Votum separatum

Jak to dobrze

JÓZEFA HENNELOWA



Małgorzata Szumowska, reżyser filmowy coraz bardziej znany, pracuje nad nowym filmem, którego już sama zapowiedź musi cieszyć. Bo będzie to film, jaki już dawno powinien powstać: film o dziecku jeszcze nie narodzonym. A więc o tajemnicy, dokoła której zawirowań jest coraz więcej, która generuje emocje i zachowania, postawy i tendencje od najwznioślejszych do najbardziej bulwersujących, ale która dotąd nie doczekała się tego właśnie, co jest na jej miarę, kontemplacji przez sztukę. Prawdziwej kontemplacji, nie natrętnej dydaktyki gwałcącej wszystkie normy zachowań należnych największej tajemnicy świata.
Owszem, powstawały filmy, które miały przerazić – bo pokazywały bez ogródek detale zamachu na nienarodzone życie. Budziły zapewne wstrząs, ale tylko przerażały, nie generując dobra. Gorzej: budziły też zamęt, nieuchronnie wzniecany pytaniem: czemu zamiast ratować, kamerzysta notował przebieg niszczenia życia? Najważniejsze jednak, że było to odstraszanie, a nie kontemplacja cudu, który potrzebuje samych uczuć i postaw dobrych. Film Szumowskiej będzie o dziecku, które żyje i z którym matka rozmawia, a rozmawiając uczy się jego i siebie, uczy swojego macierzyństwa i życia obojga. Filmowy język będzie tutaj tym najwłaściwszym, najtrafniejszym, bo nie na dyskursie polega obcowanie z tajemnicą. I ważny jest także tytuł, już filmowi nadany: „Ono”. Najlepszy z możliwych.
W ostatnim roku wyszły kolejno dwa wydania (czy raczej dwie wersje) opowieści mającej w zamierzeniu spełnić rolę podobną: o swoim życiu i rozwoju przed narodzeniem opowiada tam samo dziecko. Autorowi, zasłużonemu lekarzowi Włodzimierzowi Fijałkowskiemu, przyświecały najszlachetniejsze intencje wtajemniczenia w powstawanie i rozwój istoty ludzkiej. Dokonał jednak zabiegu ryzykownego: swego bohatera obdarzył od pierwszego momentu pełnią życia osobowego i umysłowego, kazał mu rozumieć nie tylko mowę ludzką, ale i pojęcia oraz zjawiska świata, na którym się jeszcze nie znalazł. Książka „Oto jestem” (WSiP, potem Biblioteka „Niedzieli”) ma wiele danych, by stanowić pomoc wychowawczą. Ale to głównie z powodu zdjęć, tekst stwarza pułapki i każe wciąż oddzielać fikcję od faktów. A tajemnica tego nie znosi. 
Na film Małgorzaty Szumowskiej cieszę się jak na prawdziwe przeżycie, na które czekałam od dawna.


Józefa Hennelowa

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 26 (2764), 30 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl