski. Zapomnieli o niej także nasi filmowcy: obok rozszyfrowania kodu Enigmy (znów Polacy!) to kolejny temat zignorowany przez rodzimą kinematografię. „Wielka ucieczka” kojarzy się dziś tylko z amerykańskim filmem.    WIĘCEJ




Wokół nowej powieści Martina Walsera i kolejnego niemieckiego „sporu o pamięć”

Nawojka Cieślińska
z Monachium
Koniec pewnej epoki

40-latek Frank Schirrmacher, współwydawca i szef działu kultury prestiżowego dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, postanowił zostać współczesnym Emilem Zolą. Pod koniec maja ogłosił list otwarty do Walsera, odmawiając druku w gazecie fragmentów nowej, niepublikowanej książki pisarza pt. „Śmierć krytyka”, co wcześniej „FAZ” zawsze czynił. Schirrmacher – w podobnie patetycznym tonie jak wiek wcześniej Zola w apelu „J’accuse!” o sprawie Dreyfusa – postawił Walserowi szereg najcięższych zarzutów, oskarżając, że napisana „z nienawiścią” powieść przedstawia literackie morderstwo nie na fikcyjnym bohaterze, ale konkretnym człowieku: Marcelu Reichu-Ranickim, od lat czołowym krytyku literackim Niemiec, który uratował się z Holocaustu. W powieści nosi on nazwisko André Ehrl-König i zdaniem publicysty jest poddany jako Żyd obraźliwej charakterystyce, z użyciem agresywnie antysemickich stereotypów.     WIĘCEJ


Nawojka Cieślińska, historyk i krytyk sztuki, kurator wystaw, 1991-94 radca kulturalny ambasady RP w Niemczech i dyrektor Instytutu Polskiego w Düsseldorfie. 1995-96 dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi. Mieszka w Warszawie i pod Monachium.





Zachód sprzedał sprawę okupowanego Tybetu, ale emigracja tybetańska nie traci nadziei 

Artur Klimaszewski
z Dharamsali (północne Indie)
Miasto uśmiechniętych żebraków






Uciekinierka z Tybetu podczas demonstracji o wolność swego kraju, zorganizowanej w stolicy Indii w styczniu tego roku, w czasie wizyty prezydenta Chin.





Tachi ma 29 lat. Dwanaście lat temu wraz z grupą przyjaciół zdecydował się uciec z Tybetu. Przez miesiąc błądzili po górach. Śladem tej ucieczki są powyginane odmrożeniami palce, które Tachi stara się ukryć, gdy zapala papierosa. Nie chce za wiele mówić o ucieczce, to było dla niego koszmarne doświadczenie. Jako dziecko przeszedł polio i większość drogi przyjaciele nieśli go na prowizorycznych noszach. Dzisiaj Tachi zastanawia się nad swoją przyszłością. Właśnie ukończył tybetańską szkołę w Dajeerling. Myśli o informatyce, ale kursy są drogie, a on musi jeszcze pomagać pozostawionej w Tybecie rodzinie. Takich jak Tachi spotyka się w Mc Leod Ganj na każdym kroku. Tylko w ciągu pięciu pierwszych miesięcy tego roku, do Indii przybyło półtora tysiąca nowych uchodźców. Pierwszym ich etapem jest Nepal, gdzie zostają zarejestrowani i udziela im się pomocy. Później odsyłani są do Indii – do Mc Leod Ganj.   WIĘCEJ


Tybet: symbol łamania praw człowieka

W 1950 r. armia komunistycznych Chin wkracza do Tybetu – państwa, którego początki sięgają VII wieku. Duchowy przywódca Tybetańczyków, 15-letni wówczas Tenzin Gyatso czyli XIV Dalajlama, zostaje zmuszony do objęcia także funkcji politycznej. Rok później podpisany zostaje „układ o pokojowym wyzwoleniu Tybetu” przez Chiny, co oznacza utratę niezależności kraju i w praktyce początek końca tybetańskiej kultury. Kiedy w marcu 1959 w Lhasie wybuchają demonstracje, 24-letni Dalajlama – w obawie przed porwaniem przez Chińczyków – ucieka do Indii, gdzie powołuje emigracyjny rząd i parlament. 
Chińskie władze zakazują Tybetańczykom wyznawania religii i posługiwania się językiem, burzą buddyjskie świątynie. Trwająca pół wieku okupacja regionu pochłonęła co najmniej 1,2 miliona ofiar, jedną piątą 6-milionowego narodu. Większość z nich zginęła w zbrojnych powstaniach, które – mimo apeli Dalajlamy o niestosowanie przemocy – były reakcją na brutalność chińskiej „modernizacji” Tybetu i prześladowania religijne. Diaspora tybetańska jest rozproszona po świecie; tylko w Indiach mieszka ponad 100 tys. Tybetańczyków (dane z 1996 r.). 
W 1989 r. Dalajlama – na zdjęciu obok – otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Przywódca Tybetańczyków nadal wierzy w pokojowe osiągnięcie autonomii Tybetu, a swym pełnym optymizmu i empatii sposobem bycia zjednuje sobie światową opinię. Naciski organizacji praw człowieka, a nawet poszczególnych państw na Chiny nie dają jednak żadnych rezultatów: od końca lat 80. trwa w Tybecie kolejna fala represji, postępuje proces sinizacji regionu, w którym mieszka już 7,5 mln Chińczyków. Tybetańczycy są więc mniejszością we własnym kraju, dyskryminowaną we wszystkich sferach życia. 
W 1995 r. Chińczycy uwięzili 6-letniego Genduna Czokji Nimę – wybranego przez Dalajlamę Panczenlamę (czyli drugiego hierarchę buddyzmu tybetańskiego) i wskazali na innego, ich zdaniem „autentycznego” Panczenlamę. Pekin do tej pory odmawia – mimo nacisków organizacji międzynarodowych – dostępu do uwięzionego chłopca i jego rodziców. Z kolei w 1999 r. do Indii uciekł aprobowany uprzednio przez Chiny
14-letni Ugjen Trinlej Dordże, XVII Karmapa, najwyższy hierarcha buddyjski na terenie Tybetu.          MF







KULTURA


 



Michał Heller

Gdy Pan Bóg liczy...

W Wenecji co roku odbywają się międzynarodowe sympozja pod wspólnym tytułem „Kosmologia i filozofia”. Tematem spotkania we wrześniu tego roku ma być znane pytanie Leibniza: dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Jeżeli wmyślić się głębiej w to pytanie, ciarki przechodzą po plecach. Bo przecież mogłoby nie istnieć nic. Nic. Dosłownie nic: ani świata, ani Boga. Nic – absolutne zero istnienia. To byłoby najprostsze, nie wymagające żadnego wyjaśnienia. Nic równa się nic – jedynie obowiązujące równanie. I nic poza tym. A jednak coś jest. A jeżeli jest, domaga się wyjaśnienia. Ale dlaczego cokolwiek mamy wyjaśniać? Co to jest wyjaśnianie? I w ten sposób powstaje łańcuch pytań – łańcuch, który raz rozpoczęty, nigdy się nie kończy. Byłoby znacznie prościej, gdyby nie było żadnego pytania. Dlaczego zatem istnieje raczej coś niż nic?    WIĘCEJ


Ks. Michał Heller jest profesorem PAT w Krakowie, rektorem Instytutu Teologicznego w Tarnowie, członkiem Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego. Zajmuje się kosmologią, filozofią, historią nauki i relacji między nauką a teologią. Ostatnio opublikował książkę pt. „Sens życia i sens Wszechświata” (wyd. Biblos, Tarnów 2002). Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. 





Recenzja książki „Tako rzecze... Lem”. Ze Stanisławem Lemem rozmawia Stanisław Bereś, Kraków 2002, Wydawnictwo Literackie

Adam Poprawa

Tu i gdzie indziej, i jeszcze dalej z Lemem

Mizantropia Lema nie nabrała (bo i skąd?) jaśniejszych barw, pojawiły się za to nowe uzasadnienia krytycznych sądów pisarza. Staje się on coraz bardziej podobny już nawet nie do niesłuchanej Kasandry, lecz do starotestamentowych proroków. To, oczywiście, nie jest sprawą autokreacji. Chodzi zaś o maksymalizm i intensywność tego, co Lem mówi. I dawniej nie był on apologetą cywilizacji. Ale wtedy z uwagą go czytano i komentowano. Niegdysiejszy – a przecież minęło wszystkiego zaledwie kilkanaście lat – rodzaj samorealizacji w kulturze stanowił wspólnotę aktywnych jednostek. Dziełami się cieszono lub się o nie spierano, niemniej były one traktowane normalnie, to znaczy jako coś niezbędnego. Kiedy Bereś miał w latach 80. wykład o Lemie, sala była nie tylko pełna, ale i prelegent musiał odpierać ciosy spadające nań za – zupełnie zresztą niewinną – wypowiedź Lema na temat ojca Kolbego. Kiedy (też w latach 80.) do Wrocławia przyjechał Jerzy Jarzębski, by – w ramach Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej – opowiedzieć o Bogu ateistów (Lema, Schulza i Gombrowicza), chętni do wysłuchania wykładu nie zmieścili się w kościele.   WIĘCEJ





Recenzja filmu „Dzień świra”, scen. i reż. Marek Koterski, zdj. Jacek Bławut, muz. Jerzy Satanowski, scenogr. Przemysław Kowalski, wyst. Marek Kondrat, Janina Traczykówna, Michał Koterski, Joanna Sienkiewicz, Andrzej Grabowski i inni. Prod. Polska 2002. Dystryb. Vision. 


Anita Piotrowska

Psychoza po polsku

„Dzień świra” nie ma ambicji stawiania społecznej diagnozy. Opowiada historię człowieka przegranego, który w chorobliwy sposób filtruje rzeczywistość, dostrzegając wokół wyłącznie jemu podobnych świrów. Koterski stworzył postać bliską mu duchowo – wystarczy przypomnieć drukowane przed kilku laty na łamach miesięcznika „Kino” jego bardzo osobiste felietony pod znamiennym tytułem „Zapiski psychopaty”, jak i znakomite filmy z lat 80.: „Dom wariatów” czy „Życie wewnętrzne”, w których poznawaliśmy młodsze wcielenia Adama Miauczyńskiego. Sam reżyser przyznaje, że praca nad filmem jest dla niego zawsze – a w tym przypadku szczególnie – rodzajem psychoterapii, wyzwoleniem od własnych obsesji.   WIĘCEJ





Recenzja spektaklu „Nie-Boska Komedia” Zygmunta Krasińskiego, reżyseria i scenografia Jerzy Grzegorzewski, premiera w Teatrze Narodowym w Warszawie 9 czerwca 2002.

Piotr Gruszczyński

Grobowiec

Gdzie umieścić akcję „Nie-Boskiej Komedii” tak, by nie pozostawić złudzeń co do rewolucyjnych możliwości odmiany świata? W Paryżu? Wymaga pewnie kolejnej rewolucji, by uwiarygodnić poprzednią. Na Kubie, gdzie Fidel Castro realizuje ideę rewolucji permanentnej? Walka o przetrwanie nie jest rewolucją. A może w Moskwie? Dopiero by się obraziła. Gdzie umieścić Okopy św. Trójcy i kto w istocie powinien ich bronić? (...) Zarzucono temu spektaklowi, że nie jest politycznie gorący, że nie aktualizuje klęsk Unii Wolności i zwycięstw populistycznego Leppera, że zachowuje spokojne opanowanie, gdy na ulicy młyn codziennych afer i awantur. Dziś rzeczywiście mądrzejszy ten, który głośniej krzyczy. Ale nie na tym polega sztuka teatru, by mielić wulgarną sieczkę zdarzeń i nie po to są arcydramaty, by przymierzać je wciąż do aktualnej sytuacji społecznej czy politycznej. One służą do przykładania do nich sytuacji duchowej: artysty i narodu.    WIĘCEJ





Recenzja książki Ryszarda Nycza „Literatura jako trop rzeczywistości. Poetyka epifanii w nowoczesnej literaturze polskiej”, Kraków 2001, TAiWPN „Universitas”.

Anna Czabanowska-Wróbel

Rzeczywistość utracona i odzyskana

„Literatura jako trop rzeczywistości” stanowi naturalne dopełnienie, ale i wyraziste przekroczenie wcześniejszych prac. Ryszarda Nycza zajmują teraz „subtelniejsze języki”, by posłużyć się sformułowaniem Charlesa Taylora. Badacz odsłania w dwudziestowiecznej literaturze polskiej cały krąg tematów, współczesny „obiektywizm” nie jest bowiem ani nurtem, ani szkołą, lecz rodzajem konstelacji – szerokim, wielokształtnym zjawiskiem o nieostrych konturach. Zjawisko to, raz zobaczone i sugestywnie opisane, narzuca się z mocą. W analizach rozpada się na wiele różnych elementów, by znów scalić się, gdy badacz przyjmuje perspektywę antropologii. Horyzonty, jakie otwiera książka Nycza, są niezwykle rozległe; to „projekt krytyki epifanicznej” gotowy do podjęcia na wielu płaszczyznach.   WIĘCEJ





Prof. Henryk Wereszycki we wspomnieniach i aktach PRL-owskiej bezpieki

Ryszard Terlecki
 
Historyk ciężkich czasów







FELIETONY





JÓZEFA HENNELOWA – Jak to dobrze


ANDRZEJ DOBOSZ –
Business Plan


MICHAŁ KOMAR – O Pani Elżbiecie

MARCIN KRÓL – Samobój

JACEK PODSIADŁO –
Przychodzi żaba do sądu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 26 (2764), 30 czerwca 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia



Kronika religijna

 

Medytacja Biblijna

 

Ks. Mieczysław Maliński

 

Liturgiczne czytania tygodnia


Kobiety w Biblii


Komentarze

 

Przegląd prasy krajowej

 

Przegląd prasy zagranicznej

 

 

Notatki

 

Wśród książek

 

 

Listy 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl